Jak z zespołu pracowników zrobić przedszkole – kilka słów o mikrozarządzaniu

Jak wpływa mikrozarządzanie na pracowników, jakie skutki za sobą niesie? Kiedy postawić granicę mikrozarządzania? Dlaczego mikrozarządzanie to szybka droga do zrobienia z pracowników dzieci i spowolnienia pracy w zespole?

137

Przypominając sobie wszystkie grzeszki mikrozarządzania, zarówno swoje jak i znajomych, zbierając je wszystkie w całość aby powstał ten artykuł, jedynie wzdycham głośno na znak umęczenia i świadomości (dzisiaj) o ile łatwiejsze wszystko by było, gdyby nie to częste zjawisko w środowisku pracy.

Na co dzień mówię o sobie, że jestem lojalna jak pies, ale potrzebuję niezależności jak kot. Spostrzeżenia zawarte w tym tekście opieram więc na swoich własnych odczuciach i przemyśleniach, na współpracy z innymi ludźmi  jako manager, obserwacji działań innych managerów i słuchania pracowników na poziomie specjalistów. Nie wiem czy jest zjawisko, które bardziej tłamsi i bardziej spowalnia rozwój niż mikrozarządzanie.

Mikrozarządzanie jest wtedy, gdy manager wybitnie mocno obserwuje pracownika oraz kontroluje jego pracę. Tylko gdzie jest granica? Wiadomo, że woda zamarza przy temperaturze poniżej 0 stopni, a lód topi się powyżej tej temperatury.

Kiedy więc wiemy, że mamy do czynienia z mikrozarządzaniem? Że granica została przekroczona? Pozwólcie, że opiszę to na przykładzie dosyć prostym, acz obrazowym i łatwym do przełożenia na biznes – świąt rodzinnych.

W rolach głównych:

Mama – manager – ukochana, nieomylna, która potrafi zrobić wszystko i zawsze wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Kocham ją, ale bawi się w mikrozarządzanie.

Ja – pracownik, który długo nie mógł odpowiedzieć sobie na poniższe pytania, ba!, przez długi czas nie był nawet świadom, żeby sobie te pytania zadać:

Dlaczego jak jestem w domu to nagle zapominam jak i jakim nożem pokroić chleb?
Gdzie włożyć odpowiednie śmieci i jak odkurzyć podłogę?
Na jakiej patelni podgrzać pierogi i jak wypolerować zastawę na stół?
Jak zrobić jajka faszerowane, nie mówiąc już o innych potrawach?

Pomyślicie, że mam dwie lewe ręce, a wcale tak nie jest. Chociaż tu akurat musicie mi uwierzyć na słowo.

Na każde pytanie “maamooo, co pomóc?” odpowiada w dwóch scenariuszach:

  • w pierwszym scenariuszu: “nie, nic nie trzeba”, żeby potem powiedzieć “i znowu nikt mi nie pomaga!”,
  • w drugim scenariuszu: “zrób to to i to”, żeby potem odpowiedzieć patrząc na lekko zdezorientowaną minę “aah dobra, jednak sama to zrobię”.

Ilu z Was słyszy takie pytania i odpowiedzi ze swoich własnych rodzin lub managerów? A ilu z Was samodzielnie tak odpowiada?

I kontrola w każdym momencie. Miała iść do łazienki, ale dopóki zadanie przeze mnie nie było wykonane, nie oddaliła się od kuchni. De facto we dwie tracimy czas.

Niby mam już swoje lata, ale towarzyszyły mi stale pytania i komendy dotyczące podstawowych czynności:

“Martyna, nałóż skarpetki. Natychmiast!”,
“Macie filtr na buzi?! jak nie, to zejdźcie z tego słońca!”,
“Pokrój no drobniej temu kotu kurczaka, przecież się zadławi”.

Sytuacje z każdą stereotypową mamą można idealnie połączyć z managerem, który bawi się w mikrozarządzanie.

Dlaczego nazywam to zabawą?

I aż mam ochotę zagrzmieć i krzyknąć głośno:

Bo mikrozarządzanie robi z pracowników dzieci.

I to jest główne niebezpieczeństwo, dla wszystkich zaangażowanych.
Managera, pracownika, właściciela przedsiębiorstwa.

Co mam na myśli mówiąc, że mikrozarządzanie robi z pracowników dzieci i jakie jeszcze skutki za sobą to niesie?  

  • Manager myśli za wszystkich, a więc odbiera przyjemność myślenia swoim podopiecznym,
  • Manager jest pod gradobiciem pytań, a więc istnieje ryzyko dużego obciążenia psychicznego i nie skupiania na tym, co w pracy managera najistotniejsze,
  • Pracownicy tracą poczucie odpowiedzialności – “Manager podejmie ostateczną decyzję”,
  • Pracownicy tracą poczucie wpływu na organizacje, co dla niektórych może być ogromnym obciążeniem i początkiem spalania i ucieczki do innej firmy,
  • Praca ciągnie się w nieskończoność i traci się dynamikę.

W domu jest to okej, w końcu jesteśmy dziećmi naszych mam i wszystkie opisane sytuacje są na swój sposób urocze. Ale jeżeli chcesz mieć przedszkole zamiast zespołu w pracy, bawiąc się w ten sposób, jesteś na dobrej drodze.

I mama i manager chcą dobrze. Nie mają zazwyczaj złych intencji. Chcą osiągnąć cel i dla własnego komfortu, wolą to albo zrobić sami, albo mieć 120% pewności że na każdym etapie przygotowywania, nie ważne czy świąt wielkanocnych czy projektu w pracy, wszystko będzie idealnie.

Zapominają tylko, że po drugiej stronie są dorośli, rozumni ludzie. Których albo sami urodzili i wychowali, albo zatrudnili.

Więc, jeżeli zauważasz, że:

  • Pracownicy nie są w stanie bez Ciebie podjąć jakiejkolwiek decyzji, przychodzą do Ciebie z pytaniami niczym po wielką dolewkę w KFC, zasypują Cię nimi nawet w najprostszych sytuacjach i zadaniach, a Ty masz tego po prostu DOSYĆ,
  • Panicznie boją się sytuacji w której pójdziesz na urlop, bo przecież jak wtedy praca będzie szła?!
  • Sam / sama do siebie mówisz “ci pracownicy…. nic beze mnie nie zrobią…..żadnej decyzji nie podejmą…. sam/sama wszystko muszę robić!”,

 

To jest to czas, kiedy powinieneś zadać sobie podstawowe pytania:

“Czy ufam swoim pracownikom i czy wierzę, że mają kompetencje do wykonywania tych zadań?”.

 

Jeżeli wierzysz w swoich pracowników, powinieneś pracować nad wypracowaniem nowego modelu pracy z nimi. Na przyznaniu pracownikom narzędzi, które pozwolą na swobodę podejmowania rzeczy jak np. budżet.

Ja często stosowałam metodę na odbijanie pytań, do których moja skromna osoba niekoniecznie musiała się przydać, aby uzyskać odpowiedź, np.:
“Martyna, jak mam zrobić to i to?”
odpowiadałam i czekałam na odpowiedź, wdając się w dialog:
“No właśnie, jak powinieneś to zrobić?”.

Po takim dialogu każde kolejne podobne zadanie przychodziło z łatwością i bez mojej ingerencji

 

Na miliard procent pierwszy czas w którym to zrobisz będzie ciężki, zarówno dla Ciebie (“czy na pewno wszystko jest ok?!”) jak i dla pracowników (“jesteśmy olewani?! co mam zrobić jak nikt nie jest w stanie podjąć za mnie decyzji?!”).

Pewnie coś się nie uda, pewnie ktoś będzie płakał, pewnie komuś będzie smutno – w porządku, to naturalna reakcja na zmianę, która się unormuje.

Pewnie będzie to proces, który będzie się ciągnąć długo. Ale pewne mądre kobiety powiedziały mi, że w zarządzaniu ważny jest czas i konsekwencja. I to trzeba pielęgnować przez cały czas zarówno u siebie, jak i u swoich pracowników.