KONDYCJA CZŁOWIECZEŃSTWA na początku XXI wieku – OTWARTOŚĆ

280

W czasach, kiedy najwyższą wartość zyskują głównie takie pojęcia jak wydajność, wzrost i błyskawiczna decyzja, mniej lub bardziej świadomie ograniczamy swoje prawo do spojrzenia na świat z różnych perspektyw, pozbawiamy się przyjemności jaką daje refleksja. Teksty Dariusza E. Radtke, np. na temat OTWARTOŚCI, AUTENTYCZNOŚCI, POSTĘPU czy PROSTOTY w których człowiek stoi w centrum uwagi, są odpowiedzią na wyzwania XXI z różnych perspektyw. To lektura dla osób poszukujących unikalnych tematów, inspiracji z dala od głównego nurtu. Dariusz E. Radtke opisuje zagadnienia, które wzbogacają nasze poglądy i wyostrzają spojrzenie na świat. Wczoraj, dzisiaj i jutro.


The best weapon of a dictatorship is secrecy,

but the best weapon of a democracy should

be the weapon of openness. – Niels Bohr

 

Świat jest pełen deficytów. Są osoby, którzy źle widzą i na dodatek, niewiele słyszą. Nie zauważają praktycznie nic i rozumieją prawie wszystko tak jak nie powinni pojmować. Jednakże to smutne życie w sferze upośledzenia wzrokowo-słuchowego jest ich własną zasługa. Ci biedni ludzie cierpią na zespół deficytu percepcji (ZDP). Jest to choroba cywilizacyjna która rozprzestrzenia się epidemicznie. Szczególnie osoby z zamiłowaniem do autoreferencji są jej ofiarami. Osoby takie otaczają się wyłącznie ludźmi, którzy podzielają ich zdanie. Fundament pewnego rodzaju pozornego bezpieczeństwa. Świat wydaje się być w doskonałej harmonii z nimi. To wielki błąd. Owi pacjenci żyją w bańce, w Filter Bubble. Bańce która hermetycznie osłania świat zewnętrzny. Jeśli jednak cokolwiek przeniknie przez jej dźwiękoszczelną membranę, natychmiast zostaje zniszczone przez ideologiczny układ odpornościowy. Inność nie będzie tolerowana. Zwracając uwagę pacjentowi o jego sytuacji, staje się agresywny. Dla niego niebezpieczna choroba wygląda zupełnie inaczej, to Postawa, Przekonania i wreszcie Prawda. Szaleni to zawsze ci inni.

Oczywiście istnieją ludzie, którzy mają na to proste wyjaśnienie, takie np. jak to, że ZDP jest logiczną konsekwencją neoliberalnego, zbyt szybko zmieniającego się świata. Można ująć to również zdecydowanie krócej: rzeczywistość mi nie odpowiada – zamykam się. Świat jest zamkniętą instytucją. Taki stan to nic nowego i pozostaje tak długo, dopóki nie rozpoznasz najgorszego wroga owego wykluczenia, prawdziwą przyczynę choroby: CIEBIE. Zapomnijcie o Facebooku i Twitterze. Zanim to wszystko było możliwe, na przykład w średniowieczu, były bardzo grube i wysokie mury. Również w tamtych czasach wydawało się że wszystko jest możliwe, a dążenie do harmonii celem. Pożądany był wolny od sprzeczności świat, w którym robiono to, co Bóg zechciał, a resztę przypisywano diabłu.

 

Większość ludzi była wtedy biedna a duchowe i polityczne centrum średniowiecza więzieniem kontemplacyjnym, klasztorem. Słowo pochodzi od łacińskiego claustrum, co oznacza mniej więcej zamknięte miejsce. Najbardziej wpływowy zakon Zachodu, benedyktyni, żądali od swoich członków przestrzegania Stabilitas loci, przywiązania do miejsca. Musiałeś zostać tam, gdzie byłeś. Mobilność, siostra otwartości, była uważana za bluźnierstwo. Społeczeństwo, jako rezultat średniowiecznych norm, było statyczne, egocentryczne i obłudne. Nieruchome. Świeckim wariantem systemu zamkniętego był zamek. Swój rozkwit przeżywał w feudalizmie późnego średniowiecza, od XI do XV wieku. Czy zamki powstały ze względu na ochronę przed najazdami obcych którzy nacierali przeciwko Zachodowi? Niektóre tak. Ale większość z nich miała o wiele bardziej okrutnego przeciwnika: biurokrację.

 

Nie myślcie teraz o rycerzach, koniach i średniowiecznej poezji dworskiej. Zamek był centrum administracyjnym, mieszanką urzędu skarbowego i biurem komornika. Rządzili w nim drobni szlachcice, którzy zrobili się urzędnikami przy przyzwoleniu odpowiedniego księcia i zarządzali systemem feudalnym. Prawdziwym celem zamku była ochrona skradzionych i wymuszonych dóbr od tych, którzy je wyprodukowali. Często dochodziło do zamieszek. Urzędnicy nadużywali swojej władzy. Władze się tym nie przejmowały. Najważniejsze, że dziesięcina, pańszczyzna etc. została uregulowana i dostarczona. Od XI wieku system feudalny się rozrósł i pogłębił, przenikał coraz więcej obszarów życia, regulował i domagał się czasu i energii ludzi. Zarządzanie wszystkimi obszarami stawało się coraz droższe. Jedną z odpowiedzi jest ciągły rozwój nowych podatków, ceł, opłat. Błędne koło. Rezultatem była jeszcze większa izolacja i „zamknięcie” ponieważ w ramach opłat za przejazdy znacznie ucierpiała mobilność, handel i wymiana wiedzy. Pojawiły się nowe granice, terytoria, jednostki administracyjne. Ograniczanie wolności było na porządku dziennym. Robiło się ciemno. Potem nastąpił wybuch.

Pod koniec średniowiecza system implodował pod własnym ciężarem. Kto mógł opuszczał zamek i jego system feudalny aby udać się do miasta. Średniowieczne miasta są schronieniem i inkubatorami w jednym. Ich sercem jest funkcjonująca gospodarka, umiarkowany wzrost gospodarczy, który umożliwia ekspansję i jest atrakcyjny. Powietrze miejskie sprawia, że jesteś wolny. W murach miasta jest bezpiecznie. Istnieją jasne zasady. Kształtuje się także nowa klasa obywateli, broniącą wolności i otwartości przed wrogami. Na pierwszy rzut oka wygląda to naprawdę budująco. Jednak miasta późnego średniowiecza i wczesnych czasów nowożytnych również są otoczone grubym murem i przypominają zamki systemu feudalnego. Jednak rola tych murów była zupełnie inna. Mur zamku broni niewoli. Mur miejski wolności. Najważniejszym elementem zamku są instalacje obronne z których strzelano do oblegających. Najważniejszą częścią muru miejskiego jest brama.

 

Dla austriackiego filozofa Konrada Paula Liessmanna, którego książka „Pochwała granicy” jest poświęcona dialektyce otwartości i ograniczenia, jako uosobienie współczesnego społeczeństwa: „Mur chronił postępy mieszkańców miasta a brama, pozwalała im iść tam i z powrotem, aby dalej móc poświęcać się rozwojowi”. Poprzez tą lukę wchodzisz do miasta i jego zasad, a pozostawiasz je, aby poznać nowe i zrozumieć obce rzeczy. Historyczne herby miast pokazują sporadycznie bramy. Im są wspanialsze, tym więcej wolności i możliwości oferuje miasto. Brama jest antytezą Bubble, bańki. Oznacza wymianę, możliwości wyboru, tolerancję, otwartość. Otwarty umysł porusza się. On nie siedzi. Otwartość jest gwarantem wielkich sukcesów człowieczeństwa. Wymiana i komunikacja, odkrywanie i eksperymentowanie to fundamenty współczesnego świata. Kupcy, naukowcy, artyści i rzemieślnicy od wieków przemierzają bramę miasta, aby wymyślać świat na nowo. Jest to korzystne dla wszystkich pokoleń, nawet jeśli co niektórzy zapomnieli o tych fundamentach. Otwartość to trwały i zrównoważony rozwój w pigułce.

 

Opodal, quasi- po sąsiedzku, zawsze istniały interesy sprzeczne z otwartym społeczeństwem. Współczesne czasy przynoszą nie tylko wolność w miastach. Prowadzą również do absolutystycznego państwa, które chce kontrolować wszystko i wszystkich, można by rzec, społeczeństwa feudalnego 4.0, czego naocznymi świadkami jesteśmy nie tylko w Polsce. W XVI wieku rozpoczyna się wzrost absolutyzmu i merkantylizmu, zamkniętej koncepcji gospodarki narodowej. Państwo i jego instytucje mają służyć dobru narodu, budują monopole i od tej pory dokonują rozróżnienia na gospodarkę własną i zagraniczną. To absurdalne. Fundamentalne zasady rynku to otwartość na ryzyko, nowe i nieznane. Rynek nie radzi sobie bez otwartości potrzebnej do innowacji. Merkantylizm i jego wiele mutacji, które istnieją do dziś, nie mają na myśli rozwoju gospodarczego, lecz administrację. Do tego potrzebna jest zamknięta ekonomia i silna biurokracja, która forsuje jedynie „słuszne” interesy. Do początku rewolucji przemysłowej dzieje się tak w większości krajów europejskich.  Absolutystyczne Państwo jest tylko w tych obszarach otwarte, które służą zachowaniu biurokracji i władzy, na przykład w agresywnej kolonizacji innych krajów i narodów. Nie chodzi o handel, chodzi o wyzysk i kradzież, jak kiedyś w zamku.

 

Kapitalizm przemysłowy, oparty na burżuazyjnej idei miasta, potrzebuje zupełnie innej otwartości. To zarzucają mu jego przeciwnicy od początku. Najważniejszym dokumentem historycznym do tego archetypu kapitalizmu i krytyki otwartości, jest manifest komunistyczny z 1848 r., napisany przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa. Autorzy przyznają, że obywatel, wolny człowiek miejski, pokonał wąskość ziemi i systemu feudalnego i uwolnił człowieka od „idiotyzmu życia na wsi”. Ale „Bourgeoisie”, jak mieszczaństwo z pogardą owo definiuje, jest skazane na wieczny niepokój, ponieważ musi polować na „szerszą sprzedaż swoich produktów (…) na całym świecie. Wszędzie musi zagnieżdżać się, wszędzie rosnąć, nawiązywać współpracę, łączyć. Można by te kosmopolityczne praktyki interpretować w zupełnie inny sposób, mianowicie jako otwartość na otaczający nas świat, zdolne do łączenia i komunikowania się, wszystkie cnoty, które są dzisiaj wysoko cenione.

W miejsce starych potrzeb, zaspokajanych przez produkty krajowe, pojawiają się nowe, produkty najbardziej odległych krajów i klimatów dla ich zadowolenia. W miejsce starej lokalnej i narodowej samowystarczalności i odosobnienia wchodzi wszechstronny obieg, współzależność narodów od siebie nawzajem. I tak jak w materialnej, jak również w mentalnej produkcji. To jest otwarta pochwała dla starej feudalnej jedności, bańki, której konsekwencje są całkowicie jasne dla Marksa i Engelsa: „Jednostronność narodowa i ciasnota stają się coraz bardziej niemożliwe (…) taniocha ich towarów to ciężka artyleria, z której ostrzeliwują wszystkie chińskie mury.  Można to odwracać tam i z powrotem, Marks i Engels na końcu zmuszają burżuja i wszystkich barbarzyńców do „tak zwanej cywilizacji”. To oczywiście skandal. Kapitalizm jest zły, ponieważ wymusza maksymalną otwartość, pokonuje wąskość państwa narodowego, łamie mury i rozprzestrzenia cywilizację. Oczywiście, że trzeba coś z tym zrobić. To zależy od tego, z której stronie patrzysz na miasto i co widzisz: mur lub bramę. Nawet niektórzy polityczni spadkobiercy Marksa i Engelsa rozumieli to lepiej niż wielu zachodnich bogatobierców. W ostatnich latach Związku Radzieckiego zainicjowali proces zwany glasnost, czyli otwartość, która została szeroko rozpowszechniona od 1985 r., Kiedy sekretarz generalny Michaił Gorbaczow objął urząd nowy KPZR. Glasnost oznacza, powiedział Gorbaczow w swoim przemówieniu na 27 Kongresie Partii w lutym 1986 r., podwaliny pod wszelkie wolności: „Bez glasnost nie ma demokracji”.

 

Glasnost określiło siebie jako otwartą rozmowę ponad podziałami. Otwartość jest wtedy, gdy można powiedzieć, co i jak. Oznacza to, że Gorbaczow wiedział, że nie tylko dla uciśnionej duszy, dla stanu psychicznego – co byłoby całkowicie wystarczające. Otwarta komunikacja oznacza także szybsze, bardziej bezpośrednie decyzje i działania. Hidden Agendas, które istnieją wszędzie i oczywiście również w systemach kapitalistycznych, zawsze pokazują, jak zamknięte jest społeczeństwo. Kody, tajny język, sygnały i symbole zapobiegają przenikalności. Otwartość to sposób na poprawę świata szybciej i wydajniej. Otwartość nie jest wymiarem moralnym. Otwartość to technika kulturowa. Dlatego tam, gdzie sytuacja powinna się poprawić, nie ma przed nią ucieczki. Ideologia tworzy biurokrację, a to kosztuje dużo pieniędzy. Więc jeśli chcesz przetrwać jako biurokrata, musisz stawić czoła otwartej gospodarce. Dokładnie to doprowadziło do Glasnost i nic innego nie było znane władcom Chińskiej Republiki Ludowej. Nie jest sprzecznością, że zamknięte systemy społeczne mogą pozwolić sobie na ekonomiczne lub technologiczne podsystemy, w których można działać stosunkowo otwarcie, aby zapewnić sobie przetrwanie.

 

Z tej perspektywy gospodarka rynkowa w Chinach utrzymuje swoją moc. Ideologia nie wystarcza, aby przetrwać, w dłuższej perspektywie nawet dla ideologów. Tyrani nienawidzą otwartości, ale już nie jej wyników. Ja wiele na tym świecie jest to gra na czas. Ponieważ tam, gdzie materializm stał się oczywistością, zadawane są inne pytania o wolność osobistą i elastyczność. Dyktatury są uosobieniem zamkniętego społeczeństwa, wielkiej bańki. Ich uprzedzenia i niechęć do otwartego myślenia przyczyniają się również do ich śmierci. Nikt nie może sobie wyobrazić, co by się stało, gdyby narodowi socjaliści mieli bombę nuklearną podczas drugiej wojny światowej. Jednocześnie niemieccy badacze jądrowi – wyraźnie zidentyfikowali tych, którzy byli najbliżej rozwiązania złożonych problemów technicznych. Ale tam, gdzie teoria względności Alberta Einsteina była traktowana jako „żydowska herezja”, cała ta wiedza nie pomogła.

 

 

W otwartym społeczeństwie Stanów Zjednoczonych, kraju, który mówił o sobie jako o nieograniczonych możliwości, nie było takich – i wielu innych – ograniczeń. Można wykorzystać pulę talentów i wiedzy wszystkich bez ideologicznej reakcji immunologicznej. Dlatego otwarte społeczeństwa są i pozostają lepsze niż zamknięte instytucje. Nie oznacza to, że otwartość wygrywa z automatu, i zawsze z łatwością. Należy zauważyć, że posiada istotne wady w porównaniu z myśleniem zamkniętym w bańce: Otwartość nie wie wszystkiego, otwartość nie może wyjaśnić całego świata w dowolnym momencie, otwartość nie jest łatwa, lecz złożona. Dzięki temu staje się wrogiem. To truizm, który nastawia się na uproszczenie. Polityka to populizm, minimalizm intelektualny. Ten kto potrafi w najprostszy sposób wyjaśnić problemy świata – a nie rozwiązać – ten wygrywa u tych, którzy nigdy nie nauczyli się, że wszystko jest połączone ze wszystkim. Pragnienie bycia prowadzonym, robienia tego, co inni mówią, jest taką samą potrzebą, jak chęć swobodnego życia, a kiedy czasy są niepewne, może stać się przytłaczające.

 

W 1945 r., Po zakończeniu II wojny światowej, w Londynie została opublikowana książka 43-letniego emigranta austriackiego Karla Poppera, który przeżył lata wojny jako wykładowca filozofii w Christchurch w Nowej Zelandii. „Otwarte społeczeństwo i jego wrogowie” stały się jedną z najważniejszych książek politycznych XX wieku. Popper nie jest pojednawczym myślicielem. Jako młody człowiek idzie na ulicę jako komunista. Kiedy rozpoznaje totalitarne roszczenia do władzy bolszewizmu, rygorystycznie oddziela się od swego dawnego kręgu przyjaciół i staje się zwykłym pomocnikiem w budowie dróg. Uczy się zawodu cieśli, ale ostatecznie, po wielu próbach, studiuje filozofię i zostaje, aby zarobić na chleb, nauczycielem. Karl Popper nie jest konformistą ani karierowiczem, przeciwnie, szuka konfrontacji z rzeczywistością, praktyką słowa otwartość. „Otwarte społeczeństwo i jego wrogowie” nie robią żadnych ustępstw. Przeciwstawia się także totalitaryzmowi faszyzmu i komunizmu, a także rzekomo tak miłej tradycji myślenia Platona. Platon, Hegel i Marks, według Poppera, są sami dla siebie problemem, ponieważ nie są za otwartością, ale za koncepcją historyzmu, tj. Ideą, że świat i jego mieszkańcy podlegają stałym prawom, procesowi nieuniknionemu. Historia nie jest otwarta, ona jest. Cała historia ludzkości jest programem, który tylko odtwarzamy.

 

Wynikiem tego są ideologie, zamknięte światopoglądy, które dają pozorną spójność procesów, czyli wewnętrzną logikę, o której tak często się mówi. Otwartość jednak, jest myśleniem w alternatywach i liczbie mnogiej. Dlaczego ludzie się zamykają? Bo się boją. Ponieważ są niepewni. A ponieważ zamknięte społeczeństwa dają im poczucie, że wszystko jest w porządku, zgodnie z planem, ponieważ ponad 2000 lat historii intelektualnej codziennie stara się to udowodnić. W końcu wszyscy wzywają „królestwo nieba na ziemi”, mówi Popper, co grozi wielką katastrofą: Jeśli nie chcemy pogrążyć świata w nieszczęściu, musimy porzucić nasze marzenia o światowym szczęściu – powiedział.

 

Otwarte społeczeństwo nie jest harmonijne, bez sprzeczności, wszystko wydaje się w nim nie pasować do drugiego. Trzeba to jakoś znieść – szczególnie innych. To jej cena. Najważniejszą radą Poppera jest dystansowanie się od wielkich rzutów, utopii i utopistów. Społeczeństwo otwarte odpowiada jednostce, zamkniętemu społeczeństwu przymusowej kolektywizacji. Jeśli chcesz otwartości, musisz wejść w szczegóły. Dla Karla Poppera oznacza to, że społeczeństwo otwarte kroczy małymi krokami, wytwarza „fragmentaryczność”. Nie jest to zbyt atrakcyjne, jeśli chcesz obiecać wszystko wszystkim, jeśli chcesz rozwiązać wszystkie problemy i nagle rozpowszechnić  dobro i piękno. Ale to właśnie czyni wrogów otwartego społeczeństwa. Udają zbyt wiele, nie są trzeźwi, nie są wystarczająco pokorni, by mieć wolność.

 

Otwarte społeczeństwo Poppera opiera się na instytucjach poddających się krytycznej analizie, samokrytyce, rozpatrując i kwestionując swoje własne stanowiska. Jest uwolnione od bohaterów i przywódców. Prawdziwi Troubleshooter to zwykli ludzie, społeczeństwo obywatelskie, nic spektakularnego. Demokracja nie jest patosem, ale narzędziem, które nie jest po to, by uszczęśliwić wszystkich, lecz po to aby cierpienie było jak najmniejsze. Łączy różne interesy w formie konsensusu, a tym samym odzwierciedla różnorodność. Nie są to „rządy ludu”, ostrzega Karl Popper, ponieważ „większość może również wspierać tyranię”. Wybory mają w jego opinii prostą funkcję. Powinny zapewnić bezkrwawe przekazywanie włądzy.

 

Otwarte społeczeństwo nie burzy murów, lecz pokazuje, że bramy są otwarte. Swoboda, swoboda poruszania się. W porównaniu z zamkniętymi światopoglądami i ich patosem jest to bardzo malutka błyskotka. Ściśle mówiąc, jest bardziej przyjazna dla ludzi jak wszystko, co ideologie mają do zaoferowania. Nie chodzi o wielką utopię, lecz o własne marzenie. Ponieważ tak jest, żywot otwartego społeczeństwa nie jest łatwy, zwłaszcza gdy zbliżają się zmiany, których nie można łatwo wyjaśnić. Krytyka tak zwanego establishmentu ma zawsze swoje powody, również dobre, ale pomija coś bardzo decydującego: nikt nie wie, co nadchodzi, i nikt nie wie, jak to zrobić, nawet jeśli ludzie coś innego artykułują. Otwarte społeczeństwo to otwarta gra. Naszym problemem jest to, że nie nauczyliśmy się go odpowiednio obsługiwać.

 

Należy do tego, mówi filozof Konrad Paul Liessmann, również zainteresowanie się granicami otwartości. Jego książka „Praise of the Border”, opublikowana w 2012 roku, w żadnym razie nie jest zabieganiem o ciasnotę, ale raczej dojrzałym podejściem do otwartości. W czasach, gdy wszyscy deklarują, jak są otwarci, jak nieograniczone jest ich myślenie, „trzeba zadać sobie pytanie, co oznacza otwartość bez siły rozróżniania” – mówi Liessmann. Każdy kto jest

za różnicami, za różnorodnością, musi zaakceptować fakt, że funkcjonujące społeczeństwo składa się z wzajemnego oddziaływania integracji i wykluczenia. Każda grupa, w tym ta, która nieustannie domaga się całkowitej otwartości, odcina się od innych, aby być rozpoznawalnymi – chociażby od tych, którzy rzekomo lub naprawdę są uwięzieni w swoim w zamkniętym, ograniczonym prowincjonalnym światopoglądzie ”. Otwartość, która naprawdę do czegoś prowadzi, a nie tylko do arbitralności, zawsze podkreśla swoją rozpoznawalność. To nie musi się kończyć, mówi Liessmann, „odbieraniem innym wszelkich praw, nie słuchaniem, nie chłonięciem argumentów – wręcz przeciwnie. Chodzi o otwartą dyskusję, a nie o zakazanie mówienia”.

 

„Granice, w tym własna kultura i tożsamość, są po prostu elementarną częścią bycia człowiekiem. I tu dochodzimy do bramy średniowiecznego miasta. Otwarte społeczeństwo Poppera, było wezwaniem do duchowo otwartego społeczeństwa, w którym nie ma dogmatycznych prawd, ale tylko dyskusyjne hipotezy i teorie, otwartość na nowe i alternatywne sposoby myślenia, ale bynajmniej nie tak, że podnosi się „nieznane” do rangi bóstwa. Praca Poppera obejmuje również krytyczną analizę oczywistych pewników. Pomysł, że to, co nowe, jest lepsze niż to, co się wie, okazuje się tym samym uprzedzeniem, co przeciwieństwem. Celem otwartości nie jest kupowanie kota w worku, ale otwarcie worka i sprawdzenie, co jest w środku.

 

Aria pochwały granicy otwartości, którą śpiewa Liessmann, jest na stałe związana z rozsądkiem, umiejętnością krytyki i odrębnością. Oczywiście trzeba umieć również wysłuchiwać rzeczy które nam nie pasują. To jednak nie Filter Bubbles, jak i nie Poprawność Polityczna, która nic poprawnego nie chce poza zakazami oraz delektuje się tym co sama wygenerowała – to antyteza otwartości. Dzisiaj chodzi o ucieczkę od „albo-albo” „bezgranicznie” lub „bez ograniczeń.” Granice mogą również oznaczać pozytywne różnice. W UE żyje się, myśli i działa inaczej niż w innych regionach tej ziemi. Świetnie, jeśli to zauważasz. Nie chodzi o mury, ale o kontrolowaną przepuszczalność. Chodzi o różnice. Jednocześnie musimy zachować zdolność przekraczania granic. To esencja tego co fundamentalne: Postęp = nasza mobilność.

 

Otwartość nie jest zdeterminowana poprzez wynik, to prawda, ale w żadnym wypadku nie jest arbitralna i niewiążąca. Musimy odejść od dogmatyczności, arbitralności, post-faktów, fake-faktów, w kierunku rzetelnych faktów, możliwych do udowodnienia, zrozumiałych, argumentowalnych. To rzecz najważniejsza. Myślenia nie można zastąpić emocjami. Ale myślenie wyznacza granice emocji. Chodzi o sprawiedliwy bilans tego co nam Otwartość do tej pory zaoferowała.  Chcemy być społeczeństwem otwartym, kierującym się ideałami wolności i praw człowieka, czy też społeczeństwem ekskluzywnym, które zabezpiecza swoją tożsamość przed „zagrożeniami” zewnętrznymi? Jeśli jednak chcemy być społeczeństwem otwartym: Ile jesteśmy w stanie poświęcić? Chodzi o to, aby wyraźnie zaznaczyć co jest takiego niezbędnego w pokojowej normalności, co może brzmieć łatwo, ale tak nie jest, ponieważ – przypomnijmy sobie co zostało napisane wyżej – wszyscy cierpimy trochę na zespół deficytu percepcji (ZDP). Przez ostatnie trzydzieści lat nie znamy nic innego jak „oczywisty” dobrobyt, który jest produktem otwartego społeczeństwa. To jest czasami jak chleb w piekarni – nic specjalnego. Ale to błąd. Musimy pokazać, dlaczego otwarte społeczeństwo jest atrakcyjne. I co musimy zrobić, aby go nie stracić?

 

Jest to oczywiści odniesienie do polityki małych, „fragmentarycznych” kroków Poppera, w których, prawie niezauważalnie, tworzy się wiele Dobrego. Końcowym produktem otwartości jest poprawa, a jej jedyną wadą jest to, że postęp ten nie odbywa się poprzez wielkie obietnice, ale w cichej rzeczywistości. Więcej demokracji? Of course. To zacznij od siebie, a przede wszystkim otwórz oczy i uszy. Pomaga to w przeciwdziałaniu mentalności bunkrowania się, Bubble-błędów i wszelkim chorobom pęcherza. Jakieś propozycje na kim można się wzorować? A może tak spróbujmy ze środkiem społeczeństwa? Przykładowo, Starsza Pani, może z Wietnamu bądź Afryki, która, 50 lat po jej przybyciu nadal jest wdzięczna móc żyć w wolnym społeczeństwie – i świętuje to z rodziną i wszystkimi jej przyjaciółmi. Otwarte społeczeństwa, otwarte organizacje, otwarte społeczności – społeczeństwo obywatelskie – wszystkie one – są suma naszej inicjatywy. Nikt nie może nam zakreślić otwartości. Otwartość to my.

 

DARIUSZ E. RADTKE – Networker, kurator, ekspert trendów oraz strategicznego rozwoju nowych idei, Communications Designer. Był również agentem ubezpieczeniowym, drwalem, oficerem i snajperem. Motorem jego zaangażowania jest pasja, entuzjazm i miłość do łączenia ludzi. Laureat wielu międzynarodowych nagród, m.in. Germany Land of Ideas. Wolne chwile poświęca malarstwu, fotografii, długim spacerom po plaży oraz czytaniu trzech książek równocześnie. Alumn Fundacji Allianz i Rotary Club. Twórca Salon of Inspiration, Startup Revolution Days – Berlin, Warszawa, Tel Aviv oraz Warsaw Science Nights

Komentarze
Ładowanie...

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. AkceptujęDowiedz się więcej