Wielcy Zapomniani
Polak, który złamał bolszewickie szyfry i dał Polsce przewagę w 1920 roku
Jan Kowalewski
Spis treści
- 15 SIERPNIA. PAMIĘTAMY O ZWYCIĘSTWIE. ALE CZY PAMIĘTAMY O WSZYSTKICH JEGO AUTORACH?
- NOCNY DYŻUR, KTÓRY ZMIENIŁ WSZYSTKO
- NIE SAMOTNY GENIUSZ. BUDOWNICZY ZESPOŁU
- INFORMACJA, KTÓRA STAŁA SIĘ BRONIĄ
- ZANIM ŚWIAT USŁYSZAŁ O ENIGMIE
- DLACZEGO TAK DŁUGO O NIM NIE PAMIĘTALIŚMY?
- DLACZEGO PISZEMY O NIM WŁAŚNIE DZISIAJ?
WIELCY ZAPOMNIANI
Organizator polskiego radiowywiadu, kryptolog, lingwista i jeden z cichych współtwórców zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej.
Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie dziś Elżbieta Wojtczak.
15 SIERPNIA. PAMIĘTAMY O ZWYCIĘSTWIE. ALE CZY PAMIĘTAMY O WSZYSTKICH JEGO AUTORACH?
Dziś jest 15 sierpnia — Święto Wojska Polskiego i 106. rocznica Bitwy Warszawskiej.
Tego dnia mówimy o odwadze żołnierzy, talencie dowódców i mobilizacji całego społeczeństwa. I słusznie. Zwycięstwo z 1920 roku miało wielu autorów.
Ale za każdym wielkim zwycięstwem stoją również ludzie, których nie widać na pierwszym planie. Nie prowadzą szarży. Nie przemawiają do tłumów. Pracują w ciszy — nad liczbami, mapami i informacjami, od których mogą zależeć losy państwa.
Jednym z nich był Jan Kowalewski.
Większość Polaków nie zna dziś jego nazwiska. Tymczasem to właśnie dzięki pracy jego zespołu polskie dowództwo mogło poznawać rozkazy, plany i położenie Armii Czerwonej.
Polacy nie tylko walczyli z przeciwnikiem. Potrafili go czytać.
NOCNY DYŻUR, KTÓRY ZMIENIŁ WSZYSTKO
Latem 1919 roku 27-letni porucznik Jan Kowalewski zastąpił na nocnym dyżurze kolegę, który chciał uczestniczyć w ślubie swojej siostry.
Miał uporządkować przechwycone depesze i przekazać je odpowiednim komórkom. Wśród dokumentów leżała sterta zaszyfrowanych wiadomości bolszewickich. Nikt ich nie czytał, ponieważ w polskim wojsku nie istniała jeszcze wyspecjalizowana komórka kryptoanalityczna.
Kowalewski nie był zawodowym kryptologiem. Był inżynierem chemikiem, znał języki, matematykę i realia rosyjskiego wojska. Jak później wspominał, jego jedynym wcześniejszym wprowadzeniem do świata szyfrów były opowiadania Edgara Allana Poego.
Przypomniał sobie „Złotego żuka” i opisaną w nim metodę poszukiwania powtarzających się znaków. Założył, że w rosyjskich depeszach wojskowych często musi występować słowo „dywizja”. W rosyjskim zapisie zawiera ono trzy takie same litery „i”. Odnalezienie podobnej regularności w ciągu cyfr pozwoliło mu uchwycić pierwszy fragment klucza.
Rano w sztabie wybuchła sensacja.
„Oto jest ktoś, kto odczytuje bolszewickie szyfry”.
Przypadkowy dyżur uruchomił jedną z najważniejszych operacji analitycznych w historii odrodzonej Polski.
NIE SAMOTNY GENIUSZ. BUDOWNICZY ZESPOŁU
W opowieściach o wielkich odkryciach lubimy samotnych geniuszy. Prawdziwa wielkość Kowalewskiego polegała jednak również na tym, że potrafił przekształcić własny talent w sprawnie działający system.
Powierzono mu zorganizowanie komórki kryptoanalizy. Do współpracy zaprosił wybitnych matematyków, m.in. Wacława Sierpińskiego, Stefana Mazurkiewicza i Stanisława Leśniewskiego. Łączył matematyków, lingwistów, techników i wojskowych. Rozbudował sieć stacji nasłuchowych, które przekazywały przechwycone wiadomości bezpośrednio do Sztabu Generalnego.
Dzisiaj powiedzielibyśmy, że stworzył interdyscyplinarny zespół analityczny i skrócił drogę informacji od źródła do osób podejmujących decyzje.
W ciągu kilku miesięcy polscy kryptolodzy złamali ponad sto kluczy szyfrowych. W czasie wojny odczytali blisko trzy tysiące tajnych depesz przeciwnika. Latem 1920 roku zdarzało się, że polski radiowywiad poznawał treść bolszewickich komunikatów szybciej niż ich właściwi adresaci.
To nie był pojedynczy błysk geniuszu. To była zbudowana od podstaw przewaga informacyjna.
INFORMACJA, KTÓRA STAŁA SIĘ BRONIĄ
W sierpniu 1920 roku Armia Czerwona zbliżała się do Warszawy. Stawką była niepodległość państwa odzyskana niespełna dwa lata wcześniej.
Polskie dowództwo znało jednak wiele zamiarów przeciwnika: kierunki uderzeń, rozmieszczenie części wojsk i treść rozkazów. Mogło podejmować decyzje, dysponując wiedzą, której w normalnych warunkach dowódcy na wojnie nie mają.
Nie ma potrzeby budowania kolejnego mitu. Jan Kowalewski nie wygrał Bitwy Warszawskiej sam. Zwycięstwo wywalczyli żołnierze, dowódcy i społeczeństwo, które stanęło w obronie państwa.
Ale praca polskiego radiowywiadu ograniczyła chaos i niepewność pola walki. Dała dowództwu przewagę, która w krytycznym momencie miała ogromne znaczenie.
Informacja staje się siłą dopiero wtedy, gdy jest prawdziwa, właściwie zinterpretowana i dostarczona na czas. Kowalewski rozumiał to ponad sto lat temu.
ZANIM ŚWIAT USŁYSZAŁ O ENIGMIE
Kiedy mówimy o sukcesach polskiej kryptologii, najczęściej zaczynamy od Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego — pogromców Enigmy.
Polskie sukcesy w tej dziedzinie mają jednak wcześniejszy, zbyt rzadko przypominany rozdział.
Kowalewski nie złamał Enigmy i nie należy przypisywać mu osiągnięć późniejszego zespołu. Udowodnił jednak, że połączenie matematyki, znajomości języków, technologii i dobrej organizacji może stać się strategiczną specjalnością polskiego państwa.
W 1921 roku kierował wywiadem podczas III powstania śląskiego. Dwa lata później szkolił w Tokio japońskich oficerów w łamaniu rosyjskich szyfrów i pomagał organizować tamtejsze struktury radiowywiadu. Następnie reprezentował Polskę jako attaché wojskowy w Moskwie i Bukareszcie.
Podczas II wojny światowej w Lizbonie organizował Akcję Kontynentalną — sieć działań wywiadowczych, informacyjnych i politycznych wymierzonych w III Rzeszę i jej sojuszników. Próbował również stworzyć warunki do wyjścia Węgier i Rumunii z obozu państw Osi.
Całe jego życie było walką prowadzoną przede wszystkim za pomocą wiedzy.
DLACZEGO TAK DŁUGO O NIM NIE PAMIĘTALIŚMY?
Sukcesy polskich kryptologów pozostawały tajemnicą wojskową. Kowalewski nie mógł opowiadać o tym, co zrobił. Po II wojnie światowej pozostał na emigracji w Wielkiej Brytanii. Trudno też było oczekiwać, że Polska Ludowa będzie budowała pamięć o człowieku, który pomógł pokonać bolszewicką Rosję i później ostrzegał przed sowiecką ekspansją.
Zmarł w Londynie w 1965 roku.
Jego nazwisko zaczęło wracać do publicznej świadomości dopiero po wielu dekadach. W 2020 roku Senat Rzeczypospolitej Polskiej ustanowił Rok Jana Kowalewskiego. Nadal jednak pozostaje on znacznie mniej znany niż ludzie, z którymi powinien dzielić miejsce w narodowej pamięci.
DLACZEGO PISZEMY O NIM WŁAŚNIE DZISIAJ?
Bo 15 sierpnia jest nie tylko dniem wojskowych uroczystości. Jest także dniem pamięci o ludziach, którzy potrafili wykorzystać odwagę, wiedzę i organizację w obronie niepodległości.
Historia Jana Kowalewskiego opowiada o Polsce nowoczesnej. Polsce, która nie wygrywa wyłącznie siłą, lecz również intelektem. Potrafi zgromadzić talenty, stworzyć interdyscyplinarny zespół, wykorzystać dane i zamienić informację w mądrą decyzję.
W cyklu „Wielcy Zapomniani” przypominamy właśnie takie postaci — ludzi, których dorobek nie tylko zasługuje na odzyskanie należnego miejsca w naszej pamięci, lecz także znakomicie wpisuje się w naszą ideę budowania Marki dla Polski.
Bo silnej marki kraju nie buduje się wyłącznie za pomocą kampanii, haseł i symboli. Buduje się ją również z prawdziwych, wiarygodnych historii ludzi, którzy talentem, odwagą i pracą współtworzyli świat. Takich historii mamy wiele. Zbyt rzadko jednak potrafimy uczynić z nich część współczesnej opowieści o Polsce.
Reputację kraju tworzą nie tylko najbardziej widoczni przywódcy. Tworzą ją również naukowcy, analitycy, inżynierowie i organizatorzy — ludzie, którzy dostrzegają rozwiązanie tam, gdzie inni widzą jedynie niezrozumiały ciąg cyfr.
Jan Kowalewski nie potrzebuje legendy. Jego prawdziwe dokonania są wystarczająco wielkie.
Jan Kowalewski.
Człowiek, który czytał zamiary wroga.
Polak, który pomógł obronić niepodległość dzięki wiedzy.
Jeden z Wielkich Zapomnianych.
Czytasz nas regularnie? Ustaw Brief jako preferowane źródło informacji w Google.