Odwaga versus tchórzostwo

1 711

Zastanówmy się przez chwilę, ilu znamy ludzi odważnych. Gdyby spytać kogoś z naszych znajomych: „czy Ty jesteś odważny?”, to z całą pewnością odpowiedziałby, że tak. Nikt przecież nie chce być tchórzem, przynajmniej nie w cudzych oczach. A o ilu osobach my myślimy, że naprawdę są odważne?

Kto jest odważny?

Czy odważny jest manager średniego szczebla, który trzyma zamordyzm w pracy i wszyscy się go boją? Czy odważna jest managerka, która nie potrafi mówić inaczej, jak tylko podniesionym głosem i wyrażając jedynie irytację? Czy odważna jest pani naczelnik, która po rozpoczęciu pracy na stanowisku kierowniczym z dumą prezentuje się od swojej najlepszej strony: „W poprzedniej pracy, to wszystkie pielęgniarki przeze mnie płakały”. Czy odważna jest dyrektorka, która na pytanie zrozpaczonej, szlochającej pracownicy: „Czemu Pani tak się nade mną znęca?” – odpowiada rezolutnie: „A, bo w stresie lepiej pracujesz”? Czy odwagą możemy nazwać tłumaczenie mobbera w Sądzie: „To nie ja, to generalny”? Czy wreszcie odwagą możemy nazwać skierowane do pracownicy groźby mobberki: „zniszczę cię”, „załatwię cię”, „zlikwiduję cię”? A może „zniszczę k….ę procesami”?

Co to jest odwaga?

Odwaga to śmiała, świadoma postawa wobec niebezpieczeństwa.

Odwaga cywilna to odwaga wypowiadania się i postępowania zgodnie ze swoimi przekonaniami bez względu na konsekwencje.

Męstwo to cnota moralna, która polega na umiejętności podjęcia dobrej decyzji mimo niesprzyjających uwarunkowań, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Cnota męstwa czyni zdolnym do stawienia czoła próbom i narażenia się na nieprzyjemne konsekwencje w imię wyższych wartości.

Brzmi staromodnie, co? Retoryka dla starych ludzi. Tak jest, tradycyjna wartość, a jednak zdaje się zanikać. Czy o odważnych mężach, walczących ze złem będziemy mogli przeczytać już tylko w bajkach?

Niekoniecznie

Są jeszcze osoby, pracownicy, którzy nie mogąc patrzeć na wyprowadzanie pieniędzy publicznych, czyli naszych wspólnych, na prywatne cele grupy „trzymającej władzę”, rzeczywiście nie wahali się zareagować i to zgłosić. To sygnaliści.

Są też i takie osoby, które nie mogąc patrzeć, jak grupka prymitywnych mobberów znęca się nad kilkuset pracownikami, zawiadomiły organy ścigania. Organy ścigania same się wystraszyły mobberów, ale zeznania pokrzywdzonych zostały utrwalone w aktach i nadal tam pozostają. To sami pokrzywdzeni i świadkowie zgłosili przestępstwo znęcania się nad pracownikami.

Są też i tacy pracownicy, którzy zgłosili mobbing pracodawcy wiedząc, że sprawa i tak zostanie zamieciona pod dywan, bo skoro pracodawcy obawiają się słowa mobbing, to przecież żaden z nich nie strzeli sobie w kolano stwierdzając, że mobbing miał u niego miejsce.

Nie jest tak źle

Pracownicy, którzy zgłosili sprawę nadużyć dokonywanych w biały dzień, na oczach wszystkich pracowników i przez sprawców kierujących się niskimi pobudkami, zamiast zasłużonej nagrody i wyrazów uznania – sami stają się ofiarami. To oni są niepotrzebni w firmie, to oni wbijają kij w szprychy i sieją zamęt w pracy. A było tak dobrze: żadnych konfliktów, bo przecież sprawcy jadą na tym samym wózku i każdy ma na każdego zebrane już liczne haki, a straty jakie wygenerowali są przecież wliczone w koszty. Ważne, że interes się kręci, zyski idą w górę, a pan prezes większość swojego cennego czasu spędza pod palmą.

Odwaga

Pracownik, który zgłasza nadużycia finansowe, ma pełną świadomość, co go czeka. Niejeden raz już widział, co się stało w innymi odważnymi. To, czego boi się sygnalista to wściekły odwet mobbera i grupki jego pomagierów. Jednak mimo strachu o siebie i swoją przyszłość w firmie nie może pogodzić się z obrzydliwymi praktykami, jakich jest na co dzień świadkiem i decyduje się sprawę zgłosić. To właśnie jest odwaga: zgłosić przestępstwo mimo strachu przed konsekwencjami, czyli wściekłą nagonką sprawców.

Kręgosłup moralny takiego pracownika jest tak silny, że to, co widzi, pozostaje w zbyt dużym dysonansie z tym, co uważa za słuszne, z tym, co wyniósł z domu i z tym, że po prostu potrafi odróżnić dobro od zła. Nie może obojętnie patrzeć na kradzież mienia pracodawcy, nie może obojętnie przejść obok maltretowanego pracownika, bo wie, że to jest złe i że tak być nie powinno. Do tej pory zawsze reagował na krzywdę ludzi i zwierząt, więc ma w sobie wyrobiony nawyk reagowania, gdy coś złego się dzieje. Wrażliwy człowiek, zdolny do empatii nigdy nie przejdzie obojętnie obok krzywdy ludzkiej, bo po prostu nie potrafi. Dużo więcej kosztuje go obojętność, która jest mu bardziej obca, niż przeciwstawienie się złu, z którym walczył od zawsze. Stąd właśnie ta lwia odwaga w przeciwstawianiu się złu, w głośnym mówieniu o patologii i nazywaniu rzeczy po imieniu.

Tchórzostwo

Cechą tchórza jest postawa będąca przeciwstawieniem odwagi; lękliwość, brak odwagi.

Mobber

Sprawca mobbingu to osoba, która nie analizuje swojego zachowania, brak jej jakiejkolwiek refleksji nad swoim postępowaniem; jeżeli cokolwiek wyjaśnia, to tylko w sposób powierzchowny lub stronniczy. Mobbera charakteryzuje chęć posiadania władzy, która ma przykryć strach, którym jest owładnięty. Strach przed tym, że ktoś z otoczenia odkryje, jak niskie poczucie własnej wartości ma mobber, który sam we własnych oczach czuje się nikim. Agresja mobbera wynika zatem ze strachu, że ktoś z otoczenia odkryje, że w rzeczywistości nie reprezentuje on sobą nic. Stąd charakterystyczną cechą mobbera jest agresja, która ma pokryć ignorancję.

Dążenie do władzy, która ma leczyć kompleksy mobbera powoduje, że jest on osobą, która stale dąży do dominacji, ma rywalizujący sposób funkcjonowania. Kierują nim głównie takie uczucia jak zawiść i zazdrość, nie panuje nad złością, jest impulsywny i odznacza się wysokim poziomem agresji.

Nie dziwne zatem, że bardzo dobry merytorycznie pracownik wzbudza złość mobbera, który odkrywszy rzeczywistego bądź domniemanego rywala, zaczyna uprzykrzać mu życie. To strach przed konkurencją powoduje, że mobber zaczyna nękać ofiarę szukając zemsty za wyimaginowane lub rzeczywiste urazy.

Wyimaginowane – gdy mobberowi zdaje się, że mądry pracownik czyha na jego świetne stanowisko; rzeczywiste – bo pracownik, w przeciwieństwie do mobbera, rzeczywiście jest mądry.

Motywacja mobbera

Motorem napędowym mobbera jest utrzymanie władzy, do czego dąży nie przez podniesienie kwalifikacji i pracę nad sobą lecz na usuwaniu zagrożeń, także tych powstałych w jego głowie. Szykanowanie kolejnych pracowników zajmuje mu cały czas, jaki ma do dyspozycji i jest to największa aktywność w pracy, jaką wykazuje.

Szykanowanie najbardziej wartościowego pracownika służy usunięciu go z organizacji lub zepchnięciu go na jej margines, zaś celem takiego postępowania jest usunięcie zagrożenia. Mobber boi się, że wypadając miernie na tle wartościowego pracownika, straci autorytet, którego przecież i tak nie ma, ale to nie szkodzi: znęcanie się nad pracownikiem ma być strategią stabilizującą poczucie własnej wartości mobbera.

Mobber widzi, że nie jest dla pracowników żadnym autorytetem; chce być podziwiany, akceptowany i szanowany, ale nie ma na tyle wyobraźni, żeby zrozumieć, że autorytet, podobnie jak zaufanie, buduje się latami i w oparciu o solidne, uczciwe podstawy. Zarządzając przez zastraszanie, prześladując kolejnych pracowników, mobber dąży do zabezpieczenia swojego statusu błędnie sądząc, że taka polityka jest skuteczna. Brak wyobraźni i umiejętności łączenia faktów tudzież wyciągania wniosków powoduje, że mobber nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że może się mylić, że może jednak nie tędy droga. Brnie więc w zaparte, a swoje własne błędy przypisuje innym pracownikom; to, co sam robi złego, zarzuca innym.

Mobber jako tchórz nie stawia czoła konfliktom, nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny i nie wyjaśnia sytuacji trudnych czy niewygodnych. Może to być konflikt w rodzinie, np. wykonywanie poleceń żony, która swoją wolę wyraża wzrokiem lub gestem, co powoduje, że mobber godząc się na takie traktowanie, upokarza samego siebie, tłumi gniew i narastającą frustrację, a w efekcie odreagowuje złość w pracy. W domu boi się przeciwstawić żonie, a w pracy wykazuje agresję nakierowaną na niewinną osobę, która jest od niego zależna, słabsza i nad którą ma władzę.

I kto tu jest tchórzem?

Wybór, jakiego pracownika zatrudnia pracodawca należy właśnie do niego. Wydaje się oczywiste, że lepiej mieć kogoś mądrego, bardzo dobrego merytorycznie i na bardzo wysokim poziomie kultury. Problem polega na tym, że takiego pracownika trzeba szanować, ponieważ ma on bardzo wysokie poczucie własnej wartości i oczekuje od drugiej strony umowy należytego szacunku. No, chyba, że pracodawca sam jest na takim poziomie, że woli otoczyć się pracownikami miernymi, ale wiernymi, którymi można łatwo manipulować i urabiać jak ciastowatą masę w dowolny kształt. Pożytku z tego nie będzie: byle jaka praca, byle jaki biznes, ale interes jak się toczył, tak dalej toczyć się będzie.