BRIEF dociera do polskich firm i ich pracowników – do wszystkich tych, którzy poszukują inspiracji w biznesie i oczekują informacji o ludziach, trendach i ideach.

Skontaktuj się z nami

Na każdego coś mam

Zbigniew Jagiełło. Najpierw kierunek, potem wynik

Na Zbigniewa Jagiełłę mam dwa archiwalne nagrania.

Spis treści
  1. Zanim pojawiły się banki
  2. Sprzedawać coś, czego rynek dopiero się uczył
  3. Od sprzedaży do zarządzania całą firmą
  4. Największy bank i największy test
  5. Rok 2013: ten moment mamy w archiwum
  6. Opowiedzieć własną historię
  7. Nazwisko bez nazwy banku
  8. Co naprawdę na niego mam
  9. Materiały, do których wracam

Na każdego coś mam

Pierwsze to rozmowa „Systemy i ludzie”, którą wspólnie z Pawłem Lutym przeprowadziłem w 2013 roku. Zbigniew Jagiełło był wtedy prezesem PKO Banku Polskiego. Rozmawialiśmy o innowacjach, gospodarce i powstającym właśnie wspólnym standardzie płatności mobilnych.

Drugie nagranie pochodzi z gali z okazji 14. urodzin „Briefu”. Zbigniew Jagiełło odbiera na niej tytuł Człowieka Roku „Briefu” 2013.

Kiedy oglądam te materiały dzisiaj, zwracam uwagę przede wszystkim na jedno.

BLIKA jeszcze nie było.

Była aplikacja IKO, uruchomiona kilka miesięcy wcześniej przez PKO Bank Polski. Było też porozumienie sześciu banków, które zdecydowały, że zamiast budować sześć osobnych rozwiązań, spróbują stworzyć jeden standard.

Dzisiaj użytkownicy BLIKA wykonują miliardy transakcji rocznie. W 2013 roku nie było jednak wyniku, który można było pokazać na slajdzie. Był pomysł, decyzja i ryzyko.

Nie chcę jednak opowiadać wyłącznie o BLIKU. Interesuje mnie droga zawodowa człowieka, który potrafił przekonać konkurujące ze sobą instytucje do wspólnego działania.

Zbigniew Jagiełło nie zaczynał przecież jako bankier.

Zanim pojawiły się banki

W 1982 roku miał osiemnaście lat. Współtworzył Młodzieżowy Ruch Oporu „Solidarność”. Był redaktorem, drukarzem i kolporterem podziemnej prasy. Później działał w Solidarności Walczącej, współorganizował drukarnie i pomagał tworzyć jej struktury.

Nie chcę budować prostego związku pomiędzy działalnością opozycyjną a późniejszą karierą menedżerską. Życiorysy nie układają się w tak wygodny sposób.

Warto jednak zauważyć, że Jagiełło bardzo wcześnie zetknął się z pracą, w której sama idea nie wystarczała. Potrzebni byli ludzie, podział odpowiedzialności, przepływ informacji i wzajemne zaufanie. Bez tego nawet najlepszy pomysł pozostawał tylko pomysłem.

Po 1989 roku nie trafił od razu do wielkich finansów. W latach 1990–1994 kierował we Wrocławiu firmą Reverentia, zajmującą się działalnością wydawniczą i reklamową.

To był jego pierwszy etap w legalnym biznesie. Nadal pracował z informacją, komunikacją i sprzedażą, ale już w warunkach rodzącej się gospodarki rynkowej.

Sprzedawać coś, czego rynek dopiero się uczył

Do branży finansowej wszedł w 1995 roku. W Pioneerze, pierwszym polskim towarzystwie funduszy inwestycyjnych, kierował biurem regionalnym we Wrocławiu.

Dzisiaj fundusz inwestycyjny jest jednym z wielu produktów finansowych. W połowie lat dziewięćdziesiątych trzeba było najpierw wytłumaczyć klientowi, czym taki produkt jest i dlaczego miałby powierzyć mu swoje pieniądze.

Jagiełło uczył się więc nie tylko sprzedaży. Uczył się budowania rynku i zaufania do czegoś, czego większość klientów wcześniej nie znała.

Pod koniec 1996 roku przeniósł się do Warszawy i rozpoczął pracę w PKO/Credit Suisse TFI. Najpierw odpowiadał za sprzedaż i dystrybucję, a później został wiceprezesem zarządu. W tym czasie zbudował pierwszą bankową sieć sprzedaży funduszy inwestycyjnych.

To był ważny etap jego kariery. Z zarządzania jednym regionem przeszedł do tworzenia rozwiązania dla całej sieci dużego banku.

Jego zawodowa marka nie powstawała wtedy w mediach. Powstawała dzięki wynikom i coraz większej odpowiedzialności.

Od sprzedaży do zarządzania całą firmą

W 2000 roku objął kierowanie Pekao/Alliance TFI. Po połączeniu firm został prezesem Pioneer Pekao TFI i pozostał nim przez blisko dziewięć lat. Odpowiadał również za rozwój biznesu Pioneer Investments w Europie Środkowo-Wschodniej.

Nie był już tylko człowiekiem sprzedaży. Stał się menedżerem całej organizacji i jedną z bardziej rozpoznawalnych osób na polskim rynku funduszy inwestycyjnych.

W jego zawodowej drodze pojawiła się też cecha, która później będzie bardzo ważna: długi czas pracy w jednej organizacji. Nie budował pozycji częstymi zmianami stanowisk. Budował ją, pozostając wystarczająco długo, aby można było ocenić rezultaty.

Największy bank i największy test

W październiku 2009 roku Zbigniew Jagiełło został prezesem PKO Banku Polskiego.

Nie był kandydatem oczywistym. Przychodził z rynku funduszy, a nie z bankowości operacyjnej. Obejmował największy polski bank w czasie światowego kryzysu finansowego. PKO BP był instytucją silną i ważną, ale jednocześnie postrzeganą jako tradycyjna, ciężka i mało nowoczesna.

Jagiełło nie dostał więc kredytu zaufania za samo nazwisko. Musiał pokazać, że potrafi kierować organizacją o zupełnie innej skali.

Kierował PKO Bankiem Polskim przez blisko dwanaście lat. W tym czasie bank zmienił technologię, ofertę, sposób obsługi klientów i komunikację. Głośne kampanie pomagały przełamywać stary wizerunek, ale sama reklama niczego by nie zmieniła bez nowych produktów i realnej modernizacji banku.

Najbardziej widocznym symbolem tej zmiany stało się IKO, a później BLIK. Kolejnym symbolem była Chmura Krajowa.

Nie zamierzam przypisywać wszystkich tych projektów jednemu człowiekowi. Za każdym z nich stały duże zespoły, specjaliści i partnerzy. Prezes nie tworzy sam aplikacji, systemów informatycznych ani nowych modeli obsługi.

To on jednak wyznacza kierunek, dobiera ludzi i bierze odpowiedzialność za decyzje. W przypadku Jagiełły właśnie z tym zaczęto kojarzyć jego nazwisko: z przeprowadzeniem dużej, obciążonej historią instytucji przez zmianę.

Jego marka osobista rosła razem ze zmianą wizerunku PKO Banku Polskiego. Najpierw pojawiły się decyzje i projekty. Później wyniki. Dopiero na końcu przyszły określenia: reformator, innowator, wizjoner.

Ta kolejność ma znaczenie.

Rok 2013: ten moment mamy w archiwum

W marcu 2013 roku PKO Bank Polski udostępnił klientom aplikację IKO. Można było za jej pomocą płacić telefonem, wypłacać pieniądze z bankomatu bez karty i wykonywać przelewy na numer telefonu.

Kilka miesięcy później Alior Bank, Bank Millennium, Bank Zachodni WBK, ING Bank Śląski, mBank i PKO Bank Polski poinformowały, że chcą wspólnie zbudować jeden standard płatności mobilnych. Jego podstawą miało być właśnie IKO.

Z punktu widzenia PKO Banku Polskiego nie była to łatwa decyzja. Bank miał własne rozwiązanie i przewagę pierwszeństwa. Mógł próbować zachować je dla siebie. Zamiast tego zaprosił konkurentów do wspólnego projektu.

Jagiełło mówił wtedy na łamach „Briefu”:

– Nadal będziemy ze sobą konkurować, ale w ramach jednej infrastruktury.

Kiedy dzisiaj wracam do tej wypowiedzi, nie słyszę w niej wielkich słów o zmienianiu świata. Słyszę konkretną propozycję biznesową: konkurujmy o klientów, ofertę i jakość, ale nie budujmy osobno podstawowego standardu.

2 października 2013 roku przyznaliśmy Zbigniewowi Jagielle tytuł Człowieka Roku „Briefu”. W filmowej relacji z gali widać, jak wchodzi na scenę i odbiera oprawioną okładkę magazynu.

Warto pamiętać, że nagradzaliśmy wtedy nie gotowy sukces, lecz kierunek. BLIK miał wejść na rynek dopiero w lutym 2015 roku. Nikt nie mógł jeszcze wiedzieć, czy wspólny system zostanie przyjęty przez klientów i osiągnie masową skalę.

Dzisiaj można powiedzieć, że ta nagroda się obroniła.

Nie oznacza to jednak, że Zbigniew Jagiełło sam stworzył BLIKA. Takie zdanie byłoby po prostu nieprawdziwe. System powstał dzięki zespołowi IKO, pracownikom sześciu banków, Polskiemu Standardowi Płatności, Krajowej Izbie Rozliczeniowej oraz wielu osobom i firmom, które rozwijały go w kolejnych latach.

Rola Jagiełły polegała na czymś innym. Był jednym z inicjatorów porozumienia i jako prezes największego banku wsparł decyzję, aby własne rozwiązanie stało się podstawą wspólnego standardu.

Nie trzeba tej roli powiększać. Sama w sobie była wystarczająco ważna.

Opowiedzieć własną historię

W 2020 roku, jeszcze przed odejściem z banku, ukazała się książka „Od skarbonki do chmury, czyli historia transformacji PKO Banku Polskiego”, przygotowana przez Zbigniewa Jagiełłę i Pawła Kubisiaka.

To również był ważny moment w budowaniu jego wizerunku. Jagiełło porządkował historię przemiany banku i własną rolę w tym procesie. Nie przedstawił się jednak jako samotny autor sukcesu. Bohaterami książki mieli być pracownicy, a on sam określał siebie jako narratora.

Oczywiście każda taka książka utrwala określony sposób patrzenia na wydarzenia. Nie ma w tym nic dziwnego. Lider, który przez kilkanaście lat przeprowadzał organizację przez zmianę, chciał opowiedzieć, jak tę zmianę rozumiał.

Jednocześnie konsekwentnie budował wizerunek człowieka, który odpowiada za kierunek, ale wie, że rezultat jest pracą zespołu.

Nazwisko bez nazwy banku

Zbigniew Jagiełło odszedł z PKO Banku Polskiego w czerwcu 2021 roku.

Dla każdego rozpoznawalnego prezesa jest to ważny sprawdzian. Dopiero po odejściu widać, czy jego nazwisko ma własne znaczenie, czy było jedynie dodatkiem do marki firmy.

Jagiełło nie objął kierowania kolejnym dużym bankiem. Zaczął pracować jako członek rad nadzorczych i doradca. Związał się między innymi z Polskim Standardem Płatności, Asseco, MCI Capital, EkoEnergetyką oraz ukraińskim PrivatBankiem.

Zmieniła się też jego publiczna rola. Wcześniej wypowiadał się jako prezes PKO Banku Polskiego. Po odejściu coraz częściej zabierał głos pod własnym nazwiskiem — jako były prezes, członek rad nadzorczych i człowiek mający doświadczenie w transformacji dużej organizacji.

Nie wiem, w jakim stopniu planował swoją markę osobistą. Nie mam też potrzeby dopisywania mu strategii wizerunkowej do każdej decyzji zawodowej.

Marka człowieka nie powstaje wyłącznie z tego, co sam chce o sobie powiedzieć. Powstaje również z tego, co robi, jak długo ponosi odpowiedzialność i co pozostaje po jego odejściu.

W przypadku Zbigniewa Jagiełły kolejne etapy układają się w czytelną drogę: od organizowania ludzi i informacji, przez budowę sieci sprzedaży, zarządzanie firmą inwestycyjną, kierowanie największym polskim bankiem, aż po udział w przedsięwzięciach łączących biznes i technologię.

Na każdym etapie rosła skala odpowiedzialności. Wraz z nią rosło znaczenie jego nazwiska.

Co naprawdę na niego mam

Nie mam pełnej historii Zbigniewa Jagiełły. Mam archiwalną rozmowę, relację z gali, teksty „Briefu” i zawodową drogę, którą można dzisiaj prześledzić.

Nie chcę na tej podstawie budować pomnika. Nie chcę również pisać kolejnej laurki dla znanego prezesa.

Mam natomiast zapis chwili, w której mówił o wspólnej infrastrukturze dla konkurujących banków, zanim powstał BLIK. Mam też nagranie z wręczenia nagrody, która wyprzedziła późniejszy sukces systemu.

To wystarczy, aby powiedzieć, że do decyzji z 2013 roku nie doszedł przypadkiem. Prowadziła do niej długa droga: od podziemnej drukarni, przez pierwszy własny biznes, fundusze inwestycyjne i zarządzanie PKO Bankiem Polskim.

Po odejściu Jagiełły bank działa dalej. BLIK działa dalej. Ludzie, z którymi pracował, rozwijają kolejne projekty.

I właśnie to jest dla mnie najciekawsze w tej historii. Nie rozpoznawalność prezesa ani liczba otrzymanych nagród, lecz to, czy po jego odejściu pozostaje coś więcej niż nazwisko na archiwalnej fotografii.

Jeżeli pracowaliście ze Zbigniewem Jagiełłą, budowaliście IKO lub BLIKA albo pamiętacie inne etapy jego zawodowej drogi, napiszcie do mnie. Poprawiajcie, uzupełniajcie i przysyłajcie własne wspomnienia, zdjęcia oraz dokumenty.

Nie po to, aby tworzyć jedną obowiązującą wersję tej historii.

Po to, aby zachować pamięć ludzi, którzy ją naprawdę tworzyli.

Na każdego coś mam.

➡️ Wraz ze mną rozmowę prowadził Paweł Luty.


Materiały, do których wracam

Czytasz nas regularnie? Ustaw Brief jako preferowane źródło informacji w Google.

Obserwuj w Google