Życie w w modelu subskrypcyjnym. Zamiast mieć, wolimy wypożyczać

subskrypcja

Kupić czy wypożyczyć? To pytanie zadaje sobie coraz więcej osób i… wybiera subskrypcję. Według Deloitte, 8 na 10 firm, działających w tym modelu, podczas trwania lockdownu utrzymało bądź zwiększyło bazę swoich abonentów. Eksperci twierdzą, że to początek nowej ekonomii i narodziny sporego problemu dla tradycyjnego biznesu.

Netflix, Spotify i Playstation Plus, następni w kolejce są Apple One i Canal+. Większość firm chce mieć w swojej ofercie produkt sprzedawany w modelu subskrypcyjnym.

Jeszcze do niedawna abonament, kojarzył nam się jedynie z dostępem do usług mobilnych, ewentualnie z członkostwem w klubie fitness. Dziś, na skutek nowych możliwości technologicznych, ta forma dostępu do usług przeszła totalną metamorfozę. Oferta filmowa to tylko wierzchołek góry lodowej. Nawet prywatne loty pasażerskie czy usługi sprzątania domu sprzedawana są już w modelu subskrypcyjnym.

Marta Telenda z Colivii, pierwszej w Polsce firmy zajmującej się colivingiem

Pokoje Colivii również wynajmowane są w takim modelu. Posiadający abonament mieszkańcy mogą nie tylko z łatwością z niego zrezygnować, lecz również zmieniać lokalizację w ramach tej samej umowy.

Od produktu do usługi

O tym, że płatności w modelu subskrypcyjnym czeka świetlana przyszłość świadczy chociażby badanie zrealizowane przez Deloitte. Eksperci amerykańskiej firmy analitycznej twierdzą, że marki oferujące swoje usługi w modelu subskrypcji wykazują wyjątkową odporność na kryzys. W czasie trwania pandemii aż 8 na 10 takich firm utrzymało lub powiększa swoją bazę abonentów.

Co istotne, COVID-19 nie był punktem zwrotnym w ekspansji usług subskrypcyjnych. Globalna pandemia jedynie przyspieszyła tempo zmian, których i tak się spodziewano. Firma Zuora już od lat publikuje swój The Subscription Economy Index ™ (SEI), czyli raport na temat zbiorowego stanu gospodarki subskrypcyjnej, opracowany przez jej głównego analityka danych. Dzięki temu wiemy, że w ciągu ostatnich siedmiu i pół roku przychody firm pochodzące z subskrypcji wzrosły o ponad 350%. Co ciekawe, po wybuchu pandemii aż 53,3% firm nie zauważyło znaczących zmian w dynamice pozyskiwanie nowych subskrybentów. Trend wzrostowy zanotowała jedna na pięć firm (22,5%), a zaledwie 12,8% zadeklarował spadek sprzedaży abonamentu. Nie oznacza to, że ubywa im klientów, po prostu przyrost jest mniejszy, niż się spodziewano.

Dla wielu firm nadszedł doskonały czas, aby przejść na model subskrypcji, czy też zacząć rozdzielać obecną ofertę. Tworząc nową usługę należy jednak pamiętać, że nie chodzi tylko o zmianę sposobu płatności. Ważne jest, aby wyjść do klienta z czymś wyjątkowym. Robienie tego samego co wszyscy, zazwyczaj daleko nas nie zaprowadzi.

Marta Telenda

Kryzysoodporni

Globalny lockdown okazał się nie tylko czasem próby dla setek milionów zamkniętych w domach ludzi, ale również sklepów internetowych, które musiały uporać się z gigantycznym wzrostem zamówień, o czym doskonale przekonał się amerykański serwis Amazon. Okazuje się, że model subskrypcyjny to wielka szansa na rozwój i ekspansję, ale jego wdrożenie musi być poprzedzone stosownym przygotowaniem.

Liczba zamówień przerosła najśmielsze oczekiwania, tak że gigant e-handlu zmuszony był przesunąć swoje coroczne święto zakupowe Amazon Prime Day, organizowane z myślą o posiadaczach abonamentu Prime. W niedawno opublikowanej informacji prasowej, Amazon poinfował, że sprzedaż produktów w drugim kwartale wzrosła do 50 mld USD. To gigantyczny progres w porównaniu z 35 mld USD w analogicznym okresie poprzedniego roku. Amazon prime to doskonały przykład wykorzystania modelu subskrypcyjnego w usługach kurierskich, chodź benefitów wynikających z posiadania takiego abonamentu jest o wiele więcej. Wśród nich znajduje się bezpłatny dostęp do filmów, programów telewizyjnych, gier komputerowych czy miliona utworów muzycznych.

Sascha Stockem z Nethansy. Sopocka spółka specjalizująca się we wsparciu sprzedaży współpracuje z serwisem należącym do Jeffa Bezosa, wprowadzając na niego polskie i niemieckie firmy

Kanapowe rewolucje

Przywiązanie ludzi do tego typu serwisów, oferujących swoje usługi w modelu subskrypcyjnym, dobrze obrazuje kwietniowa awarii Netflixa. Gdy serwery giganta branży rozrywkowej odmówiły posłuszeństwa, internet błyskawicznie zalały artykuły, którym towarzyszyła widoczna w komentarzach fala hejtu i rozczarowania. Zdaniem CEO Colivi frustracja internautów to znak, że przyzwyczailiśmy się do udogodnień, jakie oferują nam seriwsy streamingowe na tyle, że nie w pewnym sensie nie potrafimy już bez nich żyć.

Subskrypcja stała się odpowiedzią na potrzeby zmieniającego się społeczeństwa. Proces zmian rozpoczął się już dawno temu, pandemia jedynie przyspieszyła ich tempo. Nawet tak konwencjonalny element naszego życia, jak mieszkanie, doczekał się transformacji. Czy zadecydowała cena? W jakimś stopniu na pewno, ale nie ona odgrywa kluczową rolę. Chodzi o dopasowanie do oczekiwań. Żyjemy szybko, nie chcemy wiązać się kredytami hipotecznymi, jesteśmy otwarci na nowe wyzwania, lecz brakuje nam czasu na nowe znajomości. Coliving w modelu abonamentowym to odpowiedź na te potrzeby. To dopiero początek rewolucji. Spójrzmy na przykład marki Apple, która dała się poznać jako innowator rynku IT, a dziś poświęca coraz więcej uwagi swoim usługom, które sprzedaje wyłącznie w modelu subskrypcyjnym. Jeszcze do niedawna głównym punktem konferencji prasowych, organizowanych przez spółkę z Cupertino, była premiera nowego iPhonea. Dzisiaj tyle samo czasu poświęca się nowej usłudze Apple One. W ciągu zaledwie roku przychody z tej gałęzi działalności giganta wzrosły o 15%.

Marta Telenda

Modele biznesowe oparte o abonament, dla wielu przedsiębiorców, mogą być kluczowym czynnikiem umożliwiającym prosperowanie w trakcie i po kryzysie. Ich największą zaletą jest to, że w dłuższej perspektywie dają zrównoważony rozwój, możliwy dzięki bardziej przewidywalnym, cyklicznym przychodom.

Dobre praktyki robią różnicę

Model subskrypcyjny godzi ze sobą interesy firm oraz ich klientów. Jednak warto pamiętać, że w dążeniu do zaspokojenia nieustannie rosnących potrzeb użytkowników i zapewnienia sobie powtarzalnych przychodów, kryją się pewne pułapki, które mogą spowodować, że sprzedawca osiągnie efekt odwrotny od planowanego. Dlatego spojrzenie z perspektywy użytkownika – zarówno na etapie badania jego potrzeb, jak i testowania użyteczności interfejsu – jest jest niezwykle istotne.

Czerpiąc z doświadczenia zarówno niewielkich firm, jak i gigantów dojść można do kilku następujących wniosków. Po pierwsze, nie należy ukrywać przed użytkownikiem faktu, że w danym momencie dokonuje subskrypcji. Podczas płatności na stronie Amazon, użytkownicy byli zachęcani do zapisania się na bezpłatną dostawę następnego dnia, a następnie bez ich wiedzy, konto było obciążone kwotą 459 zł za roczną subskrypcję usługi Amazon Prime. Kwota ta, do dzisiaj nie jest podana na ekranie wyrażenia zgody na subskrypcję, a przycisk do wyboru dostawy bez Prime jest bardzo słabo widoczny. Firmy powinny zachować transparentność również w kwestii znanego już Unsubscribe button. Użytkownik chcący zrezygnować z usługi nie powinien mieć problemu ze znalezieniem miejsca na stronie, gdzie można tego dokonać.

Alicja Janowska, UX Specialist z Symetrii, czołowej polskiej agencji specjalizującej się w projektowaniu doświadczeń użytkownika

Janowska zwraca również uwagę, że problemy z konwersją na stronach subskrypcyjnych wiążą się też często z łamaniem podstawowych zasad dobrego UX, którym jest: brak oczywistego przycisku do aktywowania abonamentu, nieczytelne przedstawienie ceny za dany okres jego trwania, czy brak możliwości wypróbowania usługi podczas darmowego okresu próbnego. – Firmy powinny pamiętać, że produkt sprzedawany w abonamencie z czasem powinien ewoluować, oferując nowe korzyści. Tego oczekują użytkownicy, których głos odgrywa kluczową rolę przy wprowadzaniu wszelkich zmian – podsumowuje UX Specialist z Symetrii.


Źródło: Informacja prasowa Colivia

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

Ciasno jak w puszce sardynek. Microliving zdominuje architekturę przyszłości?

microliving

Klitka z pełną satysfakcją – tak mieszka się w Hongkongu, Singapurze czy Tajlandii, a niedługo być może i w Polsce. Microliving to trend w architekturze, do którego powstania przyczyniły się twarde warunki rynkowe i urbanistyczne. Zakłada on, że do szczęścia potrzebujemy coraz mniej własnej przestrzeni, a coraz więcej udogodnień i jakości.

W artykule znajdują się linki afiliacyjne. Po kliknięciu w nie, zostaniesz przeniesiony na stronę reklamodawcy, gdzie będziesz mógł zapoznać się z konkretną ofertą na produkt lub usługę. Klikając w linki afiliacyjne nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz pracę redakcji brief.pl i naszą niezależność.

Sytuacja na rynku mieszkaniowym wymaga od młodych ludzi decyzji: kosztowny wynajem czy zakup mieszkania i wieloletni kredyt? Kredyt, który podobno lepiej spaja związek niż sakramentalne śluby. Wiele osób przyjmuje taki stan rzeczy jak wyrok. Pozostali starają się znaleźć inne rozwiązania, bo zwyczajnie nie stać ich na standardowy pakiet. To m.in. z myślą o tej grupie konsumentów coraz więcej deweloperów decyduje się na budowę mikroapartamentów – wykończonych w wysokim standardzie i usytuowanych w doborowych lokalizacjach. Takie apartamenty są atrakcyjne nie tylko dla konsumentów, lecz również dla inwestorów. Jak podaje Patrizia AG, niemiecka firma od 35 lat specjalizująca się w inwestycjach w nieruchomości, stopa zwrotu w przypadku takich mikroapartamentów wynosi co najmniej od 3,5 do 4,5 proc. rocznie.

Decydując się na zakup mieszkania warto zachować sobie odpowiedni budżet na jego urządzenie. Podczas urządzania łazienki, decydujmy się na proste i komfortowe rozwiązania. Szeroką ofertę produktów do urządzenia znajdziesz tutaj: lazienkaplus.pl

Żeby lepiej zrozumieć boom na niewielkie, nowoczesne apartamenty, należy wziąć pod lupę koncepcję, która leży u jego podstaw, czyli tzw. microliving. To nic innego, jak sztuka redukowania do minimum rozmiarów własnego lokum, przy zachowaniu możliwie jak największej liczby funkcjonalności. To minimum jest zawsze kwestią subiektywną. Definicja nie przewiduje konkretnego metrażu; w Stanach może to być 45 m2/os., a w Japonii zaledwie kilka. Faktem jest, że microliving jako trend mieszkaniowy istnieje już od lat i prężnie rozwija się w globalnych metropoliach, gdzie nieruchomości w centrum (blisko miejsc pracy i ośrodka kultury) są horrendalnie drogie.

Samodzielność w wielkim mieście

Szukanie oszczędności to nie jedyna przyczyna popularności microlivingu. Stefan Breit z Instytutu Gottlieba Duttweilera (GDI), współautor raportu pt. “Microliving. Mieszkanie w miastach XXI wieku”, traktuje malutkie mieszkania jako zjawisko społeczne oraz wypadkową dwóch dużych trendów: indywidualizacji i zagęszczania.

Po pierwsze, we współczesnym świecie człowiek jest coraz mniej zdany na wsparcie wspólnoty. Staje się samowystarczalny, ufa we własne siły, potrafi sobie poradzić. Mieszka sam, bo…  może. I nie musi to wynikać z egoizmu. Po drugie, postępująca urbanizacja, a więc proces zagęszczania ludności na obszarach miejskich, powoduje, że coraz mniej miejsca pozostaje do dyspozycji. Kto chce mieszkać samodzielnie, musi pogodzić się z tym, że to nie będzie wielki apartament.

Marta Telenda, prezes zarządu Colivii, pierwszej w Polsce firmy zajmującej się colivingiem

Okazuje się, że te rozmiary przestają być kwestią prestiżu. Swoje pieniądze coraz częściej wolimy wydawać na przyjemności, przygody, podróże. Małe lokum – coś, co kojarzyło się dotąd z koniecznością, kompromisem i wyrzeczeniem, zaczyna być postrzegane jako rzecz świadomego wyboru, atrakcyjnego i modnego sposobu na mieszkanie. W pewnym sensie microliving jest powrotem do (nie tak odległej) przeszłości, kiedy ludzie gnieździli się na małej powierzchni. W 1995 r. tylko 18% mieszkańców miast (na świecie) miało w swoim domu przynajmniej 20 m2 na osobę. Tyle tylko, że teraz nie jest to wcale wymuszone ani biedą, ani przez bezdusznych właścicieli nieruchomości, którzy wykorzystują najemców do maksimum, nie dbając o ich komfort.

Mniej znaczy więcej

Dzisiejsze mikroapartamenty są świetnie zaprojektowane i wykończone. Przykładem może być współczesne budownictwo modułowe. Wprawdzie może się ono źle kojarzyć – z kontenerami dla robotników albo blokowiskami-straszydłami z wielkiej płyty – ale pod względem wykonania i designu jest zupełnie nową jakością i kuszącą alternatywą dla drogich, grodzonych osiedli. Z prefabrykowanych segmentów buduje się już nie tylko pawilony biurowe, ale też szkoły, szpitale, hotele i właśnie mieszkania. Nie tylko poziom wykończenia, ale również efektywność energetyczna takich budynków bywa zaskakująco wysoka.

Wybór małego mieszkanka jest tak naprawdę wynikiem poważnej refleksji: z jak wielu rzeczy mogę zrezygnować, żeby wreszcie znaleźć się “na swoim”. Gdy człowiek musi rozwiązywać takie dylematy, okazuje się, że wiele potrzeb życiowych nie wymaga już tak dużej przestrzeni jak dawniej. W skrajnych przypadkach microliving redukuje dom do jednej funkcji: schronienia i własnego, bezpiecznego miejsca. Doskonale obrazują to biedne mieszkanka-trumny w najdroższym na świecie rynku mieszkaniowym Hongkongu, chociaż są one raczej wypaczeniem tej idei – swoistą patologią. O wiele lepiej oddają ją kondominia, które jak grzyby po deszczu pojawiają się w Azji Południowo-Wschodniej.

Własne cztery kąty w takim budynku to marzenie niejednego Taja czy Filipińczyka. Faktycznie mamy tu do czynienia z niewielkimi przestrzeniami życiowymi. Mieszkania typu studio mają często niewiele ponad 20 m2, a większe, jednopokojowe, po 35 m2. Rozmiarami przypominają więc pokoje w budżetowych hotelach. W Krainie Uśmiechu takie apartamenty często nie mają nawet okapu czy kuchenki. Tak jest w przypadku popularnych kondominiów Lumpini Place. Tajowie zaopatrują się w niewielkie, przenośne płyty indukcyjne, ale i tak najczęściej jedzą na mieście. Niewielki metraż deweloperzy nadrabiają nowoczesnym wykończeniem i przestrzeniami wspólnymi, takimi jak baseny, siłownie czy miejsca wydzielone do pracy, w których można podłączyć laptopa do prądu i bezpłatnego wi-fi. Dzięki temu w azjatyckich kondominiach żyje się naprawdę przyjemnie.

Marcel Płoszczyński, CEO agencji public relations Lightbe, który firmę prowadzi zdalnie, mieszkając w Tajlandii

Przykładów microlivingu nie trzeba szukać w okolicach równika. Trend ten obecny jest również nad Wisłą. Wystarczy spojrzeć na oferty deweloperske w dużych polskich aglomeracjach. Powód? Ten sam, co w każdym innym kraju, gdzie microliving zdobywa popularność.

Wynika to z wysokich cen gruntów. Teoretycznie mamy coraz więcej, ale praktycznie… niekoniecznie. Tak jak kiedyś minimalną powierzchnią dla salonu było 20 m2 w mieszkaniach z wielkiej płyty, tak obecna średnia w nowym budownictwie to już 16 m2. Co ciekawe, pokolenie obecnych dziadków i babć nie musiało spłacać trzydziestoletnich kredytów. W dobie PRL słusznie narzekano na sytuację mieszkaniową, ale dziś, paradoksalnie, własne lokum jest jeszcze trudniej dostępne niż wtedy.

Robert Kucharski, architekt z warszawskiego biura Kucharski Architekci

Odpowiedź na wielkomiejską samotność

Małe, samotne mieszkanie, choćby przytulnie i funkcjonalnie urządzone, kojarzy się z izolacją społeczną. Ludzie pozamykani w swoich pudełkach – czy do tego dąży społeczeństwo? Czy chcemy takiej alienacji? Wnioski nie są tak proste, bo paradoksalnie, wraz ze zwiększającą się popularnością samodzielnego zamieszkiwania, rośnie potrzeba wspólnoty.

Skąd to wiadomo? Wystarczy zauważyć, jak doskonale microliving krzyżuje się i uzupełnia z colivingiem.

Coliving jest zjawiskiem stosunkowo nowym, które można sprowadzać do prostej zasady: dzielenie przestrzeni wspólnych, takich jak salon, kuchnia czy ogródek. Jednocześnie każdy z lokatorów posiada własny pokój z łazienką i może w pełni cieszyć się prywatnością. Jest ona niezwykle istotna, lecz prawdziwą siłą colivingu są relacje z innymi członkami wspólnoty, które czynią go receptą na współczesną epidemię samotności.

Marta Telenda

Jej zdaniem wysoka jakość jest cechą wspólną micro- i colivingu; tak samo jak dbanie o solidne i piękne wykończenie, atrakcyjną lokalizację i zapewnienie wielu istotnych funkcjonalności.

Wykorzystać wspólny mianownik

Zarządcy nieruchomości, tacy jak Colivia, łączą ludzi o często podobnych wartościach, co sprzyja budowaniu więzi. Nie jest to jednak działanie odgórne – na coliving zazwyczaj decydują się single i milenialsi, którzy z sukcesem rozwijają się zawodowo, lecz poza karierą liczą się dla nich również relacje z innymi.

Analizując globalny rynek nieruchomości i trendy społeczne, jesteśmy przekonani, że coliving przyjmie się u nas doskonale. Młodzi Polacy mają wysokie oczekiwania co do jakości usług, obejmujących coraz to nowe dziedziny życia. Czemu nie dołączyć do tego doskonale wyposażonego mieszkania w świetnej lokalizacji, w którym można zamieszkać od tak, bez zbędnych formalności i obostrzeń wynikających z tradycyjnych umów najmu? Coliving to usługa, która bez dwóch zdań mieści się w kategorii user friendly i to jest jej największą siłą.

Marta Telenda

W podobnym duchu wypowiada się Robert Kucharski. Jego zdaniem przedsięwzięcia biznesowe, które wpisują się w microliving, mają obecnie duże szanse powodzenia, jak chociażby tzw. “domy dostępne”, projektowane skromnie, z myślą o inwestorach z przeciętnymi zasobami.

Takie małe domy są odpowiedzią na wiele pytań oraz potrzeb, przede wszystkim mobilności. Co, kiedy dzieci wyrosną i wyprowadzą się? Jak będę mógł je wesprzeć mieszkaniowo? Gdzie sam zamieszkam? Jak mogę odciąć się od wielkiego miasta? Czy stać mnie na letni domek? wylicza architekt.

Robert Kucharski

Zwraca on również uwagę, że w Niemczech budownictwo socjalne przewiduje minimum 80 m2 na cztery osoby. Jak na polskie warunki jest to dużo. Mieszkania są ciasne i trudno się dziwić, że microliving nie jest jeszcze tak rozpowszechniony w naszym kraju. Wciąż może kojarzyć się ze złem koniecznym. Ale to prawdopodobnie zmieni się już niedługo.

Przyszłość jest mikro?

O potencjale tego rynku świadczy chociażby inwestycja luksemburskiego holdingu Corestate Capital, który zarządza inwestycjami w nieruchomości. Corestate zainwestował 73 mln euro w zakup swoich pierwszych mikronieruchomości w Polsce dla Bain Capital Credit. Ale to dopiero początek, bo partnerstwo inwestycyjne obu firm ukierunkowane na ten segment rynku (mieszkań studenckich i apartamentów usługowych) opiewa na 500 mln euro.

Czy globalne i długotrwałe trendy, takie jak microliving, zmienią architekturę naszych miast? A może będziemy jedynie adaptować to, co mamy do dyspozycji?  To, jak daleko zajdą zmiany, zależy w dużej mierze od kontekstu kulturowego.

Decydujące znaczenie mogą mieć zmienne architektoniczne, które wpływają na to, jak postrzegamy duże zagęszczenie. Jesteśmy w stanie dzielić z innymi mniejszą przestrzeń, jeśli budynki i wnętrza są dobrze zaprojektowane: większe wydają się pomieszczenia prostokątne, preferujemy więcej otworów okiennych i drzwiowych oraz dobre oświetlenie, unikamy długich korytarzy i wysokich budynków o mniejszym poczuciu bezpieczeństwa i kontroli.

Monika Kucharska, architekt


Źródło: Informacja prasowa Colivia

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

„Mamy pandemię samotności”. Jak się przed nią uchronić?

samotność

Zdaniem naukowców samotność niszczy nie tylko naszą psychikę, lecz także ciało. Profesor Steve Cole, dyrektor laboratorium UCLA Social Genomics Core dowiódł nawet, że z powodu izolacji społecznej w ludzkim organizmie dochodzi do tworzenia się przewlekłego, niedającego jawnych objawów stanu zapalnego. Chociaż nie ma jednej prostej recepty, jak ustrzec się przed plagą współczesności, niektóre rozwiązania wydają się obiecujące. Wśród nich na uwagę zasługuje m.in. coliving.

Bezwzględne statystyki

Zebrane w ostatnich latach dane na temat samotności – tej rozumianej nie jako brak kontaktów międzyludzkich, a przede wszystkim subiektywne poczucie izolacji – przerażają. Według raportu komisji rządowej aż 9 mln dorosłych Brytyjczyków doświadcza jej „często lub zawsze”. Osoby w wieku 65 lat i starsze przyznają, że ich główną formą kontaktu ze światem jest telewizja.

Wśród krajów europejskich w niechlubnym rankingu zwycięża jednak Szwecja, w stolicy której samotnie mieszka aż 58 proc.(!) populacji. Z kolei w Stanach Zjednoczonych odsetek ten wynosi 27 proc. (w Nowym Jorku prawie 50 proc.) i cały czas rośnie – dla porównania w roku 1920 jednoosobowe gospodarstwo domowe prowadziło tam 5 proc. obywateli. Problem jest na tyle poważny, że jeden z czołowych amerykańskich psychologów Richard Booth wnioskuje, by wpisać osamotnienie do rejestru psychopatologii, a w Wielkiej Brytanii powołano nawet ministerstwo ds. samotności.

Trend ten nie oszczędził Polski. Chociaż relatywnie wielu z nas wciąż żyje na wsi, gdzie łatwiej o bliskie kontakty z członkami społeczności, postępująca urbanizacja, niespotykana w całej historii mobilność i fenomen mediów społecznościowych sprawiają, że samotność dotyka nas w podobnym stopniu co Amerykanów i pozostałych Europejczyków. Z danych GUS-u i tych zebranych przez portale randkowe wynika, że w Polsce w ciągu ostatnich 10 lat liczba osób żyjących samotnie wzrosła o 34 proc. Już co czwarte gospodarstwo domowe jest prowadzone przez jedną osobę. Szacuje się, że do 2035 roku odsetek takich gospodarstw wyniesie 30 proc. W całym kraju żyje teraz około 7 milionów singli, przy czym do tej grupy zalicza się nie tylko mieszkających jeszcze z rodzicami młodych ludzi, osoby owdowiałe i po rozwodzie, lecz także te pozostające w nieformalnych związkach, ale niemieszkające razem.

Skąd wziął się problem?

John i Stephanie Cacioppo, neurobiologowie społeczni z Uniwersytetu Chicagowskiego, mówią wprost: mamy epidemię samotności, a media społecznościowe są dla niej tym, czym dla koronawirusa sale weselne, galerie handlowe i fabryki – rozsadnikami zarazy w gęstym tłumie. Ale zawiniło nie tylko nasze wirtualne, zastępcze życie.

Swoją pierwotną funkcję rozpraszania samotności straciła też praca, która coraz częściej nie wiąże się konkretnym miejscem, gdzie przez lata spotykamy te same znane twarze. Nowe modele zatrudnienia, w tym zwłaszcza praca zdalna i praca na zlecenie, choć zapewniają większą elastyczność usług, jednocześnie uniemożliwiają nawiązywanie autentycznych kontaktów.

Paradoksalnie do rozprzestrzeniania się plagi przyczynia się w dużej mierze duma naszych czasów – niemal nieograniczona mobilność, z której tak chętnie korzystają szczególnie millenialsi. Częste przesadzanie z miejsca na miejsce niesie jednak ze sobą pewne konsekwencje.

„Prawdą jest, że w miastach nieustannie otaczają nas ludzie, więc trochę tajemniczy zdaje się fakt, że mamy epidemię samotności. Jednak nie wystarczy być fizycznie blisko innych, by nie czuć się osamotnionym, trzeba jeszcze zmobilizować się, by nawiązać z nimi kontakt. I tutaj zaczyna się problem. Większości z nas trudno jest przełamać naturalny dystans wobec obcych” – tłumaczy w rozmowie z brytyjskim tygodnikiem „New Statesman” Colin Ellard, zajmujący się oddziaływaniem miejsc na umysł i ciało neurolog z kanadyjskiego Uniwersytetu w Waterloo.

Samotność groźna jak rak

Naukowcy odkryli, że samotność ma na nas wyniszczający wpływ, i to już na poziomie komórkowym. Profesor Steve Cole, dyrektor laboratorium UCLA Social Genomics Core dowiódł nawet, że z powodu izolacji społecznej w ludzkim organizmie dochodzi do tworzenia się przewlekłego, niedającego jawnych objawów stanu zapalnego.

Z kolei w 2015 roku podczas eksperymentu na myszach uczeni z amerykańskich MIT i Imperial College w Londynie ustalili, że produkcja dopaminy, substancji nazywanej „przekaźnikiem przyjemności”, w mózgach zwierząt, które przebywały w grupie, jest stabilna. Jednak u gryzoni, które poddano izolacji, jej poziom gwałtownie spadł. Następnie zwierzęta wróciły do grupy, a poziom substancji w ich organizmach równie gwałtownie wzrósł.

Do jeszcze bardziej przytłaczających wniosków doszła Julianne Holt-Lunstad, która, posiłkując się wynikami 70 badań naukowych, ogłosiła, że samotność zwiększa śmiertelność w takim samym stopniu co otyłość czy wypalanie 15 papierosów dziennie. Z kolei Nicole Valtorty z Uniwersytetu Newcastle ustaliła, że prawdopodobieństwo ataku serca u osób osamotnionych rośnie o 29 proc., a zagrożenie udarem – o 32 proc. „To niezależny czynnik przyczyniający się do śmierci. Może cię po prostu zabić. Znajduje się na tej samej liście co choroby serca i rak – twierdzi dr Josh Klapow, psycholog kliniczny z Uniwersytetu Alabamy.

Mylne jest też kojarzenie samotności ze starością, bo, jak się okazuje, w dzisiejszych czasach ta powszechna plaga nie oszczędza młodych. Poczucie izolacji wpływa u nich na sen, zwiększa poziom stresu, powoduje spadek odporności, redukuje funkcje poznawcze, wywołując objawy podobne do otępienia oraz zwiększa ryzyko depresji.

Przełamać izolację

By zaradzić problemowi, w Polsce stosuje się cały katalog dobrych praktyk. W miastach popularnością cieszą się uniwersytety trzeciego wieku, na wsiach od pewnego czasu mnożą się kluby seniora. W całym kraju prężnie działają organizacje pozarządowe wspierające osoby samotne i starsze, którym udzielana jest materialna pomoc. Zgłaszać można się też do lokalnych domów kultury, które zwykle oferują szereg spotkań i zajęć.

Dzieci i młodzież coraz częściej mogą liczyć na warsztaty i szkolenia organizowane w ich szkołach.

Placówki z całej Polsce same zgłaszają się do firmy szkoleniowej, którą prowadzę. Zainteresowanie jest duże, od 2015 roku przepracowałem 4 tysiące godzin, robiąc takie warsztaty. W Warszawie, gdzie działam, jest ogromna oferta organizacji pozarządowych prowadzących choćby kluby dla młodzieży. Fundacja „Drama Way” robi taki projekt „Art Generacje”, w ramach którego nastolatki zagrożone wykluczeniem społecznym, czyli samotnością, bo to się łączy, razem z seniorami podejmują różne działania artystyczne. Z kolei stowarzyszenie „Dzieciaki” zabiera młodzież na kolonie i obozy. Albo na przykład w Trójmieście odbywa się Międzypokoleniowy Festiwal Literatury Dziecięcej „Ojcowie i dziatki”, który wspiera kulturę czytelnictwa i jednocześnie prowadzi profilaktykę izolacji.

Michał Maciejak, pedagog i trener dramy zajmujący się wykluczeniem i samotnością wśród młodzieży

Obiecujący, zwłaszcza w kontekście młodszych pokoleń, wydaje się też właśnie wkraczający do Polski coliving, czyli formuła mieszkania polegająca na dzieleniu się z innymi wszystkim tym, czym podzielić się da. Współlokatorzy mają własne sypialnie z łazienkami, korzystają jednak z przestronnych i funkcjonalnie zaaranżowanych części wspólnych. Zyskują dzięki temu przestrzeń, która umożliwia im integrację i spędzanie wolnego czasu choćby na oglądaniu filmów czy grze w planszówki.

Benjamin Webb, który od 8 miesięcy mieszka w jednym z brytyjskich colivingów, przyznał w rozmowie z „Guardianem”, że stał się fanem tej koncepcji. 37-latek zachwala przede wszystkim poczucie swobody, którego nie doświadczył przez dwie dekady wynajmowania lokali w Londynie.

Szukałem elastyczności, nie chciałem już za każdym razem płacić 2 tys. funtów agentom nieruchomości, by potem być związanym umową. Mieszkanie w The Collective dało mi tę elastyczność, ale tak naprawdę tym, co mnie tam zatrzymało, była wspólnota i wszystko, co się z nią wiąże.

Benjamin Webb,  pracownik branży finansowej

Coliving w Polsce

W Polsce pierwsza firma zajmująca się colivingiem wystartowała pod koniec 2019 roku. Na razie Colivia działa w dwóch lokalizacjach w Poznaniu, jednak do końca roku tę często tańszą i bardziej komfortową alternatywę dla tradycyjnego wynajmu będą mogli przetestować mieszkańcy Warszawy, Wrocławia, Krakowa i Trójmiasta.

W colivingu nie dajemy tylko mieszkania, lecz także budujemy lokalną społeczność. Z jednej strony dajemy klientom możliwość poznania nowych osób, a z drugiej mają swoją przestrzeń prywatną. Wprowadza się do nas dużo singli i osób zza granicy, które nie mają tu znajomych. Chcąc, nie chcąc, kiedy mijają się w częściach wspólnych, kogoś zawsze poznają. W każdym z naszych mieszkań są przestronna kuchnia z mikrofalówką i ekspresem do kawy oraz duży salon z wygodną kanapą, do tego telewizor lub rzutnik, czasem też konsola. Zawsze wykupujemy telewizję kablową i dajemy za darmo Netflix. Planujemy też wstawić stoły do ping-ponga.

Marta Telenda, prezes zarządu Colivii

Jak podkreśla przedsiębiorczyni, dla wielu osób, które decydują się na skorzystanie z usług jej firmy, ogromne znaczenie ma właśnie możliwość poznania nowych ludzi. Z jej słów wynika, że coliving jest bunkrem zaprojektowanym tak, by szukających schronienia nie dopadła zaraza.


Źródło: Informacja prasowa COLIVIA

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF