BRIEF dociera do polskich firm i ich pracowników – do wszystkich tych, którzy poszukują inspiracji w biznesie i oczekują informacji o ludziach, trendach i ideach.

Skontaktuj się z nami

Wielcy Zapomniani

Karol Jaroszyński. Polak, który zbudował finansowe imperium i pomógł stworzyć uniwersytet

Cykl „🇵🇱 Wielcy Zapomniani” jest próbą odzyskiwania pamięci o Polakach, którzy współtworzyli świat, choć zbyt często pozostają nieobecni w naszej zbiorowej pamięci.

Spis treści
  1. Fortuna, której nie wystarczyło odziedziczyć
  2. Dwanaście banków. Ponad 700 oddziałów
  3. A jednak nie pieniądze są w tej historii najważniejsze
  4. Kapitał, który miał służyć Polsce
  5. Uniwersytet
  6. 26 tysięcy książek
  7. Rewolucja zabrała prawie wszystko
  8. Jeszcze raz próbował
  9. Od milionów do małego mieszkania przy Smoczej
  10. Dlaczego o nim piszemy?

🇵🇱 Wielcy Zapomniani

Karol Jaroszyński.

Jesienią 1917 roku był faktycznym właścicielem dwunastu dużych banków, posiadających łącznie ponad 700 oddziałów.

Kontrolował udziały w kilkunastu, według części źródeł nawet 23, cukrowniach.

Jego przedsiębiorstwa obejmowały banki, przemysł, kopalnie, kolej, ubezpieczenia, nieruchomości i prasę.

Jego transakcje miały wpływ na giełdy w Petersburgu i Moskwie.

Był jednym z najpotężniejszych finansistów schyłkowego Imperium Rosyjskiego.

A kiedy Polska odzyskiwała niepodległość, część swojej fortuny postanowił przeznaczyć na coś zupełnie innego.

Na uniwersytet.

Karol Jaroszyński został głównym prywatnym fundatorem uczelni, z której wyrósł Katolicki Uniwersytet Lubelski.

Dziś jego nazwisko zna niewielu.

Fortuna, której nie wystarczyło odziedziczyć

Jaroszyński urodził się w Kijowie. Według zachowanej metryki chrztu było to 13 grudnia 1877 roku, choć część późniejszych źródeł podaje rok 1878. Pochodził z zamożnej polskiej rodziny ziemiańskiej, związanej z Podolem i Kijowszczyzną. Po ojcu odziedziczył majątki ziemskie oraz udziały w cukrowniach i innych przedsiębiorstwach.

Mógł więc po prostu pozostać bogatym ziemianinem.

Nie pozostał.

Miał niezwykłą skłonność do ryzyka, ogromną intuicję finansową i – jak wynika ze wspomnień ludzi, którzy go znali – zdolność przekonywania innych do swoich pomysłów.

Najpierw rozwijał interesy związane z cukrownictwem.

Później zaczął inwestować w banki.

A następnie robił coś, co dziś nazwalibyśmy budową wielkiego, zintegrowanego holdingu finansowo-przemysłowego.

Zyski z przemysłu lokował w bankach.

Banki dawały mu dostęp do kapitału.

Kapitał pozwalał przejmować kolejne przedsiębiorstwa.

Ryzykowne?

Bardzo.

Ale przez kilka lat niezwykle skuteczne.

Dwanaście banków. Ponad 700 oddziałów

Skala przedsięwzięcia jest trudna do wyobrażenia nawet dzisiaj.

Przed 1917 rokiem Jaroszyński stał na czele koncernu obejmującego banki, przedsiębiorstwa hutnicze i metalurgiczne, kopalnie, fabryki, spółki kolejowe, towarzystwa ubezpieczeniowe, majątki ziemskie, hotele, wydawnictwa oraz nieruchomości w Kijowie i Petersburgu.

W 1917 roku posiadał większościowe lub całkowite udziały w 19–23 ukraińskich cukrowniach.

Jesienią tego samego roku stał się faktycznym właścicielem 12 dużych rosyjskich banków dysponujących ponad 700 oddziałami.

To już nie był majątek odziedziczony po ojcu.

To było imperium stworzone przez przedsiębiorcę.

Jaroszyński rozumiał znaczenie kapitału, informacji, skali i sieci powiązań.

Budował swoje przedsiębiorstwa w czasach, kiedy słowo „startup” nie istniało, a o współczesnym rynku kapitałowym nikt jeszcze nie myślał w dzisiejszych kategoriach.

Ale mechanizm był podobny.

Kapitał miał pracować.

I miał pozwalać budować więcej.

A jednak nie pieniądze są w tej historii najważniejsze

Życiorys Jaroszyńskiego pełen jest historii, które aż proszą się o film.

Jest Monte Carlo.

Jest ruletka.

Są kontakty z rosyjską arystokracją.

Są wielkie banki, pałace, milionowe transakcje, rewolucja i walka o uratowanie majątku.

Według jednej z dobrze udokumentowanych relacji w 1909 roku wygrał w Monte Carlo ponad 2 miliony franków, co pozwoliło mu spłacić część zobowiązań i ponownie rozwinąć działalność biznesową.

To świetna historia.

Ale nie dlatego warto dziś przypominać Karola Jaroszyńskiego.

Znacznie ważniejsze jest to, co zrobił z częścią zarobionych pieniędzy.

Kapitał, który miał służyć Polsce

Jaroszyński wspierał polskie instytucje oświatowe i dobroczynne.

Tuż przed rewolucją w 1917 roku za milion rubli kupił w Piotrogrodzie dużą nieruchomość i przekazał ją polskiej młodzieży akademickiej.

Powstał tam Dom Młodzieży Polskiej „Zgoda”.

Były pokoje dla studentów.

Czytelnia.

Sale spotkań.

Miejsce dla organizacji młodzieżowych.

W Wigilię 1917 roku świętowało tam, na koszt fundatora, 400 harcerzy i 300 polskich studentów.

To pokazuje coś ważnego.

Jaroszyński nie traktował filantropii wyłącznie jako rozdawania pieniędzy.

Budował instytucje.

Uniwersytet

W 1917 roku Jaroszyński poznał ks. Idziego Radziszewskiego, późniejszego pierwszego rektora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Radziszewski miał pomysł stworzenia w odradzającej się Polsce uniwersytetu katolickiego.

Jaroszyński miał pieniądze.

Ale miał również własną wizję.

Uniwersytet nie miał być wyłącznie miejscem teoretycznej nauki.

W jego koncepcji uczelnię miała otaczać sieć przedsiębiorstw, w których studenci mogliby zdobywać praktyczne doświadczenie.

Ponad sto lat temu przedsiębiorca myślał więc o połączeniu edukacji, praktyki, gospodarki i kapitału.

W czerwcu 1918 roku zadeklarował przekazanie miliona rubli na stworzenie uczelni oraz kolejnych 300 tysięcy na pierwszy rok jej działalności.

Rewolucja bolszewicka i utrata ogromnej części majątku uniemożliwiły realizację pierwotnego planu w pełnej skali.

Ale Jaroszyński nie wycofał się.

W następnych latach przekazywał powstającemu uniwersytetowi pieniądze w różnych walutach i wspierał go aż do końca życia.

W archiwalnych materiałach KUL figuruje po prostu jako:

„Karol Jaroszyński – Fundator KUL”.

26 tysięcy książek

Jest jeszcze jeden szczegół.

Niezwykle symboliczny.

Jaroszyński pomógł sfinansować sprowadzenie z Piotrogrodu prywatnych księgozbiorów profesorów Uniwersytetu Petersburskiego.

Do biblioteki powstającej uczelni w Lublinie trafiło dzięki temu około 26 tysięcy woluminów.

Pieniądze można stracić.

Fabrykę można znacjonalizować.

Bank może przestać istnieć.

Ale książki pozostają.

Wiedza pozostaje.

Uniwersytet pozostaje.

Rewolucja zabrała prawie wszystko

W grudniu 1917 roku bolszewicy rozpoczęli przejmowanie prywatnych banków.

Wydano również nakaz aresztowania Jaroszyńskiego.

Jego banki, przedsiębiorstwa, nieruchomości i aktywa zaczęły być nacjonalizowane.

Część dokumentów i papierów wartościowych przepadła.

Imperium budowane przez lata właściwie przestało istnieć.

Jaroszyński próbował jeszcze ratować swoje interesy.

Działał w Rosji, Wielkiej Brytanii i Francji.

Angażował się także w działania przeciw bolszewikom.

W końcu przyjechał do odrodzonej Polski.

I zaczął od nowa.

Jeszcze raz próbował

W Polsce ponownie tworzył przedsięwzięcia finansowe.

Był współorganizatorem Banku Rosyjsko-Polskiego.

Przedstawiał projekty reformy walutowej.

Myślał o rozwoju polskiej żeglugi.

W latach 1920–1922 był doradcą finansowym Józefa Piłsudskiego.

Nie udało mu się jednak odbudować dawnej potęgi.

Świat, w którym stworzył swoje imperium, przestał istnieć.

A wraz z nim zniknęła znaczna część jego fortuny.

Od milionów do małego mieszkania przy Smoczej

To chyba najbardziej przejmująca część tej historii.

Człowiek, który kilka lat wcześniej kontrolował banki z setkami oddziałów, pod koniec życia mieszkał w niewielkim mieszkaniu przy ulicy Smoczej w Warszawie.

Nie założył rodziny.

Nie odzyskał dawnego majątku.

Zmarł 8 września 1929 roku w Warszawie.

Miał niewiele ponad pięćdziesiąt lat.

Na Powązkach spoczął człowiek, który jeszcze kilkanaście lat wcześniej należał do finansowej elity Europy Wschodniej.

A potem zaczęła znikać również pamięć o nim.

Dlaczego o nim piszemy?

Bo Marka dla Polski nie składa się wyłącznie z wielkich bitew, powstań, królów, polityków i artystów.

Tworzą ją także przedsiębiorcy.

Ludzie, którzy potrafili budować firmy.

Organizować kapitał.

Podejmować ryzyko.

Tworzyć miejsca pracy.

Finansować naukę.

Budować instytucje.

Karol Jaroszyński był przedsiębiorcą w skali, którą nawet dziś trudno zlekceważyć.

Ale w jego historii najbardziej interesuje mnie coś jeszcze.

Rozumiał, że prywatny kapitał może służyć nie tylko właścicielowi. Może również budować kraj.

Dlatego finansował studentów.

Dlatego tworzył dla nich miejsca do życia i nauki.

Dlatego wsparł pomysł stworzenia uniwersytetu.

I dlatego część jego pieniędzy zamieniła się w coś znacznie trwalszego od fortuny.

W instytucję.

Katolicki Uniwersytet Lubelski istnieje do dziś.

Karol Jaroszyński nie stworzył marki, którą znajdujemy dziś na półce sklepowej.

Nie pozostawił po sobie banku noszącego jego nazwisko.

Jego imperium finansowe zniknęło.

Ale pozostawił coś, co z punktu widzenia budowania marki kraju może być jeszcze ważniejsze.

Dowód, że polska przedsiębiorczość, ambicja, kapitał i odpowiedzialność za wspólnotę mogą występować razem.

Dlatego Karol Jaroszyński jest dla mnie jednym z najbardziej oczywistych bohaterów cyklu „🇵🇱 Wielcy Zapomniani”.

Bo jeśli chcemy opowiadać światu o Polsce jako kraju ludzi przedsiębiorczych, ambitnych i zdolnych budować rzeczy większe od nich samych, powinniśmy najpierw sami przypomnieć sobie, że tacy ludzie naprawdę tutaj byli.

I zacząć nazywać ich po nazwisku.

Karol Jaroszyński.

Czytasz nas regularnie? Ustaw Brief jako preferowane źródło informacji w Google.

Obserwuj w Google