Udany skok – wywiad z Igorem Konefałem, Hangar 646

3 122

Bracia Marcin i Igor Konefałowie udowadniają, że można połączyć sport i zabawę w zupełnie inny niż dotychczas sposób. O wyjątkowych rozwiązaniach, sile mediów społecznościowych i budowaniu trendów opowiada jeden z twórców Hangaru 646, Igor Konefał.

Co sprawiło, że park trampolin, który zazwyczaj bywa kojarzony ze sportami zawodowymi, został jedną z najbardziej popularnych rozrywek stolicy?

Nie jesteśmy jedynie parkiem trampolin i to jest podstawa. Bardzo wiele miejsc, które promują tego typu rozrywkę, skupia się głównie na tej aktywności. My jednak założyliśmy, że będziemy czymś więcej, dlatego nawet w nazwie unikamy tego określenia. Hangar 646 jest marką, która oferuje o wiele więcej niż skakanie. Nasi goście mogą wybierać pomiędzy trampolinami i innymi treningami akrobatycznymi, rampą do ćwiczeń na desce snowboardowej, deskorolce, rowerze, rolkach oraz popularnym w Warszawie i okolicach wakeboardzie. Warto poćwiczyć przed sezonem zimowym oraz letnim, by osiągać sportowe sukcesy. Na powodzenie również wpłynęło nasze osadzenie w kulturze miejskiej. Miałem okazję pracować jako menedżer kilku miejsc kulturalnych w Warszawie, m.in. Warszawa Powiśle, Syreni śpiew czy Plażowa. Zależało nam na tym, by Hangar stał się pełnoprawną częścią tkanki miejskiej i sprawnie w niej funkcjonował. Pomaga nam w tym lokalizacja sali, która absolutnie nie jest przypadkowa. Hangar nawiązuje do historii samej przestrzeni, którą udało nam się pozyskać, czyli dawnego hangaru Lotniska Gocław z lat 50.

Do kogo jest skierowana oferta Hangaru 646?

Tworzymy miejsce, które wiąże się z pewnym stylem życia, dlatego nasi goście są bardzo różni. Przychodzą do nas dzieci w wieku od 3 lat z rodzicami, a często też z dziadkami. Choć orientowaliśmy się z bratem na naszą grupę wiekową, czyli 28–32 lat, udało się zorganizować miejsce tak, że interesują się nim różne grupy. Samo miejsce wypracowało naturalny cykl – w zależności od dnia tygodnia i jego pory mamy gości reprezentujących różne grupy docelowe. Rano gościmy głównie uczniów szkół i rodziców z dziećmi. Podobnie jest w weekendy. Z każdą godziną jednak grupa docelowa poszerza się – po godzinie 20:00 w Hangarze zazwyczaj przebywają osoby w wieku 25+.

Jak zaczęła się przygoda z Hangarem 646?

Pomysł na Hangar należy do mojego brata, Marcina Konefała. Zawsze interesował się sportem, kształcił się w tym kierunku. Jednocześnie, trenując akrobatykę w jedynej w Warszawie hali sportowej przeznaczonej stricte do tego, zaczął się zastanawiać nad alternatywą. Istniejący obiekt był słabo wyposażony, trochę niedoinwestowany – jeden z popularnych OSiR-ów. Potrzebny był inny sprzęt i inne podejście. Zrezygnowałem z pracy i zacząłem aktywnie wspierać barta w kwestiach wynajęcia hali i poszukiwania rozwiązań. Ja zajmuje się całą komunikacją i marketingiem, a mój brat zajmuje się wszystkimi kwestiami odnoszącymi się do sportu. Idealnie się uzupełniamy w pracy. Zajawka na poszczególne rzeczy przychodziła do nas z czasem, ale nie ukrywam, że spora część inspiracji wynikała z researchu – przyglądaliśmy się temu, jak wyglądają podobne miejsca na świecie, bo nie było możliwości porównania z polskimi realiami.

Kto jest waszą konkurencją?

Na rynku warszawskim będziemy sami sobie konkurencją, bowiem w maju otwieramy kolejny park po drugiej stronie Wisły. W tej chwili, jeśli chodzi o polski rynek, podobnych projektów otwiera się bardzo wiele. Zrobiło się to bardzo modne po tym, jak powstał Hangar 646 – co prawda najpierw było Jump City, hala w Trójmieście, która funkcjonowała prawie przez dwa lata, a potem otworzyliśmy się my. W tej chwili parków trampolin w Polsce jest bodaj osiem, a powstaje drugie tyle. Jeżeli chodzi o konkurencję warszawską, powstaje sporo innych miejsc związanych z akrobatyką. Niektóre z nich są bardzo interesujące i warte uwagi. Konkurencją dla nas są wszystkie obiekty sportowe, czyli siłownie, crossfit, fitness, studia pole dance. Każdy wybiera odpowiedni dla siebie sposób na aktywność fizyczną. Jesteśmy miejscem, które łączy sport z rekreacją. Takie było założenie od samego początku i tego się trzymamy. Poza obiektami sportowymi po części konkurujemy z gokartami, paintballem czy kręgielniami. Sądzę jednak, że miejsce, które tworzymy, dociera do nieco innego klienta. Postaraliśmy się o to, by połączyć sport i rozrywkę na zupełnie innym poziomie, unikając obciachu, który często towarzyszy podobnym placówkom w Polsce. Chcemy inspirować ludzi i wyznaczać trendy. Po analizie doświadczenia klubowego, które posiadam, wiem, że miejsce musi kreować trendy. Jeżeli nie będzie tego robić, nikt nie będzie chciał go odwiedzać i opowiadać o nim swoim znajomym. Staramy się być alternatywą, wyróżniać się. Chcemy w nieprzypadkowy i aspirujący sposób łączyć sport z rekreacją, aby docierał do współczesnego klienta.

Czym się wyróżniacie?

Stawiamy na wyjątkowe rozwiązania. Za przykład niech posłuży zbudowana przez nas rampa – jedyna w swoim rodzaju. Poza nią istnieje w całej Polsce tylko jeden obiekt tego typu służący do zjeżdżania na deskach pod otwartym niebem – znajduje się w Chorzowie. Tam skacze się do basenu z gąbkami, z którego jednak wydostanie się jest nie lada wyzwaniem. My zaś wprowadziliśmy nowatorskie rozwiązanie – wielką poduchę powietrzną, na którą składa się 570 kominów powietrznych. Budowa tego obiektu była bardzo skomplikowana, dziewięć razy zmienialiśmy plan budowy rampy, żeby uwzględnić w obliczeniach najdrobniejsze szczegóły. Zależało nam na tym, aby gość czuł się w stu procentach bezpiecznie i miał z tego ogromną frajdę. Niektóre inspiracje płynęły z projektów zagranicznych, zaś niektóre nasze pomysły były nowatorskie i twórcze. Projekt Hangar 646 jest zatem wypadkową tego, co uznaliśmy za warte uwagi.

Co jest motorem napędowym Waszych działań?

Obaj pragniemy udowodnić ludziom, że można w naszym kraju zrobić coś inaczej. Mamy mnóstwo pomysłów na nowe projekty, które są szalone i łączą sport z rekreacją na zupełnie innym poziomie. Takich obiektów jest niewiele, a jeszcze mniej jest osób, które mają odwagę je tworzyć, ryzykować. Często spotykamy się w Polsce z szufladkowaniem i wąskim ukierunkowaniem projektów – i tak, jeśli miejsce ma być przeznaczone dla dzieci, to muszą tam znaleźć się koniecznie słoniki i myszki Mickey. Kto bowiem wyśle dzieci do industrialnej sali, która jest pomalowana na szaro i wyłożona płytami OSP? Tymczasem okazuje się, że jest odwrotnie… Rodzice i dzieci cenią to, że nasza przestrzeń nie jest infantylna i stereotypowa.

Jakie wyzwania stoją przed Hangarem 646?

Dużym wyzwaniem okazało się stworzenie całego systemu rezerwacji. Postanowiliśmy, że nie chcemy sprzedawać biletów na miejscu. Planowaliśmy od początku, aby nasi goście czuli się komfortowo i nie natykali się nigdy na kolejki. Wchodząc na stronę WWW, każdy może sprawdzić dostępne terminy. Postawiliśmy na sprzedaż internetową. Musieliśmy od zera stworzyć system rezerwacji, współpracując z jedną z firm zajmujących się podobnymi systemami dla siłowni. Druga rzecz to budowa samego parku, projekt wyglądu i konstrukcji – wszystko w maksymalnie bezpieczny sposób. Mamy szczęście, że nasz tata jest osobą bardzo biegłą w tej kwestii i, prowadząc firmę rodzinną, pomaga nam w budowie. Zaznaczę, że robimy coś, czego w Polsce nie robił jeszcze nikt przed nami – my również nie mieliśmy doświadczenia na tym polu. Ciężko zacząć robić coś totalnie od początku. Wchodzimy non-stop w nieznane obszary, ale to nam się podoba. Często przychodzą do nas osoby i mówią, że planują również otworzyć podobne miejsce w Warszawie. Nie każdy zdaje sobie jednak sprawę z tego, jak ciężka jest ta praca. Przebudowy, testy, dopasowanie sprzętu, do tego nie zawsze wszystko się udaje – wielu odpada na etapie konfrontacji z rzeczywistością. Wyzwaniem jest znalezienie odpowiedniej przestrzeni, a następnie dopracowanie dostawców i stworzenie infrastruktury w środku, co nie jest ani prostą, ani tanią sprawą. Lokalu na warszawskim Gocławiu szukaliśmy rok… Hangar jest ewenementem architektonicznym, dlatego że jest ogromną przestrzenią, wysoką na 12 m, która jest całkowicie pusta w środku. Hangar na Mokotowie, nasz drugi obiekt w Warszawie, który otwieramy niedługo, był przez nas poszukiwany i planowany zanim jeszcze otworzyliśmy pierwszy. Oczywiście należy jeszcze wspomnieć o tym, że poważnym wyzwaniem jest również utrzymanie świadomości marki na wysokim poziomie.

Na jakiego typu narzędzia komunikacyjne stawiacie w codziennej pracy?

Stawiamy głównie na media społecznościowe – w tym jesteśmy najmocniejsi i w to głównie inwestujemy. Pomysł na stworzenie Hangaru 646 rozniósł się poprzez moje prywatne konto na Facebooku. Poinformowałem znajomych, że otwieramy z bratem nowe miejsce na mapie Warszawy, załączyłem wizualizacje. Post rozniósł się momentalnie i bił rekordy popularności. Pierwszego dnia znalazł się na pierwszej w Wykop.pl, zaś Gazeta Wyborcza zamieściła o nas informację na stronie. Pojawiliśmy się również na 9gag.com – największej stronie ze śmiesznymi i ciekawymi obrazkami na świecie. Mamy wirusowy potencjał, który udało się nam wykorzystać od początku. Konsekwentnie prowadzimy działania w social media i podchodzimy do tego poważnie, codziennie jesteśmy aktywni na portalach społecznościowych. Prowadzimy stronę na Facebooku, bo ten jest w dzisiejszych czasach wizytówką każdej firmy – jest jednak również Twitter i Instagram, który zbiera coraz więcej naszych fanów. Ważnym narzędziem dla nas jest również Snapchat, który aktualnie jest najlepiej rozwijającym się medium społecznościowym, bardzo niedocenianym przez marki. Jesteśmy w pierwszej trzydziestce firm na Snapchacie w Polsce. Prowadzimy go w nietypowy sposób: władzę nad naszym kontem mają nasi trenerzy. Oni widzą, co jest najfajniejsze, warte uwagi. Są zawsze na miejscu i reagują na bieżąco. Liczy się zaangażowanie pracowników. Trenerzy Hangaru 646 mają własny fan page na Facebooku, który chętnie i dobrowolnie prowadzą, bez mojej prośby. Tam dzielą się ciekawymi dla naszych gości treściami, filmikami, sukcesami. Uważam, że jest to świetne.

Warto zwrócić uwagę na nasze skarpety antypoślizgowe, które są świetnym narzędziem do budowania świadomości marki. Takie skarpetki są konieczne do skakania na trampolinie, jeśli dbamy o własne bezpieczeństwo. Za pomocą współpracy z firmą Zooksy z Łowicza, produkującą skarpetki w nietypowych wzorach, stworzyliśmy swoją serię skarpetek z logo Hangaru 646. Jest to świetny gadżet, są bardzo dobrej jakości, więc można je nosić długo, nie tylko w Hangarze, ale również w domu. Ważne jest to, że nie chcemy zarabiać na skarpetach, oddajemy je za koszt produkcji, po 5 zł. Mamy najtańsze skarpety antypoślizgowe w Polsce i jesteśmy jednym z największych detalicznych sprzedawców w kraju. W taki sposób budujemy swoja markę i zachęcamy do noszenia akcesoriów z naszym logo na treningu oraz na co dzień.

Jak wyglądają plany na przyszłość firmy?

Aktualnie wprowadzamy sprzedaż karnetów oraz zamawianie usługi organizacji imprez przez internet. Nastawiamy się na dalszy rozwój dwóch placówek Hangaru 646. Na Gocławiu pierwsze przebudowy zaczęliśmy już kilka miesięcy po otwarciu, ponieważ jesteśmy w ciągłym ruchu – będziemy cały czas coś zmieniać w Hangarach. Zależy nam na tym, aby ten projekt nie stał się nudny, żeby klienci non stop mogli oczekiwać czegoś nowego. Mamy już pomysł na kolejne trzy projekty. Niestety nie mogę zdradzić szczegółów. Powiem tylko, że cały czas nurtuje nas sport i wszystkie jego rekreacyjne wymiary.

Czy kreatywność można wykształcić?

Przyczyną braku kreatywności często jest system szkolnictwa, który szufladkuje dzieci. Nie jest w stanie wydobyć z ludzi talentu. Uważam jednak, że kreatywność można z siebie wykrzesać. Zawsze uważałem się za osobę absolutnie niekreatywną. Teraz wiem, że warto mówić o swoich pomysłach głośno. Wielu ludzi boi się swoich pomysłów. Warto dyskutować o nich, bo to pomaga nam iść do przodu.

::

Zdjęcia: Filip Blank/Radek Nowik

::

Wywiad ukazał się w majowo- czerwcowym wydaniu magazynu Business in BRIEF. 

Komentarze
var __collector_config = { publisher: '62CD5834-C757-4F9F-A4EA-7451478E0D3C', };