Prawdopodobnie też jesteś hejterem. Oto dlaczego

230

Felieton. Introspekcje. Ok. 5 minut czytania i ostrej jazdy. Będzie z nazwiska. Może i Twojego. Skoro już wyznałem co miałem – to co mi tam?

Felieton. Introspekcje. Ok. 5 minut czytania i ostrej jazdy. Będzie z nazwiska. Może i Twojego. Skoro już wyznałem co miałem – to co mi tam?

  • Nie “ubliżać”, a “hejtować”.
  • Nie “krytykować”, a “hejtować”.
  • Nie “drwić, nie śmiać się”, tylko “hejtować”.

“Hejting” (spolszczenie), czyli macierzyście “hateing” – “nienawidzieć” od HATE – po ang. “nienawiść”. Z kolei mylące jest “I hate you!” – “nienawidzę cię!” lub “i hate this!” – “nienawidzę tego!”, bo to najwyższy stopień od “nie lubię” – faktu niewymagającego argumentacji w myśl “nie, bo nie”, do czego każdy ma prawo. To wszystko i tak wiesz, ale warto wrócić do genezy przed rozpracowaniem zjawiska.

A, właśnie – co poczułeś, gdy przeczytałeś coś oczywistego?  Co czujesz, gdy ktoś mówi Ci coś, co już wiesz? 

Większość zignoruje powyższy wywód o genezie hejtingu, ale będą i tacy, którzy nie lubią pisania o oczywistych dla nich rzeczach. Takie wrażliwe osoby (również z syndromem High Sensitive Person (HSP) mogą pomyśleć, że ktoś próbuje zrobić z nich głupka lub ekstremalnie – atakuje imputując niewiedzę). Wtedy pomyślą / pomyślisz (?), że ktoś Cię “hejtuje”. A on wcale nie musi mieć złych intencji. I zaufaj mi – nie ma.

Paranoja? Nie. To niestety nasza codzienność: atak bodźcami i skupianie się na tych, które de facto nie mają większego znaczenia… Ale z jakiegoś powodu nas drażnią. Stąd taki fenomen przenikania do polskiej mowy potocznej amerykańskich kontekstów sytuacyjnych, którym nadajemy nowe, wygodne nam, znaczenie. Niestety, zapominając od kluczowych różnicach w mentalności.

Zatem hejt jest dziś uniwersalnym określeniem na coś, co sprawia, że spada nam nastrój, czujemy się gorzej, pod presją, denerwujemy się. Hejt nie jest już w Polsce nienawiścią. Jest wszystkim. Jest zmaterializowanym w jednym, w dodatku niepolskim, słowie stanem duszy Polaków. Dlaczego? Wszelkie badania nastrojów Polaków określają nasz naród jako: zdolna, zawzięta nacja pesymistów ze wzmożonymi skłonnościami do teorii spiskowych, obmawiania i alkoholu. No coż – wyżej wymienione zachowania prędzej czy później złożą się na frustrację, a gdzie najlepiej się ją wylewa jak nie w Internecie?

Hejt jest niezadowoleniem, rozczarowaniem, złością, nadgorliwością, bezsilnością – wszystkim co złe, ale i wszystkim co sarkastyczne, pompatyczne i generalnie pejoratywne, bo nielubiane, niewygodne, nieodpowiednie… itd.

  • Można przecież “hejtować biedę” obnosząc się w ekskluzywnych ciuchach, szczególnie w klipach hip-hopowych, w których liczy się blichtr;
  • Można też “hejtować program polityczny” nie zgadzając się z nim i wyrażając wprost swoje niezadowolenie;
  • Można „hejtować to…i tamto…” w odniesieniu do niewygodnego albo czegoś niezrozumiałego, wykraczającego poza światopogląd.

Niestety, nasz naród posiada wiele mentalnych blokad. Mogą one wynikać z głównego nurtu w religii, ale mogą też brać się z lęku przed poznaniem i idącym za nim rozczarowaniem i/lub pogorszeniem sytuacji życiowej. Stąd taka powszechna niechęć do środowisk LGBT, psychoterapii, badań prewencyjnych…

Rzecz w postrzeganiu. Jak zawsze.

Hejt wg Polaków jest częściej kontrargumentem, niż czymś co kalibrem przypomina “mowę nienawiści” – zakazaną prawnie formę dialogu i ekspresji w Polsce. Posądzenie niewygodnego dyskutanta o hejt jest zjawiskiem coraz częściej zauważalnym w mediach, wśród polityków oraz innych, delikatnie mówiąc: skonfliktowanych środowisk. Hejterem nazywa się dziś kogoś, kto roztacza nad nami niewygodną aurę. Moim zdaniem dzieje się tak dlatego, że nie funkcjonują już autorytety językowe. Wybitnych Panów Miodka i Bralczyka młodzi oglądają dla żartów; znają ekspertów z memów i innych mało wyszukanych form przykuwających uwagę w sieci.

Co, jeżeli osoba, którą posądzamy o HEJT ma nam do powiedzenia prawdę? Czy nie hejtujemy wówczas siebie? Te filozoficzne rozważania prowadzą do pierwotnych i prymitywnych ruchów ewolucji. Jej jedynym (!) zadaniem jest przetrwać i zapewnić przetrwanie. Zmieniają się okoliczności, ale nie zmienia się jedno – człowiek chce przetrwać tak samo jak każdy żywy organizm na ziemi skłonny do rozmnażania – czyli zapewnienia przetrwania. Praktycznie nie znamy skali zagrożenia życia spędzając je w większości w wielkim mieście, ale gdy nasze mózgi wykryją świadomie choć ślad zagrożenia – zaczynają je eliminować. Ten sam mechanizm dotyczy podświadomości – i właśnie to mamy zakodowane w DNA. Dziś jedni określą to jako ewolucyjną paranoję i zablokują ten proces, inni poddadzą się mu w całości. Właśnie tacy ludzie posądzają niewygodne zjawiska i zachowania, jako hejt – czyli nawias na końcu stawianych im zarzutów, który odgradza ich od problemów. Bo ludzie dający procesowi się toczyć – biorą w nim czynny udział, dzieląc go na sekwencje, pracując nad każdą z nich i eliminując potencjalny problem. (Można też powiedzieć prościej: nie zamiatają pod dywan 🤷🏼‍♂️)

Pierwotnie amerykański „hejt” jest polską „mową nienawiści” – w ujęciu prawnym. To jedyny istniejący sensownie mianownik między tymi określeniami. A „hejter” to osoba naruszająca prawo. Bynajmniej nie dziś.

  • Dziś hejter to po prostu niewygodny uczestnik: spotkania, dyskusji, itp.
  • Dziś hejtować to z dużą pewnością: krytykować, ubliżać, nabijać się, uprawiać pastisz…

Ramy zostały rozciągnięte z uwagi na nasze uwielbienie do rozszerzania stref komfortu. Zawsze miało to iluzoryczny wpływ na postrzeganie rzeczywistości. Wydaje nam się, że jesteśmy wolni, a tak naprawdę odgradzamy się od ludzi kupując mieszkania na zamkniętych osiedlach i MUSIMY zarobić na kredyt hipoteczny, by je utrzymać. Przymus nigdy nie stał blisko wolności. Wręcz przeciwnie. Również iluzoryczne jest poczucie bezpieczeństwa, gdy chcemy zamknąć komuś usta nazywając go hejterem. Osoba ta ma prawo do wytoczenia nam procesu sądowego, podczas którego udowodni, że została pomówiona publicznie z konkretnego paragrafu. Za udowodnione pomówienie agresor słowny płaci słoną cenę. Rzadko jest to tylko “przepraszam”.

Hejt a prawo i polski Kodeks Karny.

Mamy coś, czego hejting bardzo nie lubi. To swoboda wypowiedzi. Możemy wyrażać opinię, ale bez naruszenia zasad zawartych w Kodeksie Karnym. „Mowa nienawiści”, czyli obrażanie, groźby, pomówienia, itd. uzasadnione czy nie – mogą być podstawą do roszczenia wg Kodeksu Karnego z naruszenia postanowień zawartych w art. od 212 aż do 257. Zobacz więcej tutaj.

Już sam § 1. Art. 212. KK jest dosadny:

Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

Każdy ma prawo do obrony swojego dobrego imienia, ale wskazanym przysługuje prawo do zasady Domniemania Niewinności. Jawne, publiczne posądzenie kogoś o „nienawiść” może mieć nieciekawe skutki dla kogoś, kto rzuca oskarżeniami o „hejting” i dyskutanta nazywa „hejterem”. To klasyczna druga strona medalu.

Jest w nas potrzeba rozwoju, bo przez dekady kodyfikowania i układania naszych zachowań w równania wstrzymaliśmy progres ewolucyjny. Dlatego tak dynamicznie z jednego słowa „hate” oznaczającego niegdyś tylko nienawiść zbudowaliśmy lingwistyczną otoczkę zachowań, które z łatwością można przypisać wszystkiemu, każdemu, całemu otaczającemu nas światu – umniejszając swoją, ewentualną winę. I tutaj ewolucyjnie się zapętlamy, bo progres socjologiczny tego typu, jest niczym innym jak egoistyczną próbą ułożenia sobie życia w tabelkę, otoczenia go ochronnym polem eliminującym problemy za wszelką cenę. A doskonale wiemy, że czasami cena własnej strefy komfortu potrafi być bardzo wysoka. Wg badań szczególnie boleśnie przekonują się o tym osoby szybko wzbogacające się i/lub z zaburzeniami psychicznymi. Rzecz jednak w tym, że skoro ulegamy tak prymitywnym wskazówkom ewolucji to mogę śmiało pokusić się o tezę, że nasze życie i współczesność są jednym wielkim zaburzeniem.

Zaburzeniem wynikającym z próby zastępowania nas robotycznymi odpowiednikami (humanoidalne maszyny, androidy) i skomplikowanymi sieciami miliardów algorytmów, które mają finalnie złożyć się na sztuczną inteligencję zdolną do podejmowania takich decyzji jak ludzkie. Ale szukając coraz częściej ucieczek – nie rozwiązań sami powstrzymujemy naszą naturalną ciekawość. To ewolucyjny hamulec, który decydujemy się wcisnąć z zupełnie nieznanych nam przyczyn.

Ja to modnie hejtuję.

Mikołaj Nowak

PS przepraszam zawiedzionych, którzy czekali na nazwiska. W ramach pokazania, jaki świat jest niesprawiedliwy pozwoliłem sobie na ten żart. Wybaczcie.