...

BRIEF dociera do polskich firm i ich pracowników – do wszystkich tych, którzy poszukują inspiracji w biznesie i oczekują informacji o ludziach, trendach i ideach.

Skontaktuj się z nami

Marketing w Metaverse teraźniejszość czy wizja przyszłości

digital marketing

Zaraz po dyskusji w trakcie Śniadania ekspertów udało nam się przeprowadzić rozmowę z Arturem Roguskim na temat realnego zastosowania Metaverse w marketingu. Czy firmy oraz konsumenci są na to gotowi? Jakie przeszkody stoją na drodze organizacjom, które chcą spróbować swoich sił w marketingu wirtualnej rzeczywistości?

Dzień dobry, czym się Pan zajmuje oraz czy ma Pan do czynienia z Metaverse na co dzień? 

Od 12 lat pracuje w branży cyfrowej, zajmuje się mediami społecznościowymi. Siłą rzeczy, jeśli metaverse jest tak pchane do przodu przez Marka Zuckerberga i przez Meta no to musi gdzieś być w jakiejś mojej sferze zainteresowań. Jestem również psychologiem z wykształcenia ze specjalizacją media i reklama. No wiec to, że nowa technologia powstają mnie interesuje nie tyle z perspektywy technologicznej, a jak ludzie na to zareaguje i czy to się przyjmie w głowie przeciętnego konsumenta.

No właśnie nawiązując do dyskusji, czy widzi pan potencjał Metaverse w marketingu? Czy może, na razie ludzie są na ten moment na tyle nieobyci z tą technologią, że jeszcze jest to odległa przyszłość?

Najpierw taka technologia musi się upowszechnić, gogle, okulary, wszelki sprzęt hardware musi koniecznie trafić pod strzechy. Mieliśmy przykład VR shopów czy salonów gier, które upadały. W Chinach powstało ich 1200, zanim dotarły one do Polski, to w Chinach już zbankrutowały. Dopiero, jeżeli będą tam ludzie to markom opłacało się będzie wejść w Metaverse.
Ważna jeszcze jedna rzecz, którą ostatnio obserwuje w kontekście mediów społecznościowych. Coraz trudniej jest marketerom wejść w nowe kanały w mediach społecznościowych. Przykład grup na Facebooku, z których korzysta prawie 2 miliardy użytkowników miesięcznie. To, że Facebook umiera, to jest jakaś kpina i kto tak twierdzi, ten powinien wrócić do podstaw i sprawdzić liczby i sprawozdania kwartalne Facebooka. Trudny też wbrew pozorom jest dla marketerów TikTok. To nie jest łatwe medium dla marek i pierwsze z nich, które próbowały na nim działać, najpierw zaliczały potężne wpadki, a ich filmy to był szczyt żenady. Pierwszy taki naturalny sposób na wykorzystanie metaversum przez marketerów to gry. Na przykład grasz w Fortnite i widzisz reklamę Coca Coli i Coca Cola płaci za to miliony dolców, żeby ta reklama się gdzieś tam znalazła. No to też pewnie gry w Metaversum będą zawierały branding i tym podobne.

Nie wierzę za to w idee sklepów, jakieś przymierzalnie i tym podobne. Z tego skorzystamy raz w ramach ciekawostki 5-10 minut i 90% osób pewnie nigdy nie wróci do takiego wirtualnego sklepu. Jednak kupowanie ubrań, dotykanie ich, sprawdzanie tak, a później dopiero ewentualnie zamówienie online zawsze będzie bliższe człowiekowi.

A co z Zalando, przez które przechodzi ogromna ilość zamówień i zakupów? Nie przeczy temu, że ludzie wolą fizyczne zakupy?

To jest taka kwestia, że te zakupy też można później oddać. I jesteśmy bardzo mocno jako konsumenci przyzwyczajeni jednak do robienia tradycyjnych zakupów online. Typu patrzymy na zdjęcia na prawdziwych modelach, możemy spojrzeć na przybliżenia. Obecnie metaverse nie daje nam takich możliwości, aby tak dobrze zobaczyć te produkty. Z tego powodu zdecydowanie łatwiejsze i przyjemniejsze jest wejście na stronę typu Zalando. Niż najpierw kupienie Googli, założenie ich i zainstalowanie aplikacji, aby móc wejść to sklepu. To jeszcze jest za dużo kroków, więc raczej w tę stronę za szybko to nie pójdzie.

Myślę, że pierwsze takie poważne wejścia marketerów to będą gry. Chociażby Beatsaber, który dzisiaj został wspomniany. Jest najbardziej popularny, a zarazem jest jedną z najstarszych gier na VR która ciągle działa i ciągle ludzie w nią grają. Zaangażowane są w nią takie gwiazdy, jak Billie Eilish czy Lady Gaga. Ostatnie dwa music packi były stworzone z muzyką tych dwóch artystek. I ta gra po tylu latach nadal zarabia ogromne pieniądze.

Faktycznie z mojego doświadczenia chyba największym problemem gier na Vr na ten moment jest brak poczucia bycia w grze i idącej za tym przyjemności z rozgrywki? Często sprawiają one wrażenie Dema technologicznego.

Tak, tak, chociaż na przykład Population: One, które jest takim odpowiednikiem Fortnite. Łączysz się albo ze znajomymi, albo losowymi graczami ze świata. Rozmawiacie sobie po angielsku i musicie wygrać i to daje takie poczucie, że to jest gra. Że rywalizujesz, że musisz się oglądać za siebie kto za tobą strzela, kto za tobą biegnie. Kogo ty gonisz.

Rzeczywiście Beatsaber dzięki swojej prostocie mega się utrzymuje na rynku i będzie się utrzymywał dalej. Żaden naśladowca nie powtórzył tego sukcesu no i też osoby grające w Beatsabera wiedzą, że to jest niezłe cardio. Bardzo często lepsze niż niektóre aplikacje treningowe. Łączy przyjemne z pożytecznym, ruch i rywalizacje. W tym jest geniusz tej gry.

 

Artur Roguski

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

„Jedynym prawdziwym powodem, dla którego ludzie powinni udać się na Marsa, jest chęć osiedlenia się”. Rozmowa z Erikiem Bergerem, autorem książki „Odlot” [WYWIAD]

Eric Berger

SpaceX swoimi dokonaniami skupia na sobie uwagę całego świata. Firma Elona Muska zrewolucjonizowała rynek lotów kosmicznych. Eric Berger w swojej książce postanowił w przystępny sposób przybliżyć czytelnikom początki tej gigantycznej organizacji. Czy napisanie tej historii było łatwe? Zapraszamy do przeczytania rozmowy z autorem.

Bartłomiej Podogrocki: Często Elon Musk opisywany jest jako ktoś, kto za wszelką cenę zamierza zrealizować swoje marzenia. Wspomniałeś jednak, z jaką nostalgią mówił o SpaceX. Jak opisałbyś spędzony z nim czas? Czy jest to ten sam człowiek maszyna, którego znamy z przekazów medialnych, czy może pokazał przy tobie swoją ludzką twarz?

Eric Berger: Elon jest zdecydowanie bardziej ludzki, niż się go często przedstawia, czy też w porównaniu z tym jakie wrażenie można odnieść z mediów społecznościowych. Jest ojcem. Jest nerdem. Jest całkiem zabawny. Jednak potrafi też onieśmielać, zadawać trudne pytania i być wymagającym szefem. Jak większość ludzi, Elon jest dość złożoną istotą ludzką, z dobrymi i złymi stronami. To, co go odróżnia, to jego wielka inteligencja oraz niesamowita energia i popęd, by zmieniać świat.

B.P.: Sposób, w jaki książka jest napisana jest wyjątkowy. Perspektywa każdego z głównych pracowników pokazuje jak skomplikowane jest tworzenie tak gigantycznej i złożonej firmy. Czy to był Twój pomysł od początku, czy kluczowa była tu propozycja Elona?

E.B.: Moim pomysłem było opowiedzenie nie historii Elona Muska, ale historii SpaceX. Musk jest oczywiście kluczowy dla tej historii, ale chciałem ożywić innych istotnych członków tego zespołu i pokazać, jak ciężko pracowali i jak wiele dali z siebie, aby umieścić pierwszą rakietę Falcon 1 na orbicie. To była ich historia i jestem wdzięczny, że się nią ze mną podzielili.

B.P.: Czy były jakieś rzeczy, które szczególnie zaskoczyły Cię podczas pisania? Może sposób funkcjonowania firmy lub to, co ludzie o niej mówią. Jakieś historie, których nie udało Ci się zamieścić w książce?

E.B.: Ta książka mogłaby być dwa razy dłuższa, ponieważ wyzwaniom, przed którymi stanęła firma SpaceX i kreatywnym rozwiązaniom, które wymyślili, nie było końca. Moim celem nie było jednak napisanie wyczerpującej historii SpaceX, a raczej dostarczenie czytelnikom przyjemnej lektury, która zobrazuje jak trudną drogę przebyła firma, bez przytłaczania ich nadmierną ilością informacji.

B.P.: Sukces i historia SpaceX mogą być inspirujące. Czy uważasz, że rynek astronautyczny jest na razie nasycony, czy może jest na nim miejsce dla nowych firm?

E.B.: Z pewnością uważam, że rynek startów (kosmicznych) jest nasycony. Jest za dużo firm próbujących rozwijać rakiety, podczas gdy prawdopodobnie potrzeba tylko garstki kompetentnych organizacji. O wiele bardziej interesujące jest dla mnie to, co zrobimy z tą rosnącą obfitością tańszych i częstszych startów. Jakie są możliwości biznesowe w przestrzeni kosmicznej? Czy możemy zapewnić, że niska orbita okołoziemska będzie wystarczająco wolna od śmieci, aby handel mógł się rozwijać? To są moim zdaniem najważniejsze pytania na lata 20 XXI w.

B.P.: Jakie jest Twoje zdanie na temat podróży na Marsa? Czy znając początki i obecny stan SpaceX wierzysz, że mogą to zrobić? A może jest jeszcze za wcześnie? Gdybyś miał szansę polecieć na Marsa, zrobiłbyś to?

E.B.: Myślę, że jedynym prawdziwym powodem, dla którego ludzie powinni udać się na Marsa, jest chęć osiedlenia się. To znaczy, jeśli ludzie mają być gatunkiem kosmicznym i pewnego dnia zamieszkać na innych światach wokół innych gwiazd, musimy gdzieś zacząć. I tym miejscem jest prawdopodobnie Mars. NASA nie zamierza zajmować się osadnictwem, więc nie sądzę by wybrali się na Marsa bez SpaceX. Co do SpaceX, myślę, że z pomocą NASA w końcu uda im się tam dotrzeć. Jeśli ludzie wylądują na Marsie w ciągu najbliższych 10-15 lat, to będzie to moim zdaniem wielkie osiągnięcie.
Z przykrością muszę stwierdzić, że prawdopodobnie nie będę wśród najwcześniejszych pionierów. Mars jest daleko i będzie to trudny styl życia. Prawdopodobnie o wiele bardziej odpowiadałaby mi krótka wizyta na Księżycu!


 

odlot okladka

Eric Berger, autor, a z wykształcenia astronom, jest dziennikarzem, redaktorem portalu technologicznego Ars Technica, specjalizującego się w tematyce podboju kosmosu.

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

„Jeżeli ktoś zapytałby mnie czy polecam prace komentatora, powiedziałbym NIE”

silv4n Polsat Games 2

Druga część inspirującej rozmowy z Mikołajem “Silv4nem” Sinackim

Czy według ciebie każdy tak może rozwinąć swój warsztat, że będzie dobrym komentatorem?

Tak. Aczkolwiek największą przeszkodą są wady wymowy. Tego nie przeskoczysz. Ostatecznie warsztatu możesz się nauczyć, możesz nauczyć się mówić wyraźniej, jak wymawiać pewne rzeczy, ale jednak jeśli ma się wadę wymowy, to na starcie może być trudniej. Oczywiście to nie jest tak, że one całkowicie skreślają. Istnieją różne wady, które można maskować, albo się ich całkowicie pozbyć. Poza tym uważam, że każdy może być komentatorem. Żyjemy w czasach gdy możesz złapać za mikrofon i gadać do ludzi w internecie. Wiele razy ktoś do mnie już pisał „Hej, jak zostać komentatorem?”, ja na początku zawsze starałem się poradzić. Po tych wszystkich latach uświadomiłem sobie, że to jest tak trywialne jak „idź, pójdź i skomentuj”. „Weź mikrofon w łapę i idź do niego coś mów.” To nie jest tak, że masz przerobić 300 godzin teorii. Żeby być komentatorem, musisz komentować, robić to, praktykować. Była jakaś tam teza, która została obalona, że żeby stać się w czymś mistrzem, trzeba poświęcić 10 tysięcy godzin… i o ile te stwierdzenie, tak jak mówiłem, zostało obalone, to nie da się w żaden inny sposób dojść na nasz pułap. Każdy z nas kto jest w Polsat Games po prostu zaczął komentować, nie było żadnych podchodów.
I myślę, że mogę naturalnie przejść do krótkiego tematu, jeżeli ktoś by się mnie spytał, czy poleca prace komentatora jako wybór zawodowy, to powiedziałbym „nie”. Powiedziałbym „idź się naucz Pythona, C++, jakiegoś języka, idź zarabiaj krocie”. Komentatorem nie zostaje się w celach zarobkowych, musisz mieć do tego zacięcie i świadomość, że to może się nie opłacić. Dlatego jeśli ktoś chce zostać komentatorem, to nie powinien od razu myśleć w kwestiach zawodowych, tylko jeśli ktoś to lubi po prostu, komentuje małe turnieje, to może w to śmiało próbować iść na przód. Ale w żadnym innym wypadku bym tego nie polecał.

Od kiedy zacząłeś komentować, czasy się trochę zmieniły. Czy odczuwasz duże zmiany, inaczej ci się teraz pracuje nawiązując do tego jak było kiedy zaczynałeś?

Oczywiście. W kontrze do tego co mówiłem, bo moja kariera nie zaczęła się dopiero w Polsat Games, ja miałem wcześniej doświadczenie z komentowaniem sceny amatorskiej, później miałem możliwość komentowania dla ESL, pojedyncze turnieje, eventy takie jak IEM czy PGA… bardzo dużo się zmieniło. Pomijając kwestie poziomu. Organizacje w Polsce są znacznie lepiej uporządkowane, mimo, że dalej nie jest idealnie, to wszystko się rozwija. Aktualnie jest problem z pandemią, ona niszczy wszystko dookoła. Chociaż myślę, że nasza branża wyszła całkiem nieźle na tym, biorąc pod uwagę, jak mogło to wyglądać. Mam nadzieję, że e-sport dalej będzie się rozwijał, żeby dalej coraz więcej lepszych organizacji się pojawiało, że zawodnicy będą mogli coraz więcej wyciągnąć i nie mówię tylko o pieniądzach. Kiedyś w historiach zawodników można usłyszeć o tym, że grali na krzesłach ogrodowych, działy się rzeczy, których wolę nie przytaczać. Powiedzmy, że 6 lat temu e-sport w Polsce to była drewniana chatka, a teraz to jest naprawdę fajny domek letniskowy, z wodą, elektrycznością i wi-fi. Pomijając kwestie CS-a, mówię tylko o Lolu. Tam była „Złota Piątka”, IEM w Katowicach…

Czy miałeś kiedyś jakiś autorytet jeśli chodzi o komentowanie?

Avahir. Byłem takim „normikiem” jak wchodziłem do e-sportu, to była tragedia. Uważam to za po części piękne. Stając się komentatorem, kochałem dwie rzeczy: gadanie do mikrofonu oraz lola. „E-sport? Co to jest? A, że niby istnieje jakaś liga w Europie i Ameryce…”. Nie wiedziałem praktycznie nic i to pokazuje jak niski był próg wejścia. To jest niemożliwe, żeby teraz coś takiego się stało. Więc taką figurą, która byłą łącznikiem z tym światem był Avahir. On o lata wyprzedzał technicznie i w świadomości ludzi, którzy komentowali na scenie. Chciał stać się naprawdę dobrym komentatorem i to mu wyszło. Obecnie dalej jest najlepszym w Polsce casterem z największą świadomością, z czym ta praca się wiąże. Jest spora szansa, że jeszcze trochę i będzie mógł napisać o tym książkę, bardzo go cenię.

A z zagranicznych?

Wydaje mi się, że Redeye. Był figurą, na którą patrzyłem i mówiłem „Ah tak, to jest ten „weteran” z komentatorki międzynarodowej, on wie wszystko”. Warsztatowo również podpatrzyłem u niego kilka rzeczy. Ale wiesz, nie miałem okazji zapytać go bezpośrednio, a to dla mnie bardzo ważne. To właśnie sprawiło, że jednak Avahir jest dla mnie numer jeden, sporo się od niego nauczyłem.

Adam Daniluk

„… to wszystko zamieniło się na pełnoprawne dorosłe życie”. Rozmowa z Mikołajem „Silv4nem” Sinackim. część 1

Silv4n Polsat Games

Dzięki Polsat Games transmisje z rozgrywek e-sportowych w Polsce wzniosły się na nowy poziom. Za tym wszystkim stoją profesjonalna oprawa, nadawanie najlepszych rozgrywek, ale także charyzmatyczny zespół komentatorów. Z jednym z nich spotkaliśmy się na początku roku.

Jak wyglądały twoje początki pracy z mikrofonem? Gdzie zaczynałeś?

W tym roku mija 6 lat od kiedy pracuję jako komentator, a raczej kiedy zajmuję się tym, bo początkowo robiłem to bezrefleksyjnie, jako hobby. Gadałem sobie rzeczy do mikrofonu na temat gry komputerowej, gdzie ludzie grali o jakieś mało znaczące rzeczy. Zaczynałem od komentowania nawet nie ligi podwórkowej, a nic nie znaczących turniejów, które ludzie grają sobie dla zabicia czasu w weekend.

Czy przed komentowaniem miałeś styczność z dziennikarstwem?

Nie. Ogólnie wydaje mi się, że to, że zajmuje się obecnie komentowaniem, jest dosyć losowe. Nagle się okazało, że całkiem nieźle mi to idzie, więc zacząłem robić tego więcej. Po 3 latach dowiedziałem się, że Polsat robi nabór, więc się zgłosiłem. Przeszedłem rozmowę kwalifikacyjną no i.. jestem teraz w Warszawie.

Jak wyglądało przejście do telewizji?

Przede wszystkim był bardzo stresujący. Dla mnie to był bardzo duży przeskok w życiu. Nagle z gościa, który chodził do technikum, miał znajomych w swoim rodzinnym mieście, spędzał raczej większość wolnego czasu w domu, to wszystko zamieniło się na pełnoprawne dorosłe życie. Musiałem wyjechać z rodzinnego miasta do Warszawy, względnie daleko od domu. W dodatku do pracy, która wiąże się z całkiem sporą odpowiedzialnością. Pierwszy rok był na przetarcie. Miałem okazje wcześniej komentować w ESL, czyli w firmie, która przez bardzo długi czas była uznawana za „firmę matkę” jeśli chodzi o tworzenie e-sportu w Polsce, więc miałem wcześniej czas, aby obyć się z kamerami, ale jednak studio telewizyjne to zupełnie inna atmosfera. Na przykład to, że muszę przyjechać godzinę wcześniej, żeby ktoś mi zrobił make up, że jest jakiś człowiek, który stoi za kamerą i pilnuje żebyś dobrze w niej wyglądał. Zupełnie inny poziom. Pamiętam, że przez pierwsze 3 miesiące w ogóle nie czułem się dobrze przed kamerami w Polsat Games, trochę czasu to zajęło zanim się przyzwyczaiłem.

Jak radziłeś sobie w tamtym czasie z hejtem, który otaczał twoją osobę? Byłeś dosyć kontrowersyjną postacią. Czy to miało na Ciebie jakiś wpływ ?

Ogólnie, to sobie z nim nie radziłem. Pamiętam sytuację kiedy naprawdę mocno mnie to uderzyło na początku, bo fala hejtu była ogromna. Spodziewałem się, że ludzie będą reagowali negatywnie, bo nagle jakiś losowy człowiek przychodzi komentować „ligę legend” w telewizji. W dodatku mam dość specyficzny styl komentowania, który zakrawa o to, jak komentował Veggie. Trudno jest być charyzmatyczną osobą od samego początku, kiedy nikt nie jest do ciebie przekonany. Odnoszę wrażenie, że ludzie odebrali to, jakbym próbował być tu na siłę, że to wcale nie jestem ja, że jestem sztuczny i wszystko sprowadziło się do tego, że nawet były sytuacje gdzie nie chciałem występować na transmisjach. To był jeden z tych pierwszych paru miesięcy: przygotowywaliśmy się z chłopakami do transmisji, w trakcie rozpłakałem się i powiedziałem im, że nie chcę występować w studiu przedmeczowym, bo totalnie siadła mi psychika. Więc trochę czasu zajęło, zanim dojrzałem do tego. Tak jak powiedziałem wcześniej: chłopak przyjeżdża do Warszawy, wszystko mu się w życiu zmienia i jeszcze do tego wszystkiego ludzie w internecie go nienawidzą, to było ciężkie.

Ktoś ci pomógł?

No tak, oczywiście. Chłopaki z Polsat Games. Gdyby nie moi koledzy, współkomentatorzy i w ogóle, wszystkie osoby ze studia. Praktycznie każda jedna osoba mnie wspierała. Nieważne kto co robił, czy montował film, czy zajmował się dźwiękiem. Każdy poklepywał mnie po plecach i mówił „Spokojnie brachu będzie w porządku… to tylko ludzie z internetu, zawsze tak było”. Wspierali mnie i to pomogło. Jest spora szansa, że gdyby nie oni to nie byłoby mnie w Polsat Games w tym momencie. Ah, no i oczywiście, nie muszę wspominać, że również wsparcie rodziny dużo mi dało, ale największy wpływ miały osoby, które były tutaj na miejscu.

Jak jest teraz? Czy hejt dalej cię dotyka?

Dalej występuje, ale jest jego znacznie mniej. Ostatnio coraz częściej dostaję informacje, że komuś podoba się mój cast, że ktoś bardzo lubi mnie słuchać, że mam fajny głos, fajnie oddaję emocje, że ze mną transmisje są zabawniejsze. I dalej się niby pojawiają te negatywne opinie, ale też nauczyłem się albo z nich śmiać, albo jeśli jest w nich ziarnko prawdy przekuwać w coś dzięki czemu będę komentował po prostu lepiej. No bo to też jest problem, ludzie w internecie nie są nauczeni wyrażać swojej opinii. Jeśli im coś się nie podoba, to raczej nie napiszą po prostu, że im się to nie podoba, tylko napiszą… coś bardziej dosadnego. Tylko sęk w tym, że nawet jeśli będą pisali jakieś tragiczne rzeczy i życzyli ci najgorzej, to jest szansa, że pośród tego całego szamba będziesz w stanie znaleźć jedną cenną uwagę, która ci pomoże długoterminowo. To nie jest tak, że siadam po transmisji przed ekranem i czytam wszystkie te wypowiedzi, tylko mimowolnie to się zdarza, że na przykład obejrzę powtórkę i akurat coś zauważę. Więc nabrałem po prostu dystansu do tego. Wydaje mi się, że przez ten epizod w Polsat Games, o ile na co dzień mam całkiem sporą masę, to jeszcze wyhodowałem sobie całkiem grubą skórę.

Wydaje mi się, że temat hejtu już wyczerpaliśmy, pomówmy o twoim warsztacie. Zacznijmy od tego, jak długo przygotowujesz się do studia?

Nie jestem w stanie ci odpowiedzieć na to pytanie. Jakbyś się zapytał gracza ile przygotowuje się do finału, to on by ci odpowiedział, że przygotowuje się cały sezon, albo odkąd uczy się być graczem. Bo wszystko co robi, przygotowuje go, by tę serię zagrać jak najlepiej. No to trochę podobnie jest z byciem komentatorem, że realnie do finałowej serii Ultraligi, żeby ją jak najlepiej skomentować przygotowujesz się cały czas. Jeżeli chodzi o warsztat, wiedzę, ciekawostki jeśli chodzi o zawodników, gry, robisz to po prostu na bieżąco. To nie jest tak, że siadasz na dwa dni czy tygodnie przed finałem i mówisz „Dobra, to jest ten czas!”. To nie jest sprawdzian, który ktoś ci zapowiedział, tylko to jest jednak jakieś hobby, które kiedyś odnalazłeś i po prostu przez ten czas się od tego nie odrywasz. Więc jeśli pytasz o takie przygotowanie czysto merytoryczne, to owszem… powiedzmy, że jeśli się dowiem, że finał Ultraligi odbędzie się pomiędzy dwoma danymi drużynami, to jestem w stanie się lepiej do nich przygotować. Ale nie zmienia to faktu, że na bieżąco śledząc ich postępy, czytając zmiany w League of Legends czy nowinki ze świata e-sportu, dowiadując się jakie są nowe trendy w draftach, po prostu przygotowujesz się na bieżąco.

Oglądając wywiad z pewnym komentatorem sportowym słyszę, że przygotowania zajmują mu tyle i tyle czasu. Tym bardziej jest to ciekawe, że komentator sportowy zazwyczaj ma jedno spotkanie dziennie do przerobienia, a ty masz tych spotkań od trzech do nawet pięciu.

W ogóle kiedyś próbowałem pojąć jak to jest, że mamy komentarz sportowy i komentarz e-sportowy, więc… w sumie muszą być jakieś podobieństwa, oczywiście obie te rzeczy są komentarzem. Ale jest też tyle różnic, nawet w kwestii samej kultury, wokół której te dwie rzeczy się obracają. Sam fakt, że w komentarzu e-sportowym posługujemy się znacznie innym językiem. Nawet jakimś żargonem półprofesjonalnym można powiedzieć, który odnosi się do jednego, konkretnego tytułu. Komentarz sportowy bardzo często jest stonowany, i nawet jeśli komentatorzy sportowi podnoszą głos, ekscytują się czymś, to ile w meczu piłki nożnej, który trwa 90 minut, ile jest takich momentów.

Raczej mało.

No właśnie, zwykle bramki. Ale ile ich padnie? No jak 6 to jest to naprawdę aktywny mecz. Napchany akcją. Oczywiście są też sytuacje podbramkowe. Ale zazwyczaj na te najwyższe tony komentatorzy wchodzą, kiedy dzieje się coś ważnego, kiedy ta bramka jest ważna, jeżeli przesądza o zwycięstwie. Gdy strzela jakaś osoba ważna dla publiczności. A w Lolu? Dwa dragon steale, trzy niesamowicie ważne walki drużynowe. League of Legends jest znacznie bardziej napchane tymi kluczowymi momentami. Nawet ci najstarsi komentatorzy w branży zaznaczają, że komentator esportowy jest często stawiany przed większym wyzwaniem. Załóżmy, że caster ma skomentować całą serie best of five, pięć map, każda z nich po minimum 30 minut. To nam daje 2,5 godziny ciągłego mówienia.

I jak się czujesz po takim maratonie?

No na pewno muszę pić herbatę, żeby sobie głos poprawić. W ogóle bardzo łatwo o nadwyrężenia głosu. Kiedyś Azonh, jeden z komentatorów Ultraligi skomentował serię best of five pomiędzy Illuminar Gaming, a AGO. Pięć map. Następnego dnia nie miał głosu. Musieliśmy dzwonić po innego komentatora. I to jest to, my staliśmy się komentatorami, postrzega się nas jako top w Polsce i tak jest. Nie ma lepszych komentatorów League of Legends w Polsce niż my. Nie ma nikogo, kto ma wiedzę w tej dziedzinie jak my. Ale to nie jest tak, że my się przygotowywaliśmy do tego latami, to nie jest tak, że mamy jakieś profesjonalne przeszkolenie w zakresie tego jak korzystać ze swojego głosu. Avahir jest jedyną osobą, która przez takie coś przeszła.

Chciałbym wrócić do stwierdzenia, że jesteście najlepszymi komentatorami Lola w Polsce. Co za tym stoi? Myślisz, że duży wpływ miało to w jakim studiu się znajdujecie? Bo tu jest wszystko bardziej profesjonalne. Macie może kontakt z jakimiś psychologami lub ludźmi, którzy analizują waszą pracę?

Chciałbym żeby tak było. Powiem tak, ta szóstka, którą się widzi za ekranem, sama dla siebie jest psychologami, analitykami, osobami, które wyrażają opinię na temat swojego castu. Powiem ciekawostkę. Mieliśmy kilka takich spotkań, żeby wyrzucić wszystko co mamy do powiedzenia w sprawie naszej pracy, naszego fachu. Zdarzyło się to chyba 3 razy. To były spotkania w kółku i każdy mówił coś w stylu „No, mi się wydaje, że robiłem tak i tak…”, a inni mówili o tym swoje opinie. Była to taka atmosfera, że łatwo było by mieć w sobie to za złe. Jak mam kontakt z niektórymi ludźmi w e-sporcie wiem, że mówienie rzeczy sobie wprost może niekiedy skończyć się źle, co mnie przeraża. Ale ogólnie to nie jest kwestia e-sportu. Ludzie mają problem z przyjmowaniem krytyki. Największym kłamstwem jakie padło na pierwszym takim spotkaniu było, że większość osób powiedziała, że dobrze przyjmuje krytykę. To były bodajże pierwsze 2 miesiące w Polsat Games. Z tych wszystkich osób tylko 2 czy 3 osoby faktycznie przyjmowały dobrze krytykę. Pozostałe starały się jakoś tłumaczyć, albo omijać prawdę, zawsze było jakieś „ale”. To też nas czegoś nauczyło. I sęk w tym, ja nie będę kłamał, to że jesteśmy najlepszymi komentatorami lola w Polsce, jest spowodowane faktem, że wszyscy 3 lata temu znaleźliśmy się w jednym studiu. Ja o tym kiedyś pisałem, jak jeszcze tu nie pracowałem, że casterzy, którzy znajdą się w Polsat Games będą mieć znacznie lepsze środowisko do rozwoju niż ktokolwiek inny i będą uciekali ludziom w Polsce. Jeżeli chodzi o wiedzę, ja byłbym w stanie wskazać osoby, które miałyby potencjał zostać dobrymi komentatorami i mówię tu o osobach, które hobbystycznie komentują drugą ligę. Ewentualnie dostają jakieś tam pieniądze, za pojedyncze turnieje. Ale jeśli chodzi o warsztat, zrozumienie z czym się wiąże praca komentatora, nikt nie jest do nas nawet blisko. I jest to spowodowane tym, że pracujemy w ekipie od 3 lat. Nigdy w Polsce wcześniej nie było projektu, który by pomógł swoim casterom wspólnie pracować nad swoim warsztatem, a nawet zmusza ich do tego, by sprawiać, że ten produkt jest coraz lepszy. Dlatego jesteśmy w tym momencie w miejscu gdzie jesteśmy.

Jakie cechy powinien posiadać komentator, żeby jego warsztat uznać za dobry

Na pewno trzeba mieć trochę parcia na szkło. Komentator nie jest tylko od komentowania. W e-sporcie komentator jest też od robienia show. To ma być rozrywka, trochę w innym wydaniu niż tradycyjny sport.
Prócz tego jakieś takie totalne truizmy typu: chęć rozwoju, chęć tworzenia fajnego produktu, umiejętność pracy w zespole, prócz tego musisz lubić mówić do mikrofonu. Myślę, że nie jestem najlepszą osobą żeby mówić o tym, przez to że ja to robię wszystko tak naturalnie. Nie dość, że moja kariera potoczyła się tak dynamicznie i losowo, to zawsze to robiłem po prostu, to nie było tak, że sobie mówiłem „Dobra, teraz muszę nabrać więcej dystansu do siebie”. Za każdym razem jak na mojej drodze pojawiała się jakaś przeszkoda, starałem się ją pokonać lub obejść, w zależności jaka była.
Jeszcze jedno: musisz lubić tę grę… a w zasadzie to nie, inaczej. To ja lubię tę grę, ty wcale nie musisz tego robić. Po prostu musisz lubić komentować, ale czy lubić grę? Nie możesz jej nienawidzić, bo jak będziesz się przy tym męczył, to ludzie to zauważą. Jeśli ją lubisz to na pewno lepiej dla ciebie, bo będziesz w stanie lepiej oddać emocje z nią związane.

Adam Daniluk

Promocja marki w kulturze młodego pokolenia. Rozmawiamy z Szymonem Skoczylasem, Brand Directorem Marek Premium w Kompanii Piwowarskiej [WYWIAD]

Szymon_Skoczylas

Szymon Skoczylas – Brand Director marek premium w Kompanii Piwowarskiej, opowiada nam o tym, dlaczego marka Lech angażuje się w promocję kultury i festiwale muzyczne z gatunku hip-hop.

Każdy kojarzy specjalne edycje kolorowych puszek, które pojawiają się co roku w ramach festiwalu Pol’andRock. Lech od wielu lat jest mocno związany z muzyką i chętnie wchodzi na nowe podwórka muzyczne. Jak to się zaczęło?

Pierwsza taka puszka pojawiła się na rynku w 2009 r. na Woodstock. Muzyka stanowi filar komunikacji marki Lech, ponieważ jest nieodłącznym elementem codziennego życia naszych konsumentów – osób młodych. Nasz wkład w promocję największych wydarzeń muzycznych w Polsce jest też sporym wsparciem komunikacyjnym dla organizatorów tych przedsięwzięć.

Jakie działania podejmuje Lech w obszarze promowania kultury?

Oprócz finansowego wsparcia największych festiwali muzycznych, współpracujemy również z artystami, grafikami, muzykami i ludźmi kultury na wielu płaszczyznach naszej działalności. Lech wspiera też sport – jesteśmy jednym z głównych sponsorów drużyny piłkarskiej Lech Poznań.

Jesteście partnerami różnych niesamowitych festiwali muzycznych. Wszyscy od lat łączą Lecha oczywiście z wcześniej wspomnianym Pol’and’Rock, ale wspieracie również mocno Polish Hip-Hop Festiwal. Skąd zainteresowanie marki akurat tym gatunkiem muzyki?

Hip-hop od wielu lat jest najpopularniejszym gatunkiem muzycznym wśród młodych ludzi, do których skierowana jest komunikacja marki Lech. Z Polish Hip-Hop Festival, jako Kompania Piwowarska, jesteśmy związani od pierwszej edycji, która odbyła się w 2013 r. i nie możemy się doczekać powrotu na płocką plażę. Chcemy być blisko naszych konsumentów, więc ten wybór jest oczywisty.

Hip-hop – pozornie niszowy, jest jednym z najpopularniejszych gatunków muzycznych w Polsce. Istotnie często jest niedoceniany, wręcz krytykowany. Czy Lech ma ambicję odczarować hip-hop?

Nie mamy ambicji niczego odczarowywać. Myślę, że krytyka wynika w głównej mierze z  niezrozumienia tego gatunku. Oczywiście są jego odłamy, w których pojawia się sporo wulgaryzmów, i to może razić, ale w ten sposób artyści opisują rzeczywistość, o której nie wszyscy chcą słyszeć. „Jakie życie taki rap”, jak kiedyś słusznie zauważył Peja. Najważniejsze, że hip-hop jest ceniony przez młodych ludzi, którzy szukają w muzyce przede wszystkim prawdziwych emocji oraz historii, z którymi mogą się utożsamiać. Ta muzyka opiera się na prawdzie i ma mocną pozycję na rynku muzycznym. Cieszę się, że współtworzymy z organizatorami PLHHF wydarzenie godne tego gatunku muzycznego.

LPHHMA – ten skrót brzmi skomplikowanie, a jednak kryje się pod nim bardzo ciekawa i ważna dla branży muzycznej inicjatywa. Skąd wziął się pomysł zorganizowania Lech Polish Hip Hop Music Awards?

Na pomysł gali rozdania nagród z prawdziwego zdarzenia wpadł Marcin Siwek, organizator Polish Hip-Hop Festival w Płocku. Kiedy o tym usłyszałem od razu poczułem w tym ogromny potencjał i wiedziałem, że po prostu trzeba to zrobić. Cieszę się, że sprostaliśmy oczekiwaniom artystów, publiczności i licznych partnerów. Jestem przekonany, że zrobiliśmy kawał dobrej roboty, jednocześnie pokazując, że można budować tożsamość wydarzenia i produkować nietuzinkowe eventy we współpracy z markami, które od lat są związane z muzyką. Warto podkreślić, że LPHHMA od samego początku jest projektem bardzo autonomicznym i obu stronom zależało na wiarygodności opartej na wzajemnym zrozumieniu idei wydarzenia. Momentami była to trudna współpraca, ale owocna dla całej hip-hopowej społeczności. Uważam, że wspólnie z organizatorami stanęliśmy na wysokości zadania i możemy śmiało rozpocząć przygotowania do drugiej edycji, jeszcze lepszej i bardziej spektakularnej od tegorocznej.

W ramach kampanii marketingowej wydarzenia został wyprodukowany miniserial, w którym wystąpili Artur Barciś, osoby związane z polskim środowiskiem rapowym – Wini, Pszczoła, Te-tris i… Ty oraz dwóch innych managerów Lecha. Jednym z bohaterów serialu jest także tytułowa Czarna Wołga. Co zadecydowało o zaangażowaniu właśnie takiej obsady? Co marka chciała przekazać swoim odbiorcom w tej produkcji?

Zaangażowaliśmy w projekt epizodystów: Pszczołę jako stage managera, Te-trisa jako prowadzącego, a ekipę Lecha jako partnera całego przedsięwzięcia, chcąc w ten sposób docenić osoby, które nie zawsze są na pierwszym planie, a stanowią bardzo ważny element całej układanki. Jeśli chodzi o Winiego i Artura Barcisia, to szukaliśmy charakterystycznych postaci, które stworzą świetny, kontrastujący duet. Traktujemy ten projekt jako wydarzenie kulturalne, dlatego chcieliśmy wyjść z nim szerzej, poza świat hip-hopu, stąd pojawienie się pana Artura. Cel był jasny: dotrzeć do jak najszerszej publiki budując tożsamość wydarzenia poprzez mecenat marki. Chcieliśmy zrobić coś świeżego, wartościowego i, jak się okazało,  bardzo potrzebnego.

19 sierpnia odbyła się gala finałowa, podczas której wręczono nagrody w osiemnastu kategoriach. Poza serialem powstał także dedykowany temu wydarzeniu kawałek we współpracy Te-trisa i Winiego. Czy „Nagroda” zostanie hymnem LPHHMA na kolejne lata?

Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów wspomnianej współpracy. Nie zapominajmy także o producencie utworu, OER-ze, który przygotował także muzykę do miniserialu. Czy będzie hymnem na kolejne lata? Zobaczymy. Najważniejsze jest docenianie twórców gatunku i wyróżnienie najlepszych statuetkami LPHHMA.

Czego możemy spodziewać się dalej w obszarze wspierania polskiej sceny rapowej przez markę?

Myślimy intensywnie, prowadzimy liczne rozmowy, ale na kolejne efekty trzeba jeszcze poczekać.

Koniec

Szymon Skoczylas – Brand Director marek premium w Kompanii Piwowarskiej. Drogę zawodową związaną z branżą piwną rozpoczął jako Junior Brand Manager, następnie Brand Manager oraz Senior Manager marki Żubr. W kolejnych latach pracował jako Senior Brand Manager marki Tyskie współtworząc platformę komunikacyjną „Przejdźmy na Ty”. W ostatnim czasie na marce Lech wdrożył platformę komunikacyjną „Lechend” oraz nadzorował m.in. organizację i promocję I edycji gali rozdania nagród hip-hopowych – Lech Polish Hip-Hop Music Awards, której partnerem tytularnym jest marka Lech. Z Kompanią Piwowarską związany jest od ponad 8 lat. Prywatnie fan dobrej muzyki oraz klubu piłkarskiego Manchester United.

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

“Czasami warto być przyzwoitym frajerem” – Biznes napędzany energią przyszłości [WYWIAD]

Sławomir Woźniak

O ekologii w miastach rozmawiamy z prezesem spółki Electricity - Sławomirem Woźniakiem. Firma do końca 2021 roku planuje instalację 200 stacji ładowania samochodów elektrycznych. Sieć Plug & Go to kompleksowe rozwiązania w zakresie ładowania pojazdów elektrycznych.

Macie przepiękne biuro z duszą na warszawskiej Pradze – klimatyczny retro styl  i pieczołowicie odrestaurowane wnętrza. Nie szukaliście czegoś nowoczesnego?

Zupełnie nie. W takich pomieszczeniach z klimatem lepiej się pracuje.

Dobra energia? To w końcu Wasza domena.

Łatwo się w pracy odzyskuje energię, jeśli sprzyja temu twoje otoczenie. Dla niektórych to trochę paradoks. Czy można z pracy wyjść pozytywni naładowanym? Zdecydowanie tutaj tak jest.

Czyli tradycja tutaj ustępuje miejsca nowoczesności?

Raczej współgrają. Dbamy o każdy aspekt naszego otoczenia, zatem nie było miejsca na kompromisy w zakresie naszej siedziby.  Wierzymy w nowoczesność i technologie i kluczowe dla nas jest zachowanie tożsamości. Nie jesteśmy maszynami, a to miejsce ma prawdziwą duszę. Dla nas takie rzeczy mają znaczenie. To coś więcej niż biuro – to suma energii ludzi i tego miejsca.. Spędzamy tu sporo czasu i dobrze się nam pracuje.

Nad lepszym jutrem?

Zdecydowanie. Jestem optymistą, jeśli chodzi o XXII wiek.

Mamy czas, żeby pokonać kryzys ekologiczny?

To zależy tylko od nas. To co się dzieje dzisiaj ma wpływ na jutro, więc jeśli każdy z nas dołoży chociaż małą cegiełkę do ochrony przyrody, do budowania lepszego jutra to uda nam się na pewno. Potrzeba nam jednak więcej prawdziwych aktywistów w zakresie ekologii, w biznesie, szkolnictwie i w polityce.

Czym dzisiaj jest ekologia?

Eko jest sloganem kluczem, ale mam wrażenie, że nadużywanym. Nagle wszystko jest green i eko, takie hasła biją po oczach, są na metkach. Nie zawsze jednak zgodnie z prawdą.

Nawet koncerny prześcigają się na zielone technologie, ale nie w każdym zakresie można mówić o sukcesie. Jeśli chociaż część procesu szkodzi środowisku, to czy produkt końcowy jest eko? Taka sytuacja do niczego nie prowadzi.

A eko samochody? Czy to oksymoron?

Eko to samochód elektryczny o trwałości gwarantowanej co najmniej 10-15 lat. Mam wrażenie, że dzisiaj większość rzeczy ma wbudowany licznik “gwarantowanej usterki”  jednoznacznie połączony z licznikiem, ile dana rzeczy razy została uruchomiona.

Sam jeżdżę jeszcze samochodem z tradycyjnym silnikiem, bo nie mam sumienia tak po prostu go zmienić dopóki dobrze się sprawuje.

Spodziewałem się innej odpowiedzi. Zaskoczył mnie Pan.

Czy uważa Pan, że to hipokryzja albo rysa na wizerunku? Absolutnie nie. Po prostu szacunek do tego co już zostało wyprodukowane.

Nieustannie zachęcani reklamami kupujemy nowe, ładniejsze, lepsze sprzęty, ubrania i gadżety,  ale to nie ma sensu. Po co nam to wszystko, jeśli nie pozyskamy potrzebnej energii w czysty sposób?

Szkoda, że społeczeństwo tak późno dojrzewa do krytyki tych zjawisk, do wspólnego sumienia i nie buntuje się wystarczająco przeciwko przerażająco szybkiej destrukcji świata naturalnego.

Co dla Was  jest najważniejsze w  biznesie?

Poczucie sprawczości, swoista duma, że zostawiamy lepszy świat dla naszych dzieci. Żyjemy w fascynujących czasach, niech kolejne też takie będą.

Czy nie przerażają Pana niektóre z wizji świata przyszłości, gdzie woda jest na wagę złota, a środowisko naturalne zniszczone przez konsumpcyjny pęd?

Wszyscy musimy coś zrobić, żeby było lepiej, każdy jest odpowiedzialny w swoim mikro świecie. Chociaż globalnych  zjawisk nie odkręcimy, warto działać lokalnie i robić małe kroki. Chciałbym, żeby społeczeństwo tak myślało. Z drugiej strony widzę, że nawet do segregacji śmieci nie potrafimy się przyłożyć, a kosztuje nas to minimum wysiłku. Czekam również na bardziej zdecydowaną politykę, zmiany w edukacji i szerszą dyskusję w tym zakresie.

Zeroemisyjna Europa, a Chiny? USA?

Znowu ten argument. Nie myślimy tak. Nie szukamy winnych, ale patrzymy do przodu, na swoje ręce, próbujemy namówić innych do zmian i po prostu działamy. To takie myślenie rodzica. Jesteś sfokusowany na przyszłość zależną od małych kroków i wielu decyzji. Jesteś konsekwentny, bo masz przed sobą najważniejszy cel : dobrą przyszłość swoich dzieci.

Cel komercyjny nie jest ważny?

Stawiałbym na głębszy kontekst. Szukamy możliwości biznesowych, bo one pozwalają nam się rozwijać. To oczywiste. Jednak za często widzę, że biznes wielkich pieniędzy pochłania ludzi, tworzy potwory, ciągle wzmaga nasycenie,napędza głód po więcej. Ja tego nie chcę. Gonisz własny ogon, tracisz rodzinę, relacje, życie, czas wolny. Pieniądze nie są najważniejsze. Są środkiem do celu, ale nie celem samym w sobie.

Czasami warto być przyzwoitym frajerem. Czysto biznesowo lepszy jest ten, kto zarabia dużo pieniędzy, ale ja tego nie powiem. Szanuję sukces finansowy, ale inspirują mnie inne wartości.

Proszę opowiedzieć.

Udało nam się zebrać fantastyczny zespół wybitnych ekspertów od technologii, prawdziwych innowatorów, którzy fascynują się tym, co robią, są zupełni zanurzeni w swojej pasji i potrafią działać w grupie.

Wszyscy mamy jeden cel i dzięki temu nasze przedsięwzięcie samo się napędza i daje nam wszystkim niesamowitą moc. Trochę takie perpetuum mobile. Zarządzanie takim zespołem wiele wymaga, ale daje nieporównywalną z niczym satysfakcję.

Jakie macie plany na rozwój? Działacie w sektorze energii dla pojazdów elektrycznych, a te ciągle w Polsce mają niewielki udział rynku.

Zaczynamy od Warszawy, a tutaj ich nie brakuje. To miasto to podstawa naszej strategii rozwoju i taki papierek lakmusowy do działania w innych miastach. Jutro mamy ważne strategicznie i koncepcyjnie  spotkanie, na którym stworzymy mapę  miejsc do instalacji. Ten strategiczny plan  jest bardzo precyzyjnie obliczony na efektywność sieci.

Podjęliśmy najważniejsze działania, wystąpiliśmy o warunki przyłącz w najtrudniejszych miejscach. Zobaczymy, co na nas czeka, chociaż według techników i projektantów nasze plany są zgodne z koncepcją miasta, ale  zawsze są ograniczenia umiejscowienia. Na szczęście nasze stacje są mobilne z tolerancją 50-100 m i wiemy, że na żadnym etapie planowania nie popełniliśmy błędu.

Nie jesteście jednak pierwsi. Jest miejsce na kolejną markę?

Rozwijanie takiej infrastruktury w Polsce  nie będzie łatwe, ale oferuje wszelkiego rodzaju możliwości dla tych, którzy mają doświadczenie, wyobraźnię i środki, aby na wczesnym etapie uzyskać przewagę.

Mamy swoją wizję i wyczucie momentu, a to w każdym biznesie jest kluczowe. Rozwój technologii odpowiada potrzebom naszej rzeczywistości i wzajemnie napędzają słuszną i niezbędną zmianę w kierunku ekologicznych, elektrycznych samochodów.

Jak wygląda rynek energii do pojazdów elektrycznych teraz?

Zakładając, że ceny energii elektrycznej utrzymają się na poziomie z 2020 r., szacujemy, że w Europie do 2030 r. rynek wzrośnie do około 33 miliardów euro. To całkiem obiecujące prognozy.

Dwie trzecie obecnych dostaw energii w Europie do pojazdów pochodzi z prywatnych ładowarek, głównie dlatego, że większość wczesnych użytkowników pojazdów elektrycznych ma dostęp do ładowania w domu stacje.

Jednak za dziesięć lat od 40% do 50% energii będą dostarczane przez publiczne ładowarki – w tym na stacjach ogólnodostępnych, takich jak parkingi przy supermarketach.

Jakie cele stawia sobie Plug&Go?

Od początku wiedzieliśmy, że chcemy napędzać regeneracyjną, ekologiczną mobilność i umożliwić mobilność neutralną pod względem emisji dwutlenku węgla.

Naszym celem jest instalacja 200 stacji ładowania pojazdów elektrycznych w Warszawie do końca 2021 roku, a dominującą strategią rozwoju jest, żeby umieszczać je w miejscach najbardziej widocznych.

Imponujące! A co będzie dalej?

Wiadomo, że siłą rzeczy uderzymy to miejsc świadczących usługi, takich jak restauracje, centra handlowe czy galerie i hotele. Mam nadzieję, że kiedyś za takie ładowanie będziemy wręczać bilety do muzeum lub innych miejskich atrakcji, żeby kierowcy zostali docenieni za swój wkład w czyste miasto.

Czy Polacy przekonują się do samochodów elektrycznych?

Sprzedaż tych aut w Polsce rośnie na razie niestety dość wolno. Jest mnóstwo przeciwników tej technologii narzekających na słabą infrastrukturę i konieczność drobiazgowego planowania podróży, szczególnie tych poza miasto. Szkoda, że ten głos jest tak słyszalny.

A w przyszłości? Co jest koronnym argumentem do zmiany?

Już niedługo ładowanie samochodów elektrycznych będzie odbywało się w sposób zupełnie dla nas niezauważalny, odważę się użyć słowa “mimochodem”.  Będziemy ładować samochody elektryczne przy okazji, bo w tym czasie obejrzymy seans w kinie, zrobimy zakupy, czy udamy się do restauracji.  Średni czas wizyty w takich miejscach to około dwóch godzin. To wystarczy, aby naładować pojazd i podwójnie zaoszczędzić czas. Ładowarki przydomowe też szybko przestaną być egzotyką.

Wizja przyszłości czy wymagania współczesnego świata?

Tak widzę przyszłość i tak jest w Wielkiej Brytanii, gdzie około 40% ładowarek zamontowana jest w domu, 10% to bardzo szybkie ładowarki zainstalowane na drogach i autostradach, a pozostałe 50% ładowania odbyw się w punktach usług lokalnych.

To nie jest pieśń przyszłości, tylko dopasowanie do realiów naszego współczesnego życia i społeczeństwa, które z kosmiczną prędkością wdraża nowe technologie i innowacje, które zupełnie zmieniają nasze życie.

Czy Polacy potrzebują tej innowacji już?

Nie. Ale za moment okaże się, że bez tego nie można żyć. Zakładam, że już niedługo niemożliwy będzie wjazd do centrum miasta dla starych aut.

Przyjemnie jest sobie wyobrazić Mokotowską, czy okolice centrum bez zapachu spalin, prawda?

Ładowanie pojazdów elektrycznych jest teraz czymś zupełnie normalnym. W ostatnich latach jazda na napędzie elektrycznym stała się zasadniczo dostępna dostępna dla każdego – a ta zmiana nastąpiła w ciągu ostatnich pięciu lat. To znaczące tempo!

Wchodzicie zatem doskonale przygotowani w najlepszym momencie. Czy to znaczy, że sukces jest Wam gwarantowany?

Powstał zupełnie nowy rynek, który jest dostępny dla wszystkich. Dzięki ogromnej poprawie na całym rynku w zakresie technologii, sprzętu i standaryzacji byliśmy w stanie przełamać istniejące wcześniej bariery.

Nigdy wcześniej takiej rewolucji nie widzieliśmy. Mamy nadzieję, że kolejne zmiany, które przyniesie rozwój technologii i nauki są przed nami. Jesteśmy gotowi.

Największe wyzwania stoją przed Waszym sektorem to …?

Pierwszy to optymalizacja ceny. Ładowanie musi mieć sens ekonomiczny, aby pozostać atrakcyjnym na dłuższą metę. Należy przyjrzeć się wszystkim kosztom, niezależnie od tego, czy dotyczą energii elektrycznej, infrastruktury, sprzętu czy sieci. Wraz z postępem wzrostu musimy je wszystkie zredukować – w przeciwnym razie ten biznes nie będzie opłacalny.

Druga rzecz to – szczególnie upatruję tutaj roli producentów aut i polityki centralnej- promocja samochodów elektrycznych, do których Polacy ciągle podchodzą z rezerwą.

Trzecim z tych wyzwań jest zarządzanie obciążeniem sieci. Rosnąca penetracja rynku oznacza, że ​​potrzebujemy inteligentnych systemów operacyjnych, aby wyrównać skoki energii elektrycznej i wspierać modele pozyskiwania energii odnawialnej.

Co to znaczy? Czy będziemy mogli pozyskiwać ją np. z własnej, przydomowej fotowoltaiki?

Mam śmielszy pomysł! A co gdybyśmy połączyli to z energią z odzyskiwania śmieci? Cały czas chodzą mi po głowie pomysły, jak zaangażować i połączyć biznes i naukę, jak wspierać rozwój myśli i wpływać na to, czym zajmują się uczelnie i studenci. Może kiedyś nawet uda zorganizować się szeroki konkurs na innowacje w tym zakresie? Taki elektro-hackathon? Marzę o tym.

Świetny pomysł! Co jest największym problemem w zakresie gospodarowania energią?

Energia elektryczna powinna być zużywana tam, gdzie jest produkowana, a nie wysyłana do całej Europy w celu zaspokojenia lokalnego zapotrzebowania. Moim zdaniem to są wielkie problemy, z którymi musimy się uporać w ciągu najbliższych 10, max. 15 lat.

Damy radę jeszcze uratować świat?

Tak, Nie możemy dłużej opierać się tylko na “szybciej”, ale na “mądrzej”. Ekologia to szacunek do przeszłości i przyszłości. Nie możemy zostawić naszym dzieciom i wnukom świata, w którym czysta woda i powietrze są luksusem. Adaptacja do zmian, zrównoważony rozwój całego kraju  i szukanie innowacji w zakresie energii to kluczowe filary bezpiecznej przyszłości.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) 33 z 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w UE jest w Polsce. Z analiz Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) wynika, że z powodu smogu co roku umiera przedwcześnie w naszym kraju ok. 47 tys. osób. To dość drastyczne liczby.

Ciężko to zaakceptować. Musimy działać.

Po prostu róbmy to, w co wierzymy, że ma sens. Jeśli każdy dołoży od siebie najmniejszą cegiełkę w zakresie ochrony środowiska naturalnego,  to tak.

Życzymy tego sobie i Wam. Dziękujemy za wywiad.

Dziękuję.

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

VBIZNESIE #1 Mateusz Szukajt, Galaktus PR

VBIZNESIE

Wojciech Krzemień w inauguracyjnym odcinku VBIZNESIE rozmawia z Mateuszem Szukajtem, prezesem zarządu agencji Galaktus PR.

 

Premierowa rozmowa Wojciecha Krzemienia porusza takie wątki jak:

  • ostatnia dekada PR gamingu i jej rozwój
  • 10-te urodziny Galaktus PR
  • rynek gier, tego co czeka je w przyszłości

 

https://youtu.be/MHrYTzERniY

Spędziłem 20 lat w reklamie i marketingu. Założyłem, rozwinąłem i sprzedałem agencję kreatywną, prowadziłem własny coworking, po drodze angażowałem się w startupy. Promuję polską kulturę w azji poprzez sztukę filmową i content telewizyjny. Od 2017 roku jestem związany z BRIEF. W 2017 roku przeprowadziłem rekonstrukcję redakcji oraz digitalizację wydawnictwa na BRIEF.PL. W 2020 roku ruszył nowy serwis BRIEF ESPORTS którego jestem wydawcą. Od 2010 roku jestem związany z rynkiem startupów w Polsce. Jestem mentorem startupowym. Współtworzę wraz z Grzegorzem Kiszlukiem największy i najstarszy Polski ranking kreatywności aplikowalnej – 50 Najbardziej Kreatywnych Ludzi w Biznesie. Jestem fanem i propagatorem esportu i gamingu jako narzędzia komunikacji marketingowej.

Wojciech Krzemień

O zarządzaniu marką i wyznaczaniu nowych kierunków w branży – Małgorzata Wierzbicka, dyrektorka ds. marketingu i PR marki Maczfit [WYWIAD]

Małgorzata Wierzbicka Maczfit

Na liderze spoczywa niełatwy obowiązek – wyznaczać kierunek w branży i mieć głowę pełną pomysłów, również tych niekonwencjonalnych, a przede wszystkim nie bać się ich urzeczywistniać. Z Małgorzatą Wierzbicką – dyrektorką ds. marketingu i PR marki Maczfit, rozmawiamy o trudnym zadaniu, polegającym na nieustannym zwracaniu uwagi klienta i wyprzedzaniu konkurencji świeżością i zaangażowaniem w bieżące projekty.

Maczfit jest niekwestionowanym liderem branży cateringów dietetycznych w Polsce, a istnieje duże prawdopodobieństwo, że również w całej Europie. Jak zarządzać wizerunkiem firmy, która ze względu na swoją wielkość i autorytet powinna być zawsze o krok przed konkurencją?

Lider rynku ma jasną i spójną wizję – koncentruje się na szerszej perspektywie, na poszukiwaniu partnerów strategicznych o komplementarnych kompetencjach. Firmy odnoszące sukcesy – jak Maczfit – dobrze wiedzą, w jaki sposób przewidywać i stymulować zmiany w zachowaniu konsumentów czy branży. Przede wszystkim dlatego stale obserwujemy trendy i uważnie słuchamy opinii swoich klientów, by móc natychmiastowo reagować na ich sugestie. Inwestujemy w technologię, śledzimy prognozy, zmiany nawyków na rynku żywieniowym i na tej podstawie budujemy strategię przyszłości. Odpowiedzią na powszechną i pobudzoną pandemią digitalizację jest innowacyjna aplikacja, oferująca użytkownikom mnóstwo udogodnień w życiu codziennym. Wśród nich możliwość zmiany adresu dostawy i subskrypcji diety, przypominanie o konieczności wypicia wody czy monitoring efektów. Współczesne społeczeństwo uwielbia szybkie, jednocześnie satysfakcjonujące rozwiązania, a takich dostarcza Aplikacja Maczfit. Wybór Menu wprowadziliśmy z kolei dla tych, którzy nie lubią ograniczeń i narzucania formy zamawianego jedzenia, a możliwość domawiania pojedynczych posiłków pokazała naszym odbiorcom, że catering dietetyczny sprawdzi się również dla bliskich, czy podczas spotkań w większym gronie. Wszystkie zrealizowane udogodnienia komunikujemy w sposób prosty i przejrzysty, pokazując klientom, że każdego dnia staramy się analizować ich wybory i odpowiadać na potrzeby. Budujemy społeczność, która nie tylko korzysta z naszych usług, ale jest z nami blisko na co dzień i wie, że może na nas liczyć w każdej sytuacji. Ponadto niezwykle ważne jest dla nas, aby wszyscy ambasadorzy marki komunikowali podobne wartości do tych, którymi kieruje się Maczfit. Tym samym nasza komunikacja jest spójna i przejrzysta, a klienci doskonale wiedzą, jaki jest profil firmy.

Duża odpowiedzialność wymaga również ostrożności i wnikliwych analiz. Czy Twoim zdaniem Polacy są otwarci na niekonwencjonalne działania marketingowe? Odważne, poruszające istotne, społeczne kwestie?

Badania wskazują, że większość konsumentów chce, aby marki miały swobodę wyrażania opinii. Jednocześnie zapytani, czy rzeczywiście powinny brać udział w sprawach społecznych i politycznych, około sześciu na dziesięciu respondentów mówi „nie”. Konkurencja w naszej kategorii jest rozbudowana, a odbiorcy chętnie wybierają te firmy, które komunikują wartości bliższe ich światopoglądowi. Sprzyja to pewnej otwartości i transparentności firm – widocznych w strategiach komunikacji. Niewątpliwie są to słuszne założenia. Istnieją jednak sytuacje, w których warto oddzielić kwestie społeczne i biznesowe. Konsumenci chcą, aby firmy miały społeczny pogląd, ponieważ chcą móc im zaufać. W mojej opinii marki zaangażowane powinny w swojej komunikacji pamiętać, że ich odbiorcy mają różne poglądy i opinie na pewne tematy, szczególnie bardziej wrażliwe. Ważne jest, by podjętymi działaniami komunikować wartości spójne z DNA brandu, ale nie urazić przy tym żadnej ze stron.

W Nowy Rok marka weszła ze świeżą energią i hasłem zgodnym z ruchem body positive i ideą self love – „Kocham Siebie, dbam o Siebie”. Na co szczególnie chcieliście zwrócić uwagę odbiorców?

„Kocham siebie, dbam o siebie” to nasz głos w umacnianiu poczucia samoakceptacji i dbania o siebie. W ostatnich latach świat mody i lifestyle’u zredefiniował mit jednej, idealnej figury jak z wybiegu. Zależało nam na tym, aby była to platforma, która w pozytywny sposób wzmocni poczucie wartości u kobiet i mężczyzn. Maczfit poprzez swoją kampanię chce przekazać, że piękne jest to, co zdrowe, a zdrowe jest dbanie o siebie. Kocham siebie i swoje ciało, bo jest zdrowe, jest silne, jest moje. Czuję się dobrze ze sobą. Tak uzbrojony mogę stawiać czoła wyzwaniom dnia codziennego, mogę dbać też o innych, mogę się realizować i być szczęśliwy. Catering dietetyczny to już nie tylko ogromna oszczędność czasu i energii. To także kolejna część drogi klientów do osiągnięcia swoich celów oraz zadbania o swoje zdrowie fizyczne, psychiczne i dobre samopoczucie każdego dnia.

Gdy pojawiła się pandemia, szybko wdrożyliście działania niosące wsparcie i rozpoczęliście przygodę z rozdawaniem posiłków. Ostatnią inicjatywę tego typu zrealizowaliście podczas Świąt Bożego Narodzenia, kiedy na swoich kanałach w mediach społecznościowych kolejny raz zachęcaliście internautów do zgłaszania osób potrzebujących i samotnych, którym przekażecie zdrową dietę prosto pod drzwi mieszkania. Działania tego typu są nieodłącznym elementem strategii komunikacji marki Maczfit. Dlaczego warto pomagać?

Jest kilka modeli biznesowych, jakie realizują firmy z naszego sektora. Niektóre stawiają na strategie nastawione na cenę. Inne oferują rozwiązania dopasowane do wąskiego segmentu. Maczfit stawia na rozwój oferty i sprzedaż unikalnych i jakościowych produktów dla szerokiego segmentu klientów. Niezalenie od strategii istotne są przekonania i sposób, w jaki marki je realizują. W Maczfit staramy się komunikować wartości, w które szczerze wierzymy i mamy nadzieję, że nasi klienci także się z nimi utożsamiają. Jeśli możemy komuś pomóc – robimy to niezwykle chętnie. Jako firma chcielibyśmy być postrzegani jako partner, który nie tylko oferuje zdrowszą jakość życia, ale i angażuje się społecznie i w imieniu swoim, a przede wszystkim swoich odbiorców, po prostu dzieląc się dobrem. Wierzę, że jeśli istnieje zgodność między celami obu stron (firmy i klienta), konsumenci chętniej kooperują z marką, czując się jej częścią i utożsamiając się z wartościami firmy – co pomaga im zdecydować, czy chcą z nią pozostać, czy nie.

Czy w 2021 roku również nie zabraknie działań wspierających osoby potrzebujące?

Jesteśmy marką odpowiedzialną społecznie, a zatem naszym obowiązkiem jest, by wspierać tych, którzy tego najbardziej potrzebują. Tak, będziemy kontynuować działania.

W ubiegłym miesiącu wzięliście pod lupę wegetarian i wegan, tworząc raport miast najbardziej przyjaznych roślinożercom. Jak narodził się pomysł na tę realizację? Czy Twoim zdaniem przyszłość branży spożywczej to osoby rezygnujące z produktów pochodzenia zwierzęcego i należy im się coraz baczniej przyglądać?

Badania rynku prezentują scenariusz zakładający, że w związku z możliwym załamaniem w branży mięsnej oraz faktem, że zbilansowana dieta roślinna (zarówno wegetariańska, jak i wegańska) ma korzystny wpływ na zdrowie, w przyszłości nasza dieta będzie w 100% bazowała na produktach roślinnych. Już dziś wegetarianie i weganie to zdecydowanie grupa, której branża spożywcza bacznie się przygląda, nieustannie oferując nowe rozwiązania. Nie jest to z pewnością chwilowa moda czy trend, ale świadome i długofalowe zmiany społeczne wynikające z troski o środowisko, zwierzęta i zdrowie. W Maczfit także zaobserwowaliśmy ożywienie zainteresowania dietami wegańską oraz wegetariańską i chcieliśmy sprawdzić, jak będzie ono ewaluowało i w jakim stopniu profil osoby unikającej produktów pochodzenia zwierzęcego jest tożsamy z naszym odbiorcą. Zauważyliśmy mnóstwo podobieństw, a tym samym otrzymaliśmy cenne wskazówki przydatne do budowania kolejnych strategii. Z drugiej strony raport okazał się też interesujący dla naszych klientów. Stanowił pewien zbiór ciekawostek i porównań – wśród grupy, którą tworzy już ponad 20% polskiego społeczeństwa.

Mnóstwo mówi się o pokoleniu Millenialsów i Post-Millenialsów, które zrewolucjonizują rynek. Czy uważasz, że młodzi są przyszłością również branży cateringowej? Jesteście przygotowani na zmiany, których oczekują? A może już je wprowadzacie?

Młodzi zdecydowanie są przyszłością nie tylko naszej branży i bardzo szybko zdecydowaliśmy się na wprowadzenie zmian, których zaczęli od nas oczekiwać. To oni najsprawniej poruszają się w Internecie, są zwolennikami nowych technologii i powszechnej digitalizacji. Często wybierają marki nowoczesne, odpowiadające na współczesne trendy i potrzeby. Zdecydowanie chętniej sięgają również po nowe, często nieoczywiste rozwiązania, z drugiej strony wymagając pełnej satysfakcji z usług. Pokolenie Z ma tak niebywałą siłę nabywczą, że przed pandemią stanowiło jedną czwartą wszystkich ludzi stołujących się poza domem. W samym tylko 2018 roku ludzie młodzi (urodzeni po 1997 roku) odwiedzili restauracje blisko 15 miliardów razy. Z przeprowadzonych badań wynika, że pomimo zamiłowania Millenialsów do przekąsek i street food czy szerzej „urban food”, jedzą oni coraz zdrowiej. Chętnie próbują nowego jedzenia i wybierają to, oferujące modniejsze menu, obfitujące w opcje wegańskie, wegetariańskie, bezglutenowe. I tu właśnie pojawia się nasza rola. Staramy się, by nasza oferta była dla nich niezwykle atrakcyjna.


Źródło: Maczfit

Brief.pl - jedno z najważniejszych polskich mediów z obszaru marketingu, biznesu i nowych technologii. Wydawca Brief.pl, organizator Rankingu 50 Kreatywnych Ludzi w Biznesie.

BRIEF

Mariusz Then, Xbox: „Gaming for Everyone – chcemy dotrzeć do jak największej liczby graczy”

Xbox

Z Mariuszem Thenem, CEE Xbox Category Management Lead rozmawiałem o premierze nowej generacji konsol Xbox, o wynikach sprzedaży, sporze konsolowców z fanami PC, Minecrafcie, czy o współpracy z wydawcami gier. Zapraszam do lektury!

Na jesieni 2020 nadeszła nowa generacja konsol, a Xbox Series X notuje świetne recenzje. Co jest największą przewagą nowej generacji konsol i czemu warto się na nie zdecydować właśnie teraz?

Mariusz Then: Jako gracz konsolowy osobiście bardzo dobrze widzę ten skok jakościowy. Wykonaliśmy dobrą pracę, poczyniliśmy wiele zmian – tak aby ten sprzęt był rzeczywiście najmocniejszy. W naszej branży przyjęło się patrzeć na teraflopy, które określają prędkość konsoli. Xbox Series X posiada ich 12 i jest dwa razy mocniejszy od naszej poprzedniej konsoli. Ma dwa razy szybsze możliwości wczytywania nawet bardzo dużych światów danej gry. Do tego można zwiększać pojemność dysku konsoli. Te czynniki z pewnością przyczyniły się do ogromnego zainteresowania Xbox Series X u nas w kraju. Warto zaznaczyć, że jako Microsoft stawiamy na dostępność dla jak największej liczby graczy. O ile Xbox Series X jest naszą najmocniejszą konsolą, to na rynku dostępny jest też wariant budżetowy Xbox Series S.

Xbox jest dostępny w wielu sklepach, a wśród opcji zakupowych pojawiła się nowatorska usługa abonamentowa Xbox All Access, która pozwala zakupić konsolę w abonamencie razem z szerokim wyborem gier. Do tej pory była to domena tradycyjnych telekomów – i jest to bez wątpienia ciekawa opcja dla osób, które nie są gotowe na jednorazowy wydatek. Co skłoniło Microsoft do wprowadzenia takiego planu i jaki jest mniej więcej stosunek nabywców Xbox All Access w stosunku do tradycyjnych nabywców?

Nasza strategia jest bardzo prosta. Gaming for Everyone – chcemy dotrzeć do jak największej liczby graczy. Xbox All Access razem z Xbox Game Pass poszerza znacząco grupę konsumentów. Pozwala na zakup konsoli w systemie subskrypcyjnym z nielimitowanym dostępem do kilkuset gier. Dzięki temu użytkownik dostaje dostęp nie tylko do hardware’u, ale również do szerokiego wyboru gier. Xbox Game Pass może stać się podobną usługą dla gier, jaką jest Netflix dla filmów. Użytkownik może korzystać nie tylko z gier na Xbox, ale też grać na swoim komputerze albo telefonie. Nie mogę zdradzić jaki dokładnie odsetek zakupił konsole razem z usługą Xbox All Access, ale 20% takich użytkowników to jest nasz cel. Zależy nam nie tylko na sprzedaży konsol, ale też na tym, aby jak najwięcej graczy po prostu czerpało radość z gry. Dodatkowo, jako Microsoft zakupiliśmy ostatnio ZeniMax Media, spółkę matkę Bethesda Softworks, więc można się spodziewać, że tych tytułów będzie coraz więcej.

Z ankiety przeprowadzonej na portalu Gry Online, można wywnioskować, że nowy Xbox jest najchętniej kupowaną konsolą nowej generacji w Polsce. Jak postrzegają Państwo wyniki sprzedażowe konsoli w tych pierwszych miesiącach od premiery?

Wyniki są zaskakujące nawet dla nas. Microsoft potraktował Polskę jako naprawdę istotny rynek. Po raz pierwszy Polska została tak doceniona i premiera odbyła się w tym samym dniu, co premiera globalna, bez żadnych ograniczeń. Dostaliśmy taką liczbę konsol, jak inne kraje. Nie wystarczyło to na pokrycie popytu i cały czas zdarzają się chwilowe problemy z dostępem do kupna konsoli. Z pewnością wyniki sprzedaży są zdecydowanie powyżej oczekiwań.

Warto też wspomnieć szerzej o konsoli Xbox Series S, która z racji swojej niskiej ceny bardzo mocno otwiera rynek konsol dla większego grona odbiorców. Series S pozwala grać we wszystkie najnowsze gry, które ma Series X i dysponuje tymi samymi, najnowszymi technologiami, w tym wyświetlanie do 120 klatek na sekundę. Główna różnica jest taka, że rozdzielczość w Series S to FullHD (1440p) vs pełne 4 K na konsoli Series X. Xbox Series S zawiera również dedykowany sprzętowy mechanizm, umożliwiający skalowanie obrazu do 4 K po podłączeniu do telewizora obsługującego tę rozdzielczość także w aplikacjach rozrywkowych Xbox. Konsola Xbox Series S została stworzona z myślą o cyfrowych wersjach gier – bez nośnika fizycznego. Wyposażono ją w specjalnie zaprojektowany dysk SSD o pojemności 512 GB z opcją zwiększenia dostępnego miejsca za pomocą karty pamięci Seagate.

Microsoft jest jednym z liderów rynku zarówno w obszarze komputerów, jak i konsol. Czy rozgraniczacie typy graczy na konsolowych i komputerowych? Dla kogo Waszym zdaniem jest dedykowane granie na komputerze, a dla kogo granie na konsoli? Czy warto posiadać w domu oba sprzęty do grania? Czy też może panuje przekonanie, że komputer powinien służyć do pracy, a konsola do grania?

Jest to indywidualne podejście. To zależy od użytkownika. Ja na przykład gram na tym i na tym konsoli i na PC. Microsoftowi zależy, aby dotrzeć do jak największego grona odbiorców. W pewnym sensie rozgraniczamy rynek konsolowy, czy komputerowy, ale to nie jest tak, że granie na konsoli kanibalizuje granie na komputerze. Oczywiście, mamy dedykowane produkty skierowane dla poszczególnych grup odbiorców i prowadzimy kierunkową komunikacje. Natomiast pracujemy nad tym, aby ta granica się zacierała. Zaczynasz grać na konsoli, kontynuujesz na komputerze, czy też na komórce. Jestem przekonany, że w kolejnych latach ta granica coraz bardziej będzie się zacierać. Liczba graczy zauważalnie rośnie na wszystkich urządzeniach.

Gdzie w tym wszystkim plasuje się Minecraft? Najlepiej sprzedająca się gra na świecie.

Kupno Minecrafta było pierwszym ruchem, kiedy Microsoft zrozumiał, że gra nie może być wyłącznie na jedną platformę. Gracz musi mieć swobodną możliwość wyboru różnych gier na różne platformy.. Z moją córką często siadamy przed konsolą (ma 5 lat), ale Minecrafta jeszcze nie opanowała. Natomiast wierzę, że jest to gra jak najbardziej edukacyjna. Pobudza kreatywne myślenie i pozytywnie wpływa na rozwój młodych osób. Minecraft to gra numer jeden, jeśli chodzi o popularność naszych produkcji. Mamy specjalny dział, który odpowiada tylko za Minecrafta.

Jakie są najważniejsze gry, które są już dostępne na nową konsole? Na Xbox Series X gra Cyberpunk 2077 działa wyśmienicie, czy jest to zasługa bliskiej współpracy z wydawcą gry na etapie jej tworzenia?

Tak, oczywiście współpracujemy z największymi wydawcami. Zapewniamy im wsparcie, konsultujemy technologie. Ta współpraca jest, była i będzie. Oczywiście jesteśmy w regularnym kontakcie z CD Projekt i staramy się pomagać twórcom wykorzystać wszystkie możliwości naszych urządzeń. Wszystkie strony są zadowolone, więc jestem przekonany że przełoży się to na jeszcze lepsze doznania konsumentów. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego w jaki sposób układa nam się współpraca z twórcami gier.

Czy Xbox planuje działania nakierowane na esport w Polsce? Na Xboxa dostępnych jest wiele popularnych esportowych tytułów takich jak Overwatch, Fortnite, Call of Duty Warzone, Rainbow Six, Rocket League, czy FIFA. Wiadomo, że gry te są inaczej zbilansowane na PC, a inaczej na konsole. Czy planowane są jakieś dedykowane aktywności skierowane na rywalizacje dla graczy konsolowych? Turnieje dla amatorów, ligi zawodowe?

Wcześniej wychodziliśmy stricte z biznesu konsolowego i rynek esportu nie był w kręgu naszych zainteresowań. Teraz, tak jak mówiłem, otwieramy się również na graczy komputerowych i bez wątpienia esport jest interesującym obszarem do zgłębienia. W tym momencie nie mogę się niczym pochwalić, ale bez wątpienia chcemy to robić. Będzie wspierać to nie tylko Xboxa, ale również inne produkty Microsoft.

XBOX Series X
XBOX Series X; Źródło: Microsoft, Xbox

Redaktor Prowadzący sekcji Brief Esports. Business Consultant z ponad 15 letnim doświadczeniem w branży esportu i gamingu. Organizator ponad 20 esportowych wydarzeń i turniejów dla profesjonalistów i amatorów. Pracował z najważniejszymi organizacjami esportowymi w Polsce takimi jak Pride, Team Kinguin, AGO Esports, czy Illuminar Gaming jako manager drużyny, dyrektor ds. esportu i dyrektor ds. rozwoju. Doświadczenie biznesowe zdobywał m.in. w McKinsey & Company. Regularny mówca na konferencjach poświęconych tematyce gamingu i esportu w Polsce. Doradca Esports Associations w temacie Narodowej Drużyny Esportu i strategii rozwoju esportu w Polsce.

Jarosław Śmietana

Kuba Kossut rozmawia z Robertem Bednarskim, dyrektorem Facebook na Europę Środkowo-Wschodnią cz. 2

Robert Bednarski Facebook

Wzrost e-commerce o 40 czy 60 procent nie powinien być dziś powodem do zadowolenia.

Rozmawialiśmy już o pandemii w kontekście fake newsów, rozmawialiśmy o niej w kontekście demografii, ale nie sposób pominąć jeszcze jednego zjawiska z nią związanego, mianowicie transformacji cyfrowej wielu biznesów i po prostu wzrostu e-commerce.

To zdecydowanie moje ulubione zagadnienie.

Powstały liczne memy na ten temat, niektóre są już nawet przestarzałe. Kto wprowadził transformację cyfrową w Twojej firmie – CEO,CTO czy COVID-19? Co sądzisz o tym zjawisku? Jak ono się ma do wejścia do Polski Amazona? Jak Facebook zamierza bronić budżetów e-commerce’owych, tych z dołu lejka?

Im większa konkurencja, tym więcej możliwości dla konsumentów. To sprzyja rozwojowi każdego rynku. W Facebooku nie myślimy w kategoriach konkurowania o budżety reklamowe, tylko o tym, w jaki sposób jesteśmy w stanie budować lepsze rozwiązania na naszych platformach. Ja osobiście, będąc w tej branży już grubo ponad 20 lat, po prostu cieszę się ze wszystkich inicjatyw, które powodują, że cały ekosystem online jest bardziej kompletny i zapewnia lepsze możliwości rozwoju zarówno małym, jak i dużym firmom.

Widzimy zresztą, że na przyspieszenie technologiczne szczególnie sprawnie odpowiadają właśnie małe podmioty, które mają dużo większą swobodę działania niż duże przedsiębiorstwa. Podczas gdy koncerny zmagają się z poważnymi wyzwaniami logistycznymi (muszą na przykład obsłużyć kilkusetprocentowy wzrost w kanałach e-commerce), wiele z mniejszych spółek po początkowym uderzeniu pandemii bardzo elastycznie dostosowało się do nowych okoliczności. Kluczowa dla jednych i drugich jest jednak sama zmiana świadomości – zauważenie zachodzących przemian i podjęcie zdecydowanych działań, aby się do nich przystosować.

Dla branży dzisiaj – tak samo dla Facebooka, jak i dla agencji mediowych, agencji performance – jest to bardzo duże wyzwanie. I bardzo duża odpowiedzialność – żeby tym małym firmom pomóc. Nie w kategorii szansy na przychód, ale po prostu realnego wsparcia w przejściu tej cyfrowej transformacji, która jest dużym wyzwaniem dla nas wszystkich.

Tak, szczególnie że transformacja cyfrowa to nie jest projekt, który zwłaszcza małe firmy mogą traktować w kategoriach programu rozłożonego na lata. Trendy, które widzimy, oznaczają, że ten wysiłek i być może ryzyko muszą zostać podjęte jak najszybciej. To ważne dla utrzymania kontaktu z dotychczasowymi klientami i dla otwierania nowych rynków. Podmioty, które dziś tego nie zrobią, tak naprawdę podejmują dużo większe ryzyko, niż im się wydaje, stojąc w miejscu lub myśląc, że wzrost e-commerce na poziomie 40, 50 czy 60 procent jest świetnym wynikiem. Nie, nie jest. Dzisiaj przedsiębiorstwa powinny w tym obszarze celować we wzrosty rzędu 200–300 procent rok do roku. To będzie je stawiało w dobrej pozycji na przyszły rok czy dwa lata, żeby mogły realizować swoje cele strategiczne.

A więc z jednej strony mamy ogromną szansę w postaci rozwoju e-commerce, nie tylko w Polsce, ale i na świecie (choć dziś skupiamy się przede wszystkim na Polsce), a z drugiej – potencjalny wzrost konkurencji w związku z wejściem Amazona. Jak się pozycjonujecie w tym względzie, który kawałek tego e-commercowego tortu chcecie zająć? W jaki sposób, jakimi usługami, być może od strony pozycjonowania, być może od strony grupy docelowej, chcecie wesprzeć sprzedawców?

My naprawdę nie myślimy o tym, którą część tego e-commercowego tortu chcielibyśmy zająć. Przede wszystkim staramy się docierać ze wsparciem transformacji cyfrowej do setek tysięcy małych przedsiębiorstw. Nie widzę dzisiaj ważniejszego zagadnienia dla gospodarki niż pomoc firmom w usprawnieniu tego procesu. W dłuższej perspektywie mówimy tu o tysiącach, a być może milionach miejsc pracy, które uda się obronić albo utworzyć dzięki tym działaniom.

Widzę w tym bardzo dużą rolę Facebooka. W ubiegłym roku zrealizowaliśmy między innymi serię webinariów skierowanych do małych firm, w których pokazywaliśmy jak skutecznie wykorzystywać narzędzia cyfrowe – patrząc na ich oglądalność, widzimy że jest zapotrzebowanie na takie praktyczne wskazówki. Również w tym roku moim osobistym priorytetem jest szukanie sposobów, jak możemy lepiej wspierać przedsiębiorców. Nie chodzi wyłącznie o efektywną reklamę w Internecie, ale o szerzej rozumiane zagadnienie transformacji cyfrowej przedsiębiorstw. Takim wyzwaniem jest zbudowanie całego biznesu w Internecie. Chcemy pomóc przedsiębiorcom odnaleźć się w świecie, który jest coraz bardziej skomplikowany i oparty na danych. Chodzi o to, aby byli w stanie stworzyć trwałą przewagę na rynku i rozumieć swoich klientów. A do tego wszystkiego potrzebne są informacje.

Jak sam zauważyłeś, i tu się w pełni zgadzam, jednym z fundamentów transformacji cyfrowej są dane. Nasze badania pokazują, że na optymalizacji całego ekosystemu mediów, z których korzysta marka, można zyskać dużo więcej niż na optymalizacji pojedynczego silosa. W kontekście całego planu komunikacyjnego marki takimi silosami, choćby z perspektywy agencji mediowej, mogą być konkretne kanały społecznościowe…

Warto tu dodać, że w ostatnich latach – bardzo słusznie – wzrosła świadomość dotycząca kwestii prywatności. Dla nas nie ma nic ważniejszego niż zapewnienie, żeby każdy czuł się na platformie bezpiecznie i miał kontrolę nad tym, w jaki sposób używane są jego dane.

Jeżeli chodzi o wykorzystanie danych przez firmy, to wiele narzędzi już istnieje, jednak jeszcze nie wszyscy z nich korzystają. Przedsiębiorstwa powinny myśleć o tworzeniu własnej infrastruktury danych, budować swoje bazy danych i kompetencje w tym zakresie. To one same są podmiotami będącymi w stanie realnie integrować wiedzę dotyczącą swoich klientów, potencjalnych klientów czy grup docelowych. Ten trend będzie przyspieszał i firmy, które nie poświęcają mu wystarczająco dużo uwagi, będą miały duży problem z wykorzystaniem możliwości, jakie dają dane i platformy mobilne.

Czy jest coś, o czym jeszcze dzisiaj nie powiedzieliśmy, a spodziewasz się, że wpłynie na naszą najbliższą przyszłość – rok, dwa lata? Czy istnieją jeszcze jakieś zjawiska, które będą miały znaczenie z jednej strony dla społeczeństwa, a z drugiej – dla naszej branży?

Będziemy poświęcać bardzo dużo uwagi budowaniu świadomości i edukowaniu ludzi w obszarach takich jak ochrona prywatności, walka z dezinformacją i mową nienawiści, tak aby kształtować jak najlepsze standardy w tym zakresie. Pod kątem technologicznym w najbliższych latach czeka nas skokowy rozwój – i nie mówię tu o pięciu czy dziesięciu latach, ale roku, dwóch, trzech. AR i VR będą bardzo mocno wkraczać w nasze życie. Wciąż są to odległe trendy, ale one już wchodzą do masowego odbioru.

Z kolei z perspektywy biznesu takim tematem jest e-commerce.

Dzisiaj wspólnym mianownikiem całego rynku jest pytanie, jak budować biznes online. Musimy odrzucić myślenie w kategoriach „jakie reklamy mam wyświetlać?” na rzecz pytania „jak budować swój biznes online i co jest do tego potrzebne?”. Jak ustawić myślenie o e-handlu w centrum mojej firmy? Nie w strukturach działu marketingu lub gdzieś zupełnie z boku, ale w centrum strategii, w centrum mojego myślenia, ponieważ będzie ono decydowało o przyszłości mojej firmy.

A reklamodawcy? Ostatnie lata to czas rozpowszechniania się zjawiska, które można nazwać short termism. Coraz więcej (kuszących) mierników po stronie mediów digital spowodowało, że marketerzy stracili balans między inicjatywami brandowymi a activations. Rezultatem jest spadek efektywności komunikacji marketingowej, który widać na przykład w danych Instytutu Projektów i Analiz.

W przeszłości mieliśmy i dziś również często mamy do czynienia z bardzo mocnym rozróżnieniem brand marketingu i performance marketingu jako dwóch równoległych światów. Internet i nowe możliwości zintegrowanej komunikacji powodują jednak, że te światy się przenikają.

Jednocześnie wiele firm celuje w konkretne parametry budowy marki i chce tworzyć kampanie stricte brandowe. Z drugiej strony coraz więcej przedsiębiorstw na świecie pokazuje, że w dłuższej perspektywie największe sukcesy osiąga się właśnie poprzez zintegrowaną komunikację, w ramach której w pełni świadomie i konsekwentnie buduje się swój przekaz brandowy, ale jednocześnie mając na platformach zintegrowane kanały sprzedażowe, co bardzo mocno skraca lejek sprzedażowy. Internet daje właśnie tę możliwość.

Prawdopodobnie jedni zauważą tę szansę po wymuszonym teście, który miał miejsce w tym roku, skorzystają z niej i trwale zmienią swój biznes – tak jak opowiadasz. Inni z kolei nie uczynią tego do końca i to oni będą mieli najwięcej do zrobienia.

Rzeczywistość po pandemii nie będzie już taka sama. Wiele osób, które zyskały doświadczenie z zakupami online, prawdopodobnie nie porzuci tego nowego nawyku. W konsekwencji relacja pomiędzy sprzedażą offline i online mocno się zmieni.

 

 

 

CEO MediaCom Warszawa, związany z agencją od 2003 roku, a od 2008 roku zasiada w jej zarządzie. Rozpoczynał karierę zawodową w Instytucie Ekonometrii SGH, skąd przeszedł do MediaCom, aby stworzyć pierwszy w Polsce dział marketingowych analiz ekonometrycznych. Do dziś pozostał zwolennikiem stosowania zaawansowanej analityki w służbie komunikacji marketingowej. Gorąco wierzy też w siłę strategicznego planowania całego, pełnego wewnętrznych interakcji ekosystemu mediów. W wolnym czasie uprawia wspinaczkę skałkową. Zaangażowany w tematy ekologii i resilience, jest przekonany, że jako branża swoimi działaniami możemy wspierać globalne postawy z myślą o społeczeństwie i przyszłych pokoleniach. Wierzy w siłę partnerskich relacji, w pracy kierując się filozofią MediaCom, People First Better Results.

Kuba Kossut