Rekordowy wzrost przychodów firm w rankingu „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe”

Technology fast 50

Pandemia okazała się być sprawdzianem dla wielu branż, ale dla firm z sektora technologicznego stała się szansą na rozwinięcie działalności i podbicie nowych rynków. Na przestrzeni ostatnich czterech lat dynamika wzrostu przychodów wszystkich spółek technologicznych rankingu „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” wyniosła aż 2 278 proc. Jest to rekordowy wynik w historii zestawienia. W 22. edycji zestawienia najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej aż 30 proc. miejsc zajmują spółki z Polski. Polskim zwycięzcą rankingu jest firma Nethone, specjalizująca się w automatycznym wykrywaniu oszustw za pomocą autorskich narzędzi badawczych i sztucznej inteligencji.

W głównej kategorii „Fast 50” uplasowało się 16 firm z Polski. Najwięcej firm pochodzi z Czech (19). Podobnie jak rok temu, polskie i czeskie spółki zajmują łącznie 70 proc. miejsc w rankingu. Trzecie miejsce przypadło Słowacji, którą reprezentuje pięć firm. W rankingu „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” znalazły się także spółki z Chorwacji (4), Bułgarii (2) oraz po jednej z Litwy, Estonii, Albanii i Słowenii.

Do tegorocznej edycji zgłosiło się aż 450 firm, dla porównania rok temu było to o 150 mniej. To pokazuje najlepiej, jak środkowoeuropejskie firmy technologiczne stają się silne, konkurencyjne i jak szybko rosną. Jak można było się spodziewać, katalizatorem tak dynamicznego wzrostu dla wielu z nich była pandemia, która wymusiła na niemal każdej branży inwestycję w technologię w znacznie większym stopniu niż to było wcześniej

Agnieszka Zielińska, partner w dziale Doradztwa Finansowego, liderka Programu Deloitte Technology Fast 50 w Polsce

Czołówka „Technology Fast 50”

Tegorocznym zwycięzcą „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” jest FF Trader – twórca finansowej platformy edukacyjnej. Czeska spółka osiągnęła gigantyczny wzrost przychodów w ciągu ostatnich czterech lat na poziomie 39 432 proc. Dla przypomnienia rok temu triumfatorowi wystarczyło do zwycięstwa 9 077 proc.
W pierwszej dziesiątce znalazły się dwie firmy z Polski: warszawska Nethone (6) – specjalizująca się w automatycznym wykrywaniu oszustw za pomocą autorskich narzędzi badawczych i sztucznej inteligencji oraz TELMEDICIN (7), zajmująca się telemedycyną.

Dominacja twórców oprogramowania

W 2020 roku w porównaniu do 2017 roku średni wzrost przychodów firm, które znalazły się w rankingu, wyniósł 2 278 proc. Rok wcześniej było to 1 460 proc.

Tegoroczny wynik jest najwyższy w ponad dwudziestoletniej historii Technology Fast50, a ci, którzy się znaleźli w zestawieniu są liderami w swoich sektorach i krajach. Spodziewaliśmy, że w tym roku firmy będą w stanie pochwalić się ogromnymi wzrostami przychodów, właśnie ze względu na dynamiczny rozwój w czasie pandemii. Ważne jest jednak to, że nasi laureaci sukcesywnie rośli przez ostatnie cztery lata, w wielu przypadkach podwajając swoje przychody rok do roku.

Agnieszka Zielińska

Podobnie jak w poprzednich latach ranking „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” zdominowali twórcy oprogramowania. W zestawieniu jest ich aż 33. Pięć firm to producenci sprzętu komputerowego, a cztery reprezentują sektor „media i rozrywka”. Po trzy spółki należą do fintechów oraz sektora medycznego i biotechnologicznego. Pozostałe dwie reprezentują branżę komunikacyjną.

Kolejny rok z rzędu firmy technologiczne mogły zgłaszać swój akces do nagrody „Impact Stars”. Kategoria została wprowadzona z myślą o firmach, które z powodzeniem łączą rozwój innowacyjnych produktów czy usług technologicznych z pozytywnym oddziaływaniem na co najmniej jeden z obszarów: społeczeństwo, biznes, innowacje, środowisko i różnorodność. Każdy kraj mógł w tej kategorii nagrodzić trzy firmy. W Polsce wyróżnienie otrzymały spółki: Biotts (autorskie nośniki oraz receptury leków w obszarze onkologii i diabetologii), StethoMe (domowy stetoskop medyczny – StethoMe® to pierwszy system wykrywający nieprawidłowości w układzie oddechowym, opiera się na medycznych algorytmach AI współpracujących z bezprzewodowym stetoskopem oraz specjalną aplikacją) oraz Neuro Device Group (rozwiązania z zakresu terapii, diagnostyki i badań naukowych mózgu i centralnego układu nerwowego). Wszystkie firmy reprezentują sektor life science & healthcare.

Szczegółowe wyniki rankingu

Ranking „DeloitteTechnology Fast 50 Central Europe” to zestawienie najszybciej rozwijających się firm technologicznych w regionie Europy Środkowej. Oprócz firm wyróżnionych w głównej kategorii Fast 50, Deloitte Central Europe nagrodził też młodsze firmy w kategorii „Wschodzące Gwiazdy”, które wchodzą w skład zestawienia „Companies to watch”. Firmy samodzielnie zgłaszają chęć udziału w rankingu, a Deloitte weryfikuje podane przez nie dane finansowe.

Każda spółka ubiegająca się o udział w programie musi spełniać następujące kryteria:

  • posiadać siedzibę w jednym z krajów Europy Środkowej (Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Macedonia, Mołdawia, Czarnogóra, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia)
  • być firmą technologiczną, której działalność zawiera się w jednej z kategorii: komunikacja, ochrona środowiska, fintech, sprzęt komputerowy, ochrona zdrowia i nauki medyczne, media i rozrywka, produkcja oprogramowania
  • być właścicielem praw własności intelektualnej lub zastrzeżonej technologii sprzedawanych klientom w produktach, generujących większość przychodów operacyjnych spółki
  • posiadać strukturę własności, która wyklucza udziały większościowe zagranicznych inwestorów strategicznych.

Kategoria główna „Technology Fast 50”

Kryteria szczegółowe dla firm w kategorii głównej:

  • działalność na rynku co najmniej od czterech lat, czyli co najmniej od 31 grudnia 2016 r.,
  • osiąganie przychodów operacyjnych nie mniejszych niż 50 tys. euro w roku 2017, 2018, 2019 oraz przychodów w 2020 roku na poziomie nie mniejszym niż 100 tys. euro.

Kategoria „ Growth Stars ”

Kryteria szczegółowe dla firm w podkategorii „Growth Stars”

  • historia działalności nie jest krótsza niż trzy lata.

Więcej informacji oraz historyczne rankingi dostępne na stronie Deloitte.


Źródło: Deloitte

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

Startuje kolejna edycja „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe”

Fast 50 ranking

Ruszyła rejestracja do tegorocznej 22. edycji „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe”, rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej. Promujący innowacyjność program, który skierowany jest zarówno do przedsiębiorstw o ugruntowanej pozycji na rynku, jak i tych, które działalność rozpoczęły stosunkowo niedawno, od ponad dwóch dekad organizuje firma doradcza Deloitte. Po raz drugi zostanie przyznana również nagroda Impact Stars dla firmy, której technologie, produkt lub usługi mają pozytywny wpływ na otoczenie. Termin zgłoszeń do „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” upływa 31 sierpnia. Zwycięzców poznamy w listopadzie.

„Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” to program, który plasuje 50 najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Polsce i Europie Środkowej, publicznych lub prywatnych, w oparciu o procentowy wzrost przychodów w ciągu ostatnich czterech lat. W tegorocznym rankingu analizowane będą przychody w latach 2017-2020.

A to oznacza, że w zestawieniu ujęte będą także wyniki z roku zdominowanego przez pandemię. Spółki technologiczne odegrały ogromną rolę w przystosowaniu się do tzw. nowej normalności. One nie tylko stymulują wzrost biznesów, ale też pozwoliły nam funkcjonować w  czasie izolacji. Pandemia COVID-19 sprawiła, że wiele rozwiązań, wydających się być technologiami przyszłości, już teraz znajduje zastosowanie. Wystarczy wspomnieć opiekę zdrowotną, rozwiązania biurowe, e-commerce czy nauczanie zdalne. Liczymy, że to przyspieszenie technologiczne znajdzie odzwierciedlenie również w naszym rankingu.

Agnieszka Zielińska, partner w Dziale Doradztwa Finansowego, liderka programu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe

Od kilku lat firmy z Polski dominują w rankingu Deloitte. Na przestrzeni dwóch dekad wysokie miejsca zajmowały m.in. CD Projekt, home.pl, eCard, Pracuj.pl czy LiveChat. W ubiegłorocznej edycji w głównej kategorii „Fast 50” uplasowało się 15 firm z Polski, a na czele rankingu stanął Packhelp – twórca platformy pozwalającej projektować i zamawiać spersonalizowane opakowania online. Oprócz niego do pierwszej dziesiątki trafiły aż cztery polskie firmy: EGZOTech (5. miejsce), Solution4Labs (7. miejsce), Zdrowegeny.pl (8. miejsce) oraz Tylko (9. miejsce).

Tegoroczna edycja przynosi pewne zmiany w regulaminie. Ranking obejmie dwie kategorie „Fast 50” i „Companies to Watch”. Dodatkowo firmy mogą aplikować do nagrody specjalnej „Impact Stars”.

Każda spółka, która stara się o udział w kategorii głównej „Fast 50” musi spełniać następujące kryteria:

  • działać na rynku od co najmniej czterech lat, czyli co najmniej od 31 grudnia 2016 r.;
  • osiągać przychody operacyjne nie mniejsze niż 50 tys. euro w roku 2017, 2018, 2019 oraz przychód w roku 2020 nie mniejszy niż 100 tys. euro;
  • posiadać siedzibę w jednym z krajów Europy Środkowej (Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Macedonia, Mołdawia, Czarnogóra, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia);
  • być firmą technologiczną, a jej działalność musi zawierać się w jednej z kategorii: komunikacja, ochrona środowiska, fintech, sprzęt komputerowy, ochrona zdrowia i nauki medyczne, media i rozrywka, produkcja oprogramowania;
  • zajmować się opracowywaniem lub produkcją technologii autorskich lub ponosić istotne nakłady na prace badawczo-rozwojowe;
  • posiadać strukturę własności, która wyklucza udziały większościowe zagranicznych inwestorów strategicznych.

Z kolei w kategorii „Companies to Watch” oceniane będą przedsiębiorstwa młodsze, niespełniające jeszcze kryteriów uczestnictwa w rankingu głównym. Dzieli się ona na dwie podkategorie: „Investment Stars” i „Growth Stars”.

  • Podkategoria „Investment Stars” obejmuje 10 spółek, które zdobyły największy kapitał inwestycyjny w okresie od 1 stycznia 2018 roku do 31 maja 2021 roku.
  • Podkategoria „Growth Stars” obejmuje 10 spółek, które wykazały naturalny wzrost w okresie trzech ostatnich lat.

Firm ubiegających się o nagrodę specjalną „Impact Stars” nie dotyczą kryteria przychodowe oraz długość prowadzonej działalności. Kategoria została wprowadzona z myślą o przedsiębiorstwach, które z powodzeniem łączą rozwój innowacyjnych produktów czy usług technologicznych z pozytywnym oddziaływaniem na co najmniej jeden z obszarów: społeczeństwo, biznes, innowacje, środowisko i różnorodność. W ubiegłym roku spośród polskich firm to wyróżnienie otrzymały spółki: Divante i Netguru (za wspólną inicjatywę „Tech to the rescue”, czyli wsparcie branży IT dla sektora organizacji pozarządowych w czasie pandemii), EGZOTech oraz Laparo.

Pandemia i wyjątkowość ostatnich dwóch lat niewątpliwie znajdzie odzwierciedlenie również w kategorii „Impact Stars”. Szukamy firm, których działalność miała znaczący wpływ na ich otoczenie. Każda edycja Technology Fast 50 Central Europe to wielkie wydarzenie zarówno dla nas, jak i zgłaszających się spółek. Zapewne będzie tak również w tym roku.

Agnieszka Zielińska, partner w Dziale Doradztwa Finansowego, liderka programu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe

Zgłoszenia można nadsyłać do 31 sierpnia 2021 roku. Wyniki rankingu zostaną opublikowane 25 listopada 2021 roku.

Szczegółowe informacje dotyczące zgłoszeń, formularz online i kryteria kwalifikacji są dostępne na regionalnej stronie Technology Fast 50: www.deloitte.com/cefast50.


Źródło: Deloitte

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

Czy to koniec legendy Doliny Krzemowej? Koronawirus nie oszczędził nikogo

Dolina krzemowa

Przez długie lata Dolina Krzemowa była technologicznym Hollywood - ziemią obiecaną wizjonerów i geniuszy. Pewnego dnia jednak nastał koronawirus i zmienił (niemal) wszystko. Czy jednym z efektów pandemii okaże się przemiana Doliny Krzemowej w... Dolinę Łez?

Gdyby na mapie pojawił się kraj o nazwie Dolina Krzemowa, z miejsca znalazłby się w czołówce najbogatszych państw na ziemi. Tak przynajmniej podaje dziennik The Guardian, który powołując się na dane Amerykańskiego Biura Analiz Ekonomicznych z roku 2019 wyliczył, że roczne PKB na mieszkańca Doliny Krzemowej (PKB per capita) osiągnęłoby wartość 128 308 USD! Tym samym, jak uważa autor analizy – Levi Pulkkinen, ten maleńki skrawek północnej części Doliny Santa Clara, przegrałby dosłownie o włos, na przykład z Katarem, który w czasie publikacji materiału, uważany był za najbogatszy kraj na świecie z PKB per capita na poziomie 128 647 USD.

Jednak, w przeciwieństwie do kraju z Półwyspu Arabskiego, bogactwo kalifornijskiej doliny nie pochodzi ze złóż ukrytych w głębi ziemi, a z kapitału intelektualnego. Już w latach 50. XX wieku, w San Jose i jego okolicach, rozwijało się centrum amerykańskiego sektora zaawansowanych technologii.

Dolina urodzaju

W połowie XIX wieku Kalifornię opanowała gorączka złota, sto lat później cenny kruszec zastąpiły krzem i nowe technologie. Według raportu “The Wealth-X Billionaire Census 2018”, na świecie żyje obecnie 143 miliarderów technologicznych, a połowa z nich mieszka w Dolinie Krzemowej. Słynna Zatoka Kalifornijska jest domem dla 74 bogatych geniuszy. Nie chodzi o to, że z powodu pandemii skurczyły się majątki, po prostu nastąpiła fundamentalna zmiana modelu funkcjonowania jednostki, jak i podmiotów biznesowych. Wszystko zostało przewartościowane, a COVID stał się jedynie katalizatorem zmian, które w dłuższej perspektywie czasu zdawały się nieuniknione.

Pojawienie się koronawirusa zaburzyło przewidywalny i prognozowalny biznes internetowy. Dlatego w sektorze startupów, jak i w całej gospodarce, wciąż odczuwalne są zawirowania. Nie oznacza to jednak, że inwestorzy zamknęli portfele i schowali je głęboko w kieszeń. Jak wynika z moich obserwacji i opinii, jakie zebrałem z rynku, nigdy nie było łatwiej o finansowanie. Wielu inwestorów, którzy dotychczas działali w klasycznym offlinowym biznesie, na własnej skórze odczuło, czym jest lockdown i jakie ekonomiczne konsekwencje za sobą niesie. Dlatego dokonali oni relokacji płynnych środków z np. nieruchomości na rzecz młodych, ambitnych spółek technologicznych. To teoretycznie wiązało się z wyższym ryzykiem, ale jednocześnie wzrastał potencjał zwrotu z inwestycji.

Bartosz Ferenc, współtwórca Sembot.com, aplikacji do zarządzania kampaniami reklamowymi e-commerce w Google Ads i jednej z największych agencji PPC w Polsce, oraz CENTEO, rozwiązania do optymalizacji widoczności ofert i automatyzacji sprzedaży w porównywarce Ceneo.pl.

Zdaniem eksperta, jakiekolwiek obawy o źródło finansowania dotyczą wyłącznie przedsięwzięć, które od samego początku były ukierunkowane na szybkie zbicie kapitału i monetyzację pomysłów. Firma miała być jedynie produktem, który szybko zostanie przejęty przez jednego z rynkowych wyjadaczy.

W czasie ostatnich 12 miesięcy byliśmy świadkami przeniesieniu wielu czynności do sieci. Dzięki temu powstało wielu nowych inicjatyw w postaci technologii lub oprogramowania. To woda na młyn dla startupów, które uzbrojone w swoje innowacyjne pomysły, otrzymały wreszcie szansę na zaistnienie. Uważam, że przedsiębiorcy, którzy uruchomili swój biznes z myślą o realnym rozwoju, a nawet podboju rynku, mogą z optymizmem patrzeć w przyszłość. Naturalnie nie oznacza to, że sukcesy przyjdą im z łatwością, bo COVID-19 to prawdziwy generator komplikacji.

Bartosz Ferenc

Tego, jak skutecznie potrafi on zaburzyć sprawność funkcjonowania startupów, dowodzą wspólne badania serwisu Statista i Startup Genome, które miały za zadanie pokazać, jakiej wielkości spadki odnotowały poszczególne grupy startupów. Sprawdzono, jak bardzo pandemia wpłynęła na obroty startupów w poszczególnych branżach. Spadki były potężne: turystyka – 70%, uroda i moda – 60%, automotive – 40%. I to wszystko w ciągu zaledwie pół roku (grudzień 2019 – czerwiec 2020). Najmniej ucierpiały biznesy działające w sektorach blockchain i kryptowalut (– 14%), gamingu (– 19%) i mediów społecznościowych (– 22%).

Najpierw słońce, później deszcz

Czy to oznacza koniec Doliny Krzemowej takiej, jaką znamy? Dziś, ciężko jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, jednak wyniki ostatniego raportu PitchBook 2021 US Venture Capital Outlook, mogą niepokoić. Okazuje się, że po raz pierwszy w historii, inwestycje Ventures Capital w północnej części Doliny Santa Clara, spadną poniżej 20% całkowitej wartości inwestycji VC w Stanach Zjednoczonych. Zyskują na tym inne amerykańskie miasta, które poprzez liczne zachęty, przyciągają do siebie hojnych founderów.

Analitycy szacują, że ​​udział Doliny Krzemowej w transakcjach typu venture capital w Stanach Zjednoczonych spada sukcesywnie od 2006 roku. Pandemia i związany z nią exodus inwestorów, tylko przyspieszyły ten trend. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że wiele osób pracuje zdalnie, z terenów oddalonych o setki, jak nie tysiące kilometrów od Krzemowej Doliny, co utrudnia bezpośredni nadzór nad rozwojem firm, które inwestorzy wsparli swoim finansowaniem.

Bartosz Ferenc

Nie oznacza to jednak, że definitywnie można obwieszczać koniec legendy Doliny Krzemowej. Analiza przygotowana przez serwis Bloomberg wykazała, że biorąc pod uwagę uwarunkowania gospodarcze i wskaźniki demograficzne, zajmuje ona pierwsze miejsce wśród największych amerykańskich obszarów metropolitalnych, które najprawdopodobniej najszybciej wyjdą z pandemii.

Jak zauważają autorzy raportu, rejon Zatoki San Francisco może pochwalić się licznymi reprezentantami branż, które skorzystały na pandemii, np. Zoom Video Communications Inc., Netflix Inc. i Instacart Inc.

Ucieczka z raju

Z końcem ubiegłego Elon Musk, ekscentryczny milioner i jeden z najpotężniejszych ludzi na ziemi, ogłosił że opuszcza Zatokę San Francisco. – Dolina Krzemowa ma duży wpływ na świat, ale jej potęga słabnie – powiedział właściciel Tesli i SpaceX. Zapytany o mieszkanie w Kalifornii dodał: – Niekoniecznie było to świetnym sposobem wykorzystania mojego czasu.

I nie jest w tej decyzji osamotniony. Z końcem ubiegłego roku, podobną drogę obrała – zorientowana na biznes – komórka słynnej korporacji Hewlett Packard Enterprise. Firma zdecydowała, że ​​przeniesie swoją siedzibę do Houston w Teksasie.

To dosyć symboliczna zmiana, biorąc pod uwagę fakt, że historia Hewlett-Packard, zaczęła się w garażu w Palo Alto w 1938 r. – w miejscu, w którym obecnie znajduje się charakterystyczna tablica znamionowa: „Miejsce narodzin Doliny Krzemowej”.

Silicon Valley zdecydowały się także opuścić firmy Oracle oraz Palantir. Ta pierwsza zapowiedziała przenosiny do Austin, druga już od ubiegłego roku działa z Denver. Wydaje się, że Musk – w typowy dla siebie sposób – trafnie porównał stan Kalifornia do odnoszącej sukcesy drużyny sportowej: – Są trochę zadowoleni z siebie, trochę utytułowani, ale nie zdobywają już mistrzostw. Wygrywają od dawna i myślę, że traktują sukces [te firmy] trochę za pewnik.

Czas na Europę?

Czy to szansa dla europejskiej branży technologicznej, by skrócić dystans, jaki na przestrzeni lat oddalił Stary Kontynent od Stanów Zjednoczonych? Ciekawe wnioski płyną z analizy rocznego raportu o stanie europejskiego rynku technologicznego autorstwa Atomico, spółki venture capital, która została założona przez miliardera Niklasa Zennströma, współzałożyciela firmy Skype. Eksperci oceniają, że łączna wartość inwestycji typu venture w europejskie startupy technologiczne wyniosła w ubiegłym roku 41 mld USD. W 2019 było to 38,6 mld USD.

Najwyraźniej więc, nawet koronawirus nie był w stanie zachwiać potencjałem rynku startupów na Starym Kontynencie. Zdaniem Toma Wehmeiera, który pomógł sporządzić raport, to prawdziwa demonstracja mocnych stron leżących u podstaw europejskiego ekosystemu.

Ta informacja cieszy, dopóki jednak nie uświadomimy sobie, że amerykańskie fundusze venture capital włożyły w ubiegłym roku w swoje startupy 141 mld USD, a azjatyckie 74 mld USD. W tym kontekście europejski wynik nie wydaje się już tak spektakularny. Jest raczej… rozczarowujący. 

Bartosz Ferenc

Autorzy raportu zwracają uwagę także na fakt, że europejski udział inwestycji w kapitał wysokiego ryzyka, wynosi zaledwie 13 proc. Stary Kontynent generuje 1/4 światowego PKB – tylko nieco mniej niż Stany Zjednoczone, które z kolei „odpowiadają” za aż połowę wszystkich inwestycji typu venture na świecie.

Pod jednym jednak względem Europa dominuje nad pozostałymi regionami. Według analizy Atomico, na bardzo wczesnych etapach i przy niewielkich funduszach, Stary Kontynent radzi sobie bardzo dobrze. 40% rund finansowania – poniżej 5 milionów dolarów – ma miejsce właśnie tutaj.

Nie ma róży bez kolców

Czy osłabienie technologicznych kampusów, takich jak Dolina Krzemowa, stanowi rzeczywiście problem?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Oczywiście coś zostanie utracone, jeśli osłabione zostaną duże ośrodki, takie jak ten kalifornijski. Pandemia sprzyja zmianie paradygmatu pracy, która wykonywana w formie zdalnej, w części firm się sprawdza, ale w innych powoduje spadek wyników. Jednym z powodów jest to, że młodsi pracownicy, którzy mogliby zdobywać umiejętności poprzez kontakt z tymi bardziej doświadczonymi, stracą gdyż przestaną być częścią geograficznie skupionej puli. Jednak z drugiej strony… przynajmniej teraz będą mogli sobie pozwolić na czynsz.

Bartosz Ferenc


Źródło: Centeo 

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

Jak zdradzili nas technologiczni giganci

nie czyn zla ksiazka

Nowa gospodarka oparta na firmach technologicznych dawała światu nadzieję — zwłaszcza po blamażu rynków finansowych. Wystarczyła jednak dekada, abyśmy mogli się przekonać, jak mocno branża ta zdołała zmonopolizować rynek i narzucić innym własne reguły. Nie tylko kooperantom czy mniejszym konkurentom. Również nam, konsumentom, a nawet rządom. Wszyscy zostaliśmy zdradzeni przez Big Tech — przekonuje Rana Foroohar, autorka wydanej właśnie po polsku książki „Nie czyń zła”.

Za przyczynę kryzysu finansowego i gospodarczego tsunami 2008 roku zostały obarczone — słusznie zresztą — rynki finansowe. Z roku na rok Wall Street działało coraz bardziej bezpardonowo, prowadząc do znoszenia kolejnych regulacji i spychając na bok władze państwowe. Inna sprawa, że wkrótce potem banki i fundusze okazały się „zbyt wielkie, by upaść”, a koszty w dużej mierze ponieśli słabsi. Szybko jednak narodowe rządy znalazły źródło wielkich nadziei: nową gospodarkę opartą na rozwoju technologii i innowacji. Dolina Krzemowa stała się synonimem biznesów innego typu, o ambicjach znacznie większych niż zyskowność — chciały zmieniać świat, rozwiązując różnorodne problemy naszego życia. A także, realizując wzniosłe marzenia (tego argumentu będą w szczególności używać twórcy marek, które rewolucjonizowały kolejne segmenty rynku, gremialnie mianowani geniuszami biznesu).

Niespełnione nadzieje

Firmy o innowacyjnym potencjale miały być nowym źródłem bogacenia się narodów. Receptą na pogrążone w chaosie gospodarki Zachodu. Rządy państw w większości tak mocno zachłysnęły się atrakcyjnymi hasłami, że bez oporów tworzyły specjalne warunki do rozwoju firm technologicznych. Każdy chciał mieć swoją Dolinę Krzemową. Idylliczny świat, w którym ludzie bez wytchnienia pracują, aby świat był coraz lepszy, a firmami rządzą wizjonerzy skupieni na realizacji marzeń, wznoszących jednakowoż na wyżyny całe społeczeństwa. Taki obraz powinien dawno legnąć w gruzach. Bo w tym zachwycie nad nowym obrazem świata, nie dostrzegliśmy jednej, kluczowej rzeczy. Ale był czas trzeźwo spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość i wyciągnąć wnioski.

Otóż w nowej gospodarce nie chodzi o środki produkcji, złoża surowców czy fabryki. Najcenniejszym kapitałem jest wiedza. Informacja tym cenniejsza, im bardziej precyzyjna i dostarczona we właściwym czasie. Narzędziem są skomplikowane algorytmy, do których dostępu nikt poza nowymi korporacjami nie ma dostępu. Źródłem zaś — każdy z nas. Wystarczy, że korzystamy z codziennych usług, które dostarczają nam te globalne organizacje. A nie korzystać z nich — to już prawie niemożliwe.

Właśnie o tym jest książka Rany Faroohar — redaktorki związanej od lat z „Financial Times” i komentatorki CCN  —„Nie czyń zła”, wydana właśnie przez Poltext. Od ideałów po ekosystem dewastujący konkurentów i porządek społeczny. Od idealistów po dyktatorów przejmujących na różnych poziomach władzę nad światem. Tak można by streścić ewolucję, którą na przestrzeni kilkunastu lat przeszły wielkie spółki technologiczne z Googlem na czele. Ale chodzi też o Facebooka czy Amazona; chodzi nade wszystko o FAANG, zjawisko będące akronimem kilku marek: Facebook, Apple, Amazon, Netflix, Google (tak, Netflix też wszedł do tej gry i monopolizuje swój segment rynku). Tytułowe „Nie czyń zła” to bezpośrednie odwołanie do jednej z zasad, którymi od początku kierować się mieli wszyscy pracownicy Google’a. Dziś brzmi jak farsa.

Nie czyń zła, czyli gra Google’a

Od kilku lat wychodzą na światło dzienne fakty, które odbierają nam złudzenia, że sztandarowe firmy nowej gospodarki działają w imię wyższych celów. Krok po kroku, dzięki dostępowi do unikalnych danych, przejmują władzę nad nami. Tę zaś wykorzystują, aby powiększać zyski. Wtedy, kiedy zdążą zmonopolizować własne pozycje, i nie ma już odwrotu od ich usług.

Firmy z rynku cyfrowego budują mechanizmy i reguły, aby gromadzić jak najwięcej wartościowych informacji o nas wszystkich. To dobrze agregowane dane stają się ich najpotężniejszym kapitałem. Dzięki nim można precyzyjnie konstruować kompanie reklamowe — w sposób, o jakim tradycyjne media mogą tylko pomarzyć.

Wydawałoby się, że giganci cyfrowego rynku traktują nas wyłącznie jak konsumentów. Nic bardziej mylnego. To było domeną rynków finansowych. Facebook nie oferuje nam płatnego dostępu (broni się przed takimi pomysłami), bo chodzi o naszą aktywność w social mediach. Nowe technologie w rękach potężnych korporacji wpływają na każdy rodzaj naszych postaw i decyzji. Niezależnie czy chodzi o zakupy, czy decyzję przy urnie wyborczej. Co więcej, złożone narzędzia analityczne, na podstawie historycznych zachowań, pozwalają poznać nas na wylot i przewidzieć szereg ruchów. Nie tylko więc wpływają na nasze decyzje, lecz również wiedzą, czego potencjalnie pragniemy.

Nowi „zbyt wielcy”?

Na początku chodziło „tylko” o przyszłość tradycyjnych mediów, zwłaszcza prasy, która jak tlenu potrzebuje reklamodawców. Tych zaś sukcesywnie przejmują internetowi giganci. Kilka marek odpowiada za większościowy wolumen budżetów reklamowych na wszystkich rozwiniętych rynkach świata.

Foroohar zwraca też uwagę na zepsucie innej wielkiej idei, jaką wydawała się sharing economy, czyli ekonomia współdzielenia. Dziś to hasło zastępuje się mniej wdzięcznym pojęciem „uberyzacji”.

Teraz chodzi o coś znaczenie więcej. O monopolizację kolejnych obszarów biznesu, a tym samym — naszego życia. Wspomniane wcześniej hasło „Zbyt wielkie, by upaść” przeszło dekadę temu odnosiło się do firm rynku finansowego. Ponieważ spowolnienia i kryzysy gospodarcze (niezależnie od takich zdarzeń jak pandemia) powtarzają się cyklicznie, za najbliższym tąpnięciem może  — zdaniem autorki „Nie czyń zła” — stać dezynwoltura i arogancja technologicznych gigantów. Tym razem to one mogą okazać się „zbyt wielkie”. To w odniesieniu do nich rządy mogą przyznać, że nie stać nas, aby upadły. Od pewnego czasu takie firmy jak Apple czy Google są wyceniane znacznie wyżej niż największe amerykańskie banki. To one od paru lat, zauważa Rana Foroohar, dokonują zakupów obligacji korporacyjnych na ogromną skalę. Przy czym, co niezwykle istotne, nie podlegają takim regulacjom jak firmy działające na rynkach finansowych. Słowem: inwestują, mieszają na rynkach finansowych, ale nikt (znów!) nikt ich nie kontroluje.

Jest jeszcze kwestia etyki i przejrzystości działania. W ostatnich latach co i rusz wybuchały skandale z udziałem firm Big Tech w rolach głównych. Najdonioślejsze są oczywiście te afery, w których chodzi o relacje z niedemokratycznymi reżimami oraz nieautoryzowane udostępnianie danych użytkowników. Wiele z tych historii, jak wiemy, wprost dotyka wielkiej polityki i wpływania na wyniki wyborów. Notoryczne unikanie opodatkowania staje się przy tych przewinach, czymś niewinnym…

Wielka czwórka wciąż rządzi

Parę lat wcześniej o rosnącej dominacji kilku wielkich globalnych graczy pisał Scott Galloway. Jego książka „Wielka czwórka” („The Four”) szybko okazała się bestsellerem. Galloway, profesor strategii marki i marketingu internetowego na Uniwersytecie Nowojorskim, rozprawia się korporacjami nowego typu, wśród których na próżno by szukać śladów założycielskich ideałów.

Jamie Bartlett w Warszawie, czerwiec 2019 r. | Fot. Krzysztof Ratnicyn
Jamie Bartlett w Warszawie, czerwiec 2019 r. | Fot. Krzysztof Ratnicyn

Na uwagę zasługuje też książka „Ludzie przeciw technologii” Jamiego Bartletta, który wiosną ubiegłego roku gościł w Warszawie, w ramach Big Book Festival. Ta praca zwraca w szczególności uwagę na wpływ nowych technologii (algorytmy, sztuczna inteligencja) na jakość polityki i kondycję demokracji pod każdą szerokością geograficzną.

***

Recept na druzgocący obraz świata zdominowanego przez gigantów internetu zdaje się być wiele. Poszukuje jej autorka „Nie czyń zła” — kreśląc wizję i nadzieję na nowy cyfrowy ład. Pankaj Ghemawat, profesor strategii z Harvard Business School i autor „Świata 3.0” rysuje zaś alternatywę w postaci kompromisu między „deregulacją” czy wolnością (działającymi na rzecz wielkich korporacji) a uregulowaniem. „W takim świecie 3.0 tkwią potencjalne korzyści, nie zaś w królestwie regulacji, choć i te w pewnych sytuacjach są konieczne” — pisze Ghemawat. Taki złoty środek między swobodą rynku a regulacją ze strony państwa może i byłby rozwiązaniem. Pytanie jednak, czy nie jest już na to za późno? Czy potęga wielkich cyfrowych korporacji nie jest zbyt wielka, a w ich rękach definitywne narzędzia sprawowania władzy.

> Rana Foroohar, Nie czyń zła, przeł. P. Cypryański, Wydawnictwo Poltext, Warszawa 2020.

 

 

 

Doświadczony praktyk PR i komunikacji marketingowej. Wieloletni dziennikarz i redaktor pism branżowych (m.in. „Brief”, „Harvard Business Review Polska”, „THINKTANK”). Autor książki „Jak nowe technologie zmieniają biznes” (2016). Zajmuje się takimi obszarami, jak marketing, zarządzanie i reklama, nowe technologie w biznesie, społeczny wymiar gospodarki.

Krzysztof Ratnicyn

Pokolenie cyfrowych mistrzów Europy – EIT Digital Challenge 2020

Digital Challenge 2019

Poznaliśmy finałową dwudziestkę firm zakwalifikowanych do czołówki EIT – Digital Challenge, prestiżowego konkursu dla firm technologicznych, który po raz siódmy organizowany jest przez EIT - European Institute of Innovation and Technology (Europejski Instytut Innowacji i Technologii). Konkurs skupia się wokół dobrze prosperujących startupów – tzw. scaleupów – oferujących produkty deep tech, które wykorzystują zaawansowane technologie, wspierając tym samym transformację cyfrową.

Rekordowa ilość zgłoszeń

W tym roku aż 403 scaleupy z 32 krajów zgłosiły się europejskiego konkursu, co oznacza 44% wzrostu w stosunku do 2019 r. Do finału zakwalifikowało się tylko dwadzieścia spośród nich. W finałowym zestawieniu pojawiły się dwa z Polski. Są to: SentiOne, który wspiera największe przedsiębiorstwa w zakresie automatyzacji obsługi klienta z wykorzystaniem technologii AI (chatbotów i asystentów głosowych) oraz TakeTask prezentujący rozbudowaną aplikację do przydzielania, wykonywania i weryfikowania zadań na szeroką skalę.

Ten konkurs ma na celu wyłonienie kolejnego pokolenia cyfrowych mistrzów Europy i wspieranie ich w tworzeniu przełomowych rozwiązań, które sprostają wyzwaniom współczesnego świata. Rekordowa ilość zgłoszeń pokazuje, że nasze praktyczne wsparcie silnie przemawia do europejskich przedsiębiorców.

Chahab Nastar, dyrektor ds. innowacji w EIT Digital

EIT Digital zaprosił do konkursu najlepsze europejskie firmy zajmujące się zaawansowanymi technologiami oraz dynamicznie rozwijające się startupy, które są gotowe wejść na międzynarodowy rynek. O pozycję europejskiego lidera powalczą także firmy z Wielkiej Brytanii: Building Radar, Financial Network Analytics, Runecast Solutions oraz Unmanned Life, Francji: Deepomatic, TRIBVN Healthcare i Wishibam, Irlandii: CitySwift, Belgii: Icometrix, Holandii: SwipeGuide, Włoch: Inxpect i Roboze, Szwajcarii: PXL Vision, Scantrust i Squirro, Niemiec: Targomo, Szwecji: Vårdinnovation i Finlandii: Ultimate.ai. Finaliści rywalizować będą o zwycięstwo w jednym z pięciu obszarów tematycznych, wybranych pod kątem głównych trendów cyfrowych: Digital Tech (Cyfrowa Technologia), Digital Industry (Przemysł Cyfrowy), Digital Cities (Cyfrowe Miasta), Digital Finance (Finanse Cyfrowe) and Digital Wellbeing (Cyfrowa Równowaga).

Digital Challenge 2019 2
fot. EIT Digital Challange

Wielki Finał

Dwadzieścia najlepszych firm wystąpi przed jury składającym się z największych międzynarodowych korporacji oraz potencjalnych inwestorów. Zdobywca pierwszego miejsca otrzyma nagrodę pieniężną w wysokości 100 tyś. euro. Dodatkowo spośród 20 finalistów jury wybierze 5 zwycięzców, którzy otrzymają całoroczne wsparcie w rozwoju od EIT Digital Accelerator o wartości 50 tyś. euro.

EIT Digital Accelerator działający w 17 miastach Europy, a także w centrum Doliny Krzemowej wesprze zwycięzców EIT Digital Challenge, pomagając im w zdobywaniu międzynarodowych klientów na rynkach docelowych i uzyskaniu środków na rozwój. Od 2012 r. wsparcie otrzymało ponad 300 startupów (m.in. Piwik PRO, Synerise, Cash Director & Versabox), które zgromadziły łącznie 920 mln euro w postaci venture capital.

Podczas wydarzenia uczestnicy będą mogli aranżować spotkania biznesowe z finalistami a także nawiązywać kontakty z innymi przedsiębiorcami związanymi z konkursem. Całe przedsięwzięcie odbędzie się za pomocą platformy internetowej.

Zwycięzcy EIT Digital Challenge zostaną ogłoszeni już 12 listopada 2020 r.


Źródło: informacja prasowa EIT Digital Challange 

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

Podróż do przyszłości, czyli z wizytą w NASA

NASA wydała na dotarcie na księżyc w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku około 283 miliardów dolarów (uwzględniając inflację), w tym okresie zatrudniała ponad ćwierć miliona pracowników. Obecnie to globalne centrum innowacji i technologii zmierza w kierunku Marsa, celem jest wylądowanie tam misji załogowej w 2030 roku, przy estymowanych kosztach ok. 500 miliardów dolarów.

Kosmiczna rywalizacja wymaga olbrzymich nakładów finansowych. Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej zatrudnia ponad 17 tysięcy osób i podlega prezydentowi Stanów Zjednoczonych. Oprócz programu lotów kosmicznych agencja jest również odpowiedzialna za długofalowy (zarówno cywilny, jak i wojskowy) program badań przestrzeni kosmicznej.

NASA w Houston, fot. Adam Białas
NASA w Houston, fot. Adam Białas

Każdy dolar wydany na program kosmiczny ma szacunkową korzyść ekonomiczną od 8 do 10 dolarów.

Wallace T. Fowler, profesor inżynierii lotniczej i mechaniki inżynieryjnej na University of Texas w Austin

Jedynie sześć rządowych agencji kosmicznych — Chińska Narodowa Administracja Kosmiczna (CNSA), Europejska Agencja Kosmiczna (ESA), Indyjska Organizacja Badań Kosmicznych (ISRO), Japońska Agencja Badań Kosmicznych (JAXA), Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA), oraz Rosyjska Federalna Agencja Kosmiczna (RFSA lub Roscosmos) – mają pełne zdolności do wystrzelenia; Obejmują one możliwość wystrzeliwania i odtwarzania wielu satelitów, rozmieszczania kriogenicznych silników rakietowych i obsługi sond kosmicznych.

NASA w Houston, fot. Adam Białas
Centrum NASA fot. Adam Białas

W USA działa 10 ośrodków terenowych NASA, Centrum Lotów Kosmicznych imienia Lyndona B. Johnsona (Johnson Space Center, JSC) – centrum załogowych lotów kosmicznych znajduje się w Clear Lake City na przedmieściu Houston (Teksas). W JSC znajduje się Centrum Kontroli Misji, tj. centrum kontroli agencji NASA – koordynujące i monitorujące wszystkie załogowe loty kosmiczne Stanów Zjednoczonych. Prowadzi się tu też treningi astronautów NASA (np.: załóg Międzynarodowej Stacji Kosmicznej). W JSC znajdują się także pomieszczenia Lunar Receiving Laboratory, gdzie pierwsi astronauci powracający z Księżyca przechodzili kwarantannę i gdzie składowane są próbki gruntu i skał księżycowych.

 

Globalne centrum najnowszych technologi

NASA w Houston, fot. Adam Białas
NASA w Houston, fot. Adam Białas

Wizyta w JSC to gratka dla wszystkich zainteresowanych najnowocześniejszymi technologiami, wiedzą i kosmosem. Przejażdżka po torze wyścigowym bolidem F1, przy kosmicznych atrakcjach bazy w Houston, wydaje się nudną jazdą starym rowerem. Siedząc za sterami promu kosmicznego, symulatorami lotów, w kapsule, w której wracają na naszą planetę astronauci, dotykając silniki rakietowe (latających z prędkością pond 28.000 km/h, których każda dysza ma kilka metrów średnicy) czy zwiedzając, stację kosmiczną można uzmysłowić sobie wiele nowych aspektów, które miały jedynie wymiar abstrakcyjny. A, to jedynie mała część obszarów pracy fachowców z NASA, które możemy poznać z bliska. To doświadczenie trwale zmienia perspektywę postrzegania astronautyki. Nigdy wcześniej nie byłem, tak blisko „kosmosu” i wyprzedających epokę technologi. Astronauci przed misjami w kosmosie, najpierw tu przechodzą wielomiesięczne cykle treningowe w warunkach, jak najbardziej zbliżonych do tego, czego doświadczają potem w misjach. To niezwykle wyzwanie dla technologii, ale też ludzkiej psychiki i wydolności fizycznej. Kosmiczna elita to eksperci wyselekcjonowani spośród najlepszych, doświadczonych pilotów wojskowych.

Obecnie w NASA służy 48 aktywnych astronautów – 16 kobiet i 32 mężczyzn. Zgodnie z tabelą płac rządu USA w 2020 r. cywilny astronauta może zarobić od 66 tys. do 161 tys. USD rocznie. Optymalny wiek astronautów do misji to 50 lat.
NASA w Houston, fot. Adam Białas
NASA w Houston, fot. Adam Białas

Z kolei Boeing we współpracy z Bigelow Aerospace, prowadzą tam badania do drugiego testu w locie bezzałogowym statku kosmicznego Starliner przed wysłaniem astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną w ramach ogłoszonego przez NASA programu Commercial Crew Development (CCD-ev). Starliner to załogowy statek kosmiczny, jego podstawowym zadaniem będzie transport załóg do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) oraz do prywatnej stacji orbitalnej projektowanej przez Bigelow Aerospace. W ten sposób agencja chce zaoszczędzić pieniądze dzięki programowi Commercial Crew. Według NASA, wysłanie astronautów na ISS na pokładzie SpaceX Crew Dragon lub Boeing CST-100 Starliner ma kosztować zaledwie 58 milionów dolarów za miejsce. Dotychczas NASA określiła koszt wysłania astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną na pokładzie rosyjskiej rakiety Sojuz na 81 milionów dolarów za miejsce. Przed wycofaniem programu Space Shuttle NASA stwierdziła, że każda misja wystrzelenia statku kosmicznego kosztuje średnio 450 milionów dolarów.

„Houston, we have a problem”

„Houston, mamy problem” ten popularny cytat z komunikacji radiowej między astronautą Apollo 13 Johnem („Jack”) Swigertem a Centrum Kontroli Misji NASA („Houston”) podczas lotu kosmicznego Apollo 13, gdy astronauci informowali o odkryciu eksplozji, która uszkodziła ich statek kosmiczny, zna każdy Amerykanin. 20 lipca 1969 r. oczy całego świata skierowane były na Houston. Neil Armstrong relacjonował z powierzchni Księżyca: „Houston, Orzeł wylądował”.

 

Kilka godzin później Armstrong zszedł po drabinie Modułu Księżycowego i jako pierwszy człowiek w historii postawił stopę na Księżycu, ogłaszając: „To jest mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”

Warto też przypomnieć, że Neil Armstrong zabrał, na Księżyc rejestrator NAGRA, który zrewolucjonizowała światową kinematografię i media. Jego twórcą był polski emigrant inż. Stefan Kudelski.

Wyścig w rozwoju technologii

Dziedzictwo zimnej wojny i wczesnego wyścigu kosmicznego to nie tylko globalne napięcia i konflikty: zaowocowały także narodzinami nowoczesnej ery technologicznej. Zimna wojna, która nastąpiła po drugiej wojnie światowej, kiedy Stany Zjednoczone i Związek Radziecki walczyły o globalną dominację, na zawsze zmieniły świat, a technologie z wyścigu kosmicznego nadal wpływają na nasze codzienne życie. Wyścig ten rozpoczął się na dobre w latach pięćdziesiątych XX wieku, gdy oba obozy gorączkowo opracowywały broń jądrową i międzykontynentalne pociski balistyczne (ICBM), aby je przenosić. Wynikający z tego postęp w technologii rakietowej umożliwił wczesną eksplorację kosmosu, prowadząc do pomyślnego okrążenia przez Związek Radziecki pierwszego sztucznego satelity w 1957 roku i umieszczenia pierwszego człowieka na orbicie w 1961 roku. Neil Alden Armstrong – amerykański astronauta, dowódca misji Apollo 11 w 1969 roku jako pierwszy człowiek stanął na Księżycu.

Dziś Ziemia jest otoczona rozległą siecią satelitów, które zapewniają ciągłą łączność szerokopasmową i telewizję wysokiej rozdzielczości, dane wykorzystywane do raportowania pogody, nawigacji, pozycjonowania itp. Utrzymujemy również stałą obecność ludzi w przestrzeni kosmicznej na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS). Właścicielami tej stacji są Stany Zjednoczone, Rosja, partner europejski, Japonia i Kanada. Państwa europejskie są traktowane jako jedna jednorodna całość, zwana europejskim partnerem na stacji kosmicznej.

Dotychczas 240 osób odbyło 395 lotów kosmicznych na ISS, w tym pięć osób obecnie przebywających (Ekspedycja 63). Zdaniem ekspertów pięćdziesiątka to optymalny wiek dla astronautów do udziału w misjach; muszą być to bowiem osoby zarówno z dużym doświadczeniem, jak i cechujące się dobrą kondycją psychofizyczną. Misje ISS, zwane ekspedycjami, trwają zwykle około sześciu miesięcy. Profesjonalne załogi astronautów pochodzą z USA, Rosji, Japonii, Kanady i Europy. Całkowity czas lotu od startu do dokowania do ISS wynosi trzy godziny i 19 minut. Stacja znajduje się na wysokości orbity około 400 km nad powierzchnią Ziemi. Prędkość, z jaką porusza się stacja po orbicie, wynosi około 28 800 km/h. Obiekt rozciąga się na około 50 metrów, jeśli zmierzymy rozmiary modułów, z których się składa, natomiast cała struktura liczy sobie ponad 100 metrów, a panele baterii słonecznych dodatkowo rozciągają się na około 70 metrów. Jej całkowite wymiary porównać mniej więcej do boiska piłkarskiego.

Przełomem, który jest nam potrzebny, aby stać się cywilizacją podróżującą w kosmos, jest uczynienie podróży kosmicznych podobnymi do podróży lotniczych. W przypadku podróży lotniczych ten sam samolot, wykorzystywany jest wiele razy.

Elon Musk

NASA w Houston, fot. Adam Białas
NASA w Houston, fot. Adam Białas

Od 1981 do 2011 r. w ramach programu STS (Space Transportation System) Amerykanie do wynoszenia na orbitę obiektów i wysyłania astronautów wykorzystywali wahadłowce kosmiczne. Eksperci zwracają uwagę, że koszt ich obsługi był jednak olbrzymi; nie były też uznawane za zbyt bezpieczne — dwa z nich (Challenger w 1986 r. i Columbia w 2003 r.) eksplodowały wraz z załogą. Wymiana członków załogi stacji realizowana była w tym czasie wyłącznie za pomocą rosyjskich statków Sojuz z Bajkonuru w Kazachstanie. Program załogowych lotów realizowanych z wykorzystaniem wahadłowców zakończono w 2011 roku i od tego czasu NASA została pozbawiona własnych środków transportu astronautów i zaopatrzenia na ISS. Na wrzesień b.r. planowane jest pierwsza z sześciu zakontraktowanych misji w ramach programu ISS Crew Transportation Services, będzie to pierwszy lot załogowy na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS) z terenu USA od prawie 10 lat. Wykonana przez firmę znanego miliardera Elona Muska SpaceXna zlecenie NASA, napędzana mieszaniną ciekłego tlenu i nafty rakieta Falcon 9, po raz pierwszy w kosmos wzniesie astronautów pojazd wyprodukowany przez prywatną firmę. Elon Musk to prezes, założyciel, wynalazca takich firm jak: SpaceX, Tesla, SolarCity, Starlink, The Boring Company, Hyperloop, OpenAI czy Future of Life Institute. Wyceniany na blisko 94 miliardy dolarów Musk, zainwestował już ponad miliard dolarów w rakiety wielokrotnego użytku. 

Jak kosmiczne technologie zmieniły nasz świat?

Nasze ubrania czy wnętrza pojazdów są wykonane z ognioodpornych tkanin dzięki programowi Apollo. Prognozy pogody z wykorzystaniem monitoringu satelitarnego, wiele odkryć medycznych czy bardziej pożywnej żywności dla niemowląt…niemal każdy obszar technologii odniósł korzyści z badań kosmicznych. Nowoczesne laptopy są bezpośrednimi potomkami przenośnego komputera pokładowego Shuttle (SPOC), który został opracowany na początku lat 80. XX wieku dla programu promów kosmicznych. Protezy kończyn uległy znacznej poprawie dzięki zastosowaniu zaawansowanych materiałów amortyzujących wstrząsy i robotyki.

Od ponad pół wieku program transferu technologii NASA zapewnia prywatnemu przemysłowi połączenie z jego ogromnymi zasobami w celu wspierania rozwoju komercyjnego i ulepszania produktów. Do tej pory NASA twierdzi, że około 2000 komercyjnych produktów typu „spin off” zostało z powodzeniem opracowanych w wielu dziedzinach. Oto kilka innych przykładów technologii „spin-off ”, wynikających z badań i rozwoju kosmosu, których obecnie używamy w życiu codziennym:

NASA Houston, fot. Adam Białas
NASA Houston, fot. Adam Białas

Twórcy GPS prawdopodobnie nie przewidzieli, jak ta technologia zmieni niemal każdą branżę, a także życie codzienne w skali globalnej. Global Positioning System (GPS) został pierwotnie opracowany przez wojsko do precyzyjnej nawigacji i kierowania celów broni. Korzystanie z map i atlasów turystycznych oraz choćby zatrzymywanie się, aby zapytać o drogę, są obecnie w dużej mierze anachronizmem.

GPS umożliwił usługi wywoływania przejazdów, a także śledzenie i dostawę paczek. Poprawiła naszą kondycję, śledząc nasze treningi. Poprawiło nasze bezpieczeństwo, szybko udostępniając naszą lokalizację w sytuacjach awaryjnych. GPS będzie dostępny w przyszłości, aby ułatwić powstające technologie, takie jak samojezdne samochody i dostawy przesyłek za pomocą dronów.

NASA Houston, fot. Adam Białas
NASA Houston, fot. Adam Białas

Termometry douszne na podczerwień — opracowane przez NASA — mierzą ilość energii emitowanej przez błonę bębenkową w taki sam sposób, jak mierzy się temperaturę gwiazd i planet, wykorzystując technologię astronomiczną w podczerwieni. 

Misje eksploracji kosmosu zależą od technologii cyfrowego przetwarzania obrazu opracowanej przez Laboratorium Napędów Odrzutowych. JPL dostosował tę technologię, aby pomóc w tworzeniu nowoczesnych skanerów CAT i radiografii. Produkty konsumenckie, takie jak bezprzewodowe zestawy słuchawkowe, oświetlenie LED, przenośne bezprzewodowe odkurzacze, liofilizowana żywność, pianka z pamięcią, odporne na zarysowania soczewki okularowe i wiele innych znanych produktów, wszystkie skorzystały z badań i rozwoju technologii kosmicznej.

Technologia z wyścigu kosmicznego została również zastosowana, aby bezpośrednio poprawić bezpieczeństwo publiczne i zmniejszyć ryzyko wypadków i obrażeń. W zimowe dni systemy przeciwoblodzeniowe pozwalają samolotom bezpiecznie latać.

Rowkowanie, które początkowo było używane do ograniczania wypadków lotniczych na mokrych pasach startowych, jest obecnie stosowane również na naszych drogach, aby zapobiegać wypadkom samochodowym.

Detektory dymu i tlenku węgla zostały po raz pierwszy opracowane dla programu NASA Skylab w latach 70. Nowoczesny sprzęt przeciwpożarowy szeroko stosowany w Stanach Zjednoczonych oparty jest na lekkich ognioodpornych materiałach opracowanych przez NASA.

Jedna z najważniejszych technologii „spin-off” dotyczy bezpieczeństwa żywności. NASA stanęła przed problemem karmienia astronautów w zamkniętych środowiskach w warunkach nieważkości. Badania wpłynęły na sposób przechowywania dziś ogólnie dostępnych produktów spożywczych. 

Człowiek na Marsie — nasza przyszłość to kosmos

Odległość od Ziemi do Marsa wynosi 57,6 milionów kilometrów, przy obecnej technologii rakietowej podróż na Marsa zajęłaby około 21 miesięcy: 9 miesięcy, aby się tam dostać, 3 miesiące tam i 9 miesięcy, aby wrócić. Długi czas trwania podróży ma kilka konsekwencji. Największym czynnikiem ograniczającym wysyłanie ludzi na Marsa jest finansowanie. Szacunkowy koszt to około 500 miliardów dolarów amerykańskich, chociaż rzeczywiste koszty prawdopodobnie będą większe. Począwszy od późnych lat pięćdziesiątych, wczesna faza eksploracji kosmosu była prowadzona zarówno w celach politycznych, jak i w celu obserwacji Układu Słonecznego.

Krytycy argumentują, że ogromne koszty przeważają nad natychmiastowymi korzyściami z ustanowienia obecności człowieka na Marsie, a fundusze można by lepiej skierować na inne programy, takie jak eksploracja robotów. Zwolennicy eksploracji kosmosu przez człowieka twierdzą, że symbolika obecności w kosmosie może wzbudzić zainteresowanie opinii publicznej przyłączeniem się do projektu i zapoczątkować globalną współpracę. Istnieją również opinie, że długoterminowe inwestycje w podróże kosmiczne są niezbędne do przetrwania ludzkości.

Warto wspomnieć, że w badaniach Marsa istotny udział mają Polacy. Pierwsze instrumenty badające Czerwoną Planetę były produkowane jeszcze w czasach ścisłej kooperacji ze Związkiem Radzieckim. W ten sposób polscy uczeni i inżynierowie wzięli udział w misjach Fobos1 i Fobos2, wystrzelonych w 1988 roku. Na ich pokładzie znalazły się analizatory plazmowe niskiej częstotliwości wykonane w Instytucie Lotnictwa, z udziałem specjalistów z Centrum Badań Kosmicznych PAN. W 1996 roku rosyjska już misja Mars96 zabrała ze sobą trzy instrumenty, których podsystemy zaprojektowali nasi rodacy. Podobny instrument znalazł się również na pokładzie europejskiej misji Mars Express (2003). W 2001 roku Rosyjska misja Fobos-Grunt została wyposażona w penetrator geologiczny Chomik produkcji CBK PAN. Przeznaczony był on do zbierania próbek z powierzchni i badań geologicznych w warunkach mikrograwitacji. Na potrzeby misji ExoMars (2016/2020) w CBK PAN zaprojektowano i zbudowano zasilacz do kamery CaSSIS, który firma Creotech Instruments S.A. zintegrowała z pozostałymi elementami systemu kamery. Na pokładzie lądownika Schiaparelli zainstalowane zostały detektory podczerwieni wykonane przez firmę Vigo System S.A. Detektory z Ożarowa znajdują się na pokładzie marsjańskiego łazika Curiosity (2011). Firma Astronika sp. z o.o. odpowiedzialna jest za jeden z trzech głównych instrumentów, które zabrała ze sobą amerykańska sonda InSight (2018).

Centrum NASA  fot. Adam Białas
Centrum NASA  fot. Adam Białas

Bilet za 60 milionów dolarów…

Podróże kosmiczne są dziś domeną branży prywatnej, kilka firm z sukcesami pracuje w tym obszarze. Cena biletu zależy od tego, dokąd się wybieramy. NASA potwierdziła, że turyści ponownie będą mogli odwiedzać stację za 35 000 dolarów za noc, oprócz wszelkich opłat SpaceX lub Boeinga za ich przewiezienie, które prawdopodobnie wyniosą około 60 milionów dolarów

W 2001 roku nowojorski biznesmen Dennis Tito zapłacił rzekomo 20 milionów dolarów za wystrzelenie rosyjskiej rakiety z dwoma kosmonautami i spędzenie około ośmiu dni na orbicie Ziemi, na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Sześciu innych turystów zapłaciło Rosji za przywiezienie ich na ISS, zanim program został odwołany w 2010 r. Z powodu zwiększonej liczby personelu na stacji.

NASA w Houston, fot. Adam Białas
NASA w Houston, fot. Adam Białas

Dla niedoszłych turystów kosmicznych z ograniczonym budżetem Virgin Galactic z sukcesem zaoferowało pierwszą rundę biletów na skraj kosmosu, niestety kolejne problemy techniczne ciągle wstrzymują ten projekt. Inwestorzy uwierzą w kosmiczny wycieczkowy biznes, kiedy statek kosmiczny Virgin pomyślnie przeprowadzi pierwszy lot komercyjny i bezpiecznie sprowadzi klientów na Ziemię (co ma nastąpić według zapowiedzi w pierwszym kwartale 2021 roku). W jednym z pierwszych lotów ma uczestniczyć sam Richard Branson, co ma wywołać efekt zaufania do usługi. W kolejce czeka już 600 chętnych, którzy wpłacili zaliczki na bilety kosztujące 250 tysięcy USD.

Japoński miliarder Yusaku Maezawa został już wybrany przez SpaceX jako pierwszy turysta, który poleci na Księżyc. Cena nie została ujawniona publicznie, ale dyrektor generalny Elon Musk powiedział, że za podróż została wpłacona „znaczna kaucja”. Blue Origin Jeffa Bezosa nie ujawnia kwot, na które będzie obciążał turystów kosmicznych, ale firma pozwala wszystkim zainteresowanym zarejestrować się, udostępniając informacje o cenach i szczegółach ich oferty.

NASA w Houston, fot. Adam Białas
NASA w Houston, fot. Adam Białas

Lot w kosmos to też zdecydowanie największa nagroda, jaka do tej pory została ufundowana w programie telewizyjnym (nowy reality show Space Hero). Space Hero Inc, amerykańska firma produkcyjna zapewniła sobie miejsce na misję na Międzynarodową Stację Kosmiczną w 2023 roku. Trafi ono do zwycięzcy reality show. Wybrana grupa zawodników przejdzie intensywne szkolenie i zmierzy się z wyzwaniami sprawdzającymi ich siłę fizyczną, psychiczną i emocjonalną, cechy, które są niezbędne dla astronauty w kosmosie.

Cena za wysłanie ładunku w kosmos może się różnić w zależności od tego, co przywozimy. SpaceX oferuje ładowność do 830 kilogramów, za 4,15 miliona dolarów. W przypadku większych ładunków United Launch Alliance oferuje przewóz do 18.937 kg na pokładzie jednej ze swoich rakiet Atlas V, których ceny zaczynają się od 109 milionów dolarów.

Wkrótce POLSA otworzy Centrum Kosmiczne w Warszawie

NASA Adam Białas
NASA w Houston fot.Adam Białas

POLSA uczestniczy w realizacji strategicznych dla nas celów, wspierając wykorzystanie systemów satelitarnych i rozwój technologii kosmicznych. We wrześniu br. w Warszawie Prezes Polskiej Agencji Kosmicznej (POLSA) Michał Szaniawski oraz Jerzy Brodzikowski, General Manager Cambridge Innovation Centre (CIC) Warsaw podpisali umowę dotyczącą utworzenia Cosmic Hub. Będzie to wspólna przestrzeń w centrum Warszawy, w której innowatorzy będą mogli spotykać się, dzielić wiedzą, brać udział w warsztatach oraz skorzystać z wiedzy i kontaktów przedstawicieli Polskiej Agencji Kosmicznej. W roku 2030 polski sektor kosmiczny będzie w wybranych obszarach w pełni konkurencyjny w wymiarze globalnym i będzie w stanie zapewnić Polsce niezależność w dostępie do danych satelitarnych i w ich zastosowaniu.

Nowe wyzwanie dla wyższych uczelni…

prof. Anna Konert
prof. Anna Konert, dyrektor Instytutu prawa lotniczego i kosmicznego z Uczelni Łazarskiego

Studia z zakresu prawa lotniczego cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem ze strony studentów. Stanowią odpowiedź na wypełnienie luki edukacyjnej w obszarze kształcenia związanego ze zmianami w zakresie: rozwoju technologicznego związanego z powszechnym zastosowaniem nowych konstrukcji samolotów oraz systemów zarządzania ruchem w przestrzeni powietrznej, standaryzacji przepisów, zasad oraz procedur w relacjach międzynarodowych, strukturalnej i funkcjonalnej integracji wykonywania nadzoru lotniczego oraz badania wypadków lotniczych. Z kolei obszary prawa kosmicznego wiążą się głównie z przepisami prawa międzynarodowego (jak również krajowego poszczególnych państw) oraz innymi zasadami i deklaracjami powiązanymi z działalnością w przestrzeni kosmicznej. Umowy międzynarodowe powstałe pod auspicjami Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ), a także Rezolucje Zgromadzenia Ogólnego ONZ regulują kwestie dotyczące m. in.: zasad prawnych rządzących działalnością państw w zakresie badania i wykorzystywania przestrzeni kosmicznej; ratowania kosmonautów, powrocie kosmonautów i zwrocie obiektów wypuszczonych w przestrzeń kosmiczną; międzynarodowej odpowiedzialności za szkody wyrządzone przez obiekty kosmiczne; rejestracji obiektów wypuszczonych w przestrzeń kosmiczną; przekazywaniu i wykorzystywaniu danych ze zdalnego badania Ziemi z kosmosu; działalności państw w zakresie badań i użytkowania przestrzeni kosmicznej łącznie z Księżycem i innymi ciałami niebieskimi; oraz działalność państw na Księżycu i innych ciałach niebieskich. Ponadto, w związku z pierwszymi testami i planowanym dalszym rozwojem lotów suborbitalnych, obszarem badań jest również prawo transportu kosmicznego i zarządzania ruchem w przestrzeni kosmicznej – dyrektor Instytutu prawa lotniczego i kosmicznego z Uczelni Łazarskiego prof. Anna Konert.

Nowy Meksyk USA fot. Adam Białas
Nowy Meksyk USA fot. Adam Białas

Od zarania dziejów ludzkości człowiek dążył do rozwoju i odkrywania nowych przestrzeni. Mikołaj Kopernik „wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię” w swoim dziele „O obrotach sfer niebieskich”, które na owe czasy (1543) stanowiło przewrót w nauce i ówczesnym światopoglądzie. Dwie i pół dekady obserwacji dokonanych za pomocą kilku flagowych teleskopów, potwierdziło efekty przewidziane przez ogólną teorię względności Einsteina na ruch gwiazdy przechodzącej przez skrajne pole grawitacyjne w pobliżu super masywnej czarnej dziury w centrum Drogi Mlecznej. Rozwój ludzkości przedstawiany w fabule rodem z fantastyki naukowej, z biegiem czasu staje się naszą codzienną rzeczywistością. Eksploracja kolejnych planet to jedynie kwestia czasu. Centrum NASA w Houston daje nam dziś namiastkę tego, co stanie się codziennością dla przyszłych pokoleń.

 

✔️ doświadczony menedżer i lider zespołu, ✔️dyrektor w agencji komunikacji i marketingu, ✔️ ekspert rynku nieruchomości i budownictwa, ✔️ dziennikarz biznesowy, specjalista od "treści" i nowoczesnych mediów, ✔️doradca w wielu obszarach i dużych projektach biznesowych.

Adam Białas

Startup Poland bada wpływ pandemii na startupy w Polsce

ankieta

Fundacja Startup Poland, pozostając głosem ekosystemu startupowego w Polsce, planuje w najbliższym czasie prowadzić zintensyfikowane działania w zakresie analizy wpływu Covid19 na rynek startupów oraz monitorować konsekwencje, jakie pandemia wywiera na public policy. Chcemy zwrócić uwagę na bariery, które można lub też należy znieść, aby w Polsce można było łatwiej prowadzić działalność innowacyjną.

Aby to osiągnąć diagnozujemy rynek, prowadząc dogłębne badania jakościowe oraz ilościowe, co pozwala nam trzymać rękę na pulsie i na bieżąco reagować na wszelkie odstępstwa i zmiany w zasadach porządku publicznego.

Pomaga nam w tym ankieta, zatytułowana Polskie Startupy, która już po raz szósty trafiła do naszych respondentów. Badanie powtarzane co roku jest barometrem rynku w Polsce. Na podstawie uzyskanych odpowiedzi, możemy podjąć właściwie działania i przedstawić potrzeby młodych firm technologicznych decydentom.

Dlatego tak istotny jest udział w badaniu jak największej liczby startupów. Każda opinia jest ogromnie ważna. Im jest nas więcej, tym jesteśmy bardziej słyszalni.

Wypełnienie ankiety nie zajmie więcej niż 10 minut, a może naprawdę wiele zmienić.

Ankieta dostępna jest pod linkiem: https://panelariadna.pl/StartupPOLAND_02

Więcej na temat samego badania można dowiedzieć się tutaj: https://www.startups2020.startuppoland.org/


Źródło: Informacja prasowa Startup Poland

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

Lider technologiczny WP Engine otwiera biuro rozwoju oprogramowania w Krakowie

Krakow

WP Engine powstała w 2010 roku, to amerykańska firma technologiczna oparta o platformę WordPress (wiodący system zarządzania treścią CMS, który obecnie zasila 35 procent internetu), dostarcza produkty wspierające pracę programistów i marketingu. Główna siedziba firmy znajduje się w słonecznym Austin w Teksasie (USA). WP Engine zapewnia rozwiązania dla 130 000 firm w 150 krajach, zapewniając doradztwo i wsparcie, jest liderem hostingu WordPress i rozwiązań DXP (Digital Experience Platform). Zespół krakowskich specjalistów będzie wspierał organizację w ramach globalnego centrum innowacji.

Kraków staje się drugim centrum badawczo-rozwojowym WP Engine w Europie, dołączając do Limerick w Irlandii. „Dzisiaj rozpoczynamy ekscytujący nowy rozdział w globalnej ekspansji WP Engine”, informuje Heather Brunner Prezes WP Engine. „Jako wiodący ośrodek technologiczny w Europie Środkowo-Wschodniej Kraków jest dla nas idealnym miejscem do dalszego budowania globalnego zasięgu, dalszego rozwoju naszych produktów i zbliżania się do klientów”

Silną markę pracodawcy firma zawdzięcza polityce tolerancji, otwartości i akceptacji. 

Większość kariery spędziłam na próbach bycia postrzeganą nie jako przywódczyni, ale po prostu kogoś, kto załatwi sprawę. Będąc wykonawczynią, która jest również matką dwóch córek, zdałam sobie sprawę, że mam obowiązek popierać tworzenie pełnego „ja” pracowników. Bycie odmiennym czyni nas wszystkich silniejszymi. Tę filozofię osadziliśmy w podstawowych wartościach firmy. Możesz być gejem, demokratą, republikaninem, żydem, muzułmaninem – będziesz traktowany jako osoba równa. Ludzie mają poczucie własności, kiedy mają swobodę bycia tym, kim są.

Heather Brunner, Prezes WP Engine

Doświadczenie krakowskiego zespołu w tworzeniu aplikacji internetowych, sztucznej inteligencji, UX i WordPress odegrało kluczową rolę w opracowaniu i uruchomieniu „Smart Plugin Manager” , jedynego kompleksowego menedżera wtyczek WordPress na rynku z rosnąca baza klientów w Europie Środkowe.

To wspaniały projekt, z którego możemy być dumni. Cieszę się, że nasze nowe biuro w Krakowie będzie miało okazję odegrać ważną rolę w globalnym sukcesie WP Engine

Zygmunt Dyras, szef krakowskiego oddziału.

Heather Brunner - Prezes WP Engine
Heather Brunner – Prezes WP Engine

 

✔️ doświadczony menedżer i lider zespołu, ✔️dyrektor w agencji komunikacji i marketingu, ✔️ ekspert rynku nieruchomości i budownictwa, ✔️ dziennikarz biznesowy, specjalista od "treści" i nowoczesnych mediów, ✔️doradca w wielu obszarach i dużych projektach biznesowych.

Adam Białas

Jubileuszowa edycja Deloitte Technology Fast 50 Central Europe szansą dla innowacyjnych przedsiębiorstw

Ruszyła rejestracja do tegorocznej 20. edycji „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe”, rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej. Promujący innowacyjność program, który skierowany jest zarówno do przedsiębiorstw o ugruntowanej pozycji na rynku, jak i tych, które działalność rozpoczęły stosunkowo niedawno, od dwóch dekad organizuje firma doradcza Deloitte. Po raz czwarty zostanie przyznana również nagroda Most Disruptive Innovation dla firmy, której technologie, produkt lub usługi, mają potencjał, aby wywrzeć rewolucyjny wpływ na rynek. Termin zgłoszeń do „Deloitte Technology Fast 50 Central Europe” upływa 31 lipca, a zwycięzców poznamy w październiku 2019 r.

Celem rankingu Technology Fast 50 CE jest wyróżnienie najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej, biorąc pod uwagę dynamikę wzrostu ich przychodów operacyjnych. Udział w programie jest szansą na promocję dla młodych, niezależnych i dynamicznych spółek, bez względu na ich wielkość. Nagrodzone zostaną zarówno duże firmy (Big5), średnie (Fast 50, Rising Stars) jak i najbardziej innowacyjne start-up’y (nagroda Most Disruptive Innovation).

O rewolucji 4.0 i rozwoju technologii mówi się od kilku lat, a Fast 50 promuje dynamiczne środkowoeuropejskie spółki technologiczne już od dwudziestu lat. Ranking skierowany jest do firm z Europy Środkowej. Wiele z nich działa już poza granicami rodzimego kraju, często nie tylko na arenie europejskiej, ale również międzynarodowej. Także polskie spółki starają się wchodzić ze swoimi rozwiązaniami na rynki zagraniczne. Naszym celem jest promowanie tych, które mają potencjał, by osiągnąć globalny sukces. Rozpoznawalny globalnie tytuł Deloitte Technology Fast 50 uwiarygadnia firmy w oczach zagranicznych partnerów – mówi Agnieszka Zielińska, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Lider Programu Technology Fast 50, Deloitte Central Europe.

Wśród laureatów rankingu nie brakuje polskich spółek. W dotychczasowych edycjach wyróżnione zostały m.in. CD Projekt, eCard, Pracuj.pl czy LiveChat. Od kilku lat firmy z Polski dominują w rankingu. W zeszłorocznej edycji, w głównej kategorii Fast 50 znalazło się ich aż 18, a średnia dla całej pięćdziesiątki wyniosła 1 290 proc., co ustanowiło nowy rekord. Polskim akcentem w rankingu z 2018 roku była również spółka Saule Technologies, której przyznano pierwszą w historii programu nagrodę Social Impact Award. Od 2000 roku spółki z Polski zwyciężały w rankingu siedem razy, w tym sześć lat z rzędu w okresie 2005-2010. Zwycięzcami okazały się Pro Futuro, trzykrotnie Blue Media oraz dwukrotnie Netmedia.

W najnowszej edycji struktura oraz kryteria Technology Fast 50 pozostają niezmienne względem roku ubiegłego. Każda spółka starająca się o udział w programie w głównej kategorii musi spełniać następujące kryteria:

  • działać na rynku od co najmniej czterech lat, czyli co najmniej od 31 grudnia 2014 r.;
  • osiągać przychody operacyjne nie mniejsze niż 50 tys. euro w roku 2015, 2016, 2017 oraz przychód w roku 2018 nie mniejszy niż 100 tys. euro;
  • posiadać siedzibę w jednym z krajów Europy Środkowej (Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Macedonia, Mołdawia, Czarnogóra, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia);  
  • być firmą technologiczną, a jej działalność musi zawierać się w jednej z kategorii: komunikacja, ochrona środowiska, fintech, sprzęt komputerowy, ochrona zdrowia i nauki medyczne, media i rozrywka, produkcja oprogramowania;
  • być właścicielem praw własności intelektualnej lub zastrzeżonej technologii sprzedawanych klientom w produktach, generujących większość przychodów operacyjnych spółki;
  • posiadać strukturę własności, która wyklucza udziały większościowe zagranicznych inwestorów strategicznych.

Do kategorii „Wschodzące Gwiazdy” należą stosunkowo młode firmy, które nie spełniają warunku prowadzenia działalności przez okres co najmniej czterech lat, określonego dla kategorii głównej. Aby móc uczestniczyć w programie firma musi działać na rynku jednak nie krócej niż trzy lata, a także osiągać przychody powyżej 30 tys. euro w każdym rozpatrywanym roku (2016 – 2018).

W kategorii „Wielka Piątka” uwzględniane są duże, szybko rozwijające się spółki, które na przestrzeni ostatnich czterech lat zanotowały wyjątkowo wysoki wzrost przychodów. Spółki te muszą spełnić te same kryteria, co współzawodnicy z kategorii głównej, z wyjątkiem poziomu przychodów w ostatnim analizowanym roku (2018), który musi przekraczać 25 mln euro.

W tym roku po raz czwarty zostanie przyznana również nagroda Most Disruptive Innovation. Otrzyma ją firma, której technologie, produkt lub usługi, mają potencjał, aby wywrzeć rewolucyjny wpływ na rynek. Mogą się o nią ubiegać spółki z siedmiu sektorów: komunikacja, ochrona środowiska, fintech, sprzęt komputerowy, ochrona zdrowia i nauki medyczne, media i rozrywka oraz oprogramowanie. W ubiegłorocznej edycji uhonorowana została litewska spółka Brolis Semiconductors, dostarczająca nowoczesne rozwiązania w zakresie nieinwazyjnego badania krwi.

W najnowszej edycji po raz drugi przyznana zostanie nagroda specjalna Social Impact Award. Kategoria została wprowadzona z myślą o firmach, które z powodzeniem łączą rozwój innowacyjnych produktów czy usług technologicznych z pozytywnym oddziaływaniem na społeczności i środowisko. 

W zeszłorocznym rankingu doceniona w tej kategorii została polska spółka Saule Technologies, zajmująca się produkcją rewolucyjnych paneli słonecznych.

Do rankingu zgłaszać się można do 31 lipca 2019 roku poprzez stronę http://www.deloitte.com/fast50ce. Na stronie są również dostępne informacje nt. kategorii i kryteriów rankingu oraz najważniejsze dane dotyczące jego poprzedniej edycji. Ranking zostanie ogłoszony w październiku 2019 r.

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

Wrocławski startup Piwik PRO jednym z 13 najbardziej obiecujących w Europie

Organizatorzy “Startup Europe Comes to Silicon Valley” ogłosili tegoroczną listę europejskich startupów zaproszonych do Doliny Krzemowej na czwartą edycję programu dla przyszłych jednorożców. Wśród 13 najbardziej obiecujących firm technologicznych z Europy znalazł się Piwik PRO.

Do San Francisco Polacy polecą już we wrześniu. Podczas tygodniowego programu wezmą udział w konferencjach, warsztatach, sesjach networkingowych i mentoringowych. Spotkają się z reprezentantami amerykańskich i europejskich władz, funduszy inwestycyjnych oraz przedsiębiorcami z Doliny Krzemowej.

Organizatorzy, czyli Parlament Europejski, Komisja Europejska, międzynarodowa organizacja Mind the Bridge oraz akcelerator EIT Digital, mają nadzieję, że program przyczyni się do przyspieszenia rozwoju firm, które w ciągu ostatnich kilku lat stworzyły na tyle innowacyjne rozwiązania, że mają szansę dołączyć do grona tzw. jednorożców, czyli firm, których wartość przekracza miliard dolarów.

Jeszcze startup czy już scaleup?

Nominowani pochodzą z ośmiu krajów – Niemiec, Francji, Włoch, Hiszpanii, Finlandii, Albanii, Węgier i Polski. Łącznie zdążyli zebrać już ponad 135 milionów dolarów finansowania, na które składają się m.in. 2 miliony zainwestowane rok temu w Piwik PRO przez niemieckiego przedsiębiorcę Tima Schumachera i warszawski fundusz inwestycyjny Warsaw Equity Group.

Pomysłodawca i CEO Piwik PRO, Maciej Zawadziński przyznaje, że firma nie należy już do początkujących:

Rozwijamy nasz produkt od pięciu lat. Czujemy się bardziej scaleupem niż startupem i chociaż jesteśmy jedną z największych firm zaproszonych do tegorocznej edycji programu, wciąż mam poczucie, że możemy się w San Francisco dużo nauczyć.”

Konkurują z Google, Adobe i Oracle

Jeszcze pięć lat temu platforma Piwik PRO była jednym z wielu narzędzi do analityki internetowej dla firm. Wyróżniało ją zorientowanie na bezpieczeństwo danych i prywatność użytkowników. Teraz, kiedy produkt jest znacznie bardziej rozbudowany, a każda firma działająca na globalnym rynku musi stosować się do unijnego Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych (RODO), przewaga wrocławskiego startupu nad konkurencją wzrasta, choć jak twierdzą właściciele, nie wszędzie w tym samym tempie:

Z jednej strony traktujemy Dolinę Krzemową jak kolebkę startupowego świata, ale z drugiej mamy świadomość, że jedziemy tam z produktem stworzonym w oparciu o idee prawa do prywatności i radykalnej ochrony danych. W Europie takich wartości nie trzeba ani przedstawiać, ani bronić, natomiast w Stanach to wciąż elektryzujący temat.” – zaznacza CFO firmy, Piotr Korzeniowski.

I chociaż Piwik PRO ma już na swoim koncie kilkudziesięciu klientów z USA (w tym gigantów zaliczających się do grona Fortune 500), to właściciele przyznają, że amerykański rynek nie należy do łatwych.

Amerykanie ciekawi RODO

Głównym punktem programu “Startup Europe Comes to Silicon Valley” ma być “European Innovation Day” – konferencja skupiająca uwagę przedsiębiorców i inwestorów wokół najbardziej innowacyjnych rozwiązań, które pojawiają się na europejskim rynku IT. Tematem przewodnim tegorocznej edycji będzie właśnie RODO i bezpieczeństwo danych.

“Cieszę się, że będziemy mieli okazję spotkać się w międzynarodowym środowisku i popatrzeć na kwestię prywatności z perspektywy Doliny Krzemowej, gdzie nasz główny konkurent – Google – zdaje się nie przejmować takimi kwestiami jak RODO. Dla nas to prawo jest odzwierciedleniem wartości, które kiełkowały w Europie od lat i mam nadzieję, że European Innovation Day będzie świetną okazją, żeby trochę zarazić nimi amerykańskich startupowców i inwestorów.” – przyznaje Zawadziński.

Kierunek zmian

Chociaż większość innowacyjnych technologii ma swój początek właśnie w San Francisco, to na polu ochrony interesów obywateli w zakresie bezpieczeństwa i prywatności przoduje Europa.

W USA przepisy podobne do RODO uchwalił na razie jeden stan. Kalifornijska regulacja Consumer Privacy Act wejdzie w życie w 2020 r. i będzie chroniła interesy ponad 40 milionów mieszkańców.

To ważny sygnał dla firm takich jak Google czy Facebook, które działając także na terenie Europy, często balansują na granicy unijnego prawa. Na podobne ryzyko nie mogą sobie pozwolić firmy przetwarzające wrażliwe dane swoich klientów.

Do Piwik PRO najczęściej zgłaszają się banki, firmy telekomunikacyjne i instytucje rządowe. Wśród klientów startupu jest między innymi Komisja Europejska, Accenture, HP czy Leroy Merlin.

 

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF