BRIEF dociera do polskich firm i ich pracowników – do wszystkich tych, którzy poszukują inspiracji w biznesie i oczekują informacji o ludziach, trendach i ideach.

Skontaktuj się z nami

Finał to inny świat: Antoni Kiszluk o tym, jak ogląda się CS-a i dlaczego „zlepek gwiazd” nie wygrywa

W poprzednim odcinku rozkładaliśmy e-sport na biznes i mechanikę – dziś robimy test prawdy: jak to wygląda oczami kibica, który żyje sceną na co dzień. W samochodzie, w drodze powrotnej, rozmawiamy z Antonim Kiszlukiem (rocznik 2007). To krótka rozmowa, ale zaskakująco konkretna. Kto wygrał IEM 2026 i czy były niespodzianki?

Antoni Kiszluk mówi bez ozdobników: wygrało Vitality, raczej zgodnie z przewidywaniami. Ale klimat imprezy – na plus: „publika” międzynarodowa (w tym głośni Brazylijczycy), efekty specjalne, ogień, konfetti.

I tu pada rzecz, którą warto zapisać złotymi literami dla organizatorów eventów: emocje rosną nie liniowo, tylko skokowo – i finał robi robotę.

Mecz o trzecie miejsce? „Wyszedłem coś zjeść”
To zdanie – choć zabawne – jest świetną diagnozą. Antoni zauważa, że na meczu o trzecie miejsce było wyraźnie mniej ludzi i mniej energii. A finał? Czas „znika”, bo napięcie trzyma cały spektakl.

To jest cenna wskazówka dla każdego, kto projektuje wydarzenie: jeśli nie masz „drugiego życia” eventu (miasteczko, strefy, aktywacje), to cały sens opiera się o dramaturgię głównej sceny.
CS to nie tylko „bieganie i strzelanie”

Antoni mocno podkreśla wątek taktyki i zgrania:
to gra o informacji,
o rolach w drużynie,
o decyzjach i konsekwencjach.
I podaje przykład, który brzmi jak lekcja zarządzania:

Falcons to zlepek gwiazd i „nie mogą wygrać nic”, bo brakuje chemii.
Vitality i Furia pokazują, że zgranie robi wynik.

To jest świetna metafora także dla biznesu: talent bez układu ról i współpracy nie daje przewagi.

Ile trwa finał? Tyle, ile trzeba, żeby publiczność miała „historię”

Antoni porządkuje format:
finał: do trzech wygranych map,
mecze niefinałowe: do dwóch wygranych.
W praktyce finał potrafi trwać kilka godzin – i to jest dokładnie ten czas, w którym widz wchodzi w narrację, a wydarzenie staje się czymś więcej niż „mecz”.

Kibicowanie bez kibicowania

Ciekawy detal: Antoni mówi, że nie kibicuje jednej drużynie, tylko „ogląda sport”. To znak dojrzewania sceny. Bo gdy wchodzisz na poziom „oglądam sport”, to znaczy, że:
zaczynasz śledzić jakość,
rozumiesz ranking i formę,
interesuje cię gra, nie tylko logo.

Wniosek: e-sport jest już normalnym sportem widowiskowym

Po tych trzech częściach zostaje prosta konkluzja: e-sport nie potrzebuje już tłumaczenia, że „istnieje”.
— On potrzebuje lepszego projektowania doświadczenia widza – zwłaszcza poza finałem.
— A dla marek? To nadal jest atrakcyjny obszar, ale z jednym „ale”: trzeba rozumieć kulturę, format, ryzyka i to, że community potrafi być bezlitosne.

To koniec miniserii IEM 2026. Jeśli chcecie, żebyśmy zrobili kolejny cykl: „marketing do graczy vs marketing gier” – dajcie znać w komentarzach.

Grzegorz Kiszluk