Droga z zachowaniem life balance. Rozmowa z Katarzyną Tatarkiewicz, trenerką rozwoju osobistego

144

Zapraszamy na wywiad z Katarzyną Tatarkiewicz – wieloletnim praktykiem na rynku biznesowym, który pomaga innym odnaleźć równowagę między pracą a życiem prywatnym oraz uświadamia, jak ważne jest życie w zgodzie ze sobą. Wspiera w odkryciu swoich mocnych stron i ich wykorzystaniu oraz w zrobieniu pierwszego kroku do zrozumienia siebie i spełnienia w życiu zawodowym. Zwraca również uwagę na stronę praktyczną – jak skutecznie poprowadzić biznes, elastycznie nim zarządzać i jak wykorzystywać nadarzające się okazje. Rozmowę poprowadził Jarosław Skoczeń z firmy Emmerson.

Jarosław Skoczeń: Skąd pojawiły się w Twoim życiu zainteresowania związane z life balance,
potrzebą zachowania równowagi, sposobami zapanowania nad stresem?

Katarzyna Tatarkiewicz: Tematy przyszły w naturalny sposób. Był to proces, jaki sama najpierw
musiałam przejść. W pierwszej kolejności priorytetem była praca, odnoszenie sukcesów, zarabianie
pieniędzy. Aż wreszcie przyszedł moment zastanowienia. Pierwsze problemy ze zdrowiem. I
uświadomienie sobie jakie sprawy w życiu są dla mnie priorytetem.

JS: I co się nim okazało?

KT: Własny organizm i zdrowie. Uświadomiłam sobie, że jeśli zacznę dbać sama o siebie z resztą
spraw i przychodzących sytuacji spokojnie sobie poradzę. Warunkiem jest zachowanie zdrowia. I to
zarówno fizycznego, jak i psychicznego.
JS: Psychicznego? Czyżbyś zapadła na depresję?
KT: Aż tak źle jeszcze nie było. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nie jest mi dobrze we
własnym życiu. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego. Do tego doszło kiepskie samopoczucie i bóle, jakie
pojawiły się w różnych częściach ciała. Konieczność odwiedzania lekarzy, wykonywania setki badań,
aby postawić trafną diagnozę. W związku z tym, że nigdy nie przepadałam za wizytami w przychodni,
czy szpitalu ani łykania tabletek, zaczęłam szukać przyczyn w sobie i swoim życiu. Zaczęłam słuchać
swojego organizmu. Zwracałam uwagę na jego reakcje nie tylko na to, co akurat zjadłam i z jaką
szybkością, ale również na emocjonalne odpowiedzi na wydarzające się sytuacje, zachowania ludzkie
czy własne myśli. I to był ten przełom, który zaczęłam od siebie.

JS: Ale problemy psychiczne kojarzą się przede wszystkim z koniecznością przyjmowania leków,
długimi terapiami…

KT: Dla mnie kluczowym momentem było zaobserwowanie u siebie projektowania własnych myśli,
które w sposób tak oczywisty zaczęły wpływać na kształt tworzącej się wokół mnie rzeczywistości. I
nie mam tu na myśli magicznego jej zaklinania. Po prostu wszystko zależy od nastawienia do ludzi
wokół oraz życia. Od sposobu reagowania i chociażby rozpoczynania rozmowy z drugą osobą. To z
kolei w sposób bezpośredni przekładało się na mój stan zdrowia. Bóle w znaczący sposób się
zmniejszyły. Dodatkowo, zaczęłam zwracać dużą uwagę na to, co jem i w jakich warunkach.
Poszukiwałam najbardziej odpowiadającej mi formy aktywności fizycznej. Standardowo rozpoczęłam
od yogi. Okazało się jednak, że bardziej do mojego temperamentu pasuje Pillates oraz streaching. W
pewnym momencie złapałam się nawet na tym, że ćwiczenia sprawiają mi niemal fizyczną
przyjemność. I tak, zmiany w umyśle w podejściu przede wszystkim do siebie. Następnie do świata i
ludzi oraz tego, co jem. Decyzje dotyczące tego, co robię w życiu i jakie osoby do niego wpuszczam.
Ponadto zdałam sobie jasno sprawę, że każdy kij ma dwa końce. Każda sytuacja inaczej wygląda w
zależności od punktu widzenia i jest nam dana, jako lekcja do przerobienia przynosząca nam korzyść.
Nie jest ważne czy w pierwszym momencie wydaje nam się katastrofą czy szczęściem.

JS: Większość ludzi stara się unikać nieszczęśliwym i złych wydarzeń w życiu. A Ty twierdzisz, że
tragedia może nam przynieść korzyść?

KT: Naturalną reakcją na tragedię jest rozpacz, strach i zawsze stres. Warto czasami w tych emocjach
się zatrzymać i zapytać czy rzeczywiście jest to takie nieszczęście. Z biegiem czasu często się okazuje,
że dane wydarzenia stają się dla nas wręcz błogosławieństwem. Dają impuls do zmian i dalszego
rozwoju. Uświadomienia sobie, co w życiu się przeżyło i nadszedł czas na zrobienie miejsca na nowe.
Czasami mam wrażenie, że trudniej jednak przyjmować szczęście i poczuć wdzięczność. W mądry
sposób wykorzystać momenty radości i spełnienia. Dla nas jest to stan oczywisty, bo wychodzimy z
założenia, że szczęście powinno być czymś naturalnym. A znów kiedy indziej, nie jesteśmy w stanie go
zauważyć. Dopiero po jakimś czasie dochodzimy do wniosku, że była to ta właśnie chwila. A wtedy
jest już za późno… Warto żyć teraz, w teraźniejszości. Wiedzieć dokąd się zmierza, ale bez
zapamiętania. Przyjmować szanse, jakie pojawiają się na drodze i w sposób świadomy przyjmować je
albo odrzucać. W sposób elastyczny zarządzać sobą, bo często to, co wydaje się dla nas najlepsze, za
chwilę może się okazać przekleństwem. Najważniejszą rzeczą jest zawsze postępowanie i
podejmowanie decyzji zgodne z samym sobą. W ten sposób unikniemy rozżalenia i niezadowolenia.

JS: To była Twoja droga i odkrycie. Skąd natomiast pojawił się pomysł na pomaganie innym
ludziom?

KT: Można powiedzieć, że to oni właśnie mnie do tego zmusili… W trakcie zmian, jakie zachodziły we
mnie, zaczęły pojawiać się wokół osoby z podobnym spojrzeniem na życie i zainteresowaniami. Ale
nie tylko. Coraz więcej osób zaczęło przychodzić do mnie na rozmowy o nich, o życiu, o ich planach i
marzeniach. To był czas mojej przygody w dziale HR, gdzie zajmowałam się miękkim HRem w dużym
call center. Dziwnie z boku musiały też wyglądać spotkania rekrutacyjne, które kompletnie nie
odpowiadały żadnym przyjętym oficjalnie standardom. To raczej były rozmowy o tych ludziach, które
miały im uświadomić potrzeby i kierunek zmian. I tak zostało do dnia dzisiejszego. Mimo zmiany
pracy i powrotu do innych obszarów działań, niemających już nic wspólnego z HRem.

JS: Nie obawiałaś się doradzać ludziom? To generuje potencjalne pretensje i winienie Ciebie za
ewentualne niepowodzenia.

KT: Ja nie doradzam. Raczej kieruję procesem, mającym na celu pomoc w nakierowaniu drugiego
człowieka na odpowiedni sposób myślenia. Ja nie mówię mu w czym jest dobry, jedynie
uświadamiam, że w czymś jest. To on musi odkryć swoje mocne strony i uświadomić słabe, aby dalej
odpowiednio kierować swoim życiem i podejmować dla siebie najlepsze decyzje. Uchylam drzwi. Czy
ktoś w nie wejdzie i zechce je otworzyć, to już jego decyzja. Każdy jest odpowiedzialny za swoje życie
i powinien tę odpowiedzialność przyjąć.

JS: Właśnie w tym momencie pojawił się pomysł na stworzenie szkoły?

KT: Jeśli ludzie sami do mnie przychodzą i okazuje się, że potrafię skutecznie im pomóc to dlaczego
nie spróbować na większą skalę? Właśnie wtedy w moim życiu pojawiła się przyjaciółka, która w
sposób naturalny uzupełniła swoją wiedzą moje kompetencje. Ja bardziej zorientowana na psychikę,
procesy rozwojowe i zwycięskie wychodzenie z każdej sytuacji przy zminimalizowaniu efektu stresu.
Bożena zaś po latach doświadczeń pracy z ludźmi uwagę swoją skierowała na aspekty zdrowotne. Na
przykład jak zmienić dietę w przedłużającym się czasie nerwowości i napięcia, w celu
zminimalizowania negatywnych skutków. Zwraca uwagę jak nasz stan emocjonalny wpływa na nasze
nawyki żywieniowe i odwrotnie. Pokazuje jak poradzić sobie w sposób naturalny nie tylko z
chorobami czy wzmocnić organizm przez usunięcie na przykład toksyn, ale również uczy technik
relaksacji oraz sposobów zbudowania zdrowej asertywności i obustronnie korzystnych relacji z
innymi osobami. Uświadamia procesy manipulacji, jakim często nieświadomie się poddajemy i
pokazuje metody radzenia sobie w trudnych psychicznie sytuacjach. Bardzo często dotyczą one
naszych najbliższych. W ten sposób udało nam się stworzyć duet nie dość, że wzajemnie się
uzupełniający, to jeszcze w sposób „kompleksowy” pomagający ludziom. Czerpiemy z tego
niesamowitą radość. Mimo, że nie brakuje również i trudnych sytuacji.

 

Komentarze
var __collector_config = { publisher: '62CD5834-C757-4F9F-A4EA-7451478E0D3C', };