#czterdzieści pięć i pięć


Urodziny to dobry moment na podsumowania. System dziesiętny, którego na codzień używamy daje nam idealny moment – retrospektywa co pięć lat. To dzisiaj. Nawet podwójnie. 45-te urodziny i 5 lat w Agencji Rozwoju Przemysłu.
Najpierw ja. Co się udało? Lista jest bardzo długa. Po pierwsze rodzina. Żona i dzieci. Jak czytamy wywiady o celebrytach (wiem, wiem nie czytamy, ale gdyby…) to oni/one często mówią o swoich związkach, jak o jeździe ze stromej góry z obowiązkowym slalomem. Nasz związek taki nie jest. Oparty jest na rozmowie i zaufaniu. Nie znaczy, że wszystko jest proste. Nie znaczy, że na siebie nie narzekamy (chociaż ja mam mniej powodów). Są rzeczy prostsze i są trudniejsze. Ostatnio ukułem takie stwierdzenie, że człowiek, który ma dzieci ciągle się rozwija, bo wychodzi ze swojej strefy komfortu przy narodzinach. Gdy masz trójkę dzieci, rok po roku, każdy poprzedni rok wydaje się być strefą komfortu. Ale naprawdę nie ma nic przyjemniejszego jak patrzenie na dzieci, które rosną. Jak stają się coraz mądrzejsze, często mądrzejsze od Ciebie. Nawet, jak taki prosty człowiek jak ja – Bartosz OK-boomer Sokoliński – nie rozumie ich świata. A jak wracasz do domu, to pierwsza wita Cię psa, a potem przytulające się dzieci. Nawet jak są Twojego wzrostu. To jest właśnie szczęście. Wczoraj Pola powiedziała, że atomy wydają jej się potwornie smutne, bo nigdy się nie dotykają. „Nigdy się nie przytulają”. Oj tak. Atomy muszą być mega smutne. A związek? To nie jest jazda bez trzymanki. To raczej telefon i pytanie „jak się czujesz”. To film na Netflixie, na który dzisiaj nie mieliście ochoty. To znajomość marki jubilera, koloru poszetki czy codzienne wybaczanie, że partner za dużo czasu spędza w pracy. Nawet jak chcesz mieć dom z ogrodem za miastem, a twój parter/partnerka małe mieszkanie na Żoliborzu, możecie się dogadać. Bo czym jest spanie w salonie albo w kuchni, czekanie pół godziny na łazienkę czy prowadzenie telekonferencji w szafie przy cudownym widoku z okna i jeszcze piękniejszym ukochanej w śpiącej obok. Obok kota. No i psa w nogach obok drugiego kota.
Sukcesem w moim życiu są ludzie. Wiem, że często o tym zapominam. Zapominam o przyjaciołach, kolegach, rodzinie. Czasem kontakty nie są łatwe. „Czemu mam dzwonić, skoro on/ona nie dzwoni”? A w czym problem? Zależy to dzwonimy. Piszemy. Jak fajnie się rozmawia, to znaczy, że warto było zadzwonić. Dlatego powtarzam sobie, że warto się starać.
Albo… takie spotkanie. To było wczoraj – wpadł do mnie były wspólnik. Nasze rozstanie nie było jakieś spektakularne. Trudno rozstać się po wielu latach wspólnych interesów i codziennego widywania, w całkowitej zgodzie. To trochę jak rozwód. Nawet jak z rozsądku to boli. Ale można to zrobić z szacunkiem. Tak jak my. Tak, aby móc się spotkać i rozmawiać, nawet na Facebooku. Tak, żeby mówić, że nadal się lubimy. Bo po kilku już nie jest ci przykro, że nie bierzesz udziału w sukcesie swojej byłej firmy i nie cieszysz się z potknięć, tylko zastanawiasz się jak możesz pomóc, bo warto pomagać. Ale to półprawdy. Bo z drugim ekswspólnikiem się nie widujemy. Ale to dopiero pięć lat.
Moja czterdzieści pięć lat to właśnie ludzie. Wygodne, dość stabilne życie z ciągłymi zaległościami finansowymi.
Ludzie to przyjaciele. Definicja jest prosta. Nagle stoisz na rozdrożu. Goni Cię mafia. Nie masz pieniędzy, noclegu. Masz za to stres, depresję, długi. Do kogo dzwonisz? Ile masz takich telefonów. OK. Żona. To największe szczęście żona-przyjaciel. Polecam. A potem? Rodzina. No a ile kontaktów poza? Ja mam ponad 10 pewniaków. Dziękuję Wam wszystkim.
Cieszę się z miejsca, w którym jestem. Jak myślę o swoim życiu to rozumiem jak mało ważne są nasze plany. Bo i tak wszystko idzie inaczej. Chcesz być prawnikiem, a kończysz na socjologii i to de facto nie takiej zwykłej a w Instytucie Nauk Społecznych. Masz libertariańskie poglądy i trafiasz na najbardziej lewicowe studia. Marzysz o własnej firmie a trafiasz do spółki skarbu państwa. Chcesz z dzieciakiem czytać o wolnym rynku. I on to czyta. Dla beki. Nie masz z kim oglądać komedii romantycznych. Za to znasz wszystkie możliwe filmy o bliskim wschodzie. Jest fajnie.
Ale też życie czasem daje w kość. Czasem, bo coś robicie źle. Czasem, bo czegoś nie robicie dobrze. A czasem po prostu coś się spieprzy. Nie wierzę, że karma wraca. Nie wierzę w karmę. Wierzę, że warto być po prostu dobrym. Warto walczyć ze swoimi, ludzkimi ułomnościami.
Co się nie udało? Bardzo dużo w sferze młodzieżowych marzeń materialistycznych. Nie zostałem znanym przedsiębiorcą, nie widziałem Ameryki Południowej, nie mam Astona Martina. Ale to do nadrobienia :). Piszę o Ameryce Południowej. Dużo jest do zrobienia ze zdrowiem, wagą. No i może warto w końcu mieć na brzuchu kaloryfer – to się chyba nazywa Kryzys Wieku Średniego :). Nie dokończyłem swojej psychoanalizy. Ma to też zaletę – można wszystkie niepowodzenia zrzucać na to. Nie umiem grać na żadnym instrumencie. Mało gram w koszykówkę. Za mało śpię. Za dużo narzekam.

Moja praca w ARP to bardzo ciekawa sprawa. To pierwsza duża organizacja w moim życiu. Pracowałem dla korporacji, także państwowych. Ale nigdy w nich. Ani prywatnych, ani publicznych. Jakieś 20, 15, 10 lat temu uważałem, że firmy państwowe to wypaczenie rynku. Dzisiaj jak patrzę na to, gdzie jestem uważam, że jestem dowodem na to, że Pan Bóg ma poczucie humoru. Na wielu frontach. Z moim zatrudnieniem wiąże się kilka anegdot. Pierwsza, gdy dostałem propozycję (dziękuję M.) porozmawiałem z Jo. To nie była bardzo łatwa decyzja, bo nie wiedzieliśmy z czym się „to się je”. Ale pomyśleliśmy, że być może już nigdy nie dostanę w życiu takiej oferty. Przyjąłem i był to mój pierwszy etat w życiu :). Na początku myślałem, że będzie to krótka misja – powiedzmy półroczna. Wszyscy zorientują się, że do siebie nie pasujemy i się pożegnamy. Z różnych kręgów słyszałem, że pół roku to dość optymistyczne plany. To było pięć lat temu.
Co zastałem? Grupę bardzo fajnych ludzi. Trochę wystraszonych, trochę wściekłych. Powoli się poznawaliśmy. Czasami ktoś od nas odchodził, czasem przychodził ktoś nowy. Mam taką konstrukcję, że uważam odejścia dobrych ludzi za swoją porażkę. Niektórym nie potrafiłem swtorzyć oferty, inni mieli mnie dość. Za największy sukces uważam zbudowanie zespołu, który będzie funkcjonował równie dobrze beze mnie. Kto wie czy nawet nie lepiej. Ten zespół składa się z fantastycznych ludzi, którzy nie boją się podejmować decyzji.
Sukcesem jest realizacja naszego projektu europejskiego Sieć Otwartych Innowacji. Długo się rozkręcał. Miał kilka pivotów, ale ruszył i naprawdę fajnie przyspieszył. No i Weinnovators – to jest sukces (już dzisiaj o 20.00 🙂 – WeInnovators Club | Carlos Grau).
Czy jestem dobrym liderem? Nie wiem. Staram się. Staram się nie przeszkadzać. No i myślę, że daję poczucie, że jeżeli zespół podejmuje jakąś decyzję to ja biorę za nią odpowiedzialność. Mam do siebie dystans. Chyba mam poczucie humoru (nie jestem tylko szczególnie pewny, że dobre). Czasem jestem uparty, ale umiem przyznać się do błędu. A wady? Uaaa. Pracoholizm. Czasem niezbyt szybkie feedbackowanie. Usilne wprowadzanie nowych narzędzi do swojego pożal-się-Boże-żałosnego zarządzania adżajlowego. Połowa zespołu została zatrudniona przez poprzedników. To im należą się podziękowania. No i kierunki też były nakreślane przez poprzedników. Rozwinęliśmy branżę kosmiczną. Walczymy o local-content w Morskiej Energetyce Wiatrowej. Wspieramy gaming, robotyzację, automatyzację, transformację cyfrową i przemysł 4.0. Wspieramy nasze spółki z grupy. Audytujemy, podpowiadamy. Uczymy się razem z nimi. Za największą wartość uważam otwarcie się ARP na innowacje i małe i średnie firmy. Taki wielki powolny okręt (porównanie nieprzypadkowe) nie jest łatwy w kooperacji z małymi statkami, dronami, helikopterami.
Praca w spółce skarbu państwa pokazało mi, jak fantastyczni ludzie pracują w domenie publicznej. Zarówno w ARP jak i w resortach (:) ciągle uczę się słownictwa). Poznałem naprawdę bardzo dużo ludzi, którzy są otwarci, mądrzy, pracowici. I o coś im chodzi. Nie lubię jak inni o urzędnikach mówią „darmozjady, nieroby” a to się zdarza. Wszystkim chciałbym powiedzieć – spójrzcie na siebie. I nie przerzucajcie swoim problemów na innych.
Wiem, że często w organizacji, jak i poza nią jestem postrzegany jak freak, geek, który nagrywa durne filmiki. Tak nagrywam, ale naprawdę wierzę, że w tym szaleństwie jest metoda. Bo cele są następujące – zarabiać (bo ARP to firma), pomagać, zmieniać, czynić naszą gospodarkę silniejszą (bo to misja).
Co do spółek skarbu państwa mam inne spojrzenie niż parę lat temu. Nie dzielę firm na państwowe i prywatne. Dzielę na dobre i złe. Chciałbym, żeby po latach ARP uznawane było za dobrą. Mam też w życiu dużo szczęścia. Trafiam na dobrych szefów. Szefów, którzy są wyrozumiali.
Jaki jest mój sekret sukcesu? Jeśli można mówić o jakimś sukcesie. Po pierwsze lubię ludzi i ufam im. Ufam, że są chcą dobrze, że chcą się rozwijać. Wierzę w różnorodność – przekrojowo. Biorę odpowiedzialność za zespół.
A co mógłbym poprawić? Więcej czasu spędzać z rodziną, zadbać o zdrowie. Hasło na dziś – squash zamiast wina.
Na końcu napiszę też coś o polityce. Atakowano mnie już z różnych stron. Nazwany zostałem Eichmainnem. Straciłem znajomych. Inni mówią o dziwnych znajomych. Odpowiem – zajmuję się innowacjami. Technologicznymi. Dziękuję.
PS. Na koniec pozostało Was prosić o prezent. Zastanawiałem się na co chciałbym uzbierać pieniądze. Są cztery organizacje, które przychodzą mi do głowy, którym zawdzięczam najwięcej (kilka słów do każdej). Forum Dialogu – to tożsamość, kręgosłup, tradycja i prawda; JCC – przyjaciele, zabawa, rozwój dzieci, radość;  Szkoła Liderów – przywództwo, kręgosłup, mentoring; Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności (i organizacje w okół) – trzecia droga, pokazanie, że można żyć inaczej, dobro wspólne, społeczeństwo obywatelskie. A ja zapraszam do wpłacania na Forum Dialogu. To jednak obciach, żeby organizacja wspierająca pamięć polskich Żydach większe pieniądze zbierała za granicą.

sticky