BRIEF dociera do polskich firm i ich pracowników – do wszystkich tych, którzy poszukują inspiracji w biznesie i oczekują informacji o ludziach, trendach i ideach.

Skontaktuj się z nami

Firmy rodzinne. Polska siła, której wciąż za mało słuchamy

Rozmawiałem z Rafałem Kunaszykiem, prezesem Inicjatywy Firm Rodzinnych. To miała być rozmowa o firmach rodzinnych. I była. Ale bardzo szybko okazało się, że rozmawiamy także o Polsce, odpowiedzialności, sukcesji, zaufaniu, sztucznej inteligencji i o tym, dlaczego bez zorganizowanego biznesu nie zbudujemy silnej marki naszego kraju.

Bez długich wstępów.

Moim gościem był Rafał Kunaszyk, prezes Inicjatywy Firm Rodzinnych. Człowiek, który mówi o firmach rodzinnych nie jak o kategorii statystycznej, nie jak o haśle konferencyjnym, ale jak o bardzo realnej sile gospodarczej, społecznej i kulturowej.

I bardzo dobrze.

Bo firmy rodzinne w Polsce są wciąż za mało widoczne. Za rzadko trafiają na pierwsze strony mediów. Za rzadko są traktowane jako jeden z fundamentów polskiej gospodarki. Za rzadko mówi się o nich jako o realnym kapitale rozwojowym kraju.

A przecież to często one budowały polską przedsiębiorczość przez ostatnie dekady. To one przetrwały kolejne kryzysy, zmiany przepisów, zmiany pokoleniowe, niepewność, inflację, pandemię, globalną konkurencję. To one tworzą miejsca pracy, budują lokalne wspólnoty, wychodzą na rynki zagraniczne, inwestują, ryzykują, uczą się i często robią to bez wielkich fanfar.

W tej rozmowie bardzo ważna była postać prof. Andrzeja J. Blikle.

Dla wielu osób to nadal „profesor od pączków”. Ale to jest bardzo powierzchowne skojarzenie. Prof. Blikle jest jednym z najważniejszych ludzi, którzy w Polsce nadali firmom rodzinnym sens, język, widoczność i godność. Pokazał, że firma rodzinna to nie jest wyłącznie model własności. To jest sposób myślenia o odpowiedzialności, długim trwaniu, wartościach i relacji między pokoleniami.

Rafał Kunaszyk mówi o tym bardzo osobiście. Mówi o dziedzictwie, które zostało mu przekazane. I to jest ważne słowo: dziedzictwo.

Nie stanowisko. Nie funkcja. Nie organizacyjna rola.

Dziedzictwo.

Bo Inicjatywa Firm Rodzinnych nie jest tylko kolejną organizacją. Może i powinna być miejscem, które przypomina polskiemu biznesowi, że siłą firm rodzinnych nie jest wyłącznie własność, ale odpowiedzialność. Nie tylko nazwisko na szyldzie, ale zaufanie. Nie tylko historia, ale przyszłość.

Bardzo ważny fragment naszej rozmowy dotyczył tego, czym dzisiaj jest firma rodzinna.

Bo nie można jej już rozumieć wyłącznie jako jednej firmy przekazywanej z ojca na syna albo z matki na córkę. Współczesna firma rodzinna może być grupą. Holdingiem. Rodziną biznesową. Może mieć główny biznes, ale obok niego nowe projekty, startupy, fundacje, działalność społeczną, edukacyjną, lokalną i międzynarodową.

To bardzo ważne.

Bo wtedy firma rodzinna przestaje być tylko opowieścią o przeszłości. Staje się narzędziem budowania przyszłości.

Właśnie dlatego w tej rozmowie wróciliśmy do tematu, który od lat jest dla mnie jednym z najważniejszych: marki Polski.

Jeżeli naprawdę chcemy budować silną markę naszego kraju, nie wystarczą debaty, konferencje, deklaracje i kolejne raporty. One są potrzebne, ale nie wystarczą. Marka kraju nie powstaje od samego mówienia, że jest ważna.

Markę kraju buduje się przez konkret.

Przez produkty. Przez usługi. Przez eksport. Przez turystykę. Przez sport. Przez kulturę. Przez naukę. Przez technologię. Przez ludzi i firmy, które codziennie pokazują światu, że Polska ma kompetencje, ambicję, jakość i energię.

A firmy rodzinne są w tym procesie absolutnie kluczowe.

Szczególnie te, których często nie widzimy na radarach. Firmy spoza największych miast. Firmy, które mają własne mosty na świat, własne relacje, własne sieci logistyczne, własnych klientów zagranicznych, własne doświadczenie, czasem setki albo tysiące pracowników.

One już budują markę Polski.

Tylko my zbyt rzadko umiemy to nazwać, połączyć i wykorzystać strategicznie.

Dlatego tak ważny był wątek zaufania.

Rafał Kunaszyk powiedział bardzo wyraźnie: wszystko zaczyna się od zaufania. Najpierw zaufania do własnych sił. Potem zaufania do partnerów.

To jest może jedno z największych wyzwań polskiego biznesu i polskiego życia publicznego. Jesteśmy często silosowi. Zamknięci. Nieufni. Zbyt szybko pytamy: co ja z tego będę miał?

A prawdziwe partnerstwo zaczyna się od innego pytania.

Co ja mogę wnieść?

Ile jestem gotów zainwestować?

Co mogę dać od siebie, zanim zacznę oczekiwać korzyści?

To jest bardzo proste, ale też bardzo trudne. Bo wymaga dojrzałości. A dojrzałość jest jednym z najważniejszych słów, kiedy mówimy o firmach rodzinnych.

Najmocniej widać to przy sukcesji.

Sukcesja w firmie rodzinnej nie jest tylko sprawą prawnika, doradcy podatkowego, notariusza czy testamentu. Oczywiście, te kwestie są ważne. Ale jeżeli sprowadzimy sukcesję tylko do procedury, popełnimy błąd.

Sukcesja to rozmowa o przyszłości.

O tym, czy dorobek jednego pokolenia stanie się szansą dla następnego, czy ciężarem. O tym, czy dzieci przejmują firmę dlatego, że chcą, potrafią i widzą w tym sens, czy dlatego, że ktoś im napisał scenariusz życia, którego nie miały odwagi odrzucić.

W rozmowie padła myśl, która powinna wybrzmieć bardzo mocno: najważniejsze dla dzieci jest ich szczęście, a nie to, czy przejmą firmę.

To zdanie warto zapamiętać.

Bo można doprowadzić do sytuacji, w której sukcesja formalnie się uda, ale człowiek przegra. Firma zostanie przekazana, ale następca będzie nieszczęśliwy. Dziedzictwo przestanie być szansą, a stanie się obciążeniem.

Dojrzałość właściciela, założyciela, nestora polega więc nie tylko na tym, żeby zbudować firmę. Polega także na tym, żeby umieć dać następnym pokoleniom możliwość wyboru.

Nie zmuszać.

Nie przygniatać.

Nie zamykać.

Dawać możliwości.

W tym sensie firmy rodzinne są czymś znacznie większym niż biznes. Są szkołą odpowiedzialności. Szkołą relacji. Szkołą długiego myślenia.

W rozmowie pojawiło się nawet określenie, że firmy rodzinne są współczesną arystokracją. Nie w sensie przywileju, statusu czy wyższości. W sensie odpowiedzialności, pracy, służby, długiego trwania i gotowości myślenia dalej niż do końca najbliższego kwartału.

To jest bardzo potrzebne Polsce.

Na końcu rozmowy pojawił się jeszcze wątek sztucznej inteligencji. I bardzo dobrze, bo nie da się dzisiaj rozmawiać o przyszłości biznesu, edukacji, sukcesji i wartości bez pytania o AI.

Ale odpowiedź Rafała Kunaszyka była daleka od histerii i daleka od zachwytu.

Sztuczna inteligencja może być zagrożeniem. Może być też ogromną szansą. Ale jej pojawienie się nie unieważnia człowieka. Przeciwnie. Może jeszcze mocniej pokazać, jak ważne są dialog, inteligencja emocjonalna, wartości, kontekst kulturowy i relacje.

Technologia może przetwarzać dane.

Ale nie zastąpi zaufania.

Nie zastąpi rozmowy.

Nie zastąpi odpowiedzialności za drugiego człowieka.

Nie zastąpi tego, co w firmach rodzinnych jest najcenniejsze: pamięci, ciągłości, lojalności, cierpliwości i sensu.

Dlatego ta rozmowa jest dla mnie ważna.

Bo jest o firmach rodzinnych, ale tak naprawdę jest także o Polsce. O tym, jaką gospodarkę chcemy budować. Jak rozumiemy sukces. Czy potrafimy współpracować. Czy umiemy przekazywać odpowiedzialność bez niszczenia wolności kolejnego pokolenia. Czy wreszcie zobaczymy w polskich firmach rodzinnych nie tylko prywatne biznesy, ale jedną z najważniejszych sił rozwoju kraju.

Warto tej siły słuchać.

Warto ją pokazywać.

Warto ją zaprosić do rozmowy o marce Polski.

Zapraszamy do obejrzenia całej rozmowy z Rafałem Kunaszykiem, prezesem Inicjatywy Firm Rodzinnych.