Kilo robotów

2 895

Roboty nadchodzą. Tym razem w formie inteligentnych rojów.

Po angielsku ta technologia nazywa się swarm robotics, po polsku robotyka ławicy. Polega na grupach automatów, które mogą szybko dostosowywać się do warunków otoczenia dzięki algorytmom opartym na zachowaniu mrówek. Dziesiątki, a czasem nawet setki i tysiące maleńkich automacików tworzy większy system, który uczy się tego co dookoła i płynnie wykorzystuje nowe informacje. Stanisław Lem w książce „Niezwyciężony” przedstawił taki rój robotów jako największy przeciwnik ludzkiej inteligencji. Maleńkie mechaniczne muszki zdolne do łączenia się w potężne chmury robotów wyewoluowały według koncepcji pisarza jako kolejne stadium z robotów obdarzonych autonomiczną inteligencją.

Z książek do rzeczywistości

Obecnie fikcja proponowana w książkach staje się rzeczywistością. Naukowcy ze Stanów Zjednoczonych opracowali właśnie technologię zdolną połączyć tysiąc takich maleńkich robocików. Jets ich dokładnie 1024, razem tworzą układ o nazwie Kilobot, od angielskiego określenia na tysiąc. 1024 pochodzi od wielkości liczby 2 podniesionej do 10 potęgi. Każda z maszynek wygląda jak cylinder o średnicy 3 centymetrów. Porównuje się je do kawałków sushi, które układają się w zadane kształty. Jeżeli ktoś chciałby użyć innego porównania, może sobie wyobrazić takie robociki jak powiększone tranzystory poruszające się na 3 nogach.

Zautomatyzowane sushi-mrówko-roboty nie są jeszcze zbyt szybkie. Ten tysiąc jest w stanie przeorganizować swój układ nawet przez 12 godzin. Obserwowanie ich nie budzi wielu emocji, ale możliwości takiej robotyki są bardzo poważne. Kilobot układa swoje fragmenty na obszarze o wielkości stołu do snookera, ale w przyszłości armie takich jeszcze mniejszych maszynek będzie można wprowadzić w każde środowisko.

Mądre, ale wolne

Robotami organizującymi się w dowolne kształty i trójwymiarowe formy będzie z czasem można prowadzić interakcję przy pomocy urządzeń mobilnych, a w przyszłości przy pomocy fal mózgowych. Wystarczy, że pomyślimy o tym, że szereg miniaturowych mrówek-ekraników ma ułożyć się na ścianie w określony wzorek i po chwili – o wiele krótszej niż aktualne 12 godzin – będziemy mieli to na ścianie. Podobnie będzie można takimi armiami niezmordowanych pomocników prowadzić prace naprawcze w miejscach trudno dostępnych, a także wysyłać je w kosmos, by przeprowadzały diagnozy stanu pojazdów kosmicznych bez konieczności wysyłania w przestrzeń astronautów. Wszystko z korzyścią dla człowieka, by zwalniać go z wykonywania niebezpiecznych zadań.

Każdy z tysiąca kilobotów kosztuje na razie około 100 dolarów. To koszt dość spory, jeżeli mielibyśmy sobie sprawić tysiąc takich maszyn, ale cena będzie szybko spadać. Podobnie jak z cenami komputerowych podzespołów, które z każdym rokiem stają się coraz tańsze. Kilobot pochodzący z uniwersytetu Harvarda zyskuje coraz większe zainteresowanie w środowisku naukowym i niedługo znajdzie wielu naśladowców z innych ośrodków badawczych.

::

© aliaschingZobacz portfolio

Komentarze
var __collector_config = { publisher: '62CD5834-C757-4F9F-A4EA-7451478E0D3C', };