BRIEF dociera do polskich firm i ich pracowników – do wszystkich tych, którzy poszukują inspiracji w biznesie i oczekują informacji o ludziach, trendach i ideach.

Skontaktuj się z nami

BRIEF definiuje.KISZLUK rozmawia

Nie wystarczy mieć mistrzów. Trzeba zbudować system

Iga Świątek, Maja Chwalińska, Hubert Hurkacz, Kamil Majchrzak. Polski tenis ma dziś nazwiska, sukcesy i emocje, których jeszcze kilkanaście lat temu mogliśmy tylko zazdrościć innym. Ale najważniejsze pytanie brzmi inaczej: czy potrafimy wykorzystać ten moment, żeby przestać liczyć na pojedyncze talenty i zbudować system, który będzie wychowywał kolejnych mistrzów? O tym rozmawiam z Magdaleną Rejniak-Romer, pełnomocniczką Zarządu Polskiego Związku Tenisowego ds. strategii.

Spis treści
  1. Mistrz nie może być przypadkiem
  2. Strategia, która kończy się dokumentem, nie jest strategią
  3. Motywacja czy dyscyplina?
  4. Sport to również gospodarka
  5. Maja Chwalińska i coś, czego nie da się kupić
  6. Najlepsi ambasadorowie Polski
  7. Nie chodzi o Igę

Adam Małysz przez lata był dla mnie przykładem niezwykłego polskiego talentu. Samorodka. Perły.

Problem polegał na tym, że kiedy my cieszyliśmy się z jednego genialnego zawodnika, w pierwszej dwudziestce światowych skoków pojawiało się kilku Austriaków, Niemców czy Norwegów.

My mieliśmy perłę.

Oni mieli hodowlę pereł.

I właśnie to pytanie wróciło do mnie podczas rozmowy z Magdaleną Rejniak-Romer: czy polski tenis jest dziś w momencie, w którym sukces jednostek można zamienić w system?

Bo sukcesów rzeczywiście nam nie brakuje.

Najpierw Agnieszka Radwańska, później Jerzy Janowicz, Łukasz Kubot, Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski. Potem Iga Świątek, Hubert Hurkacz, Kamil Majchrzak, Maja Chwalińska i kolejne nazwiska.

Polacy zaczęli oglądać tenis. Zaczęli nim żyć. Dzieci chcą grać.

To jest moment, którego nie wolno zmarnować.

Mistrz nie może być przypadkiem

Magdalena Rejniak-Romer mówi o tym bardzo jasno.

Potrzebujemy infrastruktury. Potrzebujemy naboru dzieci do dyscypliny. Potrzebujemy wsparcia klubów, trenerów i najbardziej utalentowanych zawodników. Potrzebujemy systemu współzawodnictwa i systemu finansowania.

Czyli właśnie — systemu.

Dobrym punktem odniesienia są Włochy. Nie dlatego, że mają jednego wybitnego zawodnika. Znacznie ważniejsze jest to, ilu zawodników potrafią doprowadzić do wysokiego poziomu.

To jest zasadnicza różnica.

Można mieć mistrza.

Ale można również stworzyć warunki, w których pojawianie się kolejnych mistrzów przestaje być wyłącznie szczęśliwym zbiegiem okoliczności.

I właśnie na tym polega dojrzałość państwa, federacji, środowiska sportowego i biznesu.

Strategia, która kończy się dokumentem, nie jest strategią

W tej rozmowie pada zdanie, które dla mnie wykracza daleko poza tenis.

Magdalena mówi:

„Tu nie chodzi o dokument. Tu chodzi o to, żeby faktycznie zaproponować takie rozwiązania, które będą wdrożone w życie.”

I właściwie pod tym jednym zdaniem mógłbym podpisać sporą część tego, o czym mówię od lat w odniesieniu do marketingu, gospodarki czy budowania marki Polski.

Strategię można napisać.

Można przygotować prezentację.

Można stworzyć kilkadziesiąt slajdów, cele, filary i harmonogramy.

Tylko co z tego?

Prawdziwa strategia zaczyna się wtedy, kiedy trzeba zmienić sposób działania ludzi, instytucji i organizacji.

Kiedy trzeba znaleźć partnerów.

Kiedy trzeba podzielić odpowiedzialność.

Kiedy trzeba zapewnić finansowanie.

I przede wszystkim — kiedy trzeba działać konsekwentnie przez wiele lat.

Sport doskonale pokazuje, że nie ma drogi na skróty.

Motywacja czy dyscyplina?

To był dla mnie jeden z najciekawszych momentów tej rozmowy.

Od pewnego czasu powtarzam zdanie:

motywacja jest pochodną dyscypliny.

Nie zawsze chce ci się wyjść na trening.

Nie zawsze masz dobry dzień.

Nie zawsze warunki są idealne.

Ale jeśli masz dyscyplinę, robisz swoje.

A kiedy robisz swoje dzień po dniu, zaczynasz widzieć efekty. I właśnie wtedy pojawia się kolejna motywacja.

Sport uczy tej zależności wyjątkowo brutalnie.

Nie da się oszukać treningu.

Nie da się nadrobić dziesięciu lat pracy w dwa miesiące.

Magdalena zwraca uwagę, że zdobycie nawet jednego punktu w zawodowym tenisie oznacza często dziesięć czy piętnaście lat konsekwentnej pracy.

I to jest doświadczenie, które zostaje na całe życie.

Dlatego byli sportowcy tak często świetnie odnajdują się później w biznesie.

Potrafią pracować na wynik odroczony w czasie.

Potrafią przegrywać.

Potrafią wracać.

Potrafią podporządkować codzienność celowi.

To są kompetencje znacznie cenniejsze niż niejeden certyfikat.

Sport to również gospodarka

Często patrzymy na sport bardzo wąsko.

Medal.

Mecz.

Turniej.

Ranking.

Tymczasem sport jest częścią znacznie większego systemu.

To zdrowie publiczne.

To edukacja.

To biznes.

To przemysł.

To turystyka.

To media.

To sponsoring.

To wreszcie wizerunek kraju.

Jeżeli dziecko zaczyna uprawiać sport, nie musi zostać Igą Świątek czy Hubertem Hurkaczem, żeby ta inwestycja miała sens.

Jeżeli zostanie aktywnym dorosłym człowiekiem, jeżeli będzie zdrowsze, bardziej zdyscyplinowane, lepiej zorganizowane — państwo już na tym korzysta.

A jeżeli z tysięcy takich dzieci wyrośnie kilku mistrzów światowego poziomu, pojawia się kolejny efekt.

Promocja Polski.

Maja Chwalińska i coś, czego nie da się kupić

W rozmowie sporo miejsca poświęcamy Mai Chwalińskiej.

Nie tylko dlatego, że wygrywa.

Także dlatego, jak się zachowuje.

Jak mówi.

Jak reaguje.

Jak jest naturalna.

Jak potrafi wejść do międzynarodowego studia, rozmawiać z największymi nazwiskami światowego tenisa i pozostać sobą.

Takiej promocji kraju nie da się zamówić w domu mediowym.

Nie da się jej napisać w briefie reklamowym.

Nie da się kupić za trzydzieści sekund czasu antenowego.

Bo jest autentyczna.

Kiedy polski zawodnik wychodzi na centralny kort wielkiego turnieju, przed milionami widzów nie występuje przecież wyłącznie jako osoba prywatna.

Obok jego nazwiska pojawia się POL.

I to wystarczy.

Emocja robi resztę.

Najlepsi ambasadorowie Polski

Robert Lewandowski.

Iga Świątek.

Hubert Hurkacz.

Maja Chwalińska.

Kamil Majchrzak.

Możemy długo dyskutować o tym, kto jest ambasadorem Polski, ale sport daje nam odpowiedź wyjątkowo prostą.

To ludzie, których świat ogląda.

Ludzie, z którymi świat przeżywa emocje.

Ludzie, z którymi zaczyna kojarzyć również kraj ich pochodzenia.

I dlatego sport powinien być jednym z istotnych elementów budowania marki Polski.

Nie jedynym.

Nie najważniejszym.

Ale jednym z bardzo ważnych.

Bo marka kraju nie może być zbiorem przypadkowych kampanii o pierogach, grzybach, startupach, zamkach czy pięknych krajobrazach.

Marka kraju powinna być nadrzędną ideą, która potrafi spiąć gospodarkę, kulturę, naukę, turystykę, dyplomację i sport.

Sport wnosi do niej coś wyjątkowego.

Emocje.

A emocje zostają w pamięci znacznie dłużej niż slogan reklamowy.

Nie chodzi o Igę

To może zabrzmieć paradoksalnie, ale cały ten tekst tak naprawdę nie jest o Idze Świątek.

Nie jest również o Mai Chwalińskiej czy Hubercie Hurkaczu.

Jest o tym, co zrobimy z ich sukcesem.

Czy za kilkanaście lat będziemy wspominać niezwykłe pokolenie polskich tenisistów?

Czy będziemy wtedy oglądać kolejnych?

To samo pytanie możemy zadać właściwie w każdej dziedzinie życia.

Czy jesteśmy krajem pojedynczych wybitnych ludzi?

Czy krajem, który potrafi tworzyć warunki, żeby wybitnych ludzi było więcej?

Samorodki zawsze będą się pojawiać.

Ale dojrzałe państwo nie może opierać swojej przyszłości na nadziei, że kolejny samorodek po prostu się urodzi.

Nie wystarczy mieć mistrzów.

Trzeba zbudować system, dzięki któremu będą mieli następców.

Czytasz nas regularnie? Ustaw Brief jako preferowane źródło informacji w Google.

Obserwuj w Google