„Pijcie polskie soki” – tekst ekspercki Piotra Lutka

120

Dojrzewamy jako konsumenci. Świadomie kupujemy regionalne i krajowe produkty wysokiej jakości, budując przy tym marki miejsc, z których pochodzą.

Uwielbiam Włochy. W zasadzie każdy wyjazd wakacyjny może być w tamtym kierunku. W tej miłości nie jestem ani pierwszy, ani ostatni. To, co może mnie różnić od pozostałych miłośników to pierwiastek zawodowy, który daje znać o sobie podczas każdej wizyty. Bo przecież doskonale wiem, że oliwę, szynkę, sery czy wino należy przed powrotem do kraju kupić w supermarkecie. Oczywiście najlepiej byłoby zagłębić się w prowincję i poszukać bezpośrednich wytwórców, ale na to zazwyczaj nie ma czasu. A i tak tuż przed granicą zatrzymuję się na ostatnim Autogrillu (być może jest ktoś kto tego nie doświadczył – sieciowe połączenie stacji benzynowej i restauracji przy autostradach) i kupuję dodatkowo kilka specjałów. Przede wszystkim w hołdzie włoskiemu podejściu do efektu pochodzenia.

Pracuję z miastami i regionami ponad 10 lat. Równocześnie realizuję również projekty dla przedsiębiorstw. Bardzo często tych z sektora spożywczego. Mam więc doskonały ogląd sytuacji, a moja rodzina ewidentny motyw do wybrzydzania na standardowe produkty dostępne w detalu. Wiem kto produkuje doskonały olej rzepakowy, a kto dojrzewające sery żółte. Wiem też, gdzie zjeść niesamowitą babkę ziemniaczaną i u kogo kupić wysokoprocentową palinkę (karpacki wynalazek z owoców). To kapitał człowieka zajmującego się budowaniem marek miejsc.

Żałuję przy tym, że w wielu przypadkach te produkty, oparte o unikalne receptury i niezwykle smaczne są dostępne w bardzo wąskiej dystrybucji lub jedynie incydentalnie, przy okazji kulinarnych spędów typu jarmarcznego. To dziś największa bolączka i element, który spowalnia kreowanie wizerunku polskich produktów spożywczych i kulinarnych i nie pozwala realizować odpowiedniej premii cenowej. A należy się nam ona jak psu kość. Po latach zachwytów nad towarami eksportowymi, dojrzeliśmy jako konsumenci. Dojrzał też nasz etnocentryzm konsumencki. Nie jest zapalczywy, ale coraz bardziej świadomy. I słusznie, bo polskie jedzenie to bardzo efektywna mieszanka wielowiekowego dziedzictwa i coraz lepszego reżimu i zaawansowania technologicznego. Rozumiemy to i doceniamy. Czas z tym wyjść szeroko i dać szansę poznać się od tej strony. Na pierwszy rzut nie ma lepszego kanału dystrybucji aniżeli stacje benzynowe. Co nie znaczy, że to wystarczy. Brakuje regionalnych mechanizmów promocyjnych i trwałości kluczowych procesów. Ale Włosi też od czegoś zaczynali.

 Piotr Lutek – Absolwent Szkoły Głównej Handlowej na kierunku Zarządzanie i Marketing oraz The Chartered Institute of Marketing. Przez blisko 15 lat związany z międzynarodowymi i krajowymi firmami z różnych kategorii jako menadżer marketingu, dyrektor sprzedaży i doradca. Jako kluczowe umiejętności wskazuje strategiczne zarządzanie marką z wykorzystaniem obszaru badań marketingowych. Członek PTBRiO.

Od 2007 roku założyciel i Prezes Zarządu Synergia Sp. z o.o., firmy doradczej specjalizującej się w budowaniu i pobudzaniu marek produktów, usług i miejsc. Kierownik ponad 30 projektów doradczych w zakresie marki i jej komunikacji dla klientów samorządowych i przedsiębiorstw. Autor kilkudziesięciu publikacji dotyczących marketingu, marki i komunikacji promocyjnej. Współzałożyciel firmy badawczo-doradczej BlueFox integrującej zaawansowane metody pomiaru deklaratywnych i niedeklaratywnych danych o zachowaniach konsumentów..
Ekspert w zakresie przekładania rezultatów badawczych w unikalne rozwiązania rynkowe, w tym kreowanie nowych kategorii produktów i budowanie aliansów rynkowych. Doświadczenia i zainteresowania badawcze związane z insightami konsumenckimi, konsultingiem badawczym, marką (strategia, pozycjonowanie, komunikacja), produktem (innowacje, optymalizacja, ceny), oraz U&A (potrzeby, motywacje, segmentacje).
Komentarze
var __collector_config = { publisher: '62CD5834-C757-4F9F-A4EA-7451478E0D3C', };