Kobiety ZOO Marketu #1 – Agata Kiszluk-Krzemień, Marta Kondej

Zoo Market - miejsce spotkań, zakupów i inspiracji.

530

Na warszawskiej Pradze, tuż przy Dworcu Wileńskim, za starym ceglanym murem powstało miejsce, jakiego dotąd w stolicy nie było. Miejsce gdzie po wejściu czas zwalnia, łagodzą się obyczaje, czuć tolerancję i zrozumienie. Zoo Market to miejsce spotkań, zakupów i inspiracji. Z Warszawy zjeżdżają goście szukający alternatywy do spędzania wolnego czasu. Z przyjaciółmi, rodzinami, w pojedynkę. Wchodzą i w większości już zostają. Ponad 1000 metrów kwadratowych przestrzeni plenerowej. Projekt tworzony przez silne, niezależne kobiety i ich przyjaciół.

Większość z nas w dobie konsumpcjonizmu żyje ponad stan. Nie tylko materialny – także duchowy i fizyczny. Każdego dnia żyjemy na tak wysokich obrotach, że nie zauważamy tego, że żyjemy. Pracujemy całymi dniami, wciąż się gdzieś śpieszymy, planujemy, by jak najwięcej móc zrobić. W tym pośpiechu zapominamy, że jesteśmy tu i teraz. Sama nie jestem najlepszym przykładem „Slow Life”, bo pracuję po kilkanaście godzin dziennie. Często na pierwsze spotkanie jadę bez śniadania. To, czym się zajmuję, daje mi jednak wiele radości i satysfakcji. Wierzę, że tworzę coś istotnego dla miasta, dla dzielnicy. Wierzę, że ludzie znajdują w przestrzeniach Zoo Marketu poczucie wspólnoty, której często na co dzień tak brakuje. Tu jakoś tak się dzieje, że znajdują czas na rozmowy, na wymianę myśli — wyciągam z tego wnioski również dla siebie. To fajne uczucie.

W przestrzeniach Zoo Marketu pojawiłam się po raz pierwszy w 2016 roku. Zakochałam się w tym miejscu od razu. Oczarował mnie jego praski klimat, palące słońce i wspaniałe ubrania vintage! Od wielu lat kolekcjonuję ubrania z poprzednich dekad. Fascynuję się modą lat 80’. W piwnicach Marty Jabłkowskiej prowadzę niewielki butik New Lady in Town z ubraniami i dodatkami vintage. Gdy zaproponowano mi prowadzenie bazaru, przyznam, że dłuższą chwilę musiałam się zastanowić. Wiedziałam, że ten projekt wymaga zaangażowania i poświęceń, ale czułam też, że będzie to piękna przygoda.

 

fot. Marta W. Słyż/MWS images
fot. Marta W. Słyż/MWS images

AGATA KISZLUK-KRZEMIEŃ DOŚWIADCZONA MARKETERKA, WSPÓŁWŁAŚCICIELKA MARKI BRIEF. OD LAT WSPIERA POLSKIE PRODUKTY I MARKI ZA POMOCĄ SWOICH MEDIÓW BRIEF I BRIEF.PL. SZCZĘŚLIWA MAMA, KTÓRA POSTANOWIŁA STWORZYĆ PRZESTRZEŃ MIEJSKĄ, W KTÓREJ PRAGNIE SPĘDZAĆ CZAS Z KORZYŚCIĄ DLA SIEBIE I INNYCH.

W najważniejszym momencie życia, kiedy byłam w 7 miesiącu ciąży z długo wyczekiwanym maleństwem, Oliwia zadzwoniła do mnie w niedzielę rano. Mój mąż był wtedy w Chinach. Oli powiedziała dosłownie dwa zdania i nie musiała mnie więcej zachęcać. Kilka minut później wsiadłam do samochodu, pojechałam na Pragę i przez zamkniętą bramę patrzyłyśmy na pusty teren.Można zrobić świetny biznes, możemy wspólnie otworzyć fajne miejsce! Jak nie z Tobą to z nikim” – powiedziała. Tydzień później miałyśmy gotowy biznesplan i szukałyśmy podwykonawcy do przystosowania terenu. Postanowiłam zrobić przerwę od moich dotychczasowych przedsięwzięć, żeby w spokoju skupić się na upragnionym macierzyństwie i nagle dwa miesiące przed porodem, stoję na placu budowy, planując targowisko z Oli. Stawiamy wiaty, kawiarnię i scenę. Na dwa dni przed otwarciem urodziłam Natalkę… i to był najpiękniejszy tydzień mojego życia.

Zoo Market to trochę moje dziecko, które dojrzewa. Uczy się ciągle nowych rzeczy, czasami popełnia błędy, ale zwykle wyciąga z nich wnioski, dorasta i pozwala innym odkrywać swoje możliwości i potencjał.

Nigdy wcześniej nie poznałam tak wielu niebywałych osobowości w tak krótkim czasie. Po trzydziestce zazwyczaj już nie budujesz nowych przyjaźni, bazujesz na tych sprawdzonych przez lata. Tu jest wyjątkowo, ponieważ każdy, kogo poznaję, jest wyjątkowy. Każdy tu zostawia część siebie. Poprzedni ciężki sezon, utwierdził mnie w przekonaniu, że konsekwencja i dążenie do celu jest najważniejsze.

Z perspektywy czasu, myślę sobie, że w życiu Agaty był to mało odpowiedni moment na podejmowanie nowego wyzwania zawodowego. W tym okresie była w zaawansowanej ciąży, mając mnóstwo innych aktywności zawodowych jednocześnie.

Jej dotychczasowe doświadczenia życiowe też wydawały się odległe od praskiego targowiska. Decyzję podjęła trochę spontanicznie, ale w zasadzie do dnia porodu udało się jej zapanować nad większością spraw organizacyjnych. Natalka urodziła się dwa dni przed otwarciem, dzielne dziewczyny prosto ze szpitala wkroczyły na trwające już targi.

KIEDY MÓWIĘ „TARG” MYŚLĘ „CZŁOWIEK.

Wizyta na targu to zupełnie inne doświadczenie niż zakupy w galerii handlowej. Na targu najważniejszy jest człowiek. To tutaj spotykasz twórcę. Tutaj człowiek zaprezentuje swój produkt czy usługę i opowie Ci, jak go zbudował. Z człowiekiem możesz negocjować, a później pójdziecie razem na kawę. W galerii masz kontakt jedynie z bezosobową marką, produktem i metką cenową. Co prawda znajdziesz tam wszystko w jednym miejscu, ale jak dla mnie taka galeria mogłaby się mieścić w bunkrze, na wyspie lub być po prostu osobnym miastem.

TARGI SĄ INTEGRALNĄ CZĘŚCIĄ MIASTA TAK JAK PARKI, ULICE I DEPTAKI.

Jakiś czas temu wybrałyśmy się z Oli na zamykający się bazar »Namysłowska«. Kolejny zamykający się bazar w naszym mieście. Tłumy ludzi, zarówno handlarzy, jak i kupujących. Dla tych ludzi bazary to naturalne środowisko. Ominęły ich — albo oni sami sprytnie ominęli — trendy na galerie handlowe i szybkie zakupy. Dlatego właśnie podjęłyśmy się tego wyzwania. Dlatego każdego dnia ciężko pracujemy, by rozwijać nasz market. I choć może niektórzy pomyślą, że jesteśmy szalone, a biznes tego typu się nie opłaca, my naprawdę wierzymy w to, co robimy. Wierzymy, że miejsca takie jak Zoo Market mają rację bytu, że są potrzebne w przestrzeni publicznej. Zoo Market stał się miejscem, w którym spotykają się artyści, rękodzielnicy, drobni sklepikarze, studenci. Tworzą i sprzedają rzeczy z pasją.

 

fot. Marta W. Słyż/MWS images
fot. Marta W. Słyż/MWS images

PRAKTYCZNA PANI, A PRYWATNIE MARTA KONDEJ. PRODUCENTKA MUZYCZNA, PROMOTORKA IMPREZ I JEDNA Z TRZECH SKRECZUJĄCYCH KOBIET W POLSCE. W BRANŻY MUZYCZNEJ OD 2006. KOLEKCJONERKA GRAMOFONÓW I MIKSERÓW. MIŁOŚNICZKA MUZYKI Z LAT 80- TYCH I 90-TYCH, SZCZEGÓLNIE RNB, HIP HOPU I SOULU. UMIEJĘTNIE ŁĄCZY OLDSCHOOLOWY KLIMAT Z NOWOCZESNĄ SCENĄ ELEKTRONICZNĄ.

Kiedyś myślałam, że kiedy skończy się liceum, to trzeba się zarejestrować w urzędzie dla bezrobotnych. Tak mi powiedział ojciec, że wtedy zaczyna się prawdziwe życie. Nie chciałam tak żyć, więc szczęśliwie poszłam na studia: marketing i zarządzanie. Później trafiłam do korporacji. Miałam na utrzymaniu młodszą siostrę i te pieniądze były mi po prostu niezbędne do utrzymania jej i siebie. Przyszedł jednak moment, w którym moja dusza się zbuntowała. Rzuciłam pracę w biurze firmy handlującej sprzętem medycznym. To był okres, który pomógł mi szybko zdecydować, w którą stronę chcę podążać. Za pożyczone pieniądze kupiłam pierwsze odtwarzacze i zaczęłam szkolić się w domu, oglądając tutoriale na YouTube. Obsługa sprzętu i łączenie utworów było dla mnie na tyle intuicyjne, że w dwa tygodnie byłam gotowa zagrać pierwszą na pierwszej imprezie. Tyle że nie miałam gdzie. Zaczęłam nagrywać pierwsze sety na płyty CD i wysyłać je do klubów w stolicy. Tak trafiłam do legendarnego Punktu, pierwszego miejsca, które mi zaufało. Zwątpienie wymieszane z frustracją przychodziło wielokrotnie, ale pewność, że muzyka to dobry wybór była na tyle silna, że uparcie brnęłam w to dalej. Wydałam pierwszy mixtape, płyta trafiła w odpowiednie ręce i zaczęły spływać zaproszenia do kolejnych klubów.

Dziś moje życie to wakacje. Daje mi słońce w sercu i pozwala zwiedzać świat, poznać ludzi, których w innych okolicznościach nie miałabym szansy poznać. Tablicę marzeń zdążyłam już zrealizować, a teraz rozpisuję kolejną. Właśnie kończę beat tape, równolegle robię nowe numery i piszę teksty na EP-kę. W zeszłym roku doszłam do krajowego półfinału didżejskich mistrzostw świata Redbulla, tego lata wystąpiłam w redbullowej przestrzeni na Openerze. Nie narzekam na brak pracy. Kocham to, co robię i płacą mi za to.

Żyję z muzyki bez żadnego wykształcenia muzycznego. Jestem szczęściarą. Kosztowało mnie to sporo czasu, wiele wyrzeczeń i chwil zwątpienia, ale dziś bardziej niż kiedykolwiek działam na swoich warunkach i zasadach. Zapraszam do mojego otoczenia tych, którzy te zasady rozumieją i szanują. Dlatego Zoo Market jest mi bliski.

Na Zoo Market Praktyczną Panią zwabił szyld znajdujący się przed bazarem: „antyki, winyle, pierogi”. To combo mnie zaintrygowało. Kupiła tu stylowe spodnie i od tamtej pory wpadała okazjonalnie. Któregoś dnia zobaczyła deskę surfingową wymalowaną we flamingi — właśnie taka była jej potrzebna do teledysku. Tak poznałam Oliwię. Ja chciałam pożyczyć deskę, a ona skorzystała z okazji, żeby zaproponować mi granie na Zoo. Wymieniłyśmy się numerami.

Praktyczna przyznaje, że na Zoo Markecie, najbardziej odpowiada jej to, że może grać to, co lubi i że — jak sama mówi – wiele rzeczy dzieje tam się bezinteresownie. Dostrzegam wyraźną różnicę między ludźmi, którzy wykorzystują znajomości, a tymi, którzy robią coś dla innych. Chciałabym, by ludzie w ten sposób postępowali wobec siebie.

Praktyczna Pani jest współautorem jednej z trzech flagowych imprez na Zoo Markecie. Cyklu, którego wspólnym mianownikiem jest ciekawa elektronika. „Dźwięki z Dworca Zoo” Na parkiecie, na leżakach, na słońcu. Z lemoniadą w ręku, wśród znajomych, w sercu miasta.

www.praktycznapani.com

Każda kobieta ma w sobie ogromne pokłady energii, ambicji i masę pomysłów. Tylko od nas samych zależy, w jakim stopniu je wykorzystamy. Tym tekstem chcę Was zaprosić na cykl materiałów poświęconych silnym, niezależnym, przedsiębiorczym kobietom. Kobietom, które postanowiły robić to, co kochają i wkładać w to całe serce. Kobietom, które podjęły odważne, choć nie zawsze rozważne decyzje w swoim życiu i postawiły na działanie zamiast gadania. Jakie są efekty tych postanowień? Sami się przekonajcie!

fot. Marta W. Słyż/MWS images
fot. Marta W. Słyż/MWS images

 

 

 

 

 

 

OLIWIA HAJN WSPÓŁORGANIZATORKA WYDARZEŃ NA ZOO MARKECIE. STYLISTKA, KOSTIUMOGRAFKA, AKTYWISTKA DZIAŁAJĄCA NA RZECZ REWITALIZACJI PRAGI PÓŁNOC, PROPAGATORKA MODY VINTAGE I TRADYCYJNEGO HANDLU W STOLICY.

 

 

Komentarze
var __collector_config = { publisher: '62CD5834-C757-4F9F-A4EA-7451478E0D3C', };