5 X POLSKA
5 × Polska. Uczelnie i biznes: spotkajmy się w połowie drogi. Czy po 15 latach naprawdę się spotkaliśmy?
Piętnaście lat temu, podczas prezentacji projektu „5 × Polska” na Giełdzie Papierów Wartościowych, trzeci element programu nazwaliśmy po prostu:
Spis treści
UCZELNIE EKONOMICZNE
Na slajdzie były trzy punkty:
„Uczelnie – biznes, spotkajmy się w połowie drogi”
„Najlepszy konsultant w budowaniu marek regionów i miast”
„Partnerstwo z biznesem i administracją”.
Po 15 latach warto sprawdzić, czy rzeczywiście się spotkaliśmy.
Nie chcę pisać kolejnego tekstu pod hasłem: „polskie uczelnie są złe”. To byłoby nieuczciwe.
Mamy w Polsce uczelnie i wydziały, które potrafią konkurować na poziomie międzynarodowym.
Akademia Leona Koźmińskiego zajęła w rankingu „Financial Times European Business Schools 2025” 42. miejsce w Europie, SGH znalazła się na 100. miejscu. To dwie polskie szkoły w pierwszej setce.
Jednocześnie Koźmiński, SGH i Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego posiadają trzy najważniejsze światowe akredytacje szkół biznesu: AACSB, EQUIS i AMBA – Triple Crown, którą ma około 1 proc. szkół biznesu na świecie.
To są fakty, których nie wolno ignorować.
Ale są też inne fakty.
W rankingu Times Higher Education 2026 w obszarze Business & Economics SGH i Uniwersytet Warszawski znajdują się w przedziale 601–800 na świecie. W Shanghai Ranking 2025 ekonomia SGH znajduje się w przedziale 401–500.
Nie przywiązuję przesadnej wagi do jednego rankingu. Każdy ma inną metodologię.
Ale jeżeli Polska jest jedną z największych gospodarek Unii Europejskiej, możemy chyba uczciwie zapytać:
czy siła naszego szkolnictwa ekonomicznego i biznesowego odpowiada sile gospodarki, którą ma zasilać wiedzą?
Kto właściwie uczy przyszłych menedżerów?
Początkowo chciałem sprawdzić średni wiek kadry polskich uczelni ekonomicznych.
Takie dane istnieją. RAD-on pozwala analizować nauczycieli akademickich według wieku, stopnia, stanowiska, dyscypliny i uczelni.
Ale im dłużej nad tym pracuję, tym bardziej jestem przekonany, że wiek jest pytaniem drugorzędnym.
Profesor może mieć 70 lat i doskonale rozumieć współczesny biznes.
Może mieć również 40 lat i od zakończenia studiów znać gospodarkę wyłącznie z publikacji naukowych.
Właściwe pytanie brzmi więc inaczej:
kiedy człowiek uczący zarządzania ostatnio rzeczywiście czymś zarządzał?
Kiedy wykładowca marketingu odpowiadał za decyzję marketingową, której rezultat zweryfikował rynek?
Kiedy ktoś uczący przedsiębiorczości ponosił rzeczywistą odpowiedzialność za przedsiębiorstwo?
Nie oznacza to, że każdy profesor ma być przedsiębiorcą.
Uniwersytet potrzebuje badaczy, teoretyków i ludzi, którzy rozwijają naukę.
Ale szkoła biznesu potrzebuje również stałego dopływu praktyki.
I dokładnie tak patrzą na to najlepsze międzynarodowe systemy akredytacyjne.
AACSB rozróżnia m.in. naukowców, akademików pozostających w kontakcie z praktyką oraz praktyków zaangażowanych w działalność akademicką. EQUIS ma cały obszar oceny nazwany „Connections with Practice” i bada, jak przedsiębiorcy, firmy, administracja i organizacje gospodarcze wpływają na nauczanie – oraz jak uczelnia wpływa na nie.
To jest właściwa miara.
Nie:
ile lat ma profesor?
Tylko:
czy wiedza na uczelni pozostaje w obiegu z gospodarką?
Jest jeszcze problem zamkniętego obiegu
W dyskusjach o polskiej nauce od lat pojawiają się ostre określenia: „feudalizm akademicki”, „mafia profesorska”, „chów wsobny”.
Nie używałbym ich jako oskarżenia wobec całego środowiska akademickiego.
Ale nauka zna rzeczywiste zjawisko academic inbreeding: sytuację, w której człowiek studiuje, robi doktorat, zostaje zatrudniony i buduje całą karierę w tej samej instytucji, praktycznie bez doświadczenia innego środowiska.
Badania międzynarodowe wskazują, że taki model może ograniczać przepływ idei, mobilność i niezależność badawczą.
Dlatego ważniejszym pytaniem od wieku kadry jest dla mnie:
ilu ludzi uczących na polskich uczelniach ekonomicznych przyszło z innych uczelni, innych krajów albo z biznesu – a ilu przeszło całą drogę od studenta do profesora w tym samym miejscu?
Nie znam jeszcze pełnej odpowiedzi.
I właśnie dlatego warto ją zbadać, zamiast powtarzać stereotypy.
A teraz oddajmy głos studentom
W ostatniej rozmowie do podcastu BRIEF rozmawiałem z Magdą i Mikołajem – młodymi ludźmi związanymi z Politechniką Warszawską i Uniwersytetem Warszawskim.
To nie są studenci, którzy tylko zaliczają kolejne egzaminy.
Są związani z Enactusem i projektami, które próbują połączyć technologię, biznes i realny problem.
Mikołaj powiedział rzecz brutalnie prostą:
same dobre oceny nie wystarczą, jeżeli chce się osiągnąć coś ponadprzeciętnego.
I rzeczywiście – uczelnia bardzo często definiuje wartość studenta oceną.
Rynek definiuje ją inaczej:
co potrafisz zrobić?
Magda, która skończyła kierunek informatyczny na Politechnice Warszawskiej i pracuje już zawodowo, powiedziała jeszcze mocniej:
„gdyby nie Enactus, miałabym zerowe przygotowanie pod kątem biznesowym”.
Nie traktuję tej wypowiedzi jako wyroku na Politechnikę.
Traktuję ją jako niezwykle ciekawe pytanie:
dlaczego student musi czasami wyjść poza program studiów, żeby nauczyć się zamieniać wiedzę w działanie?
Jednocześnie w tej samej rozmowie usłyszałem przykład dokładnie odwrotny.
Na ICM Uniwersytetu Warszawskiego studenci pracują z naukowcami nad projektami, których wyniki znajdują konkretne zastosowania – choćby w meteorologii wykorzystywanej przez lotniska.
Czyli można.
Enactus pokazuje jeszcze coś
Tegorocznym mistrzem Polski Enactus została Politechnika Warszawska z projektem EnergyScope – systemem wykorzystującym AI i digital twins do optymalizacji zużycia energii w przedsiębiorstwach.
Zespół będzie reprezentował Polskę podczas Enactus World Cup 16–19 listopada 2026 roku w São Paulo. Rok wcześniej reprezentacja PW z projektem MedWave znalazła się w światowym TOP 16.
To jest bardzo ważny model.
Studenci.
Uczelnia.
Biznes.
Technologia.
Konkretny problem.
Odpowiedzialność za rezultat.
Czyli właściwie dokładnie to, co 15 lat temu nazwaliśmy:
„spotkajmy się w połowie drogi”.
BRIEF sprawdzał to już w 2015 roku
Jedenaście lat temu stworzyliśmy zestawienie „15 Kreatywnych w Nauce”.
Nie pytaliśmy, kto ma największą liczbę publikacji.
Nie pytaliśmy, kto zdobył najwięcej punktów.
Szukaliśmy projektów, które skutecznie łączą naukę i biznes oraz prowadzą do transferu wiedzy i technologii.
Znaleźliśmy m.in. perowskity Olgi Malinkiewicz, CyberOko, PocketECG, spektralny tomograf optyczny, systemy identyfikacji pojazdów czy współpracę naukowców z Solarisem.
To były konkretne wdrożenia.
Produkty.
Firmy.
Licencje.
Rozwiązania używane przez ludzi.
I dzisiaj zadałbym dokładnie to samo pytanie:
czy dziś łatwiej byłoby nam znaleźć 15 takich projektów?
Mam nadzieję, że tak.
Ale jeszcze ciekawsze byłoby policzenie nie piętnastu najlepszych przykładów, lecz odpowiedzenie na pytanie:
jaki procent wiedzy powstającej na polskich uczelniach rzeczywiście wychodzi poza ich mury i zaczyna pracować w gospodarce?
„Najlepszy konsultant”
Na slajdzie „5 × Polska” z 2011 roku zapisaliśmy jeszcze jedno zdanie:
uczelnia powinna być najlepszym konsultantem w budowaniu marek regionów i miast.
To zdanie jest dla mnie dziś jeszcze ważniejsze.
W Polsce mamy setki samorządów, tysiące przedsiębiorstw, administrację publiczną, organizacje gospodarcze.
A obok nich uczelnie pełne ekonomistów, socjologów, specjalistów zarządzania, marketingu, danych, finansów i technologii.
Czy te dwa światy rzeczywiście pracują razem?
Czy samorząd, który przygotowuje strategię rozwoju, najpierw dzwoni do lokalnej uczelni?
Czy przedsiębiorca szukający sposobu wejścia na nowy rynek wie, z którym zespołem badawczym może pracować?
Czy administracja państwowa wykorzystuje polskie uczelnie jako własne zaplecze intelektualne?
Czy uczelnia wie, jakie problemy gospodarcze ma region, w którym działa?
Jeżeli nie – tracimy ogromną część potencjału.
Nie chodzi o więcej praktyków zamiast profesorów
To byłoby zbyt proste.
Nie chcę uniwersytetu zamienionego w firmę szkoleniową.
Nie chcę również uczelni, która biegnie za każdą chwilową modą biznesową.
Jej rolą jest również kwestionowanie tego, co rynek uważa chwilowo za oczywiste.
Ale potrzebujemy obiegu:
nauka → biznes → administracja → realny problem → badanie → rozwiązanie → wdrożenie → nowa wiedza.
To jest prawdziwe partnerstwo.
I właśnie dlatego piętnaście lat później nie pytam:
czy mamy dobre uczelnie?
Mamy dobre.
Pytam:
czy mamy dobry system, który potrafi wykorzystać ich wiedzę dla rozwoju gospodarki?
Bo możemy mieć świetnych profesorów.
Świetnych studentów.
Świetne przedsiębiorstwa.
Świetne laboratoria.
I nadal mieć problem, jeżeli każdy z tych światów działa osobno.
W 2011 roku napisaliśmy:
„Uczelnie – biznes, spotkajmy się w połowie drogi”.
Po 15 latach powiedziałbym:
nie wystarczy już się spotkać. Trzeba zacząć razem pracować.
Bo silna Marka dla Polski nie powstaje wyłącznie w ministerstwie ani w agencji reklamowej.
Powstaje również wtedy, kiedy polska wiedza staje się polską technologią, produktem, firmą, rozwiązaniem i przewagą konkurencyjną.
I właśnie dlatego uczelnie były jednym z pięciu elementów „5 × Polska”.
Nie jako dodatek do gospodarki.
Jako jeden z jej fundamentów.
Źródła
Prezentacja „5 × Polska”, BRIEF for Poland, 2011.
Financial Times European Business Schools 2025 / dane Akademii Leona Koźmińskiego.
Times Higher Education 2026 – Business & Economics; Shanghai Ranking 2025.
SGH i Wydział Zarządzania UW – akredytacje AACSB, EQUIS, AMBA.
AACSB i EQUIS – standardy kwalifikacji kadry i współpracy z praktyką.
Enactus Poland / Politechnika Warszawska – EnergyScope i Enactus World Cup 2026.
BRIEF – „15 Kreatywnych w Nauce”, 2015.
Czytasz nas regularnie? Ustaw Brief jako preferowane źródło informacji w Google.