Marketing bez właściciela nie istnieje
Jak w Polsce narodził się popmarketing. I dlaczego zastąpił marketing
Brief interpretuje
W pierwszej części punkt wyjścia był prosty. – Marketing zaczynał się od decyzji.
W drugiej części pojawił się moment, w którym ten porządek został odwrócony. – Narzędzia zaczęły zastępować myślenie.
Komunikacja zaczęła zastępować decyzje.
Ale to nie jest jeszcze cały problem.
To jest tylko jego objaw.
Bo za tym przesunięciem stoi coś znacznie poważniejszego.
Brak właściciela.
Marketing — wbrew temu, co często się słyszy — ma właściciela.
I nie jest nim agencja.
Jest nim firma.
Zarząd.
Właściciel.
Instytucja.
To tam zapadają decyzje.
Albo nie zapadają.
Jeżeli po stronie firmy nie ma decyzji,
nie ma też marketingu.
Pojawia się jego substytut.
Kampania zamiast strategii.
Komunikacja zamiast myślenia.
Aktywność zamiast sensu.
Agencja nie jest od podejmowania decyzji biznesowych.
Agencja interpretuje.
Porządkuje.
Wzmacnia.
Ale nie zastępuje zarządu.
Jeżeli zarząd nie odpowiada na pytania:
co robimy,
dla kogo,
dlaczego,
w czym chcemy wygrać,
to ktoś inny zaczyna wypełniać tę przestrzeń.
Nie decyzją.
Działaniem.
I wtedy marketing przestaje być systemem zarządzania.
Staje się ciągiem aktywności.
To jest moment, w którym popmarketing przestaje być tylko uproszczeniem.
Staje się koniecznością.
Bo ktoś musi coś zrobić.
Nawet jeśli nikt nie podjął decyzji.
Dlatego popmarketing nie jest błędem agencji.
Jest skutkiem oddania odpowiedzialności.
Ten sam mechanizm działa w większej skali.
W marketingu miejsc.
W marketingu państw.
Marki kraju nie da się „zrobić”.
Można ją tylko zbudować decyzjami.
Jeżeli nie ma właściciela,
nie ma decyzji.
Jeżeli nie ma decyzji,
pojawia się komunikacja.
A za nią — działania, które dobrze wyglądają,
ale niczego nie zmieniają.
W kolejnej części pojawia się pytanie najważniejsze.
Czy da się wrócić do marketingu jako decyzji.
I co to naprawdę oznacza.