50 Kreatywnych #historie | Grzegorz Krzemień – agencja GoldenSubmarine

354

GoldenSubmarine to agencja marketingu internetowego, która jako jedna z niewielu pozostaje niezależna od prawie dwóch dekad. Jakie wyzwania musiała pokonać na początku ery internetu? Grzegorz Krzemień, prezes zarządu agencji i laureat 4. edycji rankingu 50 Najbardziej Kreatywnych Ludzi w Biznesie przybliża historię powstania marki.

Jak powstała agencja GoldenSubmarine?

Były to, można by rzec, okoliczności dramatyczne. Było tuż po pluskwie milenijnej, ale i bańce internetowej, która zdemolowała raczkujący dopiero rynek usług online (przy zastrzeżeniu, że jak na ówczesne czasy, to określenie nieco na wyrost). Było ich trzech, był początek tysiąclecia, i coś podkusiło ich, aby założyć firmę zajmującą się tworzeniem serwisów WWW.

Teraz, zastanawiając się nad genezą firmy, myślę, że powód był przyziemny, merkantylny. Wtedy niewielu było specjalistów od tworzenia stron w Internecie, co powodowało, że ceny usług sięgnąć mogły astronomicznych kwot – nic, tylko brać.

Cele i misja projektu

Na początku nie mieli świadomości, dokąd zmierzają. Nie było mowy o dalekosiężnych planach, wytyczaniu celów, poszukiwaniu wartości i w ogóle, jakimś metodycznym działaniu. Chcieli po prostu robić serwisy WWW, bo były z tego dobre pieniądze.

Dopiero w momencie, kiedy wygasła fascynacja klientów tym, że posiadają własną stronę internetową, zaczęliśmy zastanawiać się na celach naszego biznesu. Miało to być świadczenie usług internetowych o jak najwyższej jakości i o marketingowym charakterze.

Z firmy tworzącej narzędzia marketingowe przekształcili się w biznes zajmujący się marketingiem internetowym. Oczywiście, nie z dnia na dzień, ale coraz bardziej ewoluowali w tym właśnie kierunku.

Sprawdź także: 50 Kreatywnych #historie | Greg Albrecht Podcast – Wszystkie Twarze Biznesu

Droga do sukcesu

Pierwsze kroki to były przede wszystkim poszukiwania klientów, którzy byliby zainteresowani ofertą firmy. Czasami poszukiwania dość rozpaczliwe. Zaczynali w czasach, kiedy trzeba było wyjaśniać – choć dziś brzmi to zaskakująco – czym w ogóle jest „ten Internet”, jak działa strona, kto to może zobaczyć, czy wręcz tłumaczyć potrzebę kupna modemu, aby połączyć się z siecią.

Pierwszym przełomem był czas pozyskania klientów i zrealizowania dla nich projektów, kiedy można było pójść dalej – mając już czym się pochwalić. GoldenSubmarine miało wreszcie ofertę z prawdziwego zdarzenia, bo zawierającą jakieś portfolio. Nie byli już skazani na obietnice, że „coś” potrafią, i to „coś” naprawdę zrobią.

Wówczas wyzwaniem, z którym trzeba było się zmierzyć, był powszechny brak wiedzy, czym jest Internet.

Wiem, że brzmi to dziś niczym żart, ale kilkanaście lat temu ludzie, nasi potencjalni klienci, nie rozumieli, czemu sieć ma służyć. Może poza jakąś rozrywką powszechnie nazywaną „surfowaniem”. Stąd też nie lada wyzwaniem było przekonanie kogoś, że Internet ma przyszłość w marketingu, że nie jest miejscem zarezerwowanym dla technologicznych freaków, którzy potrafią nie dość, że uruchomić i obsłużyć komputer, to jeszcze… zainstalować modem. Wielu uważało wtedy, że Internet jest jakąś przejściową modą, nietrwałym trendem, czymś, co wkrótce wyczerpie swój potencjał. To był naprawdę nieznany obszar dla większości ludzi, i właśnie dlatego postanowiliśmy postawić na Internet. Choć, jak wspomniałem, okazało się to niezwykle wymagającym zadaniem.

Pomocna dłoń

Cóż, najistotniejszą rolę odegrało chyba… błyskawiczne uzależnienie się ludzi od Internetu. I to, że szybko dostrzegli ten fakt marketerzy, decydując się przeznaczać coraz większe środki na działania w sieci.

Pomocna była ignorancja agencji ATL-owych, których życie od zawsze kręciło się wokół telewizji. Ponieważ zlekceważyły Internet jako potencjalny kanał komunikacji, pojawiła się przestrzeń do działań i rozwinięcia skrzydeł przez takie firmy jak GoldenSubmarine. Komunikacja digitalowa stała się domeną niezależnych agencji wyspecjalizowanych w tym kanale. Zanim duże, sieciowe agencje osadzone w ATL-u się spostrzegły, firma, którą kieruje Grzegorz, zdążyła urosnąć na tyle, aby poczynać sobie coraz odważniej na rynku reklamy. Oczywiście, z czasem pojawiły się akwizycje, kuszenie sporymi pieniędzmi itd. Nie było łatwo się oprzeć. Przetrwali nieliczni. Wiele ATL-owych agencji próbowało rozszerzać organicznie swoje kompetencje o digital, ale okazywało się, że zupełnie nie rozumieją Internetu. Stąd desperackie próby przejęcia istniejących już agencji interaktywnych.

Podjęcie decyzji, że pozostaniemy niezależni i zachowamy własną tożsamość, nie było łatwe. Ale po latach jestem szczególnie z tego dumny.

Zobacz też: 50 Kreatywnych #historie | Maciej Zaremba – Pracownia krawiecka ZAREMBA

Inspirują nas…

Internet rozwijał się tak szybko, że zanim zdążyliśmy się czymś zainspirować, nowe zjawisko stało się nieaktualne albo niemodne. Postanowiliśmy szybko wyławiać dopiero co pojawiające się trendy w branży interaktywnej i adaptować jako część oferty.

Zasadą agencji stało się jak najszybsze odpowiadanie na zmienne potrzeby klientów. Dlatego więc inspiracją dla GoldenSubmarine byli przede wszystkim użytkownicy Internetu. To od nich w największym stopniu zależało, co powinni robić, jak budować w danym momencie ofertę, na jakie kompetencje postawić.

Co dalej?

Ambicją agencji jest realizowanie coraz większych projektów dla coraz większej liczby klientów. Chcą być istotnym graczem na rynku i stale poszerzać swoje kompetencje.

Na pytanie, jakiej rady na podstawie własnego doświadczenia mógłby udzielić startującym biznesom, Grzegorz odpowiada:

To temat książki, którą napisałem i niedawno została wydana, „Własna firma krok po kroku”. Podczas wielu rozmów i w związku z pytaniami, które do mnie kierowano, okazywało się, że doświadczenia i wyzwania towarzyszące rozwijaniu biznesu są z grubsza wspólne. Niezależnie od branży czy charakteru lidera firmy. Książka odpowiada na większość z tych dylematów i proponuje rozwiązania – myślę, że w uniwersalny sposób i użyteczny dla potencjalnych i obecnych przedsiębiorców.

Najważniejszą chyba rzeczą jest determinacja w realizowaniu planu, który na początku zwykle opiera się na osobistych marzeniach. Nie można się poddawać, choć wszystko i wszyscy będą mówić, że to nie ma sensu. Wiara w sukces jest podstawą przetrwania na zawsze trudnym rynku. Nigdy nie można wszystkiego przewidzieć, ale warto uczyć się na błędach innych. Istotne jest więc przyglądanie się rynkowi, wyciąganie wniosków. Zwłaszcza że dziś mamy do czynienia z rynkiem dużo dojrzalszym, o jaśniejszych regułach.

Przeczytaj: 50 Kreatywnych #historie | Piotr Lewandowski – ParrotOne

Ale upór jest kluczowym źródłem powodzenia. To czas, kiedy rodzice mówią ci, że powinnaś czy powinieneś znaleźć „porządną pracę”, ustatkować się, ułożyć sobie życie, zamiast ryzykować i marzyć o zarządzaniu własnym biznesem. Od partnerki czy partnera słyszysz, że nie masz wciąż czasu na życie prywatne, że zaniedbujesz najbliższych i relacje z nimi. Tak, życie prywatne cierpi na chęci do zbudowania własnej firmy. Na domiar złego, od pracowników słyszysz, że oni coś zrobiliby inaczej, a od klienta – że nie „dowozisz” tego, do czego się zobowiązałeś, albo że twoja oferta jest nieinteresująca. Innymi słowy, zewsząd krytyka i narzekanie. Można się zniechęcić. Tylko wspomniana wiara we własne umiejętności i cierpliwość mogą cię uratować.

A kiedy już się uda, i nadchodzi czas na kolejne kroki w rozwoju firmy, jest… jeszcze trudniej. Prowadzenie biznesu to nieustanne zmaganie się z wyzwaniami. O spoczęciu na laurach nie ma mowy jeśli nie chcemy zwinąć żagli i poddać się siłom rynku.

partnerzy 50 kreatywnych