...

BRIEF dociera do polskich firm i ich pracowników – do wszystkich tych, którzy poszukują inspiracji w biznesie i oczekują informacji o ludziach, trendach i ideach.

Skontaktuj się z nami

Romain Grosjean, kierowca Formuły 1 z simracingową organizacją R8G Sim Racing Team

Formula 1

Kierowcy Formuły 1 przymusowe wakacje związane z epidemią koronawirusa wykorzystują, angażując się w inicjatwy simracingowe. Już prawie 1/3 zawodników startujących w regularnych wyścigach Formuły 1 wzięła udział w organizowanym przez właścicieli Formuły 1 cyklu Virtual Grand Prix. W cyklu VGP oraz w wydarzeniach towarzyszących regularnie stratują Lando Norris, Charles Leclerc, George Russell, Alexander Albon, Antonio Giovinazzi, Nicholas Latifi i Carlos Sainz.

Inny kierunek obrał francuski kierowca teamu HAAS Romain Grosjean, który postanowił zainwestować w profesjonalną organizację simracingową. Grosjean założył zespół R8G Sim Racing Team, który „będzie rywalizował na różnych platformach, a celem jaki stawia przed nową organizacją jej pomysłodawca jest bycie główną siłą w wyścigach online. Skład organizacji oraz cykle w których będę stratowali jej zawodnicy Grosjean ma ogłosić do końca miesiąca. Kierowca francuski w świecie szerokorozumianego motorsportu znany jest jako pasjonat różnych odmian sportów motorowych oraz innowacji związanej z rywalizacją w tym obszarze, dlatego decyzje o  założenie organizacji simracingowej możemy uznać na naturalny krok w karierze Grosjeana. Głównym celem organizacji będzie odnoszenie sukcesów w najpopularniejszych cyklach simracingowych, ale także pomaganie młodym, zdolnym zawodnikom w dostaniu się do najbardziej elitarnych serii wyścigowych jak: Formula 3, Fomuła E czy Formuła 1.

https://www.instagram.com/p/B_AmJPIJxvn/?utm_source=ig_web_copy_link

Organizacja będzie współpracowała ściśle z partnerami macierzystego zespółu Grosjeana z F1 (team HAAS), Richardem Mille’em i MindMaze, oraz z Triple A e-Sports, który już odniósł sukces w wielu imprezach e-sportowych.

Warto wspomnieć, że wielkimi fanem simracingu jest sześciokrotny Mistrz świata Lewis Hamilton, który uczestniczy w wielu simracingowych wydarzeniach i wpiera młodych simracerów i od kilku lat jest ambasadorem jednego z najpopularniejszych tytułów simracingowych Gran Turismo Sport. W ramach współpracy z wydawcą gry Hamilton uczestniczy w oficjalnych eventach dla fanów gry z całego świata. Najlepsi w rywalizacji online mogą podczas zawodów finałowych rywalizować z mistrzem w jednym teamie. Hamiltion także aktywnie współpracuje z wydawcą w obszarze produkcji kolejnych edycji tej już kultowej gry simracingowej.

W ostatnim czasie na łamach Brief Esports publikujemy coraz więcej materiałów dotyczących Simracingu, niedawno publikowaliśmy Wywiad z najlepszymi polskimi zawodnikami.

Zachęcamy do zapoznania się z sekcją Wiedza, gdzie szczegółowo zagłębiamy się w poszczególne zagadnienia. Wcześniej pojawił się tam artykuł autora,  Simracing, czyli wirtualne wyścigi , który wyjaśnia i wprowadza w to zjawisko.

Posiada kilkunastoletnie doświadczenie w zakresie przygotowywania kompleksowych strategii z zakresu marketingu oraz komunikacji w sporcie. Odpowiadał za marketing i biura prasowe przy wydarzeniach rangi Mistrzostw Świata czy Europy. Współpracował z międzynarodowymi federacjami sportowymi. Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI), Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzi (IIHF), Międzynarodowa Federacja narciarska (FIS) oraz UEFA. Odpowiadał za komunikacje eventów z udziałem największych klubów piłkarskich w Europie: Real Madryt, Juventus Turyn, Borussia Dortmund Benfica Lizbona AS Monaco i Szachtar Donieck. Z FC Barceloną współpracował przy wydarzeniach sportowych oraz esportowych w Polsce. W 2018 roku był konsultantem największego ogólnopolskiego badania esportu, realizowanego przez firmę Kantar Media. W ESE Europe współtworzył projekt Rocketmania, międzynarodową ligę esportowa dla organizacji z regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Prowadził szkolenia z zakresu mediów i Social Media dla związków sportowych oraz Instytutu Sportu.

Michał Mango

Simracing od kuchni z #BriefEsports

Jakub i Nikodem

Nowy cykl Brief Esports w którym przedstawimy od kuchni kulisy rywalizacji w simracingu: zawodników, organizatorów wydarzeń profesjonalnych organizacji związanych z tą kategorią gier.

Simracing to obecnie 8% światowego rynku gier. Epidemia koronawirusa sprawiała, że gry wyścigowe stały się niezwykle popularne. Swoje wirtualne wyścigi organizuje Formula 1, amerykański NASCAR czy Formula E. W marcu Międzynarodowa Federacja Sportów Motorowych (FIA) ogłosiła Digital Sport jako jedną z kategorii rywalizacji. Polski Związek Motorowy jako jedna z pierwszych lokalnych Federacji podjęła inicjatywę światowej centrali ogłaszając Mistrzostwa Polski w Digital Motorsporcie (MPDM). Już 26 kwietnia odbędą się pierwsze zawody cyklu. Transmisja z zawodów będzie w Internecie oraz w kanale sportowy Eleven Sports.

W pierwszej części cyklu rozmowa z najlepszymi  polskimi simracerami: Jakubem Brzezińskim i Nikodemem Wiśniewskim zawodnikami Teamu Williams Esports, uczestnikami cyklu Esports WTCC/WTCR. W 2019 roku Jakub Brzeziński został Mistrzem, a Nikodem Wiśniewski Wicemistrzem Świata. W ostatnim czasie Kuba w wirtualnym Grand Prix Formuła 1 (marzec 2020) okazał się lepszy od zapalonego simracera, wschodzącej gwiazdy Formuły 1, Holendra Maxa Verstappena.

Pierwsza gra, która Was wciągnęła? Pamiętacie?

Jakub: Pamiętam doskonale, bo był to rFactor 1 któremu poświęciłem 4 pierwsze lata swojej kariery. Wszystko zaczęło się oczywiście od zainteresowania Formułą 1 i tak przez przypadek na YouTubie trafiłem na filmiki z simracingu. Bardzo spodobała mi się wizja robienia okrążeń po Monaco czy Silverstone dokładnie tak jak robią to prawdziwi kierowcy. W tamtych czasach ścigaliśmy się w małych, polskich ligach w gronie 20-tu osób. To było takie nasze małe podwórko, z którego w sumie wyszło kilka niezłych talentów. Bardzo dobrze wspominam tamte czasy, szczególnie, że mam kontakt z wieloma osobami z tamtych czasów, a niektóre znajomości przeszły nawet do prawdziwego życia.

Nikodem: Moja przygoda rozpoczęła się w 2011 roku, kiedy kupiłem pierwszą kierownicę. Wtedy zapisałem się do polskiej ligi rozgrywanej na platformie F1 Challenge, a później rFactor. Wcześniej co prawda grałem w gry wyścigowe, ale nie robiłem tego online – wyłącznie dla czystej frajdy.

Jak wyglądała Wasza kariera, kiedy granie w gry wyścigowe z pasji przerodziło się w zawód?

Jakub: Tak naprawdę pod względem samej rywalizacji wyglądało to podobnie, z tym że po prostu nie było za to pieniędzy. Myślę, że wtedy wszystko było prostsze, bo ścigaliśmy się tylko dla własnej satysfakcji. Po prostu taką mieliśmy pasję i liczyło się tylko to, żeby pokonać wszystkich innych na torze. Wtedy pamiętam mówiliśmy, że fajnie jakbyśmy chociaż mogli zarobić sobie na sprzęty, potem jakbyśmy mogli chociaż mieć z tego trochę pieniędzy, żebyśmy mogli się utrzymywać z simracingu itd. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Myślę, że teraz największą różnicą jest to jaką uwagę przykładamy do mediów społecznościowych. Prawie tak samo ważne co Twój wynik w wyścigu jest to, jaki zasięg ma post na Facebooku.

Nikodem: Na pewno kamieniem milowym było dołączenie do profesjonalnego zespołu esportowego wspieranego przez ekipę F1. Simracing to ciągle nasza pasja, w dzisiejszych realiach można nieźle zarobić – pule na turniejach są coraz większe. Nigdy nie sądziłem ze będzie to moje źródło utrzymania.

Nikodem SimRacing
Nikodem Wiśniewski

Ile czasu potrzebowaliście, żeby dotrzeć na szczyt? Czy bycie zawodnikiem Williams Esports to spełnienie Waszych marzeń?

Jakub: Ja swoją przygodę z simracingiem zacząłem w 2010 roku, więc prawie 10 lat temu. Nie powiedziałbym jednak, że wypracowanie wysokiego poziomu musi zająć aż tyle czasu. Po prostu przez wiele lat mojej kariery nie istniała scena esportowa i „szczytem” mogło być jedynie wygrywanie wyścigów w małych ligach. Bycie w Williamsie jest na pewno dużym osiągnieciem i śmiałem się nawet, że jakbym 5 lat temu usłyszał, że będę częścią zespołu Formuły 1, to w życiu bym nie uwierzył. Nie mogę tego jednak nazwać spełnieniem marzeń, bo nigdy nie marzyłem o jeżdżeniu dla konkretnej organizacji. Moje marzenia spełnią się, jak będę w stanie wygrać każdy wyścig, w którym biorę udział. Teraz też, kiedy człowiek robi się starszy, spełnieniem marzeń nazwałbym możliwość komfortowego utrzymywania się z simracingu, tak żeby kwestie finansowe nie odwracały uwagi i można było skupić się tylko na ściganiu.

Nikodem: Początki były dosyć trudne, nie rozumiałem kwestii setupów, która jest kluczowa w simracingu. Z czasem po prostu się tego nauczyłem i zacząłem osiągać coraz to lepsze wyniki. Moim marzeniem nigdy nie było zostać zawodnikiem esportowym – natomiast muszę przyznać, ze bycie częścią zespołu F1 to spore wyróżnienie

Co jest marzeniem profesjonalnego zawodnika w simracingu? Bycie najlepszym w swojej profesji czyli simracingu, czy straty w profesjonalnych wyścigach i rajdach?

Jakub: Na ten temat można by napisać książkę, bo ile zawodników tyle opinii. Ja osobiście nigdy nie patrzyłem na simracing jako na drogę do prawdziwego ścigania. Oczywiście jakby ktoś do mnie przyszedł i powiedział, że chce mnie wsadzić do swojego samochodu wyścigowego, to z pewnością bym nie odmówił. Dla mnie jednak simracing zawsze był formą motorsportu, w której moje być albo nie być nie zależy od zachcianek sponsora. W której za fotel wyścigowy nie muszę płacić wkupnego, a jak rozbiję samochód to nie okazuje się nagle, że nie mam czym pojechać następnego wyścigu. Jest to po prostu czysta forma rywalizacji, w której w 95% liczy się talent. Chciałbym się kiedyś przekonać co potrafię w prawdziwym samochodzie, ale moim głównym celem jest bycie najlepszym możliwym simracerem.

Nikodem: Teraz może nie marzeniem, ale bardziej celem jest dla mnie wejście na jeszcze wyższy poziom. Simracing i motorsport to dwie różne dyscypliny. Kiedyś starałem się dążyć do startów w realu, prawdziwy motorsport mnie mocno ekscytuje. Teraz bardziej postrzegam simracing jako moja pasje która przerodziła się w prace. Jeśli pojawi się szansa na realny motorsport to na pewno z niej skorzystam, jednak cala swoja uwagę poświęcam teraz startom w esporcie.

 Jak wygląda dzień profesjonalnego simracera, ile godzi dziennie trenujesz? Czy tylko trening na symulatorze, czy może na profesjonalnym torze wyścigowym?

Jakub: Nasz dzień mocno zależy od tego, jak wygląda terminarz zawodów. Jeśli najbliższy wyścig mamy za dwa tygodnie, to nie ma sensu spędzać po 8 godzin dziennie na jeżdżeniu, bo nie da się trenować ogólnie rozumianego „jeżdżenia”, trzeba się skupiać na konkretnej kombinacji tor – samochód. Z drugiej strony kiedy są takie momenty, że co 2 dni mamy wyścig to zaczyna brakować godzin w dobie. Coś, z czego nie wszyscy sobie chyba zdają sprawę, to fakt, że simracingu nie da się trenować bezmyślnie. Kręcenie kolejnych okrążeń, bez skupiania się na konkretnym celu, nie ma większego sensu. To wszystko sprawia, że poprawne trenowanie wymaga bardzo dużego skupienia od kierowcy, co z kolei oznacza, że nie da się trenować 10h ciągiem. Po prostu człowiek nie jest w stanie utrzymać odpowiednio dużego skupienia przez taki czas. Ja wypracowałem sobie system, w którym trenuję po maksymalnie 3h z rzędu.

W wolny dzień oznacza to więc np. dwie takie sesje treningowe, jedną na początku dnia i drugą na koniec. Co do treningów na prawdziwym torze, to mimo, że simracing i prawdziwe wyścigi mają oczywiste podobieństwa i bardzo dobrze jedna dyscyplina przekłada się na drugą to nic nie zastąpi treningu w grze, na której są zawody. Taki trening jest też oczywiście tańszy i prostszy do wykonania niż jazda na prawdziwym torze, więc o ile przygotowywanie się w symulatorze do prawdziwych wyścigów ma bardzo duży sens, to odwrotnie już nie za bardzo.

Nikodem: Ciężko stwierdzić ile dokładnie czasu spędzamy na trening. W dużej mierze zależy to od tego jakie mamy zawody, jak dobrze czujemy się w danym aucie/ na danym torze. Przyjmijmy ze średnio 15h w tygodniu zajmuje mi trening.

Zespół taki jak Williams znany jest z Formuły 1, wiemy, że zespoły F1 to obecnie wręcz laboratoria jeśli chodzi o przygotowania kierowców, zawodników. A jak to wygląda w przypadku zespołu esportowego, czy trenujecie wspólnie w ośrodku Williamsa, ilu jest kierowców, w jakich kategoriach stratujecie?

Dywizja esportowa nie jest aż tak zaawansowana jak ta część Williamsa odpowiedzialna za F1, nie mamy więc sztabu inżynierów za naszymi plecami. W simracingu nie ma oczywiście konieczności posiadania kilkunastu osób na zapleczu, nie mamy w końcu do czynienia fizycznie z maszynami wyścigowymi. Nie ukrywam, że czekam na ten moment, aż w zespołach esportowych pojawią się osoby odpowiedzialne czysto za pracę nad ustawieniami samochodu, ale myślę, że jest to odległa przyszłość. Za simracingiem nie stoją jeszcze na tyle duże pieniądze, żeby móc pozwolić sobie na latanie do fabryki zespołu tylko w celu treningu, ale Williams stara się wykorzystywać każdą możliwą okazję i tak np. kierowcy F1 Esports, którzy rywalizują w Londynie, goszczą w fabryce Williamsa przed każdą rundą, ponieważ jest to po prostu ekonomicznie opłacalne. W samym Williams Esports mamy około 25 kierowców, nie jest to więc mała liczba. Nasz zespół stara się być najlepszym na jak największej ilości platform, tak więc jeśli jest jakaś gra wyścigowa, na której organizowane są zawody esportowe, to jest duża szansa, że zobaczycie tam kierowców Williamsa.

Nikodem: Nie trenujemy w siedzibie, każdy z nas ma swoje stanowisko w domu. Dzięki temu ze jesteśmy zawodnikami Williamsa – mamy do dyspozycji wysokiej klasy sprzęt- monitory gamingowe Benq, kierownice Fanateca, pedały Heusiknveld czy mocarne komputery Chillblast😊

W Polsce współpracujecie też z Ragnar Simulator, jak wygląda współpraca, czy trenujecie z profesjonalnymi kierowcami?

Jakub: Ragnarowi dużo zawdzięczamy, bo był to pierwszy sponsor w naszej karierze i pozwolił nam pojawić się na scenie międzynarodowej. Można powiedzieć, że dostrzegł w nas to coś zanim udało się to komukolwiek innemu. Od tego czasu pojawiamy się też wspólnie na różnego rodzaju eventach motoryzacyjnych i współpracujemy z prawdziwymi kierowcami trenując do przyszłych wyścigów.

Czy kierowcy profesjonalni z motorsportu startują na tych samych symulatorach, czy możemy mówić o symulatorze dla graczy – gamingowym i profesjonalnym dla kierowców wyścigowych i rajdowych?

Nikodem: W Ragnar Simulator często zdarza mi się trenować z profesjonalnymi kierowcami wyścigowymi. Symulatora też trzeba się nauczyć, przez co niektórzy mogą na początku czuć się nieswojo. Należy pamiętać,  ze symulator to tylko narzędzie treningowe a nie substytut jazdy. Przygotowane wspólnie bloki treningowe pozwalają bardzo dobrze zrozumieć działanie symulatora, podstawowe prawa fizyki i eliminować błędy, które czasami ciężko jest wyłapać w realnym samochodzie.

Simracing ma tą przewagę nad innymi esportami, że kategoria wiekowa jest to znacznie szersza niż w takich grach jak CS:GO i LOL, są i 20 letni, ale też 50 letni simracerzy. Co byś doradził komuś, kto ma np. 30 lat i chciałby spróbować?

Jakub: Nigdy nie jest za późno, żeby spróbować. Co bardzo ważne, a z czego nie zawsze ludzie sobie zdają sprawę i stosują to jako wymówkę, to fakt że wyposażenie wbrew pozorom ma bardzo nieduże znaczenie w simracingu. Jak to się mówi sprzęt sam nie jedzie. Oczywiście, lepsza kierownica sprawi, że ta jazda będzie przyjemniejsza, ale takie same czasy okrążeń można uzyskiwać na bardzo tanim odpowiedniku. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, żeby w wolnej chwili usiąść sobie przed komputerem i trochę pojeździć. Nie ma co nastawiać się od razu na walkę z najlepszymi, bez zebrania doświadczenia nie ma na to raczej szans, ale kto powiedział, że od razu trzeba wygrywać.

Są tytuły takie jak iRacing, w których jesteśmy dopasowywani do innych kierowców o podobnym poziomie umiejętności i można się w nich dobrze bawić bez wieloletniego doświadczenia w simracingu. Mówi się, że w wieku 30-tu lat kierowcy wyścigowi osiągają szczyt formy, także jeśli ktoś chce spróbować swoich sił właśnie wtedy, to nie ma chyba lepszego momentu.

Zachęcamy do zapoznania się z sekcją Wiedza, gdzie szczegółowo zagłębiamy się w poszczególne zagadnienia. Wcześniej pojawił się tam artykuł autora,  Simracing, czyli wirtualne wyścigi , który wyjaśnia i wprowadza w to zjawisko.

Sekcja Wiedza Esports ESE

Posiada kilkunastoletnie doświadczenie w zakresie przygotowywania kompleksowych strategii z zakresu marketingu oraz komunikacji w sporcie. Odpowiadał za marketing i biura prasowe przy wydarzeniach rangi Mistrzostw Świata czy Europy. Współpracował z międzynarodowymi federacjami sportowymi. Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI), Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzi (IIHF), Międzynarodowa Federacja narciarska (FIS) oraz UEFA. Odpowiadał za komunikacje eventów z udziałem największych klubów piłkarskich w Europie: Real Madryt, Juventus Turyn, Borussia Dortmund Benfica Lizbona AS Monaco i Szachtar Donieck. Z FC Barceloną współpracował przy wydarzeniach sportowych oraz esportowych w Polsce. W 2018 roku był konsultantem największego ogólnopolskiego badania esportu, realizowanego przez firmę Kantar Media. W ESE Europe współtworzył projekt Rocketmania, międzynarodową ligę esportowa dla organizacji z regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Prowadził szkolenia z zakresu mediów i Social Media dla związków sportowych oraz Instytutu Sportu.

Michał Mango

Polski Związek Motorowy wprowadza esport jako oficjalną dyscyplinę!

Polski Związek Motorowy Esport

Polski Związek Motorowy (PZM) wkracza w świat sportów elektronicznych. Właśnie powołał do życia nową dyscyplinę – digital motorsport, a Brief Esports ma przyjemność jako pierwszy prezentować tę informacje. Nazwa nie jest przypadkowa, tak bowiem w swoich strukturach Międzynarodowa Federacja Samochodowa FIA określa oficjalnie simracing (wirtualne wyścigi) i wszystkie aktywności z nim związane.

W niedzielę 26 kwietnia 2020 r. odbędzie się pierwszy wyścig organizowany w ramach oficjalnego projektu „Mistrzostwa Polski Digital Motorsport” Polskiego Związku Motorowego i Ragnar Simulator. Na wirtualnym Torze Poznań zobaczymy zarówno realnych jak i esportowych mistrzów.

Projekt realizowany przez PZM to przełomowe wydarzenie zarówno dla motorsportu jak i sportu elektronicznego. Polska jest pierwszym krajem na świecie, który zorganizuje oficjalne mistrzostwa krajowe w digital motorsport, a zwycięzca otrzyma tytuł mistrza Polski na Gali Sportu Samochodowego PZM. Rywalizacja w simracingu wchodzi na zupełnie inny poziom i staje się pełnoprawną dyscypliną obok rajdów, rajdów terenowych, rallycrossu, wyścigów czy wyścigów górskich. Nad jej rozwojem będzie pracować Podkomisja Nowych Technologii GKSS PZM wspólnie z promotorem Ragnar Simulator. Świat zmienia się na naszych oczach, a my zmieniamy się wraz z nim.

Bardzo się cieszę, że wraz z Ragnar Simulator wprowadzamy nową dyscyplinę  – digital motorsport  – realizowaną w randze Mistrzostw Polski.  Ten  przełomowy dla nas  projekt inaugurujemy w roku jubileuszowym 70-lecia PZM.  Wychodzi on naprzeciw nowym tendencjom,  stanowi  ekonomiczną formę rywalizacji sportowej, a jednocześnie –  w obecnym czasie pandemii  – pozwoli  zawodnikom i fanom na prawdziwe ściganie.

Michał Sikora, prezes Polskiego Związku Motorowego

Digital motorsport otwiera nowe możliwości młodym ludziom zainteresowanym sportem elektronicznym, a także wszystkim osobom, które z powodów finansowych nie mają żadnych szans na udział w klasycznym sporcie motorowym. Simracing stanowi nowatorską, drugą ścieżkę realizacji pasji, marzeń, ambicji sportowych i otwiera drogę do kariery. Odpowiada potrzebom młodego pokolenia i uzupełnia realne ściganie dając nowe możliwości treningowe, badawcze i biznesowe. O skali zjawiska przekonaliśmy się w bardzo trudnym czasie pandemii Covid-19.

Projekt digital motorsport, który mamy przyjemność wspólnie rozwijać z Polskim Związkiem Motorowym, ma charakter długofalowy i skupia wokół siebie nie tylko działania esportowe. Naszą misją jest promowanie tradycyjnych wartości sportowych w cyfrowym świecie, umożliwienie rozwoju kariery zawodnikom, stworzenie fantastycznego widowiska dla kibiców oraz uświadamianie społeczeństwa do czego służą symulatory jazdy. Bardzo cieszy mnie podjęta inicjatywa.

Radosław Turek, CEO Ragnar Simulator

Pierwszy event w ramach Mistrzostw Polski Digital Motorsport odbędzie się już 26 kwietnia 2020 r. Zostanie przeprowadzony w formie godzinnego wyścigu (Hour Race znanego z WSMP) na Torze Poznań z jednym wymuszonym pit stopem. Rywalizację poprzedzą 15-minutowe kwalifikacje. W wyścigu wystartuje wielu mistrzów Polski z tradycyjnych kategorii motorsportu.

Wejście Polskiego Związku Motorowego w świat esportu jest konsekwencją globalnych działań marek w tym obszarze i kolejnym przykładem przybliżania esportu do sportu tradycyjnego. We wcześniejszym artykule wyjaśnialiśmy zjawisko Simracingu, czyli wirtualnych wyścigów.

Zaledwie wczoraj pisaliśmy natomiast o bardzo mocnym wejściu giganta w branżę esportu ogłaszając, że BMW rozpoczyna współpracę z pięcioma organizacjami esportowymi.

Posiada kilkunastoletnie doświadczenie w zakresie przygotowywania kompleksowych strategii z zakresu marketingu oraz komunikacji w sporcie. Odpowiadał za marketing i biura prasowe przy wydarzeniach rangi Mistrzostw Świata czy Europy. Współpracował z międzynarodowymi federacjami sportowymi. Międzynarodowa Unia Kolarska (UCI), Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzi (IIHF), Międzynarodowa Federacja narciarska (FIS) oraz UEFA. Odpowiadał za komunikacje eventów z udziałem największych klubów piłkarskich w Europie: Real Madryt, Juventus Turyn, Borussia Dortmund Benfica Lizbona AS Monaco i Szachtar Donieck. Z FC Barceloną współpracował przy wydarzeniach sportowych oraz esportowych w Polsce. W 2018 roku był konsultantem największego ogólnopolskiego badania esportu, realizowanego przez firmę Kantar Media. W ESE Europe współtworzył projekt Rocketmania, międzynarodową ligę esportowa dla organizacji z regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Prowadził szkolenia z zakresu mediów i Social Media dla związków sportowych oraz Instytutu Sportu.

Michał Mango

VERVA Street Racing – już jutro!

W sobotę startuje w Gdyni VERVA Street Racing. Około 40 hektarów w centrum miasta zamieni się w największą arenę motorsportu w Polsce. Podczas dwudniowego show nie zabraknie pokazów na lądzie, zapierających dech w piersiach akrobacji lotniczych i ekstremalnie mocnej łodzi na wodzie. Gościem specjalnym wydarzenia będzie Robert Kubica, który zasiądzie za sterami bolidu Formuły 1. Tego nie można przegapić, dlatego musicie tam być!

W najbliższy weekend Gdynia stanie się motoryzacyjnym centrum Polski. Przez dwa dni będzie ekstremalnie szybko, głośno, dynamicznie, ale także edukacyjnie i muzycznie. Widzowie będą mogli podziwiać wyczyny kierowców na trzech torach: Formuły 1, Action oraz Dakar. Każdy z nich będzie charakteryzował się innymi warunkami, co jeszcze bardziej urozmaici program VERVA Street Racing. Weekendowe show w Gdyni to nie lada gratka dla tych, którzy kochają ryk silników, obłędną prędkość i zapach „palonej gumy”.

 

Główną atrakcją toru F1 będzie występ Roberta Kubicy, który w pokazowym bolidzie wyścigowym zaprezentuje swoje umiejętności. Nie zabraknie rzecz jasna prędkości, mocy i ogłuszającego ryku silnika.

Dziesiąta jubileuszowa, dwudniowa, edycja VERVA Street Racing nieprzypadkowo odbędzie się w Gdyni. To miasto, które wyrosło z marzeń, stawiając sobie ambitne cele, podobnie jak polscy sportowcy, których od wielu lat wspiera PKN ORLEN. Sport to przede wszystkim pozytywne emocje, na które liczymy również podczas zbliżającego się wydarzenia. Dlatego zapraszam wszystkich fanów motorsportu, w szczególności mieszkańców Pomorza, regionu, gdzie będziemy coraz bardziej obecni– mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

 

Oprócz zawodników jeżdżących w barwach ORLEN w wydarzeniu wezmą udział gwiazdy światowego formatu, słowem najlepsi z najlepszych. Swoje umiejętności zaprezentują choćby drifterzy – Paweł Korpuliński czy Piotr Kozłowski, kartingowcy, kierowcy zawodów KIA Platinum Cup, rallycrossu, WRC2 – m.in.: Wojciech Chuchała i Miko Marczyk, driftu ciężarówek, czy Le Mans.

VERVA Street Racing to nie tylko samochody. Na tor wyjadą również motocykle z serii Moto GP. Za sterami klasy Superbike zasiądą zawodnicy z grupy Wójcik Racing Team.. Ponadto motocyklową adrenalinę podniesie także rywalizacja żużlowa pomiędzy Bartoszem Zmarzlikiem a Wiktorem Lampartem. Na torze Action z kolei odbędą się m.in pokazy. FMX, Stuntu oraz freestylowców. Ci ostatni tworzą Team Freestyle Family, który skupia profesjonalnych i najbardziej utytułowanych zawodników freestyle motocross. To właśnie oni zaprezentują szalone wyczyny na motocyklach.

Rozgrzejemy silniki i opony naszych wyczynowych maszyn do granic możliwości. Publiczność może liczyć na niepowtarzalne widowisko z dużą dawką emocji, adrenaliny i domieszką dymu z opon, słowem show dla każdego fana motoryzacji – obiecuje Kuba Przygoński z ORLEN Team.

Goście wydarzenia będą mogli zwiedzić bogaty – liczący ponad 500 pojazdów – park maszyn, których trudno szukać na co dzień na naszych ulicach. Wśród nich m.in. supercars, auta rajdowe, wyścigowe i driftowe, youngtimery, muscle cars, a także motocykle.

Nie pamiętam aż tak bogatego programu VERVA Street Racing, jaki przygotowano w tym roku. Wśród dodatkowych atrakcji znajdą się wyścig na Vespach, czy zmagania w bolidach Formuła Student. Ponadto obok naszych pokazów  na „dakarowym” torze, będzie można również podziwiać niezwykłe akrobacje w powietrzu w wykonaniu grupy Żelazny, Artura Kielaka oraz Wojtka Bógdała. Na wodzie zaś królować będzie ekstremalnie szybka łódź Fountain 29 o mocy 600 KM. Tego nie da się zobaczyć w żadnym innym miejscu – przekonuje Adam Tomiczek, motocyklista ORLEN Team.

VERVA Street Racing to impreza dla całych rodzin, dlatego z myślą o nich została przygotowana Strefa Rodzinna. To tam najmłodsi będą mogli tworzyć makiety samochodów. Będzie też mnóstwo symulatorów gier i innych atrakcji dla dzieci.

Na koniec każdego dnia przy Strefie Rodzinnej odbędą się energetyzujące koncerty z udziałem gwiazd muzyki. Pierwszego dnia scenę rozpalą: Lipali, The Cassino oraz Sylwia Grzeszczak. Z kolei drugiego dnia Luxtorpeda, Daria Zawiałow, a imprezę zakończy C-Bool.

VERVA Street Racing w ten weekend w Gdyni – moc atrakcji i zabawa dla wszystkich! Wstęp wolny.

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

Zaczynamy odliczanie do VERVA Street Racing

Największa motoryzacyjna impreza w Polsce – VERVA Street Racing po raz kolejny wyruszy w trasę po Polsce i tym razem zacumuje w Gdyni. Już za niespełna dwa miesiące, 24-25 sierpnia br., podczas jubileuszowej, dziesiątej edycji wydarzenia wspólnie z fanami sportów motorowych, będziemy jeździć, ścigać się, a nawet latać. PKN ORLEN dla uczestników w każdym wieku zaplanował niesamowite atrakcje, m.in. pokazy załogi ORLEN Team, w tym Roberta Kubicy. PKN ORLEN jest partnerem rankingu 50 Najbardziej Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

Po Warszawie, Płocku i Krakowie tegoroczna VSR zawita nad polskie morze. Wybór miejsca i czasu nie jest przypadkowy. Kierujemy nasze działania prospołeczne szeroko – proporcjonalnie do zasięgu swojej działalności biznesowej. Gdynia, miasto nadmorskie, w okresie wakacyjnym da możliwość udziału w wydarzeniu nie tylko mieszkańcom Trójmiasta, ale też fanom motoryzacji z całej Polski. Jednocześnie bierzemy odpowiedzialność za budowanie relacji z lokalnym otoczeniem, w którym funkcjonujemy, stąd kolejne inicjatywy CSR płyną w stronę Pomorza – powiedział Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

 

Jubileuszowa edycja to spotkania z mistrzami motorsportu, prezentacje pojazdów wyścigowych, rajdowych, militarnych i zabytkowych, a także samochodów przyszłości. Na specjalnie przygotowanej plaży będzie można poczuć adrenalinę, jaką wyzwala ściganie się w prawdziwym samochodzie dakarowym. Do tego pokaz driftu w wykonaniu mistrzów, w tym Kuby Przygońskiego, stuntu motocyklowego i wiele innych motoatrakcji z udziałem m.in. Macieja Giemzy, Adama Tomiczka i Kacpra Wróblewskiego.
Wyjątkowym gościem będzie Robert Kubica, który  pojawi się z bolidami zespołu ROKiT Williams Racing. Jedyny w historii Formuły 1 polski kierowca zaprezentuje swoje umiejętności na specjalnie przygotowanym torze.
W ramach VERVA Street Racing pokazy będzie można także podziwiać na głównych ulicach Gdyni i nadmorskiej plaży. Można powiedzieć, że tegoroczna impreza sięgnie nieba. Zaplanowano bowiem pokazy latania na motoparalotni z trzykrotnym Mistrzem Świata Wojtkiem Bógdałem oraz akrobacje samolotowe słynnej grupy „Żelazny”.
Na uczestników czekać będą jak zawsze dodatkowe atrakcje, paddock dynamiczny, Pit Party, strefa rodzinna i gastronomiczna. Wieczorem koniecznie trzeba zarezerwować czas na koncerty gwiazd polskiej sceny muzycznej.
Dotychczasowe 9 edycji VERVA Street Racing, zgromadziło łącznie ponad 2600 sportowych i wyczynowych pojazdów oraz 580 tysięcy widzów.
Szczegóły wkrótce na www.vervastreetracing.pl

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

Subiektywy przegląd samochodowy

„Kiedy będzie tekst?”. To pytanie od dwóch tygodni brzęczy w słuchawce telefonu, niczym korbowód, który zmienił trajektorię pracy. Miało być tak pięknie... W końcu spełnię swoje młodzieńcze marzenie, będę pisał o samochodach, a może i nawet o szeroko pojętej motoryzacji. Poświęcam im każdą chwilę wolnego czasu, każdą nie-wolną złotówkę, a więc teoretycznie powinienem mieć coś do powiedzenia w tym temacie....

…a jednak zadanie to wcale nie jest takie proste. Bo co można napisać o samochodach? Że są wspaniałe? Że niektóre prowadzą się lepiej niż niejedna nastolatka? Przecież to wie każdy… I wtedy mnie olśniło – „A jeśli tak naprawdę nikt nie wie, jak jest naprawdę?”. Jeśli kupując samochód, nie kupujemy już konkretnych rozwiązań, lecz pewne wyobrażenie o nich? Jeśli specjaliści od „marketingów”, „pijarów” i innych magicznych zabiegów doprowadzili do sytuacji, w której określenia typu 4×4, VTEC, Xdrive, Supercharger, AMG, M Power, Bluetec itp. są tym, co więcej ma mówić o właścicielu samochodu niż o jego (auta) realnych właściwościach? Jeśli tak jest, to ludzkość zaczyna mnie przerażać…

Początek zeszłego stulecia to nowy rozdział w dziejach ludzkości. Oto marzenie człowieka o tym, by przemieszczać się coraz szybciej i to w dowolnie wybranym kierunku, zaczęło się spełniać. Inżynierowie zaczęli swój wyścig, by tworzyć samochody coraz szybsze, coraz piękniejsze i coraz mniej zawodne. Przez sto lat motoryzacji powstały tysiące absolutnie wspaniałych pojaz- dów. A gdzie jesteśmy teraz? W świecie, w którym „termin przydatności do spożycia” samochodu wynosi trzy lata. Później już nie wygląda zbyt urodziwie na tle godnego następcy, następnie psuje się i można go wymienić… O czym zatem będę pisał? O samochodach, które próbują nawiązywać do najlepszych czasów motoryzacji.

page2image1822656
page2image3813856

Na pierwszy ogień pójdzie Mercedes A45 AMG. AMG to skrótowiec, na który każdy liczący się amator motoryzacji reaguje wyraźnym uniesieniem kącików ust – u niektórych można zaobserwować też dyskretne oblizywanie warg. Pochodzi on od nazwisk zbuntowanych pracowników Mercedesa, którzy na wieść o tym, że Benz wycofuje się definitywnie z motorsportu, postanowili w 1967 r. założyć własną fabrykę pod dumnie brzmiącym wpisem do ewidencji gospodarczej „Biuro konstrukcyjne, produkcyjne i testowe silników wyścigowych”. I tak, panowie Aufrecht i Melcher w miejscowości Grossapach w starym młynie zaczęli tworzyć jedne z najlepszych silników na świecie.Co ciekawe, dopiero w 1993 r. powstał pierwszy samochód zbudowany w oficjalnej współpracy z Mercedesem – był to model C36 AMG. Ale nie o tym będzie mowa, koniec dygresji, wracamy do gwiazdy…

A co ma w sobie tak wyjątkowego A45? Po pierwsze, AMG zawsze słynęło z dużych silników i poza jednostkami budowanymi pod koniec lat 80. minionego stulecia na potrzeby DTM do Mercedesa 190 E 2.3 -16 ciężko znaleźć czterocylindrowy silnik stworzony przez AMG. A więc mamy do czynienia z naciąganym lekko, ale jednak, nawiązaniem do motorsportu w najczystszej postaci.

Po drugie, klasa A to samochód stworzony przez Mercedesa z rozsądku, ciężko powiedzieć o nim, że jest super-ekskluzywny, że wpisuje się w historię i filozofię firmy, bo to mały miejski samochód – w podstawowej zaś wersji, wyprodukowany bez gwiazdy na masce, raczej nie porwałby tłumów. A jednak A45 to robi – zachwyca. Proste akcenty sportowe, jak dokładki zderzaków, stylowe felgi, szczególnie te 19-calowe, tylni spoiler, końcówki wydechów są naprawdę dopracowane. Nawet i te zabawne dyfuzory z przodu, przypominające ryby podnawki uczepione rekina, nadają mu drapieżny charakter, mimo że z rekinem kojarzą nam się przeważnie inne samochody.

Oczywiście większość z tych elementów nie przekłada się jednoznacznie na właściwości jezdne – co więcej, niektóre z nich, jak choćby piękne okazałe felgi, te właściwości, szczególnie w mieście, absolutnie redukują. Plomby wypadają na każdej nierówności, a podjazd pod krawężnik zawsze odbywa się w żółwim tempie. To moment, w którym każdy zazdrośnik używa sobie z nas w najlepsze, a co najgorsze, ma sto procent racji, szepcąc pod nosem „Se felgi kupił do miasta”.

Wszystko się jednak zmienia, gdy zjedziemy na równy asfalt. Lęk o pękające felgi ustępuje miejsca ekscytacji płynącej z obcowania z maszyną doskonałą. Automatyczna skrzynia biegów z siedmioma biegami do przodu, ponoć mająca trochę wspólnego z wyczynowym tworem, jaki montowany jest w Mercedesie AMG GT, działa błyskawicznie – w końcu co dwa sprzęgła to nie jedno. Hamulce są jak brzytwa, ale wcale nie działają zero-jedynkowo. Hamujesz spokojnie, to hamujesz spokojnie, chcesz się odhamować z 200 km/h, wciskasz pedał, zapierając się miednicą o fotel, i samochód staje dęba bez poczucia, że układ hamulcowy spuchł i ledwo dycha zipie z przegrzania. Dodajmy do tego opcjonalne fotele kubełkowe Recaro, opcjonalną kierownicę obszytą zamszem, opcjonalny wydech AMG i poza dodatkową kwotą kilkudziesięciu tysięcy złotych na fakturze zakupu dostajemy dodatkowe elementy, które absolutnie potęgują poczucie obcowania z samochodem nie usportowionym, nie pseudosportowym, lecz bardzo sportowym.

page2image1825120
page2image1824448      page2image1824672

Mercedes bardzo dobrze przemyślał to, jak zrobić zamieszanie wokół debiutu w segmencie hot hatch. Recepta wydawała się banalna i oczywista, a jednak nikt nie pojawił się na rynku, robiąc tyle zamieszania w tak teoretycznie prosty sposób. Co to za strategia? Przeskoczyć konkurencję jak Sergiej Bubka. Po trzydziestu latach prób różnych marek, by „pierwszego” hot hatcha, czyli Golfa GTI, zdetronizować, pojawia się model, który wychodzi na scenę i mówi: „Od dzisiaj rządzę tu ja!”. 360 KM, napęd na cztery koła, dwusprzęgłowa skrzynia, rasowe brzmienie, silnik o pojemności 2 l turbo… i pozamiatane. Jak grać, to grubo. Nawet Audi, które w ostatnich latach, można powiedzieć, zdawało się wieść prym w tej klasie, przyblakło. A gdy tylko wprowadzili wersję RS3 z 367-konnym motorem, to Mercedes, jakby wiedząc, że taka kolej rzeczy nastąpi, od razu wprowadził wersję z silnikiem o mocy 381 km znów przeskakującym osiągami konkurencję.

Jaki z tego morał? Może następnym razem, idąc do salonu, komisu, przeglądając strony aukcyjne w internecie, warto zastanowić się nad tym, co tak naprawdę chcemy kupić – opakowanie czy jednak coś więcej…


Piotr Kempa aka Ken z Bloków. Kierowca wyścigowy, wicemistrz Polski Rallycross 2010, zdobywca drugiego miejsca Pucharu Polski Rallycross 2015, oficjalny promotor Rallycrossu w Polsce w latach 2013-2016. Wiceprezes zarządu RC Promotor Polska. Przerabianie samochodów to jego pasja.

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF