Z kameralnego wydarzenia do produkcji filmowej, czyli kilka rad jak nie zgubić się w nagraniach eventów video

809

Bill Gates, który już nie raz wypowiadał się celnie na temat przyszłości, wygłosił proroctwo, że koniec pandemii nastąpi w połowie 2022 roku. Mamy więc przynajmniej jeszcze kolejnych sześć miesięcy życia w dystansie społecznym. Izolacja, do której zmusiła nas pandemia, sprawiła, że większość eventów przeniosła się do Internetu. I tutaj kluczowym jest „się”, bowiem nic nie staje się samo. Jako organizator wydarzeń musiałeś szybko przejść z wygodnej pozycji widza do filmowca. I tak nawet małe spotkanie firmowe to w obecnym czasie całkiem spora produkcja filmowa.


Na pewno masz świadomość, że robisz coś, co zostanie na zawsze w otchłani Internetów. Pewnie marzysz, żeby mieć totalną kontrolę nad tym, jakiej kategorii produkcję wypuszczasz. Podejrzewam, że przez te minione dwa lata na pewno dużo się już nauczyłeś i to zapewne na własnych błędach. Skupię się na tym, żeby przekazać Ci kilka wskazówek odnośnie tego, na co warto zwrócić uwagę, przenosząc wydarzenie do online’u. 

Domyślam się, że w czasach „przedpandemicznych” niektórzy działali w myśl złotej zasady: „lepiej pół godziny wstydu, niż trzy godziny prób”. Jednak bezwzględność trolli kreujących memiarską rzeczywistość pewnie zdołała oduczyć tej metody nawet największych jej fanów. Spróbujmy więc przyjrzeć się zwykłemu spotkaniu świątecznemu, które co roku podsumowuje Wasz rok pracy, jak na film, który de facto w obecnych warunkach musi powstać. Oczywiście pracownicy dostają je via link w sieci, dla wspólnego bezpieczeństwa, więc widowni live nie mamy (prócz członków ekipy). 

 

Scenariusz i reżyseria 

W przypadku wydarzenia na żywo macie na pewno jakąś ramówkę, według której wiadomo kto po kim przemawia, kiedy są podziękowania, a kiedy „łamiecie się” opłatkiem. W przypadku nagrania sprawdzi się zasada, że im mniej improwizacji – tym lepiej. Dlatego niezmiernie ważne jest, żeby realizator (czyli szef ekipy, która Wam ten event nagrywa i wysyła w świat) dostał taki dokument wcześniej. Dlaczego? Jeśli robicie streaming live, to przełączenie obrazu z kamer na mówiącą w danym momencie osobę nastąpi dużo płynniej i przyjemniej. Operatorzy (nigdy „kamerzyści”) będą mieli na uchu (czyli odsłuchu, który łączy całą ekipę) informację od realizatora, że zaraz ich obraz wchodzi, więc będą mogli przygotować ładniejszy kadr.  

Wiem, że każdy z Was kocha być panem swojego wydarzenia. Jeśli w nim nie występujesz – możesz śmiało je doglądać, jeśli czujesz się na siłach. Ale co, jeśli musisz stanąć z drugiej strony kamery? Nawet w Hollywood tylko nieliczni są w stanie reżyserować i grać w tym samym filmie. Absolutnie ufam, że macie doświadczenie i wyczucie kamery jak Clint Eastwood. Jednak, jeśli Wy nie jesteście w 100% do tego przekonani, to musicie oddać się w ręce kogoś, kto stoi za podglądem i podpowie wam jak ulepszyć całość. A skoro już jesteśmy przy podglądzie, to warto dorzucić kilka stówek i mieć komfort zobaczenia w obrazku tego, co zobaczy Twój widz. Nie musi być referencyjny, jeśli już musisz ciąć koszty, ale pozwól sobie przyjrzeć się, czy wszystko jest tak, jak sobie wymarzyłeś. 

 

Obsada 

Zakładamy, że osoby, które zostały wytypowane do prowadzenia tego wydarzenia są genialnymi mówcami, kochają występować i robią to przez całe życie. Ale jak radzą sobie z kamerą? Nie każdy wypada tu tak samo genialnie. Co czynić? W tej sytuacji z odsieczą przychodzi wspomniany „realizator”, bądź inny „mistrz ceremonii”. Taka osoba nie tylko powie, w którą kamerę patrzeć, ale też podrzuci wskazówki, które stuningują występ.  Banalna rada ogólna: kamera bardzo lubi mieć kontakt z mówiącym i adekwatny do sytuacji uśmiech. Wtedy lepiej pracuje nam przepona, mięśnie twarzy się rozluźniają, a pewność siebie winduje wysoko i ciągnie nawet najbardziej zestresowanego mówcę ze sobą. Pamiętaj też, że nie robisz paradokumentu, gdzie absolutnie zakazanym jest spojrzenie w obiektyw, tylko traktuj obiektyw jak swojego interlokutora.  

Jeśli masz dużo eventów, które lądują w Internecie, to może warto się zastanowić nad zorganizowaniem kursu pracy z kamerą. Eksperci pomogą ukryć mankamenty, ustawią głos, a nawet podpowiedzą, jak się ubrać. Skoro już jesteśmy przy aspekcie wizualnym. Uwaga, będzie banał: kamera widzi inaczej niż ludzkie oko. Na co więc uważać? Złem wcielonym będą dla niej wszelkie podłużne linie i drobna kratka. Nie tylko w scenografii, ale i w ubraniach. Zupełnie odpadają, bo interferują w obrazku.  

 

  

Według mnie warto zaprosić do współpracy profesjonalną charakteryzatorkę, która sprawi, że twoja nienaganna na co dzień fryzura będzie wyglądała równie dobrze na nagraniu. Miej gotowość na odwieczny męski bunt: panowie uważają, że nie potrzebują make-upu, że to „tylko dla bab”. Jednak zdanie szybciutko zmieniają po tym, jak już raz zobaczą „świecącą się” twarz w poglądzie. Kolejny argument za tym, żeby był na planie podgląd. No i nie ma co ukrywać. Jak mamy na planie kogoś, kto dba o wygląd- to mamy plus pięć do pewności siebie występujących.  

 

 

Nie ma też co oszczędzać na dodatkowym oświetleniu. To właśnie ono pozwoli wesprzeć nastrój i atmosferę. Może nie musimy tutaj budować dramatyzmu, jak w filmie, ale miło, jak ekspozycja skieruje wzrok do konkretnej osoby i sprawi, że nikt nie pomyśli oglądając naszą realizację, że ma do czynienia z horrorem czy komedią. Musisz zdawać sobie sprawę, że nasza realizacja może być niedoświetlona, mimo, że użyliśmy wszystkich świateł zastanych w danym obiekcie. I wtedy jest tak mrocznie, że widz będzie miał wrażenie, że ogląda horror i odwrotnie.  

Przypomnę tutaj o zasadzie wzajemnego zaufania i wzajemnego kontrolowania się. Jak kogoś wynajmujemy, to wierzymy, że jest najlepszym fachowcem (w naszym zakresie cenowym na pewno), z jakim możemy pracować i że dołoży wszelkich starań, żeby powstał super produkt. Jeśli natomiast masz jakieś wątpliwości – pytaj. Czasami nawet najlepszym zdarzają się błędy. Niby oczywiste, ale z nieznośną lekkością o tym zapominamy.  

SCENOGRAFIA, CHARAKTERYZACJA, KOSTIUMY  

Jeśli masz budżet na scenografa, który zbuduje wystrój miejsca, to absolutnie warto zaufać takiej osobie. Moja rada – jak nie masz – zdobądź go. Pozwoli Ci to zaoszczędzić czas (nie biegasz sam po sklepach) i pieniądze (scenograf zazwyczaj wie, gdzie można taniej coś kupić lub wypożyczyć).  Profesjonalista doradzi nie tylko w zakresie kolorystyki wnętrza i wszystkich dodatków, ale również samodzielnie wykona wszelkie dekoracje. Dodatkowo możesz go prosić o poradę w kwestii oświetlenia i ubrań mówców, żeby wszystko tworzyło spójną całość. Oczywiście nie jest to kostiumograf, ale ma na pewno doskonały gust, a takim osobom warto ufać.  

Jeśli uważasz, że wydawanie kasy na scenografię to zbytek, to odpowiedz sobie na pytanie, czy wszyscy występujący w Twoim filmie mają tyle talentu, żeby wystąpić jak komik na stand-up’ie na pustej scenie z czarnym tłem?  

Wiem, że w kamerze nie czuć zapachu świerku, a plastikowa choinka dużo lepiej wygląda w kadrze, ale warto pamiętać o tym, że milej mówić o Świętach wśród zapachu prawdziwych drzewek, na których zawiesimy pachnące pierniki.  

ZDJĘCIA 

Czy ważny jest sprzęt? Jestem gotowa przyjąć argument, że teraz to iPhonem nawet robi się całe filmy. A i owszem. Weźmy na ten przykład taki Unsane, thriller z 2018 roku. Wyreżyserował go Steven Sodebergh, zdobywca Oskara z 2000 roku za film Trafficktóry jest także operatorem i montażystą. Wspomnę jeszcze, że główną rolę kobiecą zagrała Claire Foy, zdobywczyni Złotego Globu za serial The Crown i budżet $1 500 000 obejmujący też montaż, na który Ty zazwyczaj nie masz środków ani czasu. Więc nie tylko wybitny reżyser, gwiazdorska obsada, to jeszcze dość spory budżet. Plan zdjęciowy trwał ponad 3 miesiące. Ty pewnie masz maksymalnie dzień zdjęciowy. Wracając do odpowiedzi na pytanie czy warto mieć sprzęt –zdecydowanie bezpieczniej wynająć nie tylko profesjonalny sprzęt, ale też ludzi, którzy za nim staną. I to drugie jest według mnie zdecydowanie ważniejsze.  

Chyba każdy z nas przynajmniej raz widział źle nagrany (a słyszał o tych, co w ogóle nie wyszły) ślub czy inną ważną uroczystość. Przyczyna: ktoś w ramach oszczędności zatrudnił „kamerzystę” kuzyna kolegi z podstawówki. Oczywiście nie, żebym miała coś do kuzynów kolegów, po prostu ich dokonania mnie nie przekonały. Raczej w kwestiach operatorów i doboru sprzętu radzę kierować się tym, co widzisz w portfolio czy po prostu poprzednich realizacjach. Warto zdać się na kogoś, kto może pochwalić się swoim dorobkiem. I jeśli robi cuda starą kamerą SONY, ale nas zadowala ten efekt – super. A jak operator umie sprawić, że osoby w kadrze nie mają uciętych głów i są w ostrości, to takie minimum, na które powinniśmy sobie pozwolić. 

Nie sposób pominąć ważnego, a według niektórych najważniejszego, aspektu produkcji filmowej – budżetu. Niestety przez to, że wydarzenie miało być w realu, a musi być online, to koszt jego produkcji nie ulega zmniejszeniu. Wręcz przeciwnie. Do tego zajmuje to więcej czasu, bo trzeba chociażby sprawdzić zajętości poszczególnych podwykonawców dodatkowo zatrudnianych do produkcji video. Dlatego warto się zastanowić czy dane wydarzenie jest niezbędne i czy musimy je zorganizować właśnie teraz, jeśli mamy niewiele czasu. Może na początek warto więc przemyśleć czy zamiast trzech nie warto zrobić jednego, a dobrze zorganizowanego i sfinansowanego. Przepraszam, jeśli poruszam kwestie oczywiste dla niektórych, ale jeśli porównacie koszty, na pewno nie małe, swojego wesela z tym, że na powstanie filmu Wojtka Smarzowskiego Wesele (2021) potrzeba było 6 000 000 złotych, to macie sprawę jasną. Jeśli oczywiście dasz się przekonać do porównania imprezy firmowej do wesela.  

Oczywiście podczas każdego eventu, tak i tego online, dzieją się rzeczy, które nie śniły się filozofom. Nie myślę tu o nagłej chorobie uczestnika czy strasznym korku na trasie dojazdu na nagranie. To się zdarza bez streamingu w powietrzu. Tutaj największym zagrożeniem i czymś, co spędza sen z powiek każdemu organizatorowi jest to, że sieć może nie dźwignąć transferu danych. Teoretycznie  możecie się przed tym ustrzec, dokładnie sprawdzając wszystkie dane techniczne przed realizacją, ale… well…złośliwość rzeczy martwych – na próbie wszystko może działać bez zarzutu, a live to już inna historia 

Mam nadzieję, że po lekturze tego artykułu będziecie jeszcze bardziej czujni, a Wasze filmowe realizacje eventów będą mini dziełami sztuki i nigdy, ale to przenigdy, nie zdarzy się żaden „fakap”, który zrobi z nich łakomy kąsek dla internetowych trolli.   


Anika Idczak

Komentarze
Ładowanie...

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. AkceptujęDowiedz się więcej