Jak zdradzili nas technologiczni giganci

95

Nowa gospodarka oparta na firmach technologicznych dawała światu nadzieję — zwłaszcza po blamażu rynków finansowych. Wystarczyła jednak dekada, abyśmy mogli się przekonać, jak mocno branża ta zdołała zmonopolizować rynek i narzucić innym własne reguły. Nie tylko kooperantom czy mniejszym konkurentom. Również nam, konsumentom, a nawet rządom. Wszyscy zostaliśmy zdradzeni przez Big Tech — przekonuje Rana Foroohar, autorka wydanej właśnie po polsku książki „Nie czyń zła”.

Za przyczynę kryzysu finansowego i gospodarczego tsunami 2008 roku zostały obarczone — słusznie zresztą — rynki finansowe. Z roku na rok Wall Street działało coraz bardziej bezpardonowo, prowadząc do znoszenia kolejnych regulacji i spychając na bok władze państwowe. Inna sprawa, że wkrótce potem banki i fundusze okazały się „zbyt wielkie, by upaść”, a koszty w dużej mierze ponieśli słabsi. Szybko jednak narodowe rządy znalazły źródło wielkich nadziei: nową gospodarkę opartą na rozwoju technologii i innowacji. Dolina Krzemowa stała się synonimem biznesów innego typu, o ambicjach znacznie większych niż zyskowność — chciały zmieniać świat, rozwiązując różnorodne problemy naszego życia. A także, realizując wzniosłe marzenia (tego argumentu będą w szczególności używać twórcy marek, które rewolucjonizowały kolejne segmenty rynku, gremialnie mianowani geniuszami biznesu).

Niespełnione nadzieje

Firmy o innowacyjnym potencjale miały być nowym źródłem bogacenia się narodów. Receptą na pogrążone w chaosie gospodarki Zachodu. Rządy państw w większości tak mocno zachłysnęły się atrakcyjnymi hasłami, że bez oporów tworzyły specjalne warunki do rozwoju firm technologicznych. Każdy chciał mieć swoją Dolinę Krzemową. Idylliczny świat, w którym ludzie bez wytchnienia pracują, aby świat był coraz lepszy, a firmami rządzą wizjonerzy skupieni na realizacji marzeń, wznoszących jednakowoż na wyżyny całe społeczeństwa. Taki obraz powinien dawno legnąć w gruzach. Bo w tym zachwycie nad nowym obrazem świata, nie dostrzegliśmy jednej, kluczowej rzeczy. Ale był czas trzeźwo spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość i wyciągnąć wnioski.

Otóż w nowej gospodarce nie chodzi o środki produkcji, złoża surowców czy fabryki. Najcenniejszym kapitałem jest wiedza. Informacja tym cenniejsza, im bardziej precyzyjna i dostarczona we właściwym czasie. Narzędziem są skomplikowane algorytmy, do których dostępu nikt poza nowymi korporacjami nie ma dostępu. Źródłem zaś — każdy z nas. Wystarczy, że korzystamy z codziennych usług, które dostarczają nam te globalne organizacje. A nie korzystać z nich — to już prawie niemożliwe.

Właśnie o tym jest książka Rany Faroohar — redaktorki związanej od lat z „Financial Times” i komentatorki CCN  —„Nie czyń zła”, wydana właśnie przez Poltext. Od ideałów po ekosystem dewastujący konkurentów i porządek społeczny. Od idealistów po dyktatorów przejmujących na różnych poziomach władzę nad światem. Tak można by streścić ewolucję, którą na przestrzeni kilkunastu lat przeszły wielkie spółki technologiczne z Googlem na czele. Ale chodzi też o Facebooka czy Amazona; chodzi nade wszystko o FAANG, zjawisko będące akronimem kilku marek: Facebook, Apple, Amazon, Netflix, Google (tak, Netflix też wszedł do tej gry i monopolizuje swój segment rynku). Tytułowe „Nie czyń zła” to bezpośrednie odwołanie do jednej z zasad, którymi od początku kierować się mieli wszyscy pracownicy Google’a. Dziś brzmi jak farsa.

Nie czyń zła, czyli gra Google’a

Od kilku lat wychodzą na światło dzienne fakty, które odbierają nam złudzenia, że sztandarowe firmy nowej gospodarki działają w imię wyższych celów. Krok po kroku, dzięki dostępowi do unikalnych danych, przejmują władzę nad nami. Tę zaś wykorzystują, aby powiększać zyski. Wtedy, kiedy zdążą zmonopolizować własne pozycje, i nie ma już odwrotu od ich usług.

Firmy z rynku cyfrowego budują mechanizmy i reguły, aby gromadzić jak najwięcej wartościowych informacji o nas wszystkich. To dobrze agregowane dane stają się ich najpotężniejszym kapitałem. Dzięki nim można precyzyjnie konstruować kompanie reklamowe — w sposób, o jakim tradycyjne media mogą tylko pomarzyć.

Wydawałoby się, że giganci cyfrowego rynku traktują nas wyłącznie jak konsumentów. Nic bardziej mylnego. To było domeną rynków finansowych. Facebook nie oferuje nam płatnego dostępu (broni się przed takimi pomysłami), bo chodzi o naszą aktywność w social mediach. Nowe technologie w rękach potężnych korporacji wpływają na każdy rodzaj naszych postaw i decyzji. Niezależnie czy chodzi o zakupy, czy decyzję przy urnie wyborczej. Co więcej, złożone narzędzia analityczne, na podstawie historycznych zachowań, pozwalają poznać nas na wylot i przewidzieć szereg ruchów. Nie tylko więc wpływają na nasze decyzje, lecz również wiedzą, czego potencjalnie pragniemy.

Nowi „zbyt wielcy”?

Na początku chodziło „tylko” o przyszłość tradycyjnych mediów, zwłaszcza prasy, która jak tlenu potrzebuje reklamodawców. Tych zaś sukcesywnie przejmują internetowi giganci. Kilka marek odpowiada za większościowy wolumen budżetów reklamowych na wszystkich rozwiniętych rynkach świata.

Foroohar zwraca też uwagę na zepsucie innej wielkiej idei, jaką wydawała się sharing economy, czyli ekonomia współdzielenia. Dziś to hasło zastępuje się mniej wdzięcznym pojęciem „uberyzacji”.

Teraz chodzi o coś znaczenie więcej. O monopolizację kolejnych obszarów biznesu, a tym samym — naszego życia. Wspomniane wcześniej hasło „Zbyt wielkie, by upaść” przeszło dekadę temu odnosiło się do firm rynku finansowego. Ponieważ spowolnienia i kryzysy gospodarcze (niezależnie od takich zdarzeń jak pandemia) powtarzają się cyklicznie, za najbliższym tąpnięciem może  — zdaniem autorki „Nie czyń zła” — stać dezynwoltura i arogancja technologicznych gigantów. Tym razem to one mogą okazać się „zbyt wielkie”. To w odniesieniu do nich rządy mogą przyznać, że nie stać nas, aby upadły. Od pewnego czasu takie firmy jak Apple czy Google są wyceniane znacznie wyżej niż największe amerykańskie banki. To one od paru lat, zauważa Rana Foroohar, dokonują zakupów obligacji korporacyjnych na ogromną skalę. Przy czym, co niezwykle istotne, nie podlegają takim regulacjom jak firmy działające na rynkach finansowych. Słowem: inwestują, mieszają na rynkach finansowych, ale nikt (znów!) nikt ich nie kontroluje.

Jest jeszcze kwestia etyki i przejrzystości działania. W ostatnich latach co i rusz wybuchały skandale z udziałem firm Big Tech w rolach głównych. Najdonioślejsze są oczywiście te afery, w których chodzi o relacje z niedemokratycznymi reżimami oraz nieautoryzowane udostępnianie danych użytkowników. Wiele z tych historii, jak wiemy, wprost dotyka wielkiej polityki i wpływania na wyniki wyborów. Notoryczne unikanie opodatkowania staje się przy tych przewinach, czymś niewinnym…

Wielka czwórka wciąż rządzi

Parę lat wcześniej o rosnącej dominacji kilku wielkich globalnych graczy pisał Scott Galloway. Jego książka „Wielka czwórka” („The Four”) szybko okazała się bestsellerem. Galloway, profesor strategii marki i marketingu internetowego na Uniwersytecie Nowojorskim, rozprawia się korporacjami nowego typu, wśród których na próżno by szukać śladów założycielskich ideałów.

Jamie Bartlett w Warszawie, czerwiec 2019 r. | Fot. Krzysztof Ratnicyn
Jamie Bartlett w Warszawie, czerwiec 2019 r. | Fot. Krzysztof Ratnicyn

Na uwagę zasługuje też książka „Ludzie przeciw technologii” Jamiego Bartletta, który wiosną ubiegłego roku gościł w Warszawie, w ramach Big Book Festival. Ta praca zwraca w szczególności uwagę na wpływ nowych technologii (algorytmy, sztuczna inteligencja) na jakość polityki i kondycję demokracji pod każdą szerokością geograficzną.

***

Recept na druzgocący obraz świata zdominowanego przez gigantów internetu zdaje się być wiele. Poszukuje jej autorka „Nie czyń zła” — kreśląc wizję i nadzieję na nowy cyfrowy ład. Pankaj Ghemawat, profesor strategii z Harvard Business School i autor „Świata 3.0” rysuje zaś alternatywę w postaci kompromisu między „deregulacją” czy wolnością (działającymi na rzecz wielkich korporacji) a uregulowaniem. „W takim świecie 3.0 tkwią potencjalne korzyści, nie zaś w królestwie regulacji, choć i te w pewnych sytuacjach są konieczne” — pisze Ghemawat. Taki złoty środek między swobodą rynku a regulacją ze strony państwa może i byłby rozwiązaniem. Pytanie jednak, czy nie jest już na to za późno? Czy potęga wielkich cyfrowych korporacji nie jest zbyt wielka, a w ich rękach definitywne narzędzia sprawowania władzy.

> Rana Foroohar, Nie czyń zła, przeł. P. Cypryański, Wydawnictwo Poltext, Warszawa 2020.

 

 

 

Komentarze
Ładowanie...

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. AkceptujęDowiedz się więcej