BRIEF dociera do polskich firm i ich pracowników – do wszystkich tych, którzy poszukują inspiracji w biznesie i oczekują informacji o ludziach, trendach i ideach.

Skontaktuj się z nami

Wielcy Zapomniani

Rudolf Weigl. Polak z wyboru, który pokonał tyfus i ratował ludzi przed hitlerowcami

Cykl „🇵🇱 Wielcy Zapomniani” jest próbą odzyskiwania pamięci o Polakach, którzy współtworzyli świat, choć zbyt często pozostają nieobecni w naszej zbiorowej pamięci.

Spis treści
  1. Polak z wyboru
  2. Wróg, którego nie było widać
  3. Laboratorium pełne wszy
  4. Szczepionka
  5. Lwów
  6. Najpierw Sowieci. Potem hitlerowcy
  7. Legitymacja, która mogła uratować życie
  8. Nauka jako tarcza
  9. Szczepionka trafiała tam, gdzie nie powinna
  10. Nobel, którego nie było
  11. Sprawiedliwy wśród Narodów Świata
  12. Nie urodził się Polakiem. Został nim.
  13. Co mówi nam jego historia?
  14. Dlaczego przypominamy właśnie jego?

Rudolf Weigl.

Czy można uratować tysiące ludzi, hodując wszy?

Brzmi absurdalnie.

A jednak właśnie od wszy zaczyna się jedna z najbardziej niezwykłych historii polskiej nauki.

Historia człowieka, który stworzył pierwszą skuteczną szczepionkę przeciwko tyfusowi plamistemu.

Człowieka wielokrotnie nominowanego do Nagrody Nobla.

Człowieka, którego laboratorium podczas okupacji stało się schronieniem dla naukowców, artystów, żołnierzy podziemia i ludzi skazanych przez hitlerowców na śmierć.

Rudolf Weigl był naukowcem.

Ale w pewnym momencie nauka przestała być dla niego wyłącznie sposobem poznawania świata.

Stała się sposobem ratowania ludzi.

Polak z wyboru

Jego historia jest ciekawa już od samego początku.

Rudolf Weigl urodził się w 1883 roku w Przerowie na Morawach, w rodzinie austriackiej.

Po śmierci ojca jego matka związała się z polskim nauczycielem Józefem Trojnarem. Rodzina zamieszkała w Galicji.

Weigl dorastał w polskiej kulturze.

Studiował we Lwowie.

I wybrał Polskę.

To określenie jest tutaj szczególnie ważne.

Był Polakiem z wyboru.

Można mieć polskie nazwisko i niewiele zrobić dla Polski.

Można też urodzić się w rodzinie austriackiej i całym swoim życiem udowodnić, że Polska jest twoją ojczyzną.

Weigl wybrał tę drugą drogę.

Wróg, którego nie było widać

Dziś tyfus plamisty dla większości z nas jest nazwą z podręcznika historii.

Sto lat temu był jednym z największych zabójców.

Wojny, bieda, głód, przepełnione miasta, obozy, brak higieny – wszędzie tam pojawiał się tyfus.

Choroba potrafiła zabijać tysiące ludzi.

W czasie I wojny światowej Weigl trafił do służby medycznej i właśnie wtedy zaczął zajmować się tyfusem plamistym.

Wiedział już, że chorobę przenoszą wszy.

Ale wiedzieć, kto przenosi chorobę, to jedno.

Umieć ją zatrzymać – zupełnie co innego.

I tutaj zaczyna się historia, która naprawdę robi wrażenie.

Laboratorium pełne wszy

Weigl zrozumiał, że aby stworzyć szczepionkę, musi nauczyć się hodować bakterie wywołujące tyfus.

Problem polegał na tym, że Rickettsia prowazekii rozwija się wewnątrz żywych komórek.

A najlepszym „laboratorium” okazały się… jelita wszy.

Trzeba więc było hodować ogromne ilości owadów.

A wszy trzeba było czymś karmić.

Ludzką krwią.

Powstał system małych klatek przykładanych do nóg lub innych części ciała człowieka. W środku znajdowały się wszy, które przez specjalną siateczkę mogły żywić się krwią.

Brzmi jak fragment filmu grozy.

A była to codzienność jednego z najważniejszych laboratoriów medycznych ówczesnej Europy.

Co więcej – Weigl sam zachorował na tyfus.

I nawet wtedy prowadził obserwacje.

To bardzo dużo mówi o jego charakterze.

Nie pracował nad problemem z bezpiecznej odległości.

Ryzykował własnym zdrowiem.

Szczepionka

Po latach badań udało się.

Weigl opracował pierwszą skuteczną szczepionkę przeciwko tyfusowi plamistemu.

To był przełom.

Nie oznaczało to oczywiście, że choroba nagle zniknęła z powierzchni ziemi.

Ale po raz pierwszy człowiek otrzymał skuteczne narzędzie pozwalające ograniczać jej śmiertelność i chronić ludzi szczególnie narażonych na zakażenie.

Szczepionkę zaczęto stosować w różnych częściach świata.

Przyniosła Weiglowi międzynarodowe uznanie.

Był wielokrotnie nominowany do Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny.

Nagrody nigdy nie dostał.

Ale czasami historia nauki pokazuje nam coś ważnego.

Nagroda jest symbolem.

Wynalazek, który ratuje ludzkie życie, pozostaje czymś znacznie większym.

Lwów

Centrum pracy Weigla stał się Lwów.

Miasto, które przed wojną było jednym z najważniejszych ośrodków polskiej nauki i kultury.

Na Uniwersytecie Jana Kazimierza powstało środowisko naukowe skupione wokół jego badań.

Instytut Weigla stał się miejscem wyjątkowym.

Ale prawdziwy egzamin miał dopiero nadejść.

Nie naukowy.

Moralny.

Najpierw Sowieci. Potem hitlerowcy

W 1939 roku Polska została zaatakowana przez Niemcy i Związek Sowiecki.

Lwów znalazł się pod okupacją sowiecką.

Dwa lata później miasto zajęli hitlerowcy.

Dla Weigla oznaczało to sytuację niezwykłą.

Okupanci potrzebowali jego szczepionki.

Tyfus był ogromnym zagrożeniem również dla armii niemieckiej.

Dlatego pozwolili mu kontynuować produkcję.

I właśnie tutaj wydarzyło się coś, co powoduje, że historii Rudolfa Weigla nie da się opowiedzieć wyłącznie jako historii naukowca.

Weigl wykorzystał swoją pozycję.

Legitymacja, która mogła uratować życie

Produkcja szczepionki wymagała ogromnej liczby ludzi.

Potrzebni byli między innymi tak zwani karmiciele wszy.

I nagle zatrudnienie w Instytucie Weigla stało się czymś znacznie ważniejszym niż pracą.

Stało się ochroną.

Pracownicy otrzymywali dokumenty.

Mieli kontakt z instytucją ważną dla okupantów.

Byli potrzebni.

A w rzeczywistości wielu z nich było ludźmi, których Weigl po prostu ratował.

Zatrudnienie znajdowali tam przedstawiciele lwowskiej inteligencji, naukowcy, artyści, członkowie Armii Krajowej, ludzie związani z podziemiem oraz Żydzi.

Przez Instytut przewinęły się tysiące ludzi.

Wśród karmicieli wszy znaleźli się ludzie, których nazwiska same należą dziś do historii polskiej kultury i nauki.

Instytut stał się czymś niespotykanym.

Laboratorium produkowało szczepionkę.

A jednocześnie produkowało… szansę na przeżycie.

Nauka jako tarcza

Spróbujmy sobie wyobrazić tę sytuację.

Na ulicach trwa terror.

Ludzie są aresztowani.

Wywożeni.

Mordowani.

A w laboratorium siedzi człowiek z klatką pełną wszy przypiętą do nogi.

I właśnie ta absurdalnie wyglądająca czynność może uratować mu życie.

To jedna z tych historii, których nie wymyśliłby najlepszy scenarzysta.

Bo właśnie nauka stworzyła przestrzeń, w której można było chronić ludzi.

Weigl doskonale wiedział, co robi.

Mógł ograniczyć zatrudnienie.

Mógł wykonywać rozkazy okupantów i zajmować się wyłącznie produkcją szczepionki.

Nie zrobił tego.

Wykorzystał system przeciwko ludziom, którzy go stworzyli.

Szczepionka trafiała tam, gdzie nie powinna

Historia jest jeszcze bardziej niezwykła.

Część szczepionek była potajemnie przekazywana ludziom, którym oficjalnie nie miała służyć.

Trafiała między innymi do lwowskiego i warszawskiego getta.

Docierała również do miejsc, w których ludzie byli szczególnie narażeni na epidemię.

Weigl ryzykował.

Ale robił to świadomie.

To ważne, bo bardzo łatwo po latach budować pomniki bohaterom.

Znacznie trudniej odpowiedzieć sobie na pytanie:

Co ja zrobiłbym w ich sytuacji?

Weigl odpowiedział swoim życiem.

Nobel, którego nie było

Rudolf Weigl był wielokrotnie zgłaszany do Nagrody Nobla.

Archiwa Fundacji Noblowskiej pokazują dziesiątki nominacji dotyczących jego kandydatury.

Nigdy jej nie otrzymał.

Wokół powodów powstało wiele historii i interpretacji.

Niektóre są trudne do jednoznacznego udowodnienia.

Dlatego nie będę ich tutaj powtarzał.

Dla mnie ciekawsze jest coś innego.

Czy naprawdę potrzebujemy Nobla, żeby zrozumieć skalę jego osiągnięcia?

Stworzył szczepionkę przeciwko chorobie, która przez stulecia zabijała ludzi.

Jego metoda była stosowana na świecie.

Podczas okupacji wykorzystał swoje laboratorium, aby ratować ludzi przed hitlerowcami.

Trudno o większe potwierdzenie wartości pracy naukowca.

Sprawiedliwy wśród Narodów Świata

W 2003 roku Instytut Yad Vashem pośmiertnie uhonorował Rudolfa Weigla tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.

To jeden z najważniejszych symbolicznych momentów w historii jego pamięci.

Ale znowu pojawia się pytanie, które wraca w naszym cyklu.

Dlaczego tak późno?

Dlaczego człowiek o takim życiorysie nie jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej nauki?

Dlaczego nazwisko Pasteura zna prawie każdy, a nazwisko Weigla – znacznie mniej osób?

Nie urodził się Polakiem. Został nim.

I tutaj chciałbym wrócić do początku tej historii.

Rudolf Weigl nie miał polskich korzeni.

Polskość wybrał.

To dla mnie jedna z najciekawszych części jego biografii.

Bo marka kraju nie jest budowana wyłącznie przez ludzi, którzy się w nim urodzili.

Budują ją także ci, którzy uznali ten kraj za swój.

Którzy chcieli tutaj pracować.

Tworzyć.

Uczyć.

Ratować innych.

I którzy w najtrudniejszym momencie nie odwrócili się od ludzi żyjących obok nich.

Weigl był właśnie takim człowiekiem.

Co mówi nam jego historia?

Od kilku lat bardzo dużo rozmawiamy o innowacjach.

O sztucznej inteligencji.

O biotechnologii.

O polskich startupach.

O tym, jak zatrzymywać naukowców w Polsce.

O tym, jak tworzyć technologie, które mogą konkurować ze światem.

To wszystko jest ważne.

Ale czasami warto spojrzeć za siebie.

Bo Polska miała już ludzi, którzy robili naukę na światowym poziomie.

Rudolf Weigl był jednym z nich.

Nie prowadził badań po to, żeby poprawić miejsce uczelni w rankingu.

Nie pracował dla liczby cytowań.

Chciał rozwiązać konkretny problem.

Chciał pokonać chorobę.

A kiedy przyszła wojna, wykorzystał naukę do czegoś jeszcze ważniejszego.

Do ratowania człowieka.

Dlaczego przypominamy właśnie jego?

Bo „🇵🇱 Wielcy Zapomniani” nie mają być katalogiem ludzi, z których powinniśmy być dumni.

To byłoby za proste.

Chcemy przypominać historie, które mówią coś o Polsce.

O jej potencjale.

O jej nauce.

O przedsiębiorczości.

O odwadze.

O ludziach, którzy potrafili zostawić po sobie coś ważnego dla świata.

Rudolf Weigl zostawił szczepionkę.

Zostawił szkołę naukową.

Zostawił ludzi, którzy dzięki niemu przeżyli.

I zostawił jeszcze coś.

Dowód, że nauka nie musi być oderwana od człowieka.

W najgorszym momencie historii jego laboratorium stało się nie tylko miejscem badań.

Stało się miejscem ratunku.

I właśnie dlatego Rudolf Weigl zasługuje na miejsce wśród „🇵🇱 Wielkich Zapomnianych”.

Polak z wyboru.

Naukowiec z powołania.

Człowiek, który walczył z tyfusem za pomocą szczepionki, a z hitlerowcami – wykorzystując własną wiedzę i własne laboratorium.

Takie historie również budują markę Polski.

A może przede wszystkim takie.

Czytasz nas regularnie? Ustaw Brief jako preferowane źródło informacji w Google.

Obserwuj w Google