Na każdego coś mam
Andrzej Pągowski. Rysował BRIEF
Przez dwa lata Andrzej Pągowski rysował okładki BRIEF-u. Kilkadziesiąt. Po latach przypomniała nam o tym zupełnie przypadkowa rozmowa przy ogrodzeniu Łazienek Królewskich.
Spis treści
Na każdego coś mam
Spotkałem tam Andrzeja przy jego wystawie. Wyciągnąłem telefon i zapytałem, czy zgodzi się na krótką rozmowę „z nienacka”.
Spojrzał w kamerę i powiedział:
– Grzegorz dzisiaj nie przedstawił mi briefu. Nie wiem, co mam powiedzieć…
Trudno było o lepszy początek.
Bo kiedy byłem redaktorem naczelnym BRIEF-u, Pągowski przez około dwa lata dostawał ode mnie briefy regularnie.
A potem robił z nimi to, co potrafi najlepiej.
Rysował.
KILKADZIESIĄT OKŁADEK
Philip Kotler. Justyna Steczkowska. Jurek Owsiak. Jacek Santorski. Irena Eris. Tomasz Kammel. Dariusz Michalczewski. Al i Laura Ries. Jacek Karnowski…
Przeglądam dziś stare numery BRIEF-u i dopiero z perspektywy czasu widzę, jak niezwykły materiał powstał.
To nie były fotografie bohaterów z nałożonym logo magazynu.
Pągowski ich interpretował.
Brał człowieka i temat numeru, a potem próbował znaleźć dla nich jeden wizualny skrót. Czasem dowcipny. Czasem przewrotny. Czasem złośliwy.
To było coś więcej niż projektowanie okładek.
To był Pągowski komentujący BRIEF swoim językiem.
PĄGOWSKI KOMENTUJE NA PLAKACIE
Na okładkach nasza współpraca się nie kończyła.
W magazynie publikowaliśmy również jego regularną rubrykę:
„Andrzej Pągowski komentuje na plakacie”.
Dostawał temat i odpowiadał obrazem.
Podatki. Sponsoring. Reklama. Marki. Piłka nożna. Problemy społeczne. Bieżące wydarzenia.
Tam, gdzie dziennikarz potrzebował kilkuset albo kilku tysięcy znaków, Pągowski próbował zmieścić komentarz na jednej płaszczyźnie.
I właśnie to wydaje mi się jednym z kluczy do zrozumienia jego pracy.
DWUGODZINNY FILM NA 100 × 70 CM
W 2017 roku zaprosiłem Andrzeja do Kiszmasz.TV. Drugim gościem był Tomasz Dławichowski z Timecode Film Production. Rozmawialiśmy o obrazie, animacji i komunikacji marketingowej.
W pewnym momencie Pągowski powiedział coś, co dobrze tłumaczy jego zawodową drogę.
Plakat ma powierzchnię mniej więcej 100 na 70 centymetrów, a musi czasem opowiedzieć dwugodzinny film.
Przez lata trzeba więc nauczyć się skrótu.
Pągowski robił plakaty do filmów Bergmana, Kurosawy, Zanussiego, Kieślowskiego. Jak na jednym arkuszu zainteresować widza historią, którą reżyser opowiada przez dwie godziny?
Nie streścić.
Znaleźć istotę.
Kiedy zapytałem go wtedy, czy w komunikacji marketingowej produktów i marek jest trudniej, odpowiedział, że właściwie nie.
Problem zaczyna się gdzie indziej.
Im więcej dokładamy szczegółów, elementów i komunikatów, tym bardziej przekaz się zagęszcza. A w pewnym momencie przestaje być czytelny.
To była rozmowa o animacji.
Dzisiaj czytam ją również jako rozmowę o marketingu.
PICASSO I 500 DOLARÓW
Pamiętam jeszcze inną sytuację.
Zasiadaliśmy razem w jury konkursu „Obsesja Papieru”, organizowanego przez Cezex. Andrzej był przewodniczącym jury, ja jednym z jurorów jako redaktor naczelny BRIEF-u.
Podczas obrad opowiedział historię przypisywaną Pablowi Picassowi.
Do Picassa siedzącego w kawiarni miała podejść kobieta i poprosić go o rysunek.
Artysta wziął serwetkę. Kilka ruchów ręką. Kilka sekund.
– 500 dolarów.
Kobieta zaprotestowała:
– Ależ mistrzu, przecież zajęło to panu tylko kilka sekund.
Picasso miał odpowiedzieć:
– Nie, proszę pani. Zajęło mi to blisko 50 lat.
Nie wiem, czy Picasso rzeczywiście wypowiedział dokładnie te słowa. Historia występuje w wielu wersjach.
Ale pamiętam, że opowiedział ją Pągowski.
I chyba rozumiem dlaczego.
Klient widzi kilka kresek.
Nie widzi tysięcy wcześniejszych kresek, setek odrzuconych pomysłów, błędów, sukcesów, wystaw, projektów i dziesiątek lat dochodzenia do momentu, w którym można coś narysować kilkoma ruchami.
Kilka sekund jest tylko ostatnim etapem pracy, która trwała całe zawodowe życie.
ZANIM PRZYSZŁY WIELKIE SIECI
Pągowski nie jest wyłącznie artystą, który z czasem zetknął się z reklamą.
Był uczestnikiem narodzin współczesnego polskiego rynku reklamowego.
W Kiszmasz.TV sam mnie poprawił, kiedy przedstawiając go, za szybko przeszedłem do McCann Erickson.
Najpierw – powiedział – było Studio P.
Po 1989 roku powstawały w Polsce studia graficzne. Ludzie tacy jak Pągowski czuli, że zmienił się system i że zmieni się również sposób funkcjonowania projektantów.
Nie bardzo wiedzieliśmy jeszcze, czym będzie reklama w zachodnim znaczeniu tego słowa.
Potem zaczęły wchodzić międzynarodowe sieci. Istniejące polskie zespoły stawały się dla nich naturalnym zapleczem.
Studio P znalazło się w strukturach McCann Erickson.
Pągowski zobaczył więc reklamę również od środka.
Później stworzył i rozwijał własną Kreację Pro.
To doświadczenie jest dla mnie ważne, kiedy obserwuję go dzisiaj.
ARTYSTA, KTÓRY ZNA MARKETING OD ŚRODKA
Pągowski zna reklamę nie tylko jako autor projektów. Tworzył Studio P, później pracował w strukturach McCann Erickson, a następnie prowadził Kreację Pro. Miał więc okazję poznać relację między twórcą, agencją i klientem z kilku stron.
Myślę, że to doświadczenie miało znaczenie także dla sposobu, w jaki przez lata prowadzi własną działalność artystyczną.
W jego przypadku widać konsekwencję: charakterystyczny język graficzny, wystawy, projekty komercyjne, obecność w mediach i umiejętność wracania do własnego dorobku w nowych kontekstach.
Nie chcę dorabiać do tego wielkiej teorii o marce osobistej. Zwracam tylko uwagę na coś, co obserwuję od lat:
Pągowski potrafi nie tylko tworzyć, ale również zadbać o to, żeby jego twórczość pozostawała obecna i rozpoznawalna.
WSZYSCY POTRAFIĄ ZOPEROWAĆ WYROSTEK
W tej samej rozmowie z 2017 roku zapytałem go, co najbardziej zmieniło się przez lata jego pracy w reklamie.
Odpowiedział:
– Zmieniło się to, że wszyscy wiedzą, jak zoperować wyrostek.
To oczywiście był żart.
Ale tylko częściowo.
Pągowski mówił o zaufaniu do profesjonalistów.
Kiedy idziemy do lekarza, raczej nie tłumaczymy chirurgowi, po której stronie powinien zrobić nacięcie.
Kiedy przychodzimy do projektanta, nagle bardzo wielu z nas wie, jaki powinien być kolor, gdzie przesunąć element i co powiększyć.
Pągowski mówił wtedy, że gdyby klienci mieli więcej zaufania do projektantów i ludzi zawodowo zajmujących się komunikacją, polska reklama mogłaby wejść na wyższy poziom.
I dodał rzecz jeszcze bardziej interesującą.
CO STAŁO SIĘ Z POLSKĄ KREATYWNOŚCIĄ?
Pągowski uważał, że najbardziej twórczy okres polskiej reklamy przypadł na lata 90. i początek XXI wieku.
Pamiętał kampanie, które zaskakiwały.
Potem – jego zdaniem – coś zaczęło się zmieniać.
Globalizacja. Łatwy dostęp do zagranicznych wzorców. Kopiowanie. Zachowawczość. Klient pokazujący projekt i mówiący: „chciałbym coś takiego”. Grafik, który z góry proponuje rozwiązanie bezpieczne, bo wie, że łatwiej zostanie zaakceptowane.
Przestaliśmy szukać kreatywności – taki był sens jego diagnozy.
Minęło od tej rozmowy prawie dziesięć lat.
W epoce AI pytanie wydaje mi się jeszcze ciekawsze.
Skoro dzisiaj każdy może w kilka sekund wygenerować poprawny obraz, to ile warte będzie doświadczenie człowieka, który wie, jaki obraz w ogóle warto stworzyć?
I znowu wraca Picasso.
Kilka sekund czy 50 lat?
ZNOWU ŁAZIENKI
Dlatego tak podoba mi się przypadek, który po latach ponownie postawił nas obok siebie.
Idę przez Łazienki.
Patrzę – wystawa Andrzeja Pągowskiego.
Jest Andrzej.
Wyciągam telefon.
Żadnego studia. Żadnego scenariusza. Żadnego przygotowania.
I – jak zauważył Pągowski – żadnego briefu.
Po kilkunastu latach człowiek, który przez dwa lata dostawał ode mnie briefy do BRIEF-u, staje przede mną i mówi, że tym razem żadnego nie dostał.
A potem zaczynamy rozmawiać.
I właśnie dlatego lubię mój format „z nienacka”.
Bo czasami najlepsze historie nie zaczynają się od przygotowanej listy pytań.
Zaczynają się od spotkania człowieka, z którym ma się już wspólną historię.
Z Andrzejem Pągowskim mam ich kilka.
Okładki BRIEF-u. Plakaty. Cezex. Picasso. Reklama. Kiszmasz.TV. I teraz Łazienki.
A kiedy układam je obok siebie, widzę nie tylko jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich grafików.
Widzę człowieka, który od kilkudziesięciu lat uczy się tego samego:
jak powiedzieć dużo, używając jak najmniej kresek.
Grzegorz Kiszluk
Na każdego coś mam | BRIEF
Czytasz nas regularnie? Ustaw Brief jako preferowane źródło informacji w Google.