BRIEF dociera do polskich firm i ich pracowników – do wszystkich tych, którzy poszukują inspiracji w biznesie i oczekują informacji o ludziach, trendach i ideach.

Skontaktuj się z nami

Marketing zmienia perspektywę

Czy polscy przedsiębiorcy nauczyli się kapitalizmu szybciej, niż rządzący nauczyli się zarządzania?

Niedawno natrafiłem na wypowiedź Nathalie Tocci, włoskiej politolożki i ekspertki od polityki międzynarodowej. W rozmowie ze Sławomirem Sierakowskim powiedziała o Polsce:

„W dziwny sposób polska gospodarka ma się dobrze, mimo że nikt Polską właściwie nie rządzi”.

To była ironia. Polska ma rząd, administrację, samorządy i tysiące kompetentnych urzędników. Przez ostatnie 35 lat państwo zrobiło też wiele rzeczy, bez których dzisiejszy rozwój gospodarczy nie byłby możliwy.

Ale w tym zdaniu jest coś, co warto potraktować poważnie.

Być może polscy przedsiębiorcy i całe społeczeństwo nauczyli się kapitalizmu szybciej, niż rządzący nauczyli się profesjonalnego zarządzania państwem.

Pamiętam bardzo dobrze lata 70. i 80. Dla mojego pokolenia Zachód był marzeniem. Patrzyliśmy na pełne sklepy, samochody, wielkie firmy, znane marki, kolorowe reklamy, prywatny biznes i możliwości, których w Polsce nie było.

Chcieliśmy kapitalizmu.

Tyle że widzieliśmy przede wszystkim jego efekt. Nie znaliśmy całego mechanizmu, który ten efekt tworzył.

Nie zastanawialiśmy się nad kulturą zarządzania, konkurencją, odpowiedzialnością menedżerską, badaniami rynku, marketingiem, sposobem budowania produktu czy podejmowania decyzji.

Chcieliśmy rezultatów kapitalizmu, zanim nauczyliśmy się jego gramatyki.

Po 1989 roku zmiana przyszła bardzo szybko. Zmieniło się prawo, własność, otworzyły się granice, powstały prywatne firmy, pojawiła się konkurencja, do Polski weszły zachodnie koncerny.

System gospodarczy można było zmienić ustawami.

Kultury zarządzania nie.

Do życia publicznego weszli ludzie o ogromnym kapitale moralnym i społecznym. Ludzie opozycji, działacze, osoby zaangażowane w walkę o wolność i budowę społeczeństwa obywatelskiego.

Ich zasług nie wolno pomniejszać.

Ale odwaga, uczciwość, autorytet społeczny i zdolność do walki o zmianę systemu nie są jeszcze kompetencjami menedżerskimi.

Z czasem powstała w Polsce polityczna ścieżka kariery. Ktoś jest nauczycielem, lekarzem, prawnikiem, lokalnym liderem. Jest rozpoznawalny, potrafi przemawiać, zostaje radnym. Potem wchodzi do partii, trafia do sejmiku albo parlamentu. Zdobywa pozycję, kontakty, doświadczenie polityczne. W końcu zostaje wiceministrem albo ministrem.

I tu pojawia się proste pytanie:

kiedy ten człowiek nauczył się zarządzania?

Nie polityki.

Nie kampanii.

Nie występowania w telewizji.

Nie budowania większości.

Zarządzania.

Dobry zarządzający nie musi wiedzieć wszystkiego. Powinien natomiast wiedzieć, czego nie wie. Powinien umieć znaleźć ludzi mądrzejszych od siebie w konkretnych dziedzinach, słuchać sprzecznych opinii, łączyć kompetencje i na końcu podjąć decyzję oraz wziąć za nią odpowiedzialność.

Problem pojawia się wtedy, gdy polityczny awans zaczyna być traktowany jako dowód kompetencji merytorycznej.

Skoro ktoś przez kilkanaście lat awansował, wygrywał wybory i w końcu został ministrem, łatwo może uwierzyć, że osiągnięta pozycja potwierdza również jego wiedzę.

Nie potwierdza.

Minister nie musi wiedzieć więcej od ekspertów w swoim resorcie.

Powinien umieć sprawić, żeby najlepsi eksperci chcieli dla niego pracować.

A polityka ma tu swoją słabość: bardzo często premiuje lojalność.

Profesjonalne zarządzanie powinno premiować kompetencję.

Niezależny ekspert może powiedzieć ministrowi: mylisz się. Może przynieść dane, które nie pasują do politycznej narracji. Może odmówić potwierdzania tego, co przełożony chciałby usłyszeć.

A przecież właśnie takich ludzi potrzebuje dobry zarządzający.

Jest jeszcze jeden element polskiej transformacji, który od lat szczególnie mnie interesuje.

Marketing.

Razem z kapitalizmem przyszły do Polski reklama, promocja, public relations i marki. Tyle że część tych pojęć została niemal odruchowo wpisana w schemat, który znaliśmy z PRL.

Propagandy.

W PRL propaganda miała przekonywać ludzi do obrazu rzeczywistości, który często rozmijał się z ich codziennym doświadczeniem.

Po 1989 roku pojawiła się reklama, PR, promocja i marketing. I gdzieś po drodze zaczęliśmy wrzucać je do jednego worka.

Reklama? Manipulacja.

PR? Manipulacja.

Marketing? Jeszcze bardziej wyrafinowana manipulacja.

Tymczasem marketing w swoim podstawowym znaczeniu nie zaczyna się od reklamy.

Zaczyna się od pytania: dla kogo coś robimy, jaki problem rozwiązujemy, jaki produkt powinniśmy stworzyć, za ile, w jaki sposób go dostarczyć i dlaczego ktoś miałby go wybrać.

Dopiero później pojawia się komunikacja.

Marketing jest więc nie tylko promocją. Jest sposobem myślenia o zarządzaniu.

I właśnie dlatego jego niezrozumienie w administracji publicznej jest czymś znacznie poważniejszym niż brak dobrej kampanii.

Państwo także tworzy produkty.

Prawo jest produktem.
Usługa publiczna jest produktem.
System podatkowy jest produktem.
Program społeczny jest produktem.
Transport publiczny jest produktem.
Oferta inwestycyjna kraju jest produktem.

Marka kraju jest produktem niezwykle złożonym.

Jeżeli produkt jest źle zaprojektowany, żadna promocja go nie uratuje.

I tu wracam do Nathalie Tocci.

Nie sądzę, żeby Polska rozwijała się dlatego, że „nikt nią nie rządzi”. To byłoby efektowne, ale nieprawdziwe.

Polska rozwijała się również dzięki decyzjom państwa, integracji z Unią Europejską, inwestycjom infrastrukturalnym, samorządom, funduszom europejskim i pracy wielu kompetentnych urzędników.

Ale ogromną część tego sukcesu stworzyli także przedsiębiorcy, pracownicy, menedżerowie, firmy rodzinne i ludzie, którzy bardzo szybko nauczyli się funkcjonować w warunkach konkurencji.

Polacy przez ostatnie 35 lat pokazali ogromną zdolność do przedsiębiorczości i adaptacji.

Dlatego być może prawdziwy paradoks polskiej transformacji wygląda właśnie tak:

polscy przedsiębiorcy i polskie społeczeństwo nauczyli się kapitalizmu szybciej niż polska polityka nauczyła się profesjonalnego zarządzania.

Nie twierdzę, że wszyscy politycy są niekompetentni.

Nie twierdzę, że biznes zawsze zarządza lepiej niż państwo.

Nie twierdzę też, że państwo powinno być prowadzone jak przedsiębiorstwo.

Twierdzę coś znacznie prostszego.

Zarządzania trzeba się nauczyć.

Tak samo jak ekonomii.

Tak samo jak prawa.

Tak samo jak marketingu.

Dobre intencje nie wystarczą.

Piękna przeszłość nie wystarczy.

Wygrane wybory nie wystarczą.

Autorytet nie wystarczy.

Trzydzieści pięć lat po początku transformacji warto więc zadać sobie inne pytanie niż tylko to, czy Polska jest dziś krajem kapitalistycznym.

Czy nauczyliśmy się profesjonalnie zarządzać tym, co przez te 35 lat zbudowaliśmy?

Bo jeśli Polska osiągnęła tak wiele mimo wszystkich swoich słabości, to najciekawsze pytanie brzmi:

gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby przedsiębiorczości, energii i zdolności adaptacji Polaków przez te 35 lat towarzyszyła równie konsekwentnie budowana kultura profesjonalnego zarządzania państwem?

Czytasz nas regularnie? Ustaw Brief jako preferowane źródło informacji w Google.

Obserwuj w Google