Design w czasach zaraz 3.0

Konsumpcjonizm

459

Założyciel studia – Janusz Kaniewski, latami czerpał przyjemność z jazdy swoim 300CE. Co prawda licznik zatrzymał się na przebiegu 400 000, ale w dalszym ciągu nie stanowiło to problemu, żeby zabrać samochód na wielogodzinne i daleki podróże.

Czy w trakcie epidemii inwestycja w design ma sens?

Czy pamiętacie Waszą ostatnią dłuższą wizytę w galerii handlowej? Zastanawialiście się jaki jest sens spędzania czasu w zamkniętej przestrzeni, z małą ilością świeżego powietrza, sztucznym światłem i setkami obcych osób? Dlaczego poświęcamy swój czas na chodzenie od sklepu do sklepu zaspokajając żądzę posiadania kolejnych, niepotrzebnych przedmiotów? Przecież mamy już inne, spełniające tę samą funkcję. Doskonale znamy uczucie, gdy po kilkugodzinnych zakupach udało nam się znaleźć wymarzoną rzecz albo wyjść z niczym. W pierwszym przypadku odnosimy sukces i zaspokajamy swoje potrzeby, w drugim natomiast paradoksalnie tłumaczymy sobie, że „chociaż nie straciliśmy pieniędzy”. Obecna sytuacja z pewnością ograniczyła spiralę konsumpcjonizmu co daje miejsce dla autorefleksji.  Ktoś powie, że mamy jeszcze sklepy internetowe. To prawda! Przecież wielu amatorów zakupów przerzuciło się na ten kanał sprzedaży. Jednak zwróćmy uwagę, że niecały ruch przeniósł się do Internetu i część z nas nie jest już jest skłonna do wydawania pieniędzy ponad to co niezbędne.

Zadziałała piramida Maslowa

Przypomnijmy, Abraham Maslow stworzył teorię psychologiczną nazwaną „Hierarchia potrzeb”, która została opisana w artykule „Teoria motywacji człowieka” w czasopiśmie naukowym „Psychological Review” w roku 1943. W pełni wyrażoną teorię opublikowano w 1954 roku w książce „Motywacja i Osobowość”. Zakłada ona w skrócie hierarchizację potrzeb, która często przedstawiana jest za pomocą piramidy. Na samym jej dole znajdują się najbardziej przyziemne potrzeby człowieka począwszy od potrzeb fizjologicznych oraz szeroko rozumianego bezpieczeństwa. Kolejno wyżej znajduje się potrzeba miłości i przynależności, potrzeba uznania i szacunku oraz na końcu samorealizacji. O ile potrzeby najwyższego rzędu nie zawsze dotyczą całości społeczeństwa i często można usłyszeć, że nie chcemy „pchać się na sam szczyt, a to co mamy wystarczy”, lub nie szukamy miłości a introwertyzmem tłumaczymy samotność, o tyle potrzeby najbardziej przyziemne, czyli bezpieczeństwa i fizjologiczne dotyczą wszystkich. Obecnie zostały zagrożone nasze podstawowe potrzeby. Doskonale było to widoczne w momencie ogłaszania stanu epidemii, gdzie półki w sklepach w ciągu jednego dnia opustoszały, a ogromne kolejki osób czekających na kolejne dostawy ustawiały się przed marketami. Społeczeństwo próbowało w ten sposób zaspokoić potrzebę jedzenia i picia, czyli najbardziej podstawową. Zagrożone zostało również bezpieczeństwo, chociażby finansowe. Prawdopodobnie wpłynęło to na zmniejszenie zainteresowania przedmiotami zaspokajającymi wyższe zachcianki, ale czy na pewno? Teoretycznie teraz nie jest ważne by kupić kolejne buty, zegarek czy cokolwiek innego tylko po to, aby zaimponować znajomym. Teraz liczy się przetrwanie. Niemniej ludzie dalej dbają o się w różnoraki sposób i kupują rośliny czy inne dobra, żeby „umilić sobie czas izolacji” lub zaspokoić potrzebę odwrócenia uwagi od strachu, który zapewne towarzyszy większości z nas.

Gdzie w tym wszystkim jest zatem design?

Przecież zajmuje się tworzeniem ładnych, obecnie nikomu niepotrzebnych, przedmiotów. Na szczęście poprzednie zdanie jest w 100% błędne i zaraz wyjaśnimy, dlaczego. Przede wszystkim dobry design to nie tylko ładne przedmioty. Najważniejszymi jego cechami są użyteczność projektowanych przedmiotów oraz jak najlepsze spełnienie podstawowych funkcji do których zostały stworzone. Można w tym miejscu przytoczyć banalny wręcz przykład łózka, które mimo, że może być wykonane bez udziału projektanta w ergonomiczny sposób, może być wygodne a jego montaż będzie prosty to np. będzie rysowało podłogę, która po jakimś czasie będzie wymagała wymiany lub remontu. Kto nigdy nie musiał jechać do marketu po podkładki filcowe pod różnego rodzaju meble niech podniesie rękę 😊 Dla nas oczywiste jest, że wystarczyło zaprojektować mebel w taki sposób by nie rysował podłogi, dzięki czemu oprócz wyższych potrzeb np. estetyki zaspokajamy przede wszystkim podstawowe potrzeby użytkowe.

Korzyść konsumenta vs zysk producenta

Teraz z innej beczki. Na warsztat wzięliśmy Mercedesa, który począwszy od lat 70’, aż do lat 90’ szczególnie słynął z produkcji dwóch swoich czołowych modeli – legendarnego W123 oraz W124. Model W123 wyprodukowany został w ilości 2 696 915 egzemplarzy, natomiast W124 w ilości 2 583 470 sztuk. Były to samochody, które osiągnęły niebywały sukces rynkowy przyczyniając się jednocześnie do problemów koncernu. Tylko jak to możliwe, że produkt, który osiągnął taki sukces mógł jednocześnie spowodować niemalże upadek giganta motoryzacji? Jest rok 1975, z linii produkcyjnej Mercedesa zjeżdża pierwsza „Beczka” – tak pieszczotliwie nazywano ten model. Kolejki chętnych na zakup są tak długie, że trzeba czekać około roku na zamówiony pojazdem, a ceny aut z drugiej ręki, które de facto wyjechały prosto z fabryki przewyższają cenę tych w salonach. Należy wspomnieć, że ceny samochodów nowych z salonu były i tak dość wysokie w stosunku do pojazdów konkurencji. Niemniej jednak kierowcy zakochali się w tym modelu, ponieważ cechował go idealnie wpasowujący się w lata 70’ wygląd charakteryzujący się prostotą, ale też wieloma ciekawymi przetłoczeniami, a wnętrze pojazdu, które było zaprojektowane w minimalistyczny sposób stało się jednocześnie wyznacznikiem ergonomii i stylu na długie lata. Ba, ośmielę się stwierdzić, że do dziś! Nie tylko to powodowało unikalność tego modelu. Był on niezwykły przede wszystkim, dzięki zadziwiającej niezawodności. Według statystyk ADAC z 1982 roku przeciętny przebieg modelu 200D przy którym może dojść do pierwszej poważnej usterki uniemożliwiającej uruchomienie silnika wynosił niebywałe 852 777 kilometrów!

Założyciel studia – Janusz Kaniewski, latami czerpał przyjemność z jazdy swoim 300CE. Co prawda licznik zatrzymał się na przebiegu 400 000, ale w dalszym ciągu nie stanowiło to problemu, żeby zabrać samochód na wielogodzinne i daleki podróże. Tak, ten samochód był towarzyszem podróży a nie tylko środkiem transportu. Fajnie się podróżowało nim z ludźmi, ale samotne przejażdżki to była dopiero frajda! Nawet jako 25 – letni staruszek, potrzebował od czasu do czasu przewietrzenia silnika i szybkiej jazdy do maksimum skali licznika! Kto nie przeżył ten nie wie jaki to komfort, radość najwyższa i co najważniejsze w dalszym ciągu bezpieczeństwo (opisana historia spełniała wszystkie aspekty bezpieczeństwa dla ruchu lądowego – nie powtarzaj sam w domu 😉

Wracając do historii koncernu. Rzeczona niezawodność spowodowała, że samochody te potrafią kręcić kilkumilionowe przebiegi i nadal jeżdżą po wielu drogach, często nawet egzotycznych krajów. Spełniają wyśmienicie najważniejszą funkcję samochodu, czyli możliwość przemieszczania się z punku A do punktu B, w szybki i bezpieczny sposób, niezależnie od warunków atmosferycznych. Dodatkowo oferują komfort jazdy na wysokim jak na tamte czasy poziomie. Następcą tego legendarnego modelu był wspomniany już Mercedes W124. Zadebiutował on w 1984 roku. Projektanci zdecydowanie unowocześnili jego sylwetkę jednocześnie dodając wiele dodatkowych opcji wyposażenia zwiększających komfort. Przełomowe jak na tamte czasy były podgrzewane fotele, automatyczna klimatyzacja, czy automatyczne podajniki pasów w wersji Coupé, które nawet dziś w nowych samochodach nie są oczywistością i standardem. Nie zapomniano oczywiście o niezawodności, która była szczególnie wysoka w modelach wyposażonych w wolnossące silniki diesla. Dzięki takiemu połączeniu powstał kolejny model, który przez długie lata królował na rynkach sprzedaży.

Są to znakomite przykłady współpracy inżynierów i kunsztu projektantów, którzy stworzyli nie tylko piękne i ergonomiczne pojazdy, lecz również, dzięki zastosowanym materiałom sprawili, że stały się niezawodne. Była to jednak lekcja dla koncernu, ponieważ powstał nie oczywisty problem, lecz z punktu widzenia producenta bardzo ważny. Produkt, który został stworzony był tak dobry, że konsumenci nie musieli go zmieniać. Wysoka cena nowych egzemplarzy, która szła w parze z ich jakością była kolejnym czynnikiem obniżającym rotację tych produktów na pierwotnym rynku.

Co się stało dalej? W 1997 roku zakończono produkcję modelu W124 – w gwoli ścisłości modelu E, gdyż tak od drugiego face liftingu w roku 1993 był oznaczany ten samochód jako przedstawiciel segmentu E, czyli klasy średniej wyższej i wprowadzono następcę o oznaczeniu W210. Kolejny model nie był już tak niezawodny poprzez zastosowanie tańszych materiałów, sprawił jednak, że producenci zmienili podejście do wytwarzanych przez siebie produktów. Obecnie każdy pewnie zauważył, że przedmioty, niezależnie od tego czy są to samochody, czy cokolwiek innego są dużo bardziej dostępne oraz oferują dużo więcej możliwych opcji, czy udogodnień za przystępną cenę dla dużej ilości osób. Są jednak niższej jakości i z założenia nie są przewidziane by być niezawodnymi. Jest to naturalny proces ewolucji podejścia producentów. Gdyby produkowali niezniszczalne przedmioty to zwyczajnie przestali by istnieć. By wynagrodzić ten fakt, dodawane jest wiele funkcji poprawiających doświadczenia z użytkowania wszelakich produktów.

Czy nie kłóci się to trochę z tym co czujemy obecnie, żeby nasze podstawowe potrzeby były zaspokajane? Być może nastąpi zmiana trendu – tego na razie nie wiadomo.

Czymże są wszelkie potrzeby w obecnej sytuacji, gdzie pracownicy oraz przedsiębiorcy stoją w obliczu braku dochodów przez pewien czas? Może nauczy nas to cieszyć się przyziemnymi sprawami oraz odnajdywać piękno w prostych rzeczach, które rozwiązują podstawowe potrzeby. Za co z całą pewnością wdzięczna będzie nam przyroda, zwierzęta a w efekcie planeta, która od setek lat zmaga się z inwazją ludzkiego gatunku.

 

To odpowiednie miejsce na naszą ulubioną anegdotę.

Pewnego razu projektant dostał brief na stworzenie nowego produktu od firmy produkującą żelazka. Przede wszystkich oczywiście, należało uwzględnić nową stylistykę i funkcję nadrzędną, czyli skuteczniejsze prasowanie. Projektant wpadł na genialny pomysł i zaproponował opatentowanie niegniotącej się tkaniny. Jakże wielkie było zdziwienie producenta żelazek 😉 Idealny przykład, że dobry projektant to nie szalony artysta a rzemieślnik. Jego powinnością jest rozwiązać problemy, odpowiedzieć na potrzeby klienta uwzględniając szereg potrzeb ekonomicznych, produkcyjnych, biznesowych i klienta docelowego. Dopiero wtedy możemy mówić o współpracy i sukcesie rynkowym.

 

 

Kaniewski Team

 

———-

*Ciekawostka

NEWTON

Boże Narodzenie 1664 roku nie było dla Anglików wesołym świętem. Najpierw w Londynie, późnej w kolejnych miastach pojawiła się dżuma, z miejsca dziesiątkując mieszkańców. Izaak Newton miał wówczas zaledwie dwadzieścia dwa lata, ukończył właśnie Trinity College w Cambridge i już wówczas miał opinię geniusza, choć nieco zbyt wywrotowego, jak na konserwatywną Anglię. Zamiast studiować Arystotelesa wolał czytać np. Kopernika i Galileusza, co przerażało ówczesną kadrę profesorską. Uczelnię jednak ukończył w samą porę – kilka miesięcy później została zamknięta, właśnie z powodu epidemii dżumy.

Newton miał więc mnóstwo wolnego czasu i właśnie w czasie epidemii przyszła mu do głowy teoria, która z dżumą nie miała co prawda nic wspólnego, za to z całym wszechświatem owszem. Wtedy właśnie, uciekając przed szalejącą epidemią na wieś rozpoczął pracę nad powszechną historią ciążenia, udowadniając, że upadkiem nawet drobnego przedmiotu na ziemię i ruchem wszelkich ciał niebieskich rządzą dokładnie te same prawa. Prawa grawitacji. Inaczej mówiąc, potrzeba było epidemii, by świat uznał wreszcie, że to Ziemia kręci się wokół słońca, podobnie jak inne planety w innych galaktykach krążą wokół swoich słońc.

I podobno wcale nie wpadł na to po tym, jak na jego dziwacznie ufryzowaną głowę spadło jabłko. To tylko urocza legenda.[1]

 

[1] Wojciech Lada – dziennikarz, historyk, autor książek historycznych, przez wiele lat współpracował z „Życiem Warszawy” i „Rzeczpospolitą”. Obecnie pisze dla miesięczników i portali historycznych, a przede wszystkim wydawnictw. Opublikował książki: Polscy terroryści (2014), Bandyci z Armii Krajowej (2018), Pożytki z katorgi (2019).

Komentarze
Ładowanie...

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. AkceptujęDowiedz się więcej