...

BRIEF dociera do polskich firm i ich pracowników – do wszystkich tych, którzy poszukują inspiracji w biznesie i oczekują informacji o ludziach, trendach i ideach.

Skontaktuj się z nami

Najbardziej pożądane miasta w Europie dla wszystkich chcących przenieść się za granicę

Myślisz o mieszkaniu za granicą lub chcesz dołączyć do cyfrowych nomadów i ekspatów, którzy migrują, aby rozpocząć wyjątkowe doświadczenie życia i pracy za granicą? Obecnie ludzie bardziej niż kiedykolwiek są chętni, aby przynajmniej tymczasowo pracować z innego kraju, wykorzystując z możliwości pracy zdalnej. Które miasta są najbardziej pożądane przez potencjalnych emigrantów szukających idealnego miejsca na swój nowy dom?

Holidu, wyszukiwarka domów i apartamentów wakacyjnych, przeanalizowała dane dotyczące powszechnie wyszukiwanych fraz, które są zazwyczaj używane przez osoby poszukujące informacji o przeprowadzce za granicę. Czytaj dalej, aby odkryć, które miasta są najbardziej popularne w tym roku.

1. Edynburg, Wielka Brytania – 20 600 – średnia globalna liczba wyszukiwań miesięcznie

Na pierwszym miejscu w naszym rankingu znajduje się Edynburg! To oficjalnie najbardziej pożądane miasto do życia za granicą w Europie! Znajduje się on na szczycie listy z ponad 20 tys. miesięcznych wyszukiwań na całym świecie. Edynburg przyciąga nie tylko jednymi z najbardziej znanych uniwersytetów na świecie, ale i licznymi ofertami pracy dla obcokrajowców. Nic więc dziwnego, że jest to tak często wyszukiwane miejsce, jeśli ktoś planuje czasowe lub permanentne mieszkanie za granicą. W sierpniu każdego roku populacja Edynburga praktycznie się podwaja, a to wszystko za sprawą Festiwalu Fringe – największego na świecie festiwalu dotyczącego sztuki i mediów. Niezależnie od tego, czy szukacie nowego domu, czy też wybieracie się tylko na wakacje, Edynburg powinien znaleźć się na szczycie listy destynacji do zobaczenia! Wiele osób zakochało się w jego uroczych, brukowanych uliczkach i średniowiecznej architekturze Starego Miasta. W końcu kto nie chciałby mieszkać w mieście Harry’ego Pottera?

2. Dublin, Irlandia – 17 570 – średnia globalna liczba wyszukiwań miesięcznie

Na drugim miejscu w rankingu znajduje się Dublin, stolica Irlandii ze średnią 17 570 globalnych wyszukiwań miesięcznie. Dublin to miasto tętniące nocnym życiem, oferujące wiele możliwości pracy. To także jedno z ulubionych miast obcokrajowców, nie tylko z Europy, ale i z całego świata. Łatwość porozumiewania się w języku angielskim, wyjątkowa irlandzka kultura i tradycje, to to, co przyciąga w to miejsce najbardziej. To tutaj swoje biura mają jedne z największych i najbardziej prestiżowych firm takich jak Google, Facebook, PayPal czy TikTok. Jeśli myślicie o przeprowadzce za granicę lub pracy zdalnej z innego kraju, warto wziąć pod uwagę Dublin, który zachęca nie tylko swoimi tradycyjnymi pubami, ale także bogatą historią.

3. Barcelona, Hiszpania – 12,000 – średnia globalna liczba wyszukiwań miesięcznie

Kolejnym miastem na naszej liście jest Barcelona! To słoneczne miasto, pełne życia i dobrej energii, przyciąga ekspatów z całego świata. To miejsce dla fanów hiszpańskich tapas, gorących rytmów latino i wyjątkowo zabawowej atmosfery. Nie tylko jest to miejsce bardziej przystępne cenowo niż wiele miejsc w Europie Zachodniej, ale również kto nie chciałby mieszkać w mieście z dostępem do plaży? Co więcej, jest tu również ogromna społeczność międzynarodowa, więc bez problemu można tu nawiązać nowe znajomości i poradzić się osób w podobnej sytuacji.

4. Londyn, Wielka Brytania – 10,650 – średnia globalna liczba wyszukiwań miesięcznie

Kolejna pozycja na liście nie jest niespodzianką, to powszechnie znany i lubiany Londyn! To miejsce z bogatą historią, pięknymi parkami i tętniącym życiem nocnym. Kto nie chciałby mieszkać w jednym z najbardziej popularnych miast na świecie? Londyn zawsze był miastem bardzo międzynarodowym, a ta tendencja w ostatnich latach znacznie wzrosła, zwłaszcza, że praca zdalna stała się codziennością dla wielu ludzi. Niezależnie od tego, czy szukasz pracy w nowym miejscu, czy chcesz popracować zdalnie, kultowy Londyn i wszystkie jego atrakcje to idealny pomysł.

5. Berlin, Niemcy – 5 150 – średnia globalna liczba wyszukiwań miesięcznie

Na piątym miejscu w rankingu znajduje się stolica Niemiec, Berlin. To multikulturowe, barwne miasto, zachwyca różnorodnością architektury, kuchni, mieszkańców i możliwości pracy. Niektóre źródła podają, że co trzeci mieszkaniec Berlina ma zagraniczne pochodzenie, a Polacy są najliczniejszą grupą narodową w tym mieście. Berlin to zdecydowanie jedna z najbarwniejszych stolic Europy, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Brama Brandenburska, Wyspa Muzeów, Wieża Telewizyjna czy Aleksanderplatz – to tylko niektóre z atrakcji, które warto zobaczyć w Berlinie.

Miasta, które dopełniają pierwszą dziesiątkę rankingu to:

  1. Paryż, Francja – 4,700 średnia globalna liczba wyszukiwań miesięcznie
  2. Madryt, Hiszpania – 4,520 średnia globalna liczba wyszukiwań miesięcznie
  3. Amsterdam, Holandia- 4,450 średnia globalna liczba wyszukiwań miesięcznie
  4. Manchester, Wielka Brytania – 3,200 średnia globalna liczba wyszukiwań miesięcznie
  5. Lizbona, Portugalia – 2,500 średnia globalna liczba wyszukiwań miesięcznie

Metodologia

Ten ranking powstał na podstawie analizy danych globalnych wyszukiwań popularnych fraz, które są zwykle używane podczas wyszukiwania informacji o przeprowadzce za granicę. Następnie zsumowano wszystkie wyszukiwania dla wszystkich miast. Lista początkowa zawiera miasta z listy „Top 100 City Destinations” Euromonitora, a także kilka dodatkowych miast, które pochodzą z wiarygodnych źródeł, w tym Culture Trip i Business Insider.

Holidu jest czołową metawyszukiwarką obiektów wakacyjnych. Naszym celem jest ułatwienie rezerwacji domów i apartamentów wakacyjnych na całym świecie za najniższą możliwą cenę. Firma pomaga również właścicielom obiektów wakacyjnych w zwiększeniu liczby rezerwacji przy mniejszym nakładzie pracy, dzięki łatwemu w obsłudze oprogramowaniu pod marką Bookiply. Holidu zostało założone w 2014 roku przez braci Johannes’a i Michael’a Siebers. Ten szybko rozwijający się startup z Monachium, posiada lokalne biura w najatrakcyjniejszych miejscach turystycznych na świecie. Więcej informacji można znaleźć na stronach https://www.holidu.pl/ i https://www.bookiply.com.

Sebastian Nowak

O jeden pokój za mało? Dlaczego Polacy w pandemii zmieniają mieszkania na większe?

mieszkania

Według danych serwisu z nieruchomościami tabelaofert.pl stopień wyprzedania mieszkań oferujących pięć pokoi i więcej, wzrósł w Warszawie o ponad 30 p.p. w skali roku. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy może być zmiana stylu pracy wśród pracowników umysłowych, korzystających z pracy zdalnej. W okresie wprowadzania w naszym kraju kolejnych lockdown’ów potrzeby posiadania w mieszkaniu dodatkowego pomieszczenia nabrzmiały wyjątkowo mocno. Serwis tabelaofert.pl wciąż notuje wyraźny wzrost zapotrzebowania na mieszkania tego typu z rynku pierwotnego.

Typ mieszkania Stopień wyprzedania mieszkań w Warszawie
wrzesień 2020 r. lipiec 2021 r.  lipiec 2021 r. vs. wrzesień 2020 r.
1-pokojowe 67,5% 82,7% +15,2 p.p.
2-pokojowe 65,6% 89,2% +23,6 p.p.
3-pokojowe 56,7% 77,2% +20,5 p.p.
4-pokojowe 56,1% 83,9% +27,8 p.p.
5-pokojowe i większe 42,3% 73,7% +31,3 p.p.

źródło: dane pochodzą z serwisu www.tabelaofert.pl

Wciąż wysoki popyt, ale potrzeba większych metraży

Jak podaje tabelaofert.pl stopień wyprzedania mieszkań w Warszawie w okresie od września 2020 roku do lipca 2021 roku wzrósł dla każdego typu mieszkań. Jest to spowodowane m.in. utrzymującymi się na rekordowo niskim poziomie stopami procentowymi, rosnącą inflacją oraz przekonaniem, że mieszkania stanowią bezpieczną przystań dla kapitału, szczególnie w dobie pandemii koronawirusa. Pewną nowością jest natomiast fakt coraz większego zainteresowania Polaków mieszkaniami oferującymi liczbę pokoi większą niż cztery. Stopień wyprzedania tego typu mieszkań wzrósł o 31,3 p.p. w skali roku, natomiast w przypadku nieruchomości oferujących cztery pokoje był to wzrost w wysokości 27,8 p.p. Trend ten związany może być w znacznym stopniu z trwającą od ponad półtora roku pandemią oraz koniecznością przejścia dużej liczby pracowników na tzw. „home office”.

Ogólny popyt na mieszkania wciąż jest bardzo wysoki, a podaż za nim nie nadąża, nie tylko jeżeli chodzi o Warszawę. Od początku pandemii obserwujemy jednak nowy trend dotyczący zmiany preferencji co do liczby pokoi w mieszkaniach. W mieszkaniu o większej powierzchni, łatwiej jest o podział na strefy i wyznaczenie miejsca o innym przeznaczeniu. Stało się to niezwykle istotne odkąd znaczny odsetek Polaków zaczął pracować zdalnie, a dzieci przestały chodzić do szkoły stacjonarnie. Gdy dodamy do tego próbę ochrony utraty wartości poprzez lokatę kapitału w nieruchomościach, to mamy bardzo dobre otoczenie do inwestowania na rynku tego typu nieruchomości.

Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań dla deweloperów

Trend się utrzyma, Polacy niechętnie wracają do biur

Najmniejszy wzrost wyprzedania mieszkań w okresie wrzesień 2020 r. – lipiec 2021 r. serwis tabelaofert.pl odnotowuje analogicznie w przypadku kawalerek (15,2 p.p.), w których za sprawą ograniczonej powierzchni najtrudniej jest stworzyć optymalne warunki do pracy i życia. To z kolei spowodowało wyraźny wzrost wyprzedania mieszkań dwupokojowych (23,6 p.p.), które zdjęły część popytu z mieszkań jednopokojowych. Jak przewiduje Katarzyna Tworska z redNet24, powyższe zmiany preferencji dotyczące liczebności pokoi w mieszkaniach, powinny utrzymać się w naszym kraju także w nadchodzących miesiącach, szczególnie w kontekście zapowiadanej kolejnej fali koronawirusa, która może spowodować ponowny wzrost liczby pracowników oddelegowanych do pracy zdalnej.

Przewidujemy, iż trend na mieszkania o większej liczbie pokoi zostanie już z nami na dłużej, nie tylko na najbliższe kilka miesięcy. Już teraz część pracodawców stosuje model pracy hybrydowej (częściowo zdalnej). Myślę, iż trend ten jest na tyle wyraźny, że inwestorzy wezmą go pod uwagę podczas planowania swoich kolejnych inwestycji.

Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań dla deweloperów

Ponadto badania firmy doradczej DataArt, pokazują iż pracownicy w Polsce wcale nie chcą wracać do biur. Sześciu na dziesięciu Polaków chce po zakończeniu pandemii pracować zdalnie albo hybrydowo. Dla przykładu, w branży IT taki system pracy preferuje aż 93 % specjalistów.

O jeden pokój za mało

Praca zdalna powoli przestaje być opcją, a staje się standardem. O ile przed wybuchem pandemii prawie ośmiu na dziesięciu polskich pracowników regularnie wykonywało swoje obowiązki zawodowe w siedzibie firmy, a tylko co dziesiąty miał możliwość pracy z domu, o tyle w czasach koronawirusa odsetek zdalnych pracowników wzrósł trzykrotnie i sięga 30 %. W wielu przypadkach polscy pracownicy skarżą się jednak po przejściu na „home office” na problemy związane
z odpowiednią organizacją czasu pracy i rozgraniczeniem sfery prywatnej od zawodowej.

Odkąd nasze mieszkanie zaczęło pełnić rolę nie tylko miejsca do życia, ale również do pracy, nagle zaczęło brakować w nim odpowiedniej przestrzeni. Problem zaczął narastać jeszcze bardziej podczas lockdown’u kiedy poza miejscem potrzebnym dla nas – pracujących rodziców, potrzebna była również przestrzeń dla bawiących się dzieci – dwóch córek w wieku dwóch oraz czterech lat.

Ania, menedżerka w agencji social mediowej, właścicielka 3-pokojowego mieszkania na warszawskiej Woli

Część firm, których specjalizacja wymaga pracy stacjonarnej zdecydowała się po okresie pracy zdalnej wrócić do biur, natomiast pozostali, w dalszym ciągu wybierają pracę zdalną bądź hybrydową. Swoimi przemyśleniami dzieli się także Krzysztof, dyrektor sprzedaży w korporacji, w branży spożywczej, który na „home office” przebywa od początku trwania pandemii.

Praca zdalna ma z pewnością dużo zalet, nie tracę np. czasu na stanie w korkach, jadąc do firmy. Ma też jednak pewne minusy. Zauważyłem już po miesiącu, że laptop zaczął towarzyszyć mi cały czas – tuż przez zaśnięciem, a także rano podczas śniadania. Granica między życiem prywatnym i zawodowym zaczęła się mocno zacierać. W naszym mieszkaniu nie było po prostu miejsca na dwa osobne biura – dla mnie i dla żony. Gdy ograniczenia związane z pandemią nieco stopniały, zacząłem szukać innych możliwości do pracy zdalnej, a także w dłuższej perspektywie – rozważać zakup większego mieszkania. 

Krzysztof, dyrektor sprzedaży w korporacji, w branży spożywczej


Źródło: REDNET 24

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

Ciasno jak w puszce sardynek. Microliving zdominuje architekturę przyszłości?

microliving

Klitka z pełną satysfakcją – tak mieszka się w Hongkongu, Singapurze czy Tajlandii, a niedługo być może i w Polsce. Microliving to trend w architekturze, do którego powstania przyczyniły się twarde warunki rynkowe i urbanistyczne. Zakłada on, że do szczęścia potrzebujemy coraz mniej własnej przestrzeni, a coraz więcej udogodnień i jakości.

W artykule znajdują się linki afiliacyjne. Po kliknięciu w nie, zostaniesz przeniesiony na stronę reklamodawcy, gdzie będziesz mógł zapoznać się z konkretną ofertą na produkt lub usługę. Klikając w linki afiliacyjne nie ponosisz żadnych kosztów, a jednocześnie wspierasz pracę redakcji brief.pl i naszą niezależność.

Sytuacja na rynku mieszkaniowym wymaga od młodych ludzi decyzji: kosztowny wynajem czy zakup mieszkania i wieloletni kredyt? Kredyt, który podobno lepiej spaja związek niż sakramentalne śluby. Wiele osób przyjmuje taki stan rzeczy jak wyrok. Pozostali starają się znaleźć inne rozwiązania, bo zwyczajnie nie stać ich na standardowy pakiet. To m.in. z myślą o tej grupie konsumentów coraz więcej deweloperów decyduje się na budowę mikroapartamentów – wykończonych w wysokim standardzie i usytuowanych w doborowych lokalizacjach. Takie apartamenty są atrakcyjne nie tylko dla konsumentów, lecz również dla inwestorów. Jak podaje Patrizia AG, niemiecka firma od 35 lat specjalizująca się w inwestycjach w nieruchomości, stopa zwrotu w przypadku takich mikroapartamentów wynosi co najmniej od 3,5 do 4,5 proc. rocznie.

Decydując się na zakup mieszkania warto zachować sobie odpowiedni budżet na jego urządzenie. Podczas urządzania łazienki, decydujmy się na proste i komfortowe rozwiązania. Szeroką ofertę produktów do urządzenia znajdziesz tutaj: lazienkaplus.pl

Żeby lepiej zrozumieć boom na niewielkie, nowoczesne apartamenty, należy wziąć pod lupę koncepcję, która leży u jego podstaw, czyli tzw. microliving. To nic innego, jak sztuka redukowania do minimum rozmiarów własnego lokum, przy zachowaniu możliwie jak największej liczby funkcjonalności. To minimum jest zawsze kwestią subiektywną. Definicja nie przewiduje konkretnego metrażu; w Stanach może to być 45 m2/os., a w Japonii zaledwie kilka. Faktem jest, że microliving jako trend mieszkaniowy istnieje już od lat i prężnie rozwija się w globalnych metropoliach, gdzie nieruchomości w centrum (blisko miejsc pracy i ośrodka kultury) są horrendalnie drogie.

Samodzielność w wielkim mieście

Szukanie oszczędności to nie jedyna przyczyna popularności microlivingu. Stefan Breit z Instytutu Gottlieba Duttweilera (GDI), współautor raportu pt. “Microliving. Mieszkanie w miastach XXI wieku”, traktuje malutkie mieszkania jako zjawisko społeczne oraz wypadkową dwóch dużych trendów: indywidualizacji i zagęszczania.

Po pierwsze, we współczesnym świecie człowiek jest coraz mniej zdany na wsparcie wspólnoty. Staje się samowystarczalny, ufa we własne siły, potrafi sobie poradzić. Mieszka sam, bo…  może. I nie musi to wynikać z egoizmu. Po drugie, postępująca urbanizacja, a więc proces zagęszczania ludności na obszarach miejskich, powoduje, że coraz mniej miejsca pozostaje do dyspozycji. Kto chce mieszkać samodzielnie, musi pogodzić się z tym, że to nie będzie wielki apartament.

Marta Telenda, prezes zarządu Colivii, pierwszej w Polsce firmy zajmującej się colivingiem

Okazuje się, że te rozmiary przestają być kwestią prestiżu. Swoje pieniądze coraz częściej wolimy wydawać na przyjemności, przygody, podróże. Małe lokum – coś, co kojarzyło się dotąd z koniecznością, kompromisem i wyrzeczeniem, zaczyna być postrzegane jako rzecz świadomego wyboru, atrakcyjnego i modnego sposobu na mieszkanie. W pewnym sensie microliving jest powrotem do (nie tak odległej) przeszłości, kiedy ludzie gnieździli się na małej powierzchni. W 1995 r. tylko 18% mieszkańców miast (na świecie) miało w swoim domu przynajmniej 20 m2 na osobę. Tyle tylko, że teraz nie jest to wcale wymuszone ani biedą, ani przez bezdusznych właścicieli nieruchomości, którzy wykorzystują najemców do maksimum, nie dbając o ich komfort.

Mniej znaczy więcej

Dzisiejsze mikroapartamenty są świetnie zaprojektowane i wykończone. Przykładem może być współczesne budownictwo modułowe. Wprawdzie może się ono źle kojarzyć – z kontenerami dla robotników albo blokowiskami-straszydłami z wielkiej płyty – ale pod względem wykonania i designu jest zupełnie nową jakością i kuszącą alternatywą dla drogich, grodzonych osiedli. Z prefabrykowanych segmentów buduje się już nie tylko pawilony biurowe, ale też szkoły, szpitale, hotele i właśnie mieszkania. Nie tylko poziom wykończenia, ale również efektywność energetyczna takich budynków bywa zaskakująco wysoka.

Wybór małego mieszkanka jest tak naprawdę wynikiem poważnej refleksji: z jak wielu rzeczy mogę zrezygnować, żeby wreszcie znaleźć się “na swoim”. Gdy człowiek musi rozwiązywać takie dylematy, okazuje się, że wiele potrzeb życiowych nie wymaga już tak dużej przestrzeni jak dawniej. W skrajnych przypadkach microliving redukuje dom do jednej funkcji: schronienia i własnego, bezpiecznego miejsca. Doskonale obrazują to biedne mieszkanka-trumny w najdroższym na świecie rynku mieszkaniowym Hongkongu, chociaż są one raczej wypaczeniem tej idei – swoistą patologią. O wiele lepiej oddają ją kondominia, które jak grzyby po deszczu pojawiają się w Azji Południowo-Wschodniej.

Własne cztery kąty w takim budynku to marzenie niejednego Taja czy Filipińczyka. Faktycznie mamy tu do czynienia z niewielkimi przestrzeniami życiowymi. Mieszkania typu studio mają często niewiele ponad 20 m2, a większe, jednopokojowe, po 35 m2. Rozmiarami przypominają więc pokoje w budżetowych hotelach. W Krainie Uśmiechu takie apartamenty często nie mają nawet okapu czy kuchenki. Tak jest w przypadku popularnych kondominiów Lumpini Place. Tajowie zaopatrują się w niewielkie, przenośne płyty indukcyjne, ale i tak najczęściej jedzą na mieście. Niewielki metraż deweloperzy nadrabiają nowoczesnym wykończeniem i przestrzeniami wspólnymi, takimi jak baseny, siłownie czy miejsca wydzielone do pracy, w których można podłączyć laptopa do prądu i bezpłatnego wi-fi. Dzięki temu w azjatyckich kondominiach żyje się naprawdę przyjemnie.

Marcel Płoszczyński, CEO agencji public relations Lightbe, który firmę prowadzi zdalnie, mieszkając w Tajlandii

Przykładów microlivingu nie trzeba szukać w okolicach równika. Trend ten obecny jest również nad Wisłą. Wystarczy spojrzeć na oferty deweloperske w dużych polskich aglomeracjach. Powód? Ten sam, co w każdym innym kraju, gdzie microliving zdobywa popularność.

Wynika to z wysokich cen gruntów. Teoretycznie mamy coraz więcej, ale praktycznie… niekoniecznie. Tak jak kiedyś minimalną powierzchnią dla salonu było 20 m2 w mieszkaniach z wielkiej płyty, tak obecna średnia w nowym budownictwie to już 16 m2. Co ciekawe, pokolenie obecnych dziadków i babć nie musiało spłacać trzydziestoletnich kredytów. W dobie PRL słusznie narzekano na sytuację mieszkaniową, ale dziś, paradoksalnie, własne lokum jest jeszcze trudniej dostępne niż wtedy.

Robert Kucharski, architekt z warszawskiego biura Kucharski Architekci

Odpowiedź na wielkomiejską samotność

Małe, samotne mieszkanie, choćby przytulnie i funkcjonalnie urządzone, kojarzy się z izolacją społeczną. Ludzie pozamykani w swoich pudełkach – czy do tego dąży społeczeństwo? Czy chcemy takiej alienacji? Wnioski nie są tak proste, bo paradoksalnie, wraz ze zwiększającą się popularnością samodzielnego zamieszkiwania, rośnie potrzeba wspólnoty.

Skąd to wiadomo? Wystarczy zauważyć, jak doskonale microliving krzyżuje się i uzupełnia z colivingiem.

Coliving jest zjawiskiem stosunkowo nowym, które można sprowadzać do prostej zasady: dzielenie przestrzeni wspólnych, takich jak salon, kuchnia czy ogródek. Jednocześnie każdy z lokatorów posiada własny pokój z łazienką i może w pełni cieszyć się prywatnością. Jest ona niezwykle istotna, lecz prawdziwą siłą colivingu są relacje z innymi członkami wspólnoty, które czynią go receptą na współczesną epidemię samotności.

Marta Telenda

Jej zdaniem wysoka jakość jest cechą wspólną micro- i colivingu; tak samo jak dbanie o solidne i piękne wykończenie, atrakcyjną lokalizację i zapewnienie wielu istotnych funkcjonalności.

Wykorzystać wspólny mianownik

Zarządcy nieruchomości, tacy jak Colivia, łączą ludzi o często podobnych wartościach, co sprzyja budowaniu więzi. Nie jest to jednak działanie odgórne – na coliving zazwyczaj decydują się single i milenialsi, którzy z sukcesem rozwijają się zawodowo, lecz poza karierą liczą się dla nich również relacje z innymi.

Analizując globalny rynek nieruchomości i trendy społeczne, jesteśmy przekonani, że coliving przyjmie się u nas doskonale. Młodzi Polacy mają wysokie oczekiwania co do jakości usług, obejmujących coraz to nowe dziedziny życia. Czemu nie dołączyć do tego doskonale wyposażonego mieszkania w świetnej lokalizacji, w którym można zamieszkać od tak, bez zbędnych formalności i obostrzeń wynikających z tradycyjnych umów najmu? Coliving to usługa, która bez dwóch zdań mieści się w kategorii user friendly i to jest jej największą siłą.

Marta Telenda

W podobnym duchu wypowiada się Robert Kucharski. Jego zdaniem przedsięwzięcia biznesowe, które wpisują się w microliving, mają obecnie duże szanse powodzenia, jak chociażby tzw. “domy dostępne”, projektowane skromnie, z myślą o inwestorach z przeciętnymi zasobami.

Takie małe domy są odpowiedzią na wiele pytań oraz potrzeb, przede wszystkim mobilności. Co, kiedy dzieci wyrosną i wyprowadzą się? Jak będę mógł je wesprzeć mieszkaniowo? Gdzie sam zamieszkam? Jak mogę odciąć się od wielkiego miasta? Czy stać mnie na letni domek? wylicza architekt.

Robert Kucharski

Zwraca on również uwagę, że w Niemczech budownictwo socjalne przewiduje minimum 80 m2 na cztery osoby. Jak na polskie warunki jest to dużo. Mieszkania są ciasne i trudno się dziwić, że microliving nie jest jeszcze tak rozpowszechniony w naszym kraju. Wciąż może kojarzyć się ze złem koniecznym. Ale to prawdopodobnie zmieni się już niedługo.

Przyszłość jest mikro?

O potencjale tego rynku świadczy chociażby inwestycja luksemburskiego holdingu Corestate Capital, który zarządza inwestycjami w nieruchomości. Corestate zainwestował 73 mln euro w zakup swoich pierwszych mikronieruchomości w Polsce dla Bain Capital Credit. Ale to dopiero początek, bo partnerstwo inwestycyjne obu firm ukierunkowane na ten segment rynku (mieszkań studenckich i apartamentów usługowych) opiewa na 500 mln euro.

Czy globalne i długotrwałe trendy, takie jak microliving, zmienią architekturę naszych miast? A może będziemy jedynie adaptować to, co mamy do dyspozycji?  To, jak daleko zajdą zmiany, zależy w dużej mierze od kontekstu kulturowego.

Decydujące znaczenie mogą mieć zmienne architektoniczne, które wpływają na to, jak postrzegamy duże zagęszczenie. Jesteśmy w stanie dzielić z innymi mniejszą przestrzeń, jeśli budynki i wnętrza są dobrze zaprojektowane: większe wydają się pomieszczenia prostokątne, preferujemy więcej otworów okiennych i drzwiowych oraz dobre oświetlenie, unikamy długich korytarzy i wysokich budynków o mniejszym poczuciu bezpieczeństwa i kontroli.

Monika Kucharska, architekt


Źródło: Informacja prasowa Colivia

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

Ukryty potencjał 5,77 mln budynków w Polsce

budynki w Polsce

Według analiz opartych na danych zawartych w bazie GfK Address Points 5,77 mln budynków zamieszkałych przez Polaków stanowi istotną rezerwę finansową mogącą wspomagać i kształtować popyt konsumencki w najbliższych latach.

Mieszkańcy Polski zamieszkują w 5,77 mln budynków, w których w sumie znajduje się prawie 12 mln lokali mieszkalnych. Największe wyzwanie urbanistyczne stanowi województwo mazowieckie, gdzie znajduje się ponad 765 tys. budynków mieszkalnych, z kolei najmniejsze wyzwanie napotkają urbaniści w województwie lubuskim, gdzie znajduje się niemal 150 tys. budynków mieszkalnych.

Oprócz ogólnej liczby budynków, województwa różnią się także strukturą budynków jednorodzinnych i wielorodzinnych. Według danych GfK Address Points najwyższy odsetek budynków jednorodzinnych występuje w województwie podkarpackim (97 proc.), a najniższy w województwie zachodniopomorskim (72 proc.).

Przeciętna siła nabywcza mieszkańca w budynku jednorodzinnym wynosi rocznie 28982 PLN, a w budynku wielorodzinnym 36486 PLN. Kwoty te ilustrują wydatki ludności ponoszone na żywność, mieszkanie, usługi, energię, prywatne plany emerytalne i ubezpieczeniowe oraz pozostałe wydatki, takie jak np. wakacje, transport.

Przy założeniu, że wdrożony zostanie skuteczny rządowy program (w skali makro) optymalizacji energetycznej budynków mieszkalnych oraz jednocześnie zacznie działać systemowe wsparcie rozwoju mikroinstalacji OZE wytwarzających ciepło oraz energię elektryczną, to oba te fakty nie tylko istotnie przyczynią się do uniezależnienia Polski od paliw kopalnych i poprawy ogólnej jakości powietrza, ale także pozytywnie oddziaływać będą na sferę konsumencką. Uruchomienie krajowych programów realnie wspierających inwestycje w mikroinstalacje OZE oraz optymalizację energetyczną budynków uwolni ukryty potencjał zarówno 5,77 mln budynków, ale także gospodarstw domowych je zamieszkujących. Gospodarczy wpływ inwestycji w unowocześnienie budynków, w technologie produkujące energię cieplną (lub je oszczędzające) byłyby dla użytkujących je gospodarstw domowych źródłem istotnych oszczędności. Środki niewydatkowane na zakup energii mogłyby być przeznaczane na inne cele, zwiększając tym samym efektywność gospodarowania zasobami finansowymi ludności. Popyt konsumencki przesunąłby się z artykułów pierwszej potrzeby (paliwa potrzebne do ogrzewania) na dobra wyższego rzędu (usługi, towary przemysłowe). Według szacunków sporządzonych na podstawie danych z bazy GfK Address Points wynika, iż nastąpiłoby przesunięcie w ramach struktury siły nabywczej Polaków, istotnie zwiększając jej komponent dotyczący wydatków w handlu.

W Polsce budynki w ogóle, a w szczególności budynki jednorodzinne, nadal stanowią niewykorzystany rezerwuar ukrytego potencjału siły nabywczej do pobudzania popytu konsumenckiego. W budynkach jednorodzinnych mieszka obecnie ponad 20 mln osób, a przeciętna siła nabywcza przypadająca w nich na gospodarstwo domowe wynosi niemal 100 tys. PLN w perspektywie roku. Uwolnienie i przekierowanie części tej kwoty, z wydatków przeznaczanych na energię na inne wydatki konsumenckie, bez wątpienia stałoby się istotnym impulsem w procesie wychodzenia polskiej gospodarki z kryzysu wywołanego pandemią.

Agnieszka Szlaska-Bąk, Client Business Partner w GfK

O badaniu

Baza GfK Address Points

Zawiera dane o strukturze budynków, mieszkańców, siły nabywczej, zakupów, strefy dojazdu do najbliższego centrum handlowego czy innej kategorii punktu sprzedaży. Dane te służą do wzbogacania danych CRM, zwiększania efektywności modeli predykcyjnych, analizy ekspansji i oceny lokalizacji (precyzyjna ocena potencjału strefy oddziaływania i analiza sąsiedztwa), w działaniach marketingowych (analiza profili mieszkańców), w systemach analitycznych Business Intelligence, w Systemach Informacji Geograficznej (GIS).

Siła nabywcza

Analizy dostępne dla 42 europejskich państw, ze szczegółowymi danymi na temat regionów, do poziomu gmin i kodów pocztowych, wraz z dopasowanymi danymi dotyczącymi mieszkańców i gospodarstw domowych oraz mapami cyfrowymi.

Siła nabywcza jest rozumiana jako dochód rozporządzalny po odjęciu podatków i darowizn, z uwzględnieniem ewentualnych świadczeń państwowych. Badanie wskazuje poziom siły nabywczej na osobę w danym roku wyrażony w euro i jako wartość zindeksowaną. Ranking siły nabywczej GfK jest tworzony w oparciu o nominalny dochód rozporządzalny populacji, co oznacza, że podane wartości nie uwzględniają inflacji. Wyliczenia są przeprowadzane na podstawie danych statystycznych dotyczących wysokości dochodów i zarobków, świadczeń państwowych oraz prognoz instytucji gospodarczych. Konsumenci wykorzystują ogólną siłę nabywczą na pokrycie wydatków takich jak żywność, mieszkanie, usługi, energia, prywatne plany emerytalne i ubezpieczeniowe oraz pozostałe wydatki takie jak wakacje, transport i nabytki konsumenckie.


Źródło: Informacja prasowa GfK

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

Przekrój inwestycji SGI w Szczecinie i Łodzi

Polacy lubią lokować swoje pieniądze w inwestycjach stabilnych i przynoszących długofalowe zyski. Z tego względu jedną z ulubionych form inwestycji w Polsce jest zakup mieszkania pod wynajem. Nie jest to jednak najprostszy sposób inwestowania pieniędzy. Z zakupem mieszkania wiąże się wiele plusów ale także duże ryzyko.

O czym należy pamiętać?

Kiedy zastanawiamy się nad zakupem mieszkania pod inwestycje, warto pamiętać o dwóch rzeczach.

Po pierwsze, mieszkanie może kupić każdy, niezależnie od stanu portfela. Nie ma zasady mówiącej o tym, do kogo skierowany jest ten biznes. Niezależnie od stanu majątkowego, dzięki kredytowi możemy zainwestować w lokal, który początkowo może się wydawać dla nas nieosiągalny ze względu na cenę.

Po drugie inwestycja w mieszkania to biznes, który się zwraca i przynosi zyski, ale dopiero po latach. To może odstraszać wielu potencjalnych kupców, jednak dzięki pierwszemu aspektowi, wielu z nich jednak decyduje się na takie inwestycje.

Czy to się opłaca?

Według danych z analizy rentowności wynajmu w poszczególnych polskich miastach przeprowadzonej przez Home Broker, najwyższą rentowność mieszkań ma Gdańsk – 6,81%. Później kolejno Warszawa, Katowice, Łódź, Wrocław, Zielona Góra i Bydgoszcz powyżej 5%. Dość wysoko w rankingu są również Kielce, Szczecin czy Białystok (powyżej 4,5%).

Dla porównania przyjrzyjmy się bliżej średnim stawkom najmu mieszkań w trzech miastach — Warszawie, Łodzi i Szczecinie (dane pochodzą z lipca 2018 – Bankier.pl). Średnia cena wynajmu mieszkania o powierzchni do 38 metrów kwadratowych w Warszawie wynosi 2 034 zł. Jest to prawie dwukrotnie więcej niż w Łodzi, gdzie stawka za ten sam metraż wynosi 1 079 zł. W Szczecinie cena jest nieco wyższa niż w Łodzi i wynosi 1 265 zł. Jeśli chodzi o duże mieszkania, stosunkowo najniższa cena jest w Szczecinie. Cena za wynajem lokalu o wielkości od 60 do 90 metrów kwadratowych to ok 180% ceny za metraż do 38 metrów. Natomiast stawki w Łodzi i Warszawie są ponad dwukrotnie większe od mieszkań do 38 metrów. Średnie ceny zakupu za metr kwadratowy w tych miastach wynoszą odpowiednio: Warszawa – 7 507 zł, Szczecin – 5 150 zł oraz Łódź – 4 322 zł (dane pochodzą z maja 2018 roku — Home Broker). Widzimy zatem, że bardziej opłacalny jest zakup mieszkania w Szczecinie niż w Warszawie ze względu na podobną rentowność, a znaczną różnicę w cenie mieszkań.

Czy warto kupić mieszkanie od dewelopera?

Jeśli chcemy kupić mieszkanie pod wynajem i nie zależy nam na czasie czy lokalizacji, a przede wszystkim wolimy urządzić mieszkanie od podstaw według własnych upodobań, zamiast przeprowadzać kosztowny remont, możemy się pokusić o przejrzenie ofert deweloperskich.

Przykładowo SGI, deweloper ze Szczecina oferujący mieszkania w kilku polskich miastach największą ofertę przedstawia właśnie w Szczecinie. Mamy do wyboru mieszkania dostępne w czterech nowych osiedlach.

Nautica III i Nautica IV zlokalizowane blisko centrum. Jako jeden z atutów, deweloper Szczecin podkreśla, że osiedla powstały w bezpośrednim sąsiedztwie centrum miasta i terenów zielonych takich jak parki czy Bulwary nad Odrą.

Kolejne dwa osiedla — Księcia Warcisława i Chabrowe Osiedle są zlokalizowane w nieco większej odległości od centrum, ale są bardzo dobrze skomunikowane z pozostałymi częściami miasta. Ceny mieszkań SGI w Szczecinie plasują się pomiędzy 340 a 590 tysięcy złotych brutto.

Ten sam deweloper w Łodzi oferuje nam mieszkania w obrębie trzech osiedli: Lawendowe Osiedle, Sokołówka II oraz Barciński Park. Ceny mieszkań w Łodzi zaczynają się od 319 tysięcy złotych. Mieszkania większe o powierzchni ponad 150 metrów kwadratowych wycenione są na około 860 tysięcy złotych brutto.

Anita Florek

Deweloperzy nie ustają w poszukiwaniach gruntów pod nowe osiedla

Od początku roku napływają bardzo optymistyczne informacje dotyczące branży deweloperskiej. Trwa złoty okres dla deweloperów, popyt na nowe mieszkania wciąż jest wysoki, a inwestorzy chcąc sprostać tak dużemu zainteresowaniu, rozpoczynają budowę kolejnych inwestycji. W tym celu szukają terenów pod nowe osiedla.

Polska stała się ostatnio swoistym placem budowy. GUS podaje, że w pierwszym półroczu 2017 deweloperzy rozpoczęli prawie 54 tys. budów, a do użytkowania oddano ponad 37 tys. mieszkań. Nie dziwi zatem widok budujących się osiedli.

To dobra informacja, ponieważ popyt jest wysoki, a braki w mieszkaniach wciąż widoczne. Eurostat w swoim raporcie na temat mieszkalnictwa obliczyło, że na jednego Polaka przypada 1,1 pokoju. Zgodnie z takimi danymi, Lion’s Bank szacuje, że potrzeba jeszcze 8 mln lokali, by udało się doścignąć średnią europejską (1,6).

 

Przezorny, zawsze zabezpieczony

Z raportu przygotowanego przez portal Bankier.pl wynika, że w lipcu średnie ceny gruntów budowlanych w Krakowie kształtowały się na poziomie 364 zł/mkw, we Wrocławiu 310 zł/mkw, a dla porównania w Katowicach – 274 zł/mkw.

Po majowych podwyżkach nastąpiło ostudzenie i wszystkie trzy miasta odnotowały spadek cen. To dobra informacja dla inwestorów, ale eksperci uważają jednak, że w dłuższej perspektywie rozgrzanemu rynkowi grozi wzrost cen ziemi oraz droższe kredyty z powodu rosnącej inflacji i możliwej podwyżki stóp procentowych.

Bezpieczniej mogą czuć się inwestorzy, którzy zakupili grunty kilka lat temu. Aktualnie możemy się pochwalić dużym bankiem ziemi – mówi Piotr Kijanka, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Grupie Deweloperskiej Geo. – Grunty nabywaliśmy już jakiś czas temu, kiedy były tańsze niż obecnie. W ten sposób nie musimy się martwić o nowe tereny, choć nie ustajemy w poszukiwaniach, możemy zaproponować konkurencyjne ceny, ponieważ poniesione przez nas wówczas koszty były niższe – dodaje.

 

Nowe grunty, nowe możliwości

W branży deweloperskiej należy jednak być stale czujnym i nieustannie monitorować lokalne rynki. Wiele inwestycji powstaje na obrzeżach miasta. Deweloperzy szukają terenów dobrze skomunikowanych z centrum miasta, ale również biorą pod uwagę planowany rozwój i modernizacje danej dzielnicy. To bardzo ważne w tej branży, przewidywanie zmian i komunikowanie ich już na wstępnym etapie realizacji budowy.

Swoje inwestycje budujemy w kilku miastach w kraju, przy ich wyborze kierujemy się potencjałem danej lokalizacji. Mamy zróżnicowaną ofertę przeznaczoną dla różnych grup docelowych. Wybieramy zarówno centra miast, jak i dalsze okolice, gdzie w przyszłości planowana jest rozbudowa infrastruktury. W Krakowie aktualnie realizujemy kolejne etapy dotychczasowych inwestycji, ale już pod koniec roku, mamy zamiar rozpocząć realizację nowego projektu. Podobnie w Katowicach, gdzie w IV kwartale startujemy z budową kolejnej inwestycji, która powstanie w atrakcyjnej części miasta. W ten sposób rozbudujemy ofertę o ponad 400 mieszkań – dodaje.

Rynek pierwotny od kilku lat odnotowuje rekordową liczbę zakończonych inwestycji, a pozwoleń na budowę także przybywa. Nie dziwi więc zainteresowanie nowymi parcelami. W 2015 r. rynek gruntów inwestycyjnych dynamicznie się rozwinął. Przede wszystkim właśnie dzięki firmom deweloperskim, które zachęcone rekordami sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym, zaczęły kupować grunty. Taka tendencja powinna się utrzymać przez najbliższy czas.

 

 

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

Kolejne rekordy na rynku mieszkaniowym

Już od dłuższego czasu branża deweloperska informuje o doskonałych wynikach sprzedaży. Dziś wiemy o kolejnych rekordach na rynku nieruchomości - nigdy wcześniej nie rozpoczęto tak wielu budów i nie wydano tak wielu pozwoleń na realizację następnych. Czy rynek pierwotny poradzi sobie z rekordowo wysoką podażą?

Tendencja wzrostowa jest zauważalna od kilku lat. Raport GUS podsumowuje wyniki z pierwszych sześciu miesięcy tego roku. Najwyższy wynik w historii polskiego budownictwa zanotował ponad 37,4 tys. sprzedanych mieszkań.

 

Niezwykle optymistyczne dane

Najbardziej zbliżony do obecnego wynik zanotowano w trakcie pozytywnej koniunktury 8 lat temu, kiedy to przekroczono barierę 35 tys. zawartych transakcji. W stosunku do poprzednich dwóch półroczy liczba nowo rozpoczętych budów wzrosła o jedną czwartą. Jeszcze większy wzrost, bo aż o 45%, zanotowano przy wydanych pozwoleniach na kolejne budowy.

Do tego dochodzi jeszcze nowelizacja ustawy o MdM, która na początku sierpnia uruchomiła dodatkową pulę dofinansowania. Cały program cieszy się ogromną popularnością, dlatego nie dziwi fakt, że środki wyczerpały się w zaledwie parę godzin. To z kolei przełoży się na kolejny wzrost sprzedaży mieszkań – zauważa Piotr Kijanka.

 

Deweloperzy na wznoszącej fali

Złoty okres deweloperów trwa w najlepsze. Sytuacja ekonomiczna sprzyja rozwojowi na rynku nieruchomości. Od dłuższego czasu stopy procentowe utrzymywane są na rekordowo niskim poziomie, co sprzyja zakupom inwestycyjnym za gotówkę. Podaż odpowiada popytowi, który wydaje się nie słabnąć.

Prognozujemy, że w najbliższych miesiącach poziom sprzedaży ponownie wzrośnie  – mówi ekspert Grupy Deweloperskiej Geo. – Mieszkaniówka w Polsce dynamicznie się rozwija, wzrasta świadomość i możliwości kupujących – mamy najniższe w historii bezrobocie, a płace systematycznie rosną. Jedyną zmienną, która może wpłynąć na wyniki, będzie wysokość stóp procentowych. Na razie pozostaną one na tym samym poziomie, ale mamy świadomość, że w niedalekiej przyszłości się zmienią. Nie należy jednak wieścić załamania  – dodaje.

Firma doradcza REAS w swoim najnowszym kwartalnym raporcie przewiduje, że jeśli tempo z pierwszego półrocza utrzyma się, to w całym 2017 roku odnotować będzie można ponad 100 tys. rozpoczętych budów. Prognozy przewidują również, że do końca grudnia liczba sprzedanych lokali przekroczy 72 tys., czyli o 10 tys. więcej niż w ubiegłym roku (61,6 tys.).

 

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

IIością mieszkań chcemy dogonić Europę

Ostatnie kilka lat zmieniło Polskę w swoisty plac budowy. Niemal na każdym kroku widać powstające inwestycje mieszkaniowe, a deweloperzy uzyskują kolejne pozwolenia. Wydawać by się mogło, że niedługo zabraknie rynku zbytu na nowe mieszkania, a tymczasem Polska na tle Europy pod tym względem wciąż wypada słabo. Na 1000 mieszkańców przypada 363 mieszkań, podczas gdy średnia europejska wynosi 435. Dla porównania Austria i Portugalia przewyższają średnią unijną - ponad 500 lokali/ 1000 mieszkańców. Deficyt zmniejsza się co roku, deweloperzy biją rekordy, a rządowe projekty mają na celu podnieść ten wskaźnik.

We wrześniu ubiegłego roku rząd przyjął Narodowy Program Mieszkaniowy, dokument o charakterze strategiczno-programowym, który kompleksowo ujmuje zagadnienia dotyczące polityki mieszkaniowej. To kolejny program rządowy, po Rodzina na swoim czy Mieszkanie dla młodych, ułatwiający Polakom nabycie mieszkania. Tym razem odnosi się w większej mierze do rynku najmu, ale jednocześnie jego celem jest wybudowanie kolejnych nowych mieszkań.

– Do 2030 r. liczba mieszkań przypadająca na 1 tys. mieszkańców powinna osiągnąć wysokość mieszczącą się w aktualnej średniej Unii Europejskiej – mówi Piotr Kijanka, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Grupie Deweloperskiej Geo. – To ok. 2,5 mln nowych mieszkań. Ambitny plan rządu nie jest niemożliwy do zrealizowania. Oprócz rządowych projektów, deweloperzy nie zwolnią tempa, co również wpłynie na podniesienie wskaźnika – dodaje.

 

Procenty w górę

Działania deweloperów już od kilku lat nabierają rozpędu. Padają nowe rekordy ilości pozwoleń na budowę, oddawane są kolejne inwestycje, a co za tym idzie, coraz większa liczba osób staje się właścicielami mieszkań.
Wystarczy spojrzeć na dane GUS-u. W 2013 roku wydano 56 tys. pozwoleń na nowe inwestycje, zakończono wówczas 51,5 tys. budów. W ubiegłym roku wydano 85 tys. pozwoleń, a oddano do użytku 78 tys. nowych lokali, to analogicznie 30 i 20 tys. więcej.

Od początku bieżącego roku do końca maja padły kolejne rekordy: 58 tys. pozwoleń i niemal 30 tys. ukończonych inwestycji mieszkaniowych. Natomiast końcem maja w budowie było 751 tys. mieszkań, to o 3,3 proc. więcej niż przed rokiem.

– Czeka nas wiele pracy, jeżeli chcemy uzyskać wynik zbliżony do średniej europejskiej – wyjaśnia Piotr Kijanka.- Dane są optymistyczne, nawet jeżeli mówimy o tym, że deweloperzy muszą podwoić produkcję. Takie założenie będzie jednak wymagać zmian w prawie, ułatwiających cały proces budowy – dodaje.

 

Nie tylko w ramach programu

Mowa o specustawie, której projekt zaprezentowano w marcu br., a która ma wejść w życie jeszcze w tym roku. Zakłada ona regulacje przyspieszonego trybu w podejmowaniu decyzji w sprawie lokalizacji inwestycji mieszkaniowych w sytuacji, gdy przeznaczenie gruntu jest inne niż mieszkaniowe.

Pierwotnie zmiany miały obejmować jedynie firmy, które wezmą udział w programie rządowym, natomiast po przeanalizowaniu sytuacji stwierdzono, że będą one dotyczyć wszystkich podmiotów. Na razie nie są znane szczegóły, ale udogodnienia przysługiwałyby po spełnieniu konkretnych warunków.

– Przede wszystkim należy skrócić procedury administracyjne – mowa tu o przyspieszeniu procesu regulacji stanu prawnego nieruchomości, wydawaniu uzgodnień i decyzji. W wielu przypadkach czas oczekiwania na pozwolenie przekracza ustawowe 65 dni. Do tego, zanim deweloper złoży wniosek, często musi uzyskać nawet kilkadziesiąt różnego typu uzgodnień. To znacznie wydłuża w czasie proces przygotowania inwestycji – tłumaczy ekspert z Grupy Deweloperskiej Geo.

To od dawna postulowane zmiany, które znacząco mogą wpłynąć na ilość realizowanych inwestycji. Skrócenie terminów uzyskiwania niezbędnych pozwoleń umożliwi deweloperom szybciej reagować na rosnący popyt na mieszkania. Wydaje się, że bez uproszczenia przepisów prawnych regulujących proces budowlany, szybkie dogonienie Europy pod względem ilości mieszkań nie będzie możliwe.

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

Inwestycje z górnej półki. Rynek nieruchomości luksusowych w Polsce

Dla wielu inwestorów w Polsce coraz atrakcyjniejszą opcję stanowią inwestycje w nieruchomości. Także te luksusowe, które nierzadko stanowią drugą czy trzecią metodę lokowania kapitału. Jaki kierunek wybrać, aby zmaksymalizować zysk? Jak w budynki inwestują w Polsce ci najzamożniejsi?

Z powodu niskich stóp procentowych, przechowywanie gotówki na lokatach bankowych nierzadko okazuje się nieopłacalne. Jak zauważają eksperci, nieruchomości wydają się dziś Polakom szczególnie atrakcyjną formą nie tylko ulokowania kapitału, ale i jego powiększenia. – Kiepska kondycja giełdy, zachowawczy charakter obligacji oraz niski poziom oprocentowania depozytów zachęcają Polaków do wycofywania oszczędności z banków i zakupu nieruchomości na wynajem – zauważa Andrzej Szczepanik z firmy OPG Property Professionals.

Najpopularniejszym kierunkiem dla inwestycji w nieruchomości niezmiennie pozostają mieszkania. Wedle danych Narodowego Banku Polskiego większość kupujących nabywa lokale za gotówkę. Jedynie 35% finansowania zakupów nieruchomości stanowią kredyty. – Na przestrzeni ostatnich 12-18 miesięcy zanotowaliśmy wzrost popytu lokali pozyskiwanych z myślą o dalszym wynajmie. Rosnąca konkurencja na rynku sprawia, że inwestorzy coraz częściej stawiają na jakość nieruchomości – dodaje Andrzej Szczepanik. Co składa się na ową jakość? Przede wszystkim: otoczenie, standard architektoniczny, jakość materiałów i technologii oraz udogodnienia.

Mieszkanie dla pieniędzy

Lokalizacja to najważniejsza stała cecha inwestycji. W cenie jest dogodna infrastruktura drogowa, handlowa, edukacyjna, medyczna czy rozrywkowa, choć dobrze jest też mieć dużo zieleni wokół. Choć cisza i spokój często mają niewiele wspólnego ze specyfiką życia w centrum, to na mapach polskich miast pojawiają się inwestycje łączące te z pozoru wykluczające się atuty. Za ciekawy przykład może posłużyć prestiżowy kompleks mieszkaniowy ART MODERN w Łodzi. Osiedle oddalone o zaledwie 15 minut drogi spacerem od ścisłego centrum, zlokalizowane jest pomiędzy pięcioma parkami miejskimi, znajdującymi się w promieniu zaledwie jednego kilometra.

 

 

To, co zdecydowanie wyróżnia nieruchomości mieszkaniowe z górnej półki, to zastosowane technologie i udogodnienia. W segmencie premium za obowiązek przyjmuje się recepcję, monitoring, ochronę czy klimatyzację. W Warszawie, gdzie rynek jest najpojemniejszy, ceny metra kwadratowego apartamentów zaczynają się od kilkunastu tysięcy złotych. Eksperci podkreślają, że inwestycje w tak wysoki standard pozwalają nabywcom uniezależnić się od koniunktury. – Aktywa luksusowe od dawien dawna stanowią stały element portfeli inwestycyjnych najbogatszych, oferując stabilne oparcie oraz bezpieczną lokatę kapitału – tłumaczy Andrzej Szczepanik.

Nie tylko apartamentowce

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tylko w 2016 w ręce nowych nabywców trafiło niemal 2 tysiące posiadłości z kategorii premium, wycenionych na co najmniej 1 milion złotych. Jak wynika z prognoz firmy KPMG, do 2020 wartość rynku nieruchomości luksusowych może sięgnąć prawie 1,5 miliarda złotych. Oznaczałoby to wzrost o 22% w stosunku do roku ubiegłego[1]. Potrzeba posiadania prestiżowych domów czy wakacyjnych apartamentów stanowi konsekwencję zmian w stylu życia najzamożniejszych Polaków, co przybliża nas do rynków w Europie Zachodniej. To, co z kolei nas od nich odróżnia, to wciąż dominująca motywacja inwestycyjna oraz stosunkowo niskie przywiązanie emocjonalne do aktywów luksusowych. Tu rozpoczyna się nisza nieruchomości biurowych, mających przynosić inwestorowi stałe przypływy pieniężne.

W tym segmencie sporym zainteresowaniem cieszą się ostatnio obiekty zabytkowe, adaptowane na potrzeby nowych funkcji. Zakup i renowacja tego typu budynków z reguły bywa bardzo kapitałochłonna, nawet dla najzamożniejszych inwestorów. Aby zoptymalizować parametry na kapitale własnym, eksperci sugerują sięgnięcie po pomoc profesjonalnych zarządców. W ten sposób powstał między innymi projekt Jaracza 47 Prestige. Zdaniem Michała Stysia, szefa OPG Property Professionals, w przypadku tego typu inwestycji właściwe zarządzanie ryzykiem to podstawa sukcesu.

– Dzięki pozyskaniu korzystnego finansowania bankowego, zabytkowa kamienica z XIX w. poddana została gruntownej renowacji, co znacząco zwiększyło wartość nieruchomości. Dokładne zaplanowanie powierzchni oraz wprowadzenie odpowiednich zmian w kubaturze budynku pozwoliło uzyskać ciągłość najmu, a w rezultacie – stabilną inwestycję o niskim poziomie ryzyka dla naszego klienta. Efekt? Prestiżowy dom prawniczy, w którym swoją siedzibę otworzył Baker & McKenzie – jedna z największych międzynarodowych kancelarii prawnych na świecie – podsumowuje.

[1]https://assets.kpmg.com/content/dam/kpmg/pl/pdf/2016/12/pl-Raport-KPMG-Rynek-dobr-luksusowych-w-Polsce-Edycja-2016.pdf

:

Informacja prasowa/opracowanie: Anita Florek

Anita Florek