Ostracyzm, czyli osamotnienie

1 812

Osamotnienie ofiary mobbingu wynika z bardzo prostej przyczyny: przełożony – mobber najbardziej obawia się konkurencji ze strony pracowników wykazujących ponadprzeciętne zdolności i wyróżniający ich poziom inteligencji. Zaczyna tak niszczyć reputacje ofiary, że inni pracownicy, dotychczas nawet szczerze życzliwi, odsuwają się od ofiary nie chcąc narazić się na gniew mobbera. W końcu jest on także ich przełożonym i od niego zależy ich sytuacja w pracy.

Orzeł

W praktyce najczęściej ofiarami mobbingu padają pracownicy młodzi i zdolni, albo osoby starsze, ale z dużym doświadczeniem w pracy, z długim stażem, które tak dobrze pracują, że wydają się wprost niezastąpione. Osoby najlepsze, bardzo dobrze wywiązujące się ze swoich obowiązków, rzetelne i dokładne, bardzo dobre merytorycznie stanowią największe zagrożenie dla mobbera. Konkurencja powstaje oczywiście w jego głowie, ponieważ taki dobry pracownik, który ma bardzo wysokie poczucie własnej wartości może wcale nie pretendować na stanowisko kierownicze. Wysokiej klasy specjaliści najczęściej chcą po prostu spokojnie pracować i nie potrzebują sztucznie dowartościowywać się złudnym poczuciem władzy. Złudnym, bo przecież każdy przeciętnie inteligentny człowiek doskonale wie, że na stanowisku kierowniczym nie jest się wiecznie, a tak naprawdę, to przełożonym jest się przez chwilę, a człowiekiem przez całe życie.

Babka-zielarka

Mobber nie myśli tymi kategoriami, głównie z tego względu, że po prostu brak mu wyobraźni. Zaczyna postrzegać każdego dobrego pracownika jako konkurencję, którą należy bezwzględnie niszczyć. Wychodzi z założenia, które zasłyszał od kogoś innego: „albo ty będziesz gnoić, albo sam będziesz gnojony”. Sposób myślenia na poziomie babki-zielarki, ale niestety występuje i to wcale nierzadko; służy jedynie usprawiedliwieniu stosowania przemocy wobec pracowników.

W ten sposób obiektem agresywnych ataków staje się najlepszy, najbardziej wartościowy dla zakładu pracownik. Skoro mobber postrzega go jako konkurencję, to oczywiste, że chce się go jak najszybciej pozbyć. Jako przełożony ma do tego odpowiednie narzędzia.

Ofiara za swoją pracę zamiast nagrody otrzymuje cały zestaw zachowań mobbingowych, które w efekcie prowadzą do wyobcowania w środowisku pracy.

Demonstracja władzy

Pokaz siły, jaką dysponuje mobber ma na celu wywołanie u podwładnych stanu zagrożenia i lęku przed utratą pracy; jest to zarządzanie przez zastraszanie. Ofiara staje się przykładowym „chłopem pańszczyźnianym”, którego „pan” może ukarać kiedy i jak zechce. Następuje silny atak personalny na ofiarę, która zaczyna być traktowana jak „persona non grata”.

Początkowo są to próby ograniczania swobody wypowiedzi, stałe przerywanie w połowie zdania, reagowanie na uwagi krzykiem, czy krytykowanie wykonywanej pracy, a nawet życia prywatnego. Zachowania te mają prowadzić do przedstawienia ofiary jako niepełnowartościowej jednostki ludzkiej i pracownika nieprzydatnego w zakładzie pracy, a szykany odbywają się najczęściej na forum publicznym, np. w trakcie oficjalnych spotkań czy zebrań departamentu. Chodzi o to, żeby wszyscy pracownicy widzieli, że przełożony nie toleruje ofiary, która jest przecież złym pracownikiem i w ogóle nie powinno jej tu być.

Unikanie rozmów z ofiarą powoduje, że zaczyna się ona czuć niepotrzebna, niezauważona i nieistotna. Nie ma różnicy, czy jest w pracy, czy jej nie ma, nikt o to nie dba, nikt tego nie zauważa tak, jak by jej w ogóle nie było. Inni pracownicy też to widzą i o ile w początkowym okresie współczują ofierze i starają się pomóc, to jednak z czasem rezygnują z kontaktów z ofiarą. Nawet sporadycznych.

Dlaczego tak się dzieje? Otóż dlatego, że agresywny i pozbawiony wszelkich zahamowań mobber wcale nie ukrywa niechęci do ofiary, co więcej, uprzedza innych pracowników, żeby lepiej trzymali się od niej z daleka. Miejsce pracy ofiary zostaje odizolowane: nagle okazuje się, że wolne miejsce jest tylko za szafą, albo w innym pokoju, najgorszym z możliwych, w którym ofiara siedzi sama.

Czarna owca

Pracownicy zostają poinformowani, że mają nie rozmawiać z ofiarą, a jeśli ktoś ten zakaz złamie „będzie to źle widziane przez kierownictwo”. Nie wszyscy podporządkowują się tym zakazom, zdolni do empatii koledzy starają się jednak nie unikać ofiary, a nawet ją wesprzeć. Jeśli ktoś zostanie przyłapany na jakichkolwiek kontaktach z ofiarą, natychmiast on sam również zostaje poddany ostracyzmowi i traci pracę nawet szybciej niż sama ofiara. Dzieje się tak dlatego, że potencjalny obrońca ofiary daje zły przykład innym pracownikom, którzy mogliby również dać się ponieść słabości i poczuć dla ofiary litość. Może nawet znaleźć się buntownik, który także przeciwstawi się poleceniu służbowemu mobbera, nie tylko nie będzie unikał ofiary, ale jeszcze nazwie rzeczy po imieniu i zacznie głosić prawdę objawioną, że takie postępowanie wobec ofiary jest złe i nie powinno mieć miejsca?

Ryzyko

Z czasem okazuje się, że jednak lepiej z ofiarą nie rozmawiać, bo ci, którzy się nad nią litowali i chcieli jej pomóc, już pracę stracili. Jest to wybór pomiędzy ludzkim odruchem pomocy ofierze w nieszczęściu, a instynktem samozachowawczym, czyli utrzymaniem versus utratą pracy.
Rozdarty wewnętrznie świadek mobbingu zaczyna szukać ulgi w dysonansie, który odczuwa i już znajduje wymówki, aby jednak ofierze nie pomagać. Podczas ukradkowych spotkań z dala od miejsca pracy, czy telefonów już po godzinach pracy, ofiara słyszy: „naprawdę, nie gniewaj się, ale ja muszę utrzymać pracę, bo mam rodzinę”, „mam kredyt”, „mam chorą babcię”, „budujemy dom”, „wymieniamy okna”, „muszę dotrwać do emerytury”. Teraz już nawet przez kolegów z pracy ofiara jest traktowana jak powietrze.

Dziwna osoba

Zachęcony sukcesem mobber, widząc efekty swoich działań, rozpoczyna wściekły atak na reputację ofiary, żeby rozwiać resztki wątpliwości wśród pracowników, że ofiara jest nic nie warta. Rozsiewanie obrzydliwych plotek, tworzenie fałszywych historii, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością ma na celu wielokrotne powtarzanie tych samych oszczerstw po to, żeby dobrze utrwaliły się w pamięci pracowników na zasadzie ”plotka powtórzona sto razy staje się prawdą”.

Ofiara zostaje wielokrotnie ośmieszana: „po co ten patos”, „po co od razu takie wielkie słowa”, „archaiczne słownictwo”, „to zwyczaje starych ludzi”, „typowa stara panna”, „buty z epoki kamienia łupanego”, „starsza od węgla”.

Pracownicy czują, że wokół ofiary robi się dziwna atmosfera, a sama ofiara zaczyna być postrzegana, jako osoba dziwna.

Obrona

Próba obrony kończy się dla ofiary jeszcze gorzej: kiedy zaczyna buntować się i protestuje przeciwko takiemu traktowaniu, mobber natychmiast to wykorzystuje i pokazuje ofiarę jako osobę agresywną i wybuchową, która sieje konflikty i jest niesubordynowana. Pracownicy, którzy współpracują z mobberem chętnie dołączają się do tych oskarżeń, a dla samego mobbera jest to „woda na jego młyn”. Pozostali pracownicy, nie mogąc znieść wyrzutów sumienia, że nie zrobili nic, aby ofierze pomóc, sami zaczynają poniżać ofiarę i utwierdzają samych siebie w przekonaniu, że z ofiarą jest coś nie tak. Na podatny grunt trafiają kolejne oskarżenia mobbera wysuwane w kierunku ofiary, takie jak sugerowanie choroby psychicznej, czy kierowanie na badania psychiatryczne: „idź się leczyć”, „pora się zdiagnozować”, „kobieto, lecz się”, „ona się kwalifikuje do leczenia”, „ma nierówno pod sufitem”.

Pracownicy, nie widząc żadnych korzyści w opowiedzeniu się po stronie ofiary i jednocześnie zagłuszając własne poczucie winy, nie robią nic, aby ofierze pomóc. Inni, pozbawieni kręgosłupów moralnych, aby przypodobać się mobberowi i zasłużyć na jego względy, przyłączają się do drużyny mobbera i sami zaczynają nękać ofiarę. Ich pozycja wydaje się stabilna. Wybór jest oczywisty: moje dobro liczy się bardziej, niż kogoś, kto sam sobie zasłużył na takie traktowanie.

Pozostali pracownicy nie chcą niczego widzieć, ani słyszeć, chcą mieć spokój i w imię tego mylnie pojętego spokoju po prostu nie reagują. Brak reakcji oznacza akceptację. Ofiara zostaje zupełnie sama, bez żadnej pomocy i wsparcia, wyrzucona na margines społeczności zawodowej, bez żadnych świadków, nie ma na kogo liczyć. Mobber triumfuje: o to przecież chodziło. Ofiara odchodzi z pracy, albo zaczyna chorować, a pozycja mobbera umacnia się.

W efekcie z pracy odchodzą najbardziej wartościowe jednostki, a zatrudniane są osoby o bardzo niskich kwalifikacjach i morale, mierne, całkowicie pozbawione kręgosłupów moralnych, które nie tylko nie zagrażają karierze mobbera, ale także z łatwością mu się podporządkują i będzie mógł nimi dowolnie manipulować. Pytanie tylko, czy takie działania powodują wzrost czy spadek wydajności pracy?