Kreatywność i innowacyjność

czyli czym do jasnej cholery jest ta cała innowacyjność i kreatywność

Jak jesteś kreatywny – idziesz na ASP, bo tam to jest ważne. Ale jak chcesz się zajmować finansami – powinieneś być konserwatywny. I iść na dobrą uczelnię finansową. Właśnie konserwatywny. Jaki jest według Was przymiotnik przeciwstawny? Liberalny, postępowy, progresywny czy właśnie kreatywny? Bo przecież nie innowacyjny. Innowacja to zupełnie coś innego. W końcu konserwatysta może być innowacyjny. A czy może być kreatywny? Pewnie może, pytanie tylko „po co”?

Często na spotkaniach, które dotyczą innowacyjności, ludzie dyskutują czym jest owa „innowacyjność”. Gdy słyszycie taką rozmowę wyjdźcie ze spotkania. Natychmiast! Oszczędzicie trochę czasu. Lepiej pójdźcie i pograjcie na komputerze albo pójdźcie na ruletkę. Te czynności też nie zmienią za dużo w Waszym życiu, ale dają większe ku temu prawdopodobieństwo. Na spotkaniu o innowacyjności na pewno zobaczycie wzór „kreatywność + wdrożenie = innowacja”. Hmm. Jako zadanie domowe radzę się zastanowić i podłożyć pod wzór różne zmienne. Najbardziej do mnie przemawia, że można z tego wzoru wyprowadzić równanie, że „innowacja – kreatywność = wdrożenie”. Właśnie rozwiązaliśmy dojmujący problem prokrastynacji! Po prostu trzeba przestać być kreatywnym i innowacyjnym. Wtedy wszystko będziemy wdrażali. Ale może jednak coś w tym jest? Bo pomysły (myślę, że to dobry początek kreatywności i innowacji) pojawiają się w głowie. Gdybyśmy nie myśleli, to może byśmy lepiej pracowali i wdrażali. A tak to leżymy i guzik mamy. Ale często jednak słyszymy, że „potrzeba jest matką wynalazków”. Trochę pachnie to matriarchatem, bo w sumie czemu ta „potrzeba”, a nie ten „potrzeb”. Ale przynajmniej (dla mojej męskiej dumy) „wynalazek” jest rodzaju męskiego. A innowacja już nie. Słyszałem również, że innowacje powstają dlatego, że ludzie są leniwi i chcą ulepszać, automatyzować, przyspieszać. Też się z tym nie zgadzam. Gdyby lenistwo było w cenie, to byśmy wszyscy leżeli i nic nie robili. A jednak coś robimy, czasem coś wymyślamy i nawet udoskonalamy. Myślimy nieszablonowo. Ale może coś w tym jest? W końcu Oscar H. Banker (niezłe nazwisko jak na inżyniera) opatentował automatyczną skrzynię biegów. Ten amerykański wynalazca ormiańskiego pochodzenia (tak naprawdę nazywał się Asatour Sarafian) wymyślił mnóstwo rzeczy – między innymi pistolet do szczepień bezigłowych, podstawowe sterowanie pierwszym helikopterem Sikorsky i wspomaganie kierownicy. Anegdota mówi, że wymyślił automatyczną skrzynię biegów, bo bardzo nie lubił zmieniać biegów. Też nie lubię i nic nie wymyśliłem. Może dlatego, że już ktoś wymyślił to przede mną? Ale tak naprawdę przed Bankerem, wymyślił tę skrzynię Alfred Horner Munro z Kanady. Banker tylko udoskonalił ten pomysł i zarobił na nim mnóstwo pieniędzy. A Munro? Nie ma nawet wzmianki w Wikipedii. To trochę smutne. Ale jakie znacie kanadyjskie wynalazki? A polskie? No szybciutko! Wiem wiem, pobiegniecie do Wikipedii i jednym tchem wymienicie kamizelkę kuloodporną, lampę naftową, radiokinseskop, świetlówkę, wycieraczki samochodowe… A może nawet bombę wodorową. No dobra. Nie jest źle. I całe szczęście Łukasiewicz, Czochralski czy Szczepanik mają swoje miejsce i w naszych sercach i w Wikipedii.

Prawdziwymi wynalazcami są inżynierowie! Oni wiedzą jak połączyć kropki i zrobić, tak żeby działało. Jak chcecie, żeby Wasze dziecko było innowatorem, to wyślijcie je na politechnikę! Koniecznie. No albo inne studia ścisłe. Albo nawet nieścisłe, tylko na studia. Jak mówi przysłowie „nauka to potęgi klucz”. Hmmm. No ale nie mówi, że „formalna nauka to potęgi klucz”… Nie mówi. No ale warto! Chcecie, żeby Wasze dziecko było jak Gates, Jobs, Ellison, Edison, Spielberg, Disney albo Anna Wintour? Koniecznie wyślijcie je na dobre studia. Niech uzyska tytuł na dobrej czuleni… A nie zaraz. Stop. To nie były najlepsze przykłady. Chociaż Spielberg się obronił! Po 33 latach od rozpoczęcia studiów. Czyli jednak też nie studia…

Ale to myślenie nieszablonowe jest bardzo ważne. Jak mówią Brytyjczycy i Amerykanie „think out of the box”. Chociaż niektórzy Brytyjczycy – np. Szkoci moglibyby to tak nieszablonowo wymówić, że byśmy nie zrozumieli. Takie myślenie jest popularne w szachach albo na polu bitwy. A ilu znamy szachistów wynalazców? Konstruktorów? Innowatorów? Ja szczerze mówiąc – żadnego. No może Ben Dahera, który wymyślił… szachy.

Wśród znanych innowatorów jest trochę żołnierzy. Często udoskonalają broń, ale nie zawsze. Dajmy tutaj przykład pułkownika Harlanda Davida Sandersa – tak tego od KFC. Co mówi jego życiorys? „W wieku 5 lat zmarł jego ojciec. Gdy miał 16 lat rzucił szkołę. W wieku 17 lat stracił już czwartą pracę. Gdy skończył 18 ożenił się. Wstąpił do wojska i tam wsiąkł. Na dwudzieste urodziny – w prezencie – zostawiła go żona i zabrała ze sobą córkę. Miał plan, żeby porwać córkę, ale został kucharzem w małej kafejce i przekonał żonę do powrotu do domu. Na emeryturę przeszedł po skończeniu 65 lat. Czuł się jak nieudacznik i postanowił popełnić samobójstwo. Siedział pisząc testament, ale zamiast tego napisał, co chciałby osiągnąć ze swoim życiem i myślał o tym, jak dobrym był kucharzem. Pożyczył więc 87 dolarów (inna historia mówi, że dostał od rządu 105) i usmażył kurczaka według swojego przepisu, a następnie chodził od drzwi do drzwi i go sprzedawał. W wieku 88 lat Colonel Sanders, założyciel imperium Kentucky Fried Chicken został miliarderem”. Jak znajdziecie zdjęcie Sandersa, to pod nim zapewne będzie napisane: „Czasami trzeba ponieść porażkę, aby dowiedzieć się, co działa”. To był naprawdę innowacyjny i kreatywny człowiek! Szczególnie gdy grzebał w swojej biografii.

A jaka była prawda? W 1970 r. New Yorker opisał jego sylwetkę. Podobno Sanders po raz pierwszy zbudował swoją tożsamość na smażonym kurczaku, prowadząc stację benzynową z kochanką, która po rozwodzie została jego drugą żoną – o czym wspomina jedna z autobiografii Sandersa. W zależności od tego, komu wierzyć, tytuł honorowego pułkownika otrzymał w latach 30. lub 50. od gubernatora Kentucky. Sanders nie przeszedł na emeryturę w wieku 65 lat. Wtedy to sprzedał swoją pierwszą restaurację i zaczął na poważnie rozwijać franczyzę Kentucky Fried Chicken. Mając prawie 60 lat, spędzał całe dnie w restauracji, sprzedając swoje kurczaki, gotując dla klientów i często w niej śpiąc. W wieku 73 lat sprzedał sieć KFC za 2 miliony dolarów. Nie był miliarderem, ale żył w komforcie przez resztę swoich lat.

W internecie można znaleźć też informacje, że pułkownik Sanders był bardzo wierzący i twierdził, że moc modlitwy uzdrowiła jego polipa jelita grubego. Szkoda, że nie opatentował metody uzdrawiania polipa jelita. To by była innowacja.

 

 

 

 

Bartosz Sokolińskiinnowacyjnośćkreatywnośćstickytemat dnia