BRIEF dociera do polskich firm i ich pracowników – do wszystkich tych, którzy poszukują inspiracji w biznesie i oczekują informacji o ludziach, trendach i ideach.

Skontaktuj się z nami

Piotr Fronczewski. Aktor, który ufał reklamie. I człowiek, który pozostał sobą

Piotr Fronczewski kończy 80 lat. To dobra okazja, by wrócić do jednej z rozmów, które szczególnie zapadły mi w pamięć. Nie tylko dlatego, że rozmawiałem z wybitnym aktorem. Także dlatego, że ta rozmowa połączyła dwa światy, które przez całe życie były mi bliskie – teatr i marketing.

Moja zawodowa droga zaczęła się przecież od Teatru Telewizji. W 1978 roku byłem współproducentem spektaklu „Lęki poranne”, w którym Piotr Fronczewski grał tajemniczego, białego duszka nawiedzającego fryzjera alkoholika granego przez Romana Wilhelmiego. Do dziś pamiętam jego charakteryzację i ten niezwykły kostium.

Rok później, podczas prób do „Płaszcza” Gogola, miałem okazję przyjrzeć mu się z bliska. W czasie jednej z przerw wszyscy zeszli na kawę do bufetu. W studiu został tylko on. Ćwiczył kolejne sceny. Powtarzał ruchy, doskonalił fechtunek, przygotowywał się do następnego ujęcia. Przyglądałem się temu trochę ukradkiem. Byłem młodym człowiekiem i pamiętam, że wtedy po raz pierwszy zrozumiałem, skąd bierze się wielkość.

Piotr Fronczewski miał już wtedy za sobą dwanaście lat pracy w teatrze i filmie, ale dla mnie było to pierwsze tak namacalne spotkanie z profesjonalizmem, który nie kończy się wraz z komendą „przerwa”.

Po wielu latach spotkaliśmy się ponownie. Tym razem już w zupełnie innych rolach. Ja byłem redaktorem naczelnym magazynu BRIEF, a Piotr Fronczewski stał się jednym z pierwszych wybitnych polskich aktorów, którzy odważyli się wejść do świata reklamy.

Zacząłem tę rozmowę trochę przewrotnie.

– Panie Piotrze, jest pan wybitnym aktorem, a jednocześnie gra pan w reklamach…

– Tak, gram – odpowiedział. – Nie wiem do dziś, czy jest to rzecz naganna, czy czyn o dużej szkodliwości społecznej. Ale nigdy nie miałem przeciwko temu oporów. Śmiem twierdzić, że byłem w tej dziedzinie jednym z pionierów.

Tytuł naszej rozmowy brzmiał: „Ufam reklamie”.

I właśnie to było dla mnie szczególnie ważne. Piotr Fronczewski nie traktował reklamy jako czegoś gorszego. Przeciwnie. Mówił, że fascynuje go język reklamy, że jest w nim miejsce dla wyobraźni, humoru, a nawet sztuki.

Pamiętam również zupełnie inną rozmowę. Kilka lat później, trochę prowokacyjnie, zapytałem jednego z dyrektorów warszawskich teatrów:

– Panie dyrektorze, jakich narzędzi marketingowych używa pan w teatrze?

Zapadła długa cisza.

– Panie redaktorze – usłyszałem w końcu. – To jest świątynia sztuki. My tutaj nie używamy narzędzi marketingowych.

Tamta odpowiedź była dla mnie symbolem pewnego niezrozumienia. Bo marketing nigdy nie był dla mnie czymś przeciwnym sztuce. Jest po prostu zbiorem narzędzi pomagających dotrzeć do ludzi. Tak samo potrzebnych w biznesie, kulturze czy życiu społecznym.

Podczas naszej rozmowy z Piotrem Fronczewskim powiedziałem mu, że moim zdaniem posiada jedną z najlepszych firm w Polsce. Firmę, która nazywa się „Piotr Fronczewski”.

A on odpowiedział, że nie potrafi się promować i że najlepszym sposobem promocji jest po prostu bycie człowiekiem przyzwoitym i wiarygodnym.

Właśnie dlatego postanowiliśmy wyróżnić go specjalnym dyplomem. Nie za popularność. Nie za liczbę ról. Nie za sukces komercyjny.

Za przyzwoitość.

Dziś, z okazji 80. urodzin Piotra Fronczewskiego, wracają do mnie obrazy sprzed niemal pół wieku. Młody kierownik produkcji Teatru Telewizji przygląda się z podziwem aktorowi, który podczas przerwy zamiast iść na kawę zostaje sam na scenie i dalej pracuje.

Po latach ten sam człowiek spotyka go jako redaktor naczelny magazynu biznesowego.

I dochodzi do wniosku, że uczciwość, pracowitość i wiarygodność są potrzebne wszędzie.

Na deskach teatru.

W reklamie.

I w biznesie.

Dlatego ten tekst jest przede wszystkim wyrazem mojego podziwu, szacunku i wdzięczności.

Panie Piotrze, dziękuję. I życzę Panu kolejnych lat w zdrowiu oraz nieustającej życzliwości publiczności.

Bo wielkim aktorem można zostać.

Ale wielkim człowiekiem trzeba pozostać.

Grzegorz Kiszluk