Czas na imagistykę!

Narzędzie, które daje wiele możliwości i odbiera poczucie rzeczywistości?

684

Snap, Instagram, Facebook, Tinder – znaczenie obrazu w społeczeństwie wzrasta. Zdjęcie jest bardziej realne niż piktogram. Rzeczywistość przemawia do nas realnym obrazem!

Adolf Hitler wykorzystywał telewizję do celów propagandowych, mimo, że w Berlinie było zaledwie 19 odbiorników. Internet początkowo miał służyć wojsku oraz NASA i miał ułatwiać przesyłanie danych. W 1973 roku pewien inżynier Motoroli wyszedł na ulicę z telefonem w ręku i wykonał pierwsze połączenie w ramach sieci komórkowej. Zbierając to wszystko w całość, teraz za pomocą telefonów wysyłamy zdjęcia i nagrywamy filmy. Prowadzimy relacje na żywo w mediach społecznościowych.

Jesteśmy w czasach, które wieścił Stanisław Lem w „Cyberiadzie”. Niezliczone terabajty informacji krążą między nami, a my nie zdajemy sobie z tego nawet sprawy. Wśród nich są obrazy, w które wierzymy – bo są przecież obrazami!

 

madejski brief

 

I tak żyjemy w czasach, w których rzeczywistość jest przysłaniana coraz częściej wygenerowanymi obrazami, które nie prowadzą nas do odkrywania prawdy o życiu, o naszej rzeczywistości, lecz pokazuje się sztucznie wykreowany świat dopasowany do potrzeb naszych umysłów. Wszystko jest praktycznie sprofilowane pod nas, nasz gust, nasz ruch w sieci – tylko po to by sprzedało się więcej, a oglądalność i odsłony wzrastały.

 

Jako Polacy kupujemy najwięcej artykułów spożywczych w całej Unii Europejskiej, po czym najwięcej jej marnujemy. W sieci najczęściej klikamy na reklamy produktów spożywczych.

Świat nas uwodzi obrazami – sami też uwodzimy. Kiedy wrzucamy zdjęcie na Instagrama w ruch idą filtry, na Facebooka filtry i podpis, jak fantastycznie się czujemy w danej chwili.

Oto imagistyka –  sztuka tworzenia za pomocą obrazów, nowej nie istniejącej, jeszcze rzeczywistości. Polega na tym że  gdy obraz (czyli informacja, znak) zostaje opublikowany to w tym momencie staje się rzeczywistością, a więc prawdą.

Jeśli o Janie Kowalskim napiszemy, że jest ekspertem – choć w rzeczywistości nim nie jest – i pojawi się on w kilku ważnych tygodnikach o zasięgu ogólnopolskim czy wówczas zostanie tak nazywanym? Słowo wydrukowane staje się faktem i jeżeli społeczeństwo w nie uwierzy, mało kogo będzie w przyszłości obchodziło, czy Jan Kowalski jest faktycznie ekspertem. Bowiem obraz wykreowany nie musi być od pewnego momentu obrazem rzeczywistym. Czy ktoś się pyta polityków, czy celebrytów o ich kompetencje?

 

Im ludzie młodsi – tym mniej odporni

Najbardziej odpornymi na imagistykę są ludzie twardo stąpający po ziemi. Ci, którzy dorastali bez mediów społecznościowych, a teraz nie mają czasu na nie, bo uznają, że są w życiu rzeczy ważniejsze – realne spotkania z przyjaciółmi, rodzina, praca, znajomi, spędzanie wolnego czasu poza siecią. Tak mowa o najstarszym pokoleniu Polaków. Tuż za nimi plasuje się pokolenie BB. Ale im bardziej zbliżamy się do młodszych pokoleń, do X i Y – jestem przekonany, że obraz kreowany przez świat marketingu czy ten z wirtualnej rzeczywistości, zaczyna być zbieżny. Pokolenie Z – to najmłodsze praktycznie nie dostrzega różnicy.

Pierwsze słowa książki „Symulakry i symulacje” na bazie której powstał kultowy „Matrix” Braci Wachowskich cytują słowa Kochelta:”Obraz nie jest tym co skrywa prawdę… obraz jest prawdziwy”.

Kluczowym zadaniem wszystkich brandów biznesowych i osobistych, a także każdego z nas, jest znalezienie odpowiedzi na pytania: jak wpłynąć, jak przekonać do siebie innych ludzi, których zależnie od kontekstu nazwiemy w biznesie: klientem; w kościele: wiernym; w polityce: wyborcą. Ponieważ w codziennym życiu każdego dnia, każdy człowiek sprzedaje, a ładniej można powiedzieć, przekonuje innych do swoich pomysłów. W pracy chcemy, żeby szef przekonał się do naszych pomysłów, w przypadku szefa chcemy, aby jego pracownicy wykonywali to, czego sobie życzy. W idealnym świecie mamy do przekonania około 7 000 000 000 ludzi i w momencie, kiedy zrozumiemy ideę imagistki dochodzimy więc do ważnego wniosku, że w walce o klienta wygrywa ten, kto lepiej opowiada historię.

W walce na lepsze historie doprowadziliśmy do tego, że trudno jest odróżnić świat realny od wykreowanego. Jako marketer czuję się jak ryba w wodzie, jednak obserwując swoje dziecko widzę, że jest mu trudno odróżnić prawdę prawdziwą od tej prawdy obrazka z sieci. Jako marketerzy pamiętamy, aby prócz (powiem to między nami) manipulowania rzeczywistością uczyć ludzi szczególnie młodych odporności na nią.

Komentarze
var __collector_config = { publisher: '62CD5834-C757-4F9F-A4EA-7451478E0D3C', };