Dziennikarstwo, clickbaity i marketing – czyli o tym, kogo można oszukać tylko raz
Za moich czasów na dziennikarstwie mówiło się: „Ważne, że piszą, byle nazwiska nie przekręcili.
- W mediach taka zasada miała sens.
- W marketingu? To prosta droga do katastrofy.
::
Kiedyś w redakcji amerykańskiego „Newsweeka” podobno były dwa osobne wejścia: jedno dla dziennikarzy, drugie dla działu sprzedaży reklam.
Dlaczego?
Bo nie wolno mieszać treści redakcyjnych z komercją.
Chcesz kupić obecność w medium? Proszę bardzo – reklama albo wyraźnie oznaczony tekst sponsorowany.
Zero udawania. Zero wciskania produktu w przebraniu „obiektywnego” artykułu.
Dziś granice się zatarły.
Portale zarabiają na tym, że trzymasz się na stronie jak najdłużej.
Dlatego teksty pisze się tak, by puenta była na samym końcu, a tytuł – najlepiej dramatyczny.
„Zmarła wielka gwiazda polskiego kina!”
A potem okazuje się, że chodzi, owszem, o zasłużoną aktorkę lokalnego teatru, która zagrała dwukrotnie w filmach w ciągu swojego długiego życia – miała 91 lat.
Clickbait działa – portal dostaje klik, Ty dostajesz rozczarowanie.
Pamiętam felieton Krzysztofa Teodora Toeplitza – mistrza formy – który radził:
Tytuł to skrót treści. A każdy akapit zaczyna się zdaniem, które streszcza cały akapit.
Wystarczyło przeczytać te pierwsze zdania, by wiedzieć, o czym mowa.
Dziś jest odwrotnie – bzdury na początku, sens na końcu.
A jak to wygląda w komunikacji marketingowej?
W tabloidzie można zagrać clickbaitem. W komunikacji marki – to samobójstwo.
Klienta można oszukać tylko raz.
No, chyba że jest idiotą… ale radziłbym nie budować imperium swojego biznesu na tej właśnie grupie docelowej.
Bo lojalność i zaufanie to waluty, które łatwo stracić, a bardzo trudno odzyskać.
W prasie bulwarowej liczy się chwilowa uwaga.
W biznesie liczy się relacja.
I jeśli ktoś myśli, że może długoterminowo rosnąć na „nabieraniu” odbiorców, to prędzej czy później dostanie bolesną lekcję.
Podsumowując:
W dziennikarstwie można było przeżyć nawet z mieszanymi recenzjami – ważne, że o nas pisali.
W marketingu to nie działa.
Bo jeśli raz zawiedziesz klienta, to jest spora szansa, że stracisz go na zawsze.
Czytasz nas regularnie? Ustaw Brief jako preferowane źródło informacji w Google.