Home office – zawitał na chwilę, zostanie z nami na dłużej. Bać się czy cieszyć?

612

Home office – dla jednych nagroda, dla innych zło konieczne. Niezależnie od tego, jakie jest wasze zdanie na temat pracy z domu, jest duża szansa, że w ciągu ostatnich kilku tygodni zdążyliście poznać jej blaski i cienie. Czy jest się czego bać?

Nie taki diabeł straszny

Zjawisko pracy zdalnej towarzyszy przedsiębiorcom już kilka ładnych dekad. 

Badacze z Banku Rezerw Federalnych z St. Louis w USA, w 2017 roku podali do wiadomości, że już w 1980 0,7% pracowników (czyli ok. 500 tys. osób), pracowało z domu – przynajmniej przez kilka dni w tygodniu. Quartz z kolei podaje, że w 2017 roku było to już 5,2% (8 milionów) ludzi w Stanach Zjednoczonych; oszacowano również, że aż 43% Amerykanów pracuje z domu okazjonalnie. Podobnie wygląda sytuacja w Europie. Zgodnie z raportem Komisji Europejskiej z 2018 roku ok. 5% pracowników wykonuje swoje obowiązki zdalnie. 

To, co umożliwia tak szybki rozwój pracy zdalnej to współczesne możliwości technologiczne: mając telefon, laptop i dostęp do sieci, jesteśmy w stanie pracować z każdego miejsca na świecie. Dzięki Dropbox przesyłamy sobie projekty, które później możemy omówić na Slacku, Zoomie czy Microsoft Teams, a poprawki do nich wprowadzać na bieżąco w Google Docs – odległość między pracownikami nie ma znaczenia.

To właśnie możliwości technologiczne (oczywiście pośród wielu innych czynników) sprawiły, że jeszcze przed epidemią koronawirusa praca zdalna szybko stawała się jedną z najbardziej pożądanych korzyści, jakie może zaoferować pracodawca. Według raportu CBRE 69% millenialsów zadeklarowało, że taki tryb pracy to jeden z ich topowych priorytetów i są w stanie zrezygnować z innych benefitów, aby móc zostać #digitalnomads. Dla osób, które nie znoszą monotonii, a kurtuazyjne poranne plotki przy kawie bardziej męczą niż bawią, swoboda i komfort pracy zdalnej w połączeniu z elastycznymi godzinami są rozwiązaniem idealnym.

Czytając powyższy akapit, wielu z was myśli pewnie, że tak, pięknie to wygląda w teorii – ale gdzie jest haczyk? Słusznie. 

W 2016 roku zespół zespół ekonomistów przyjrzał się chińskiemu biuru podróży Ctrip, które to część swojej ekipy call center przeniosło na pracę zdalną. Z początku sytuacja wydawała się rozwiązaniem idealnym: pracodawca oszczędzał (m.in na zmniejszonej powierzchni biurowej), pracownicy z radością odkrywali możliwości pracy z kanapy i notowali lepsze wyniki niż pracując z biura. Ctrip zachęcony tym stanem rzeczy poszedł o krok dalej i wprowadził takie rozwiązanie w całej firmie (16 000 osób). Na efekty nie trzeba było długo czekać: po kilku miesiącach dwie trzecie pracowników zadeklarowało chęć powrotu do biur. A najczęściej podawanymi powodami tej decyzji były samotność i potrzeba socjalizacji. 

 

Człowiek zwierzęciem stadnym

Ewolucyjnie jesteśmy zaprogramowani do życia w społeczeństwie i stałych kontaktów z innymi ludźmi. Internet, muzyka, kot, pies, rybki czy nawet najlepszy film nie zastąpią rozmowy z drugim człowiekiem. Dodatkowo, samotność oprócz tego, że bywa męcząca często wpływa niekorzystnie na produktywność, skąd bowiem czerpać inspirację i chęci do działania kiedy nie docierają do nas żadne nowe bodźce? 

Spory odsetek osób pracujących zdalnie skarży się również na swoiste wykluczenie z życia firmy i poczucie, że toczy się ono niejako poza nimi – bo kontakt z współpracownikami ma tylko w sprawach służbowych. Nagle te kurtuazyjne poranne plotki przy kawie stają się cudownym wspomnieniem, do którego się tęskni.

Coraz więcej pracodawców zdaje sobie z tego sprawę i szuka nowych rozwiązań – bo jak na razie wspólne wyjście na tradycyjną kolację, bądź organizacja szkolenia muszą pozostać w sferze planów. Na szczęście są alternatywy: wiele aktywności grupowych możemy przenieść do sfery online – wystarczy wi-fi, działająca kamerka w laptopie i pomysł.

Wspólne gotowanie, karaoke, kurs barmański czy warsztaty z robienia origami – sky is the limit. Przymusowy czas pracy zdalnej, to także idealny moment na organizację firmowej domówki, waszą biurową edycję kalamburów lub wymianę sprawdzonych przepisów – bo wygląda na to, że z tej kwarantanny wszyscy wyjdziemy z umiejętnościami kulinarnymi na poziomie godnym przewodnika Michelin.

Niezależnie do wad i zalet home office, czas na rozważania czy to coś co nam odpowiada czy nie, dobiegł końca – przynajmniej na razie. To, co możemy zrobić, to dać sobie i swojej kanapie szansę. Pamiętajmy też, że kiedy świat znowu wciśnie “play” praca zdalna może towarzyszyć nam znacznie częściej, bo obecna sytuacja uświadomi wielu pracodawcom, że tak też się da. A my powinniśmy być na to gotowi.

Nina Stolarczyk
Senior Event Manager
Cyrek Events

 

Komentarze
Ładowanie...

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. AkceptujęDowiedz się więcej