Współpraca owocna

Autor: Leszek Stafiej

74

Niemiecka chemia, francuskie sery, szwajcarskie zegarki, włoska pizza, grecka oliwa, hiszpański calvados, szkocka whisky, polska ….kiełbasa? A może jednak ogórki albo wódka? Zaraz, zaraz: czy rzeczywiście mamy tylko taki wybór? Mimo tysiąca z hakiem lat Państwa polskiego i 100 lat niepodległości?

Zdecydowanie nie. Ale kto powiedział, że kraj może mieć tylko jeden unikatowy atrybut? Kto tak twierdzi, ten nie ma racji. Niemców cenimy przecież także za solidność i mercedesa. Francuzów, oprócz serów, za wino i miłość. Szwajcarów za szwajcarskie sery, Włochów za włoskie wina i Toskanię, Greków za zorbę i Ateny, Hiszpanów za temperament i Gaudiego, Szkotów za oszczędność, Brytyjczyków za piwo i… No, z nimi ostatnio trochę gorzej. Ale zawsze można ich podziwiać za Polaków, którzy się tam osiedlili.

Dlatego Polska może spróbować podbić świat również tym, z czego jeszcze nie jest najlepiej znana. Do tego potrzebny jest, po pierwsze, jak zawsze i wszędzie, produkt, który nie tylko zaspokaja rzeczywiste racjonalne, użytkowe potrzeby konsumentów pod względem technologii i jakości, ale posiada także odpowiednią i nieodpartą aurę emocjonalną. Po drugie, cena dostosowana do kieszeni i stanu emocjonalnego konsumenta, po trzecie, sieć dystrybucyjna, która zapewni dotarcie do właściwych konsumentów, po czwarte zaś, porywająca perswazja, zwana potocznie reklamą. Wszystkie te cztery czynniki współzależą od siebie, tworząc razem spójną kompozycję marketingową, która warunkuje powodzenie przedsięwzięcia.

Jaki produkt mógłby zatem spełnić tak odpowiedzialne zadanie dla naszej umiłowanej Ojczyzny? Jaka sieć mogłaby temu zadaniu podołać? Zacznijmy od dystrybucji, której potencjał ma ogromne znaczenie zwłaszcza za granicą. Jest taka polska marka. Okrzepła, dojrzała, silna i sprawdzona w licznych bojach w kraju i za granicą, którą, o ile dobrze pamiętam, poddano na przełomie wieku gruntownej restrukturyzacji z myślą o dalszym rozwoju w kraju i ekspansji zagranicą. Jej znak i nazwa budzą jednoznacznie skojarzenia z naszym godłem — dumnym, bystrym, szybującym wysoko polskim orłem, oraz energią. Chodzi głównie o energie paliw, ale liczy się także energia ludzka, narodowy potencjał gospodarzy i polska przedsiębiorczość. Chodzi więc o PKN Orlen.

Ekspansja zagraniczna koncernu przebiega pomyślnie. Oprócz 1771 stacji w Polsce sieć Orlen posiada 581 stacji w Niemczech ( pod marką STAR), 405 w Czechach ( Benzina i Benzina Plus) i 25 na Litwie (Orlen-Lietuva). Liczba stacji we wszystkich tych krajach rośnie. Mamy więc dynamicznie rozwijającą zagraniczną sieć dystrybucyjną.

A produkt, który miałby rozsławiać Polskę na świecie co najmniej tak, jak tamagotchi rozsławiły Japonię?

Tadam! To polskie soki, czyli soki z owoców uprawianych i zbieranych w Polsce — unikatowe, ekologiczne, naturalne i wyjątkowo smaczne. Do nabycia na stacjach sieci Orlen w Polsce i za granicą w ramach poza paliwowej oferty zdrowej żywności ze świeżych składników, zwłaszcza dla rodzin z dziećmi i wegetarian, obejmującej szeroką gamę potraw tradycyjnych z naciskiem na zdrowe odżywianie”. Na kilku stacjach PKN Orlen byłem i różne soki piłem, niektóre polubiłem. Myślę też, że na tym nie koniec, bo program „Pij polskie soki” ma trwać. Ale nazw ani marek soków nie wymieniam, bo — gdyby ktoś pytał — nie zajmuję się tutaj ich promocją, lecz interesującym procesem marketingowym.

Wymieniam natomiast śmiało markę Orlen, która dystrybuując i tym samym reklamując ekologiczne polskie soki w kraju, przez co wspiera rozwój lokalnej przedsiębiorczości, oraz za granicą uprawia w gospodarce zagranicznej coś w rodzaju dyplomacji publicznej, podobnie jak w dziedzinie kultury czynią to podległe MSZ Instytuty Kultury Polskiej.

Swoją drogą, te ostatnie mogłyby z powodzeniem i pożytkiem dołączyć do programu „Pij polskie soki” skoro, jak nie bez racji powiada poeta „Sokami niejednego wiekopomnego dzieła są soki żołądkowe”.

 

Komentarze
var __collector_config = { publisher: '62CD5834-C757-4F9F-A4EA-7451478E0D3C', };