Kadencyjność w polityce gubi strategię Narki Polska. Historia projektu „Marka Polskiej Gospodarki”
Jeśli ktoś dziś mówi, że Polska dopiero zaczyna myśleć o budowaniu swojej marki gospodarczej, to znaczy, że po prostu nie zna historii.
Prace nad tym, jak świat ma postrzegać polską gospodarkę, zaczęły się w Polsce już ponad dwadzieścia lat temu.
I co ważne – nie były to pomysły marketingowe w rozumieniu promocji czy kampanii reklamowych. Chodziło o coś znacznie poważniejszego: o strategiczne zdefiniowanie marki polskiej gospodarki.
Impulsem do tego myślenia były wcześniejsze prace i dyskusje o marce Polski prowadzone z udziałem jednego z największych autorytetów w tej dziedzinie – Wally Olins, pioniera nowoczesnego myślenia o marce państw i regionów. To właśnie jego podejście do place brandingu uświadomiło wielu osobom w Polsce, że marka kraju nie powstaje z promocji, lecz z długofalowej strategii gospodarczej.
Z tych doświadczeń wyrastał też projekt „Marka Polskiej Gospodarki”, — przygotowywany przez José Filipe Torres, twórcę firmy Bloom Consulting, specjalizującej się w strategiach budowania marki państw i regionów.
Miałem okazję uczestniczyć w tych pracach bardzo blisko.
Jako redakcja BRIEF pomagaliśmy w dokumentowaniu projektu, zbieraniu materiałów i rozmowach z przedsiębiorcami. Odwiedzaliśmy polskie firmy, rozmawialiśmy z ludźmi biznesu, analizowaliśmy potencjał polskiej gospodarki. Była to próba spojrzenia na Polskę nie przez pryzmat stereotypów, lecz przez pryzmat realnych kompetencji gospodarczych.
Inauguracja projektu „Marka Polskiej Gospodarki” odbyła się w Ministerstwie Gospodarki, kiedy funkcję ministra pełnił Waldemar Pawlak. Było to ważne symbolicznie – bo pokazuje, że myślenie o marce gospodarki Polski pojawiało się także na poziomie państwa, a nie tylko w środowisku ekspertów czy przedsiębiorców.
Oto moja rozmowa z ministrem Waldemarem Pawlakiem:
I tu dochodzimy do problemu, który w Polsce powraca jak bumerang.
— Nie jest nim brak pomysłów.
— Nie jest nim brak ekspertów.
— Nie jest nim nawet brak pieniędzy.
👉 Największym problemem jest brak ciągłości.
Od 1989 roku nie potrafimy ustalić trwałych priorytetów rozwojowych państwa. Zbyt często dominują u nas spory polityczne, a nie wspólny cel, jakim powinna być budowa silnej polskiej gospodarki.
Każda zmiana rządu oznacza w praktyce nowy początek. Nowe pomysły, nowe zespoły, nowe strategie. To, co przygotowali poprzednicy, bardzo często trafia do szuflady.
Strategie nie kończą się dlatego, że są złe.
— Kończą się dlatego, że zmienia się władza.
Właśnie dlatego kalendarz zmian rządów w Polsce jest tak wymowny. Pokazuje coś, o czym rzadko mówimy wprost: kadencyjność polityczna bardzo często niszczy ciągłość strategicznego myślenia o państwie.
Budowanie marki kraju nie jest projektem na jedną kadencję.
— To proces na dziesięciolecia.
Państwa, które odniosły sukces w tej dziedzinie – jak Hiszpania, Irlandia czy Korea Południowa – prowadziły swoje strategie konsekwentnie przez wiele lat, niezależnie od zmian politycznych.
U nas za każdym razem zaczynamy od nowa.
— Dlatego historia projektu „Marka Polskiej Gospodarki” jest dziś czymś więcej niż tylko wspomnieniem jednego z dawnych projektów.
To przypomnienie, że Polska naprawdę nie musi wymyślać wszystkiego od początku.
— Powinniśmy raczej wrócić do pracy, która już kiedyś została wykonana – i wreszcie potraktować ją jako długofalową strategię państwa, a nie jako projekt jednej kadencji.
Bo marka kraju nie powstaje w kampanii reklamowej.
Powstaje wtedy, gdy państwo przez lata konsekwentnie realizuje swoją wizję rozwoju gospodarki.