Europa chce startupów. Ale czy naprawdę rozumie ryzyko?
Europa od kilku lat powtarza jedno zdanie: potrzebujemy więcej startupów.
Powstają strategie innowacji, kolejne programy wsparcia, publiczne fundusze inwestycyjne, akceleratory, huby technologiczne. W niemal każdym kraju pojawia się ambicja budowy „ekosystemu startupowego”.
— I bardzo dobrze.
Problem polega na tym, że startupów nie buduje się deklaracjami ani konferencjami. — Startupy powstają z połączenia trzech rzeczy: talentu, kapitału i gotowości do podejmowania ryzyka.
I właśnie z tym ostatnim Europa ma największy problem.
— Europa ma wszystko oprócz jednej rzeczy
Jeśli spojrzeć na potencjał Europy, trudno znaleźć powód do kompleksów.
Świetne uczelnie.
Doskonałych inżynierów.
Potężne programy badawcze.
Ogromny rynek.
Europa produkuje wiedzę, technologie i pomysły na światowym poziomie.
A jednak gdy spojrzymy na firmy, które w ostatnich dekadach zmieniły globalną gospodarkę technologiczną, dominują Stany Zjednoczone. Coraz mocniej widać także Chiny.
Europa pojawia się na tej liście zdecydowanie rzadziej.
Dlaczego?
Startup zaczyna się tam, gdzie zaczyna się ryzyko
Startup to nie jest po prostu mała firma technologiczna.
— Startup to eksperyment biznesowy. Próba zbudowania czegoś, czego wcześniej nie było. A to oznacza jedną bardzo ważną rzecz: większość takich prób się nie uda.
W Dolinie Krzemowej nikt nie udaje, że jest inaczej.
— Tam przyjmuje się założenie bardzo proste: większość startupów upadnie. Ale kilka z nich stworzy zupełnie nowe rynki.
To jest logika całego ekosystemu.
Inwestorzy wiedzą, że dziewięć projektów może się nie udać, jeśli dziesiąty zmieni świat.
Europa dużo gorzej radzi sobie z tą logiką.
Europejska kultura bezpieczeństwa
Europa została zbudowana na bardzo silnych instytucjach publicznych, stabilności gospodarczej i długoterminowym bezpieczeństwie społecznym. To ogromna wartość naszego modelu cywilizacyjnego.
Ale ten model ma też swoją cenę.
W naturalny sposób premiuje ostrożność zamiast eksperymentu.
W wielu europejskich systemach gospodarczych inwestorzy są bardziej zachowawczy. Regulacje szybciej reagują na ryzyko niż na innowację. A porażka biznesowa bywa społecznie piętnowana.
Tymczasem startup, który nie ryzykuje, przestaje być startupem.
Dlaczego tak często przywołuje się Izrael
W dyskusjach o innowacyjności Europy bardzo często pojawia się przykład Izraela.
Państwa niewielkiego, pozbawionego wielu zasobów naturalnych, a jednocześnie jednego z najbardziej dynamicznych środowisk technologicznych świata.
Powód nie tkwi wyłącznie w pieniądzach czy programach wsparcia.
— Kluczowa jest kultura przedsiębiorczości.
— Eksperymentowanie.
— Uczenie się na błędach.
— Bliska współpraca państwa, nauki i biznesu.
Startup nie jest tam ciekawostką gospodarczą. Jest strategicznym elementem rozwoju państwa.
Europa zaczyna o tym mówić coraz głośniej
W ostatnich latach w europejskiej debacie o innowacyjności coraz częściej pojawia się refleksja, że sam dostęp do kapitału nie rozwiąże problemu.
Potrzebna jest również zmiana mentalna.
Coraz częściej powtarza się zdanie, które jeszcze kilka lat temu w Europie brzmiało niemal prowokacyjnie:
— ryzyko nie jest błędem systemu startupowego — jest jego naturalną częścią.
A gdzie w tym wszystkim jest Polska?
To pytanie jest dla nas szczególnie interesujące.
Polska ma dziś wiele elementów potrzebnych do budowy silnego ekosystemu technologicznego: bardzo dobrych inżynierów, ambitnych przedsiębiorców, rosnący rynek inwestycji technologicznych i pierwsze globalne sukcesy firm technologicznych.
Ale prawdziwe pytanie nie dotyczy technologii.
Dotyczy naszej gotowości do akceptowania ryzyka.
Bo jeśli chcemy mieć więcej startupów, musimy również zaakceptować fakt, że większość z nich się nie uda.
I to wcale nie oznacza porażki systemu.
To oznacza, że system działa.
Startup to nie program. To sposób myślenia
Europa potrzebuje startupów. Ale potrzebuje też czegoś więcej: wspólnej narracji o tym, czym chce być w XXI wieku.
Bo w globalnej gospodarce konkurują dziś nie tylko firmy.
Konkurują również państwa, regiony i całe kontynenty.
Historia ostatnich dekad pokazuje bardzo wyraźnie: państwa, które potrafiły jasno opowiedzieć światu swoją wizję przyszłości, zyskały także przewagę gospodarczą.
Dlatego MARKETING — rozumiany nie jako reklama, lecz jako strategiczne myślenie o miejscu w świecie — coraz częściej staje się narzędziem budowania siły państw.
Być może w najbliższych latach będzie musiał budować także siłę kontynentów.