To, że prawo pozwala, nie oznacza, że wypada…

1 667

Ostatnia sobota. Stacja benzynowa, przede mną starszy pan płacący za napój wnuczka. Starszy pan kładzie banknot. Ekspedientka prosi o drobne, widać, że ma problem z wydaniem reszty, a starszy pan chyba nie używa karty. Zaczyna się szukanie drobnych i prawie jest. Prawie, bo brakuje 10 groszy. Nie zdążyłam wyciągnąć tych 10 groszy, żeby dopłacić, bo ekspedientka szybko mówi: „Wystarczy, kiedyś pan odniesie” 🙂

I teraz można zrobić małe ćwiczenie, co było dalej…

Starszy pan powiedział:

  1. „dobrze, dziękuję, odniosę/ gdy będę w pobliżu odniosę/ zaraz odniosę”
  2.  „dziękuję, ale reguluję płatności”
  3. „dziękuję”
  4. i wiele innych…

To w warstwie werbalnej. Oczywiście różne mogły być też myśli starszego pana:

  1. „muszę tu wrócić”
  2. „i tak nie odniosę”
  3. „nie zbiednieją”
  4. „skoro nie chce 10 groszy, widocznie ma górkę”
  5. i wiele innych…

Starszy pan wydawał się mocno skonfudowany.  Z jednej strony wnuczek wpatrzony w butelkę z kolorowym napojem, z drugiej 10 groszy.

Wiele razy widziałam tego typu sytuacje. ”Będę pani winna 2, 5, 10 groszy” i z drugiej strony „OK”. I szybkie dokończenie transakcji, bo przecież wszystkim się spieszy.

Tutaj miałam wrażenie spowolnienia czasu. Więcej, miałam wrażenie, że on stanął, a my wszyscy bierzemy udział w jakimś eksperymencie społecznym.

Starszy pan spojrzał na ekspedientkę i  odezwał się: „Dziękuję pani, ale teraz nie będę mógł spać”.
10  groszy.

Chcąc rozładować sytuację powiedziałam z życzliwym uśmiechem do starszego pana: „Oby wszyscy byli tacy uczciwi”.

Myślałam, że w ten sposób zakończymy rozmowę i zaczniemy sobotę, ale jeszcze chwilę rozmawialiśmy, a w sposób bardzo naturalny dla ostatnich politycznych wydarzeń, nasza wymiana zdań poszła w kierunku „w Sejmie na grosze są uczciwi, ale kradną miliony”.

Niby zwykłe zdarzenie przy kasie, teoretycznie jedna z miliona rozmów nieznajomych stojących w kolejce, a po dobie wciąż czuję jej klimat. Przypomniały mi się czasy, gdy zwracano uwagę na wartości – w domu słyszałam, że trzeba być uczciwą, bo nawet jeśli pozornie stracę, to będę fair. W szkole też takie treści były obecne. Trudno mówić o polityce lat 80. i jej wartościach czy antywartościach, ale mam wrażenie, że przynajmniej była jasność sytuacji.

Dziś można odczuwać dysonans poznawczy wartości. Z jednej strony politycy na sztandarach wiodący prawo i sprawiedliwość, z drugiej strony ewidentne naruszenia w postaci złamanych procedur i z pewnością przekroczenia granic przyzwoitości. Do tego kłamstwo wielokrotne. A na koniec owacje w Sejmie dla odchodzącego marszałka. Owacje jak dla bohatera, podczas gdy odchodzi kłamca.

Dla mnie to trudne, bo wychowano mnie w inny sposób. Ale jeszcze większy dylemat mam, gdy pyta mnie o takie kwestie jedenastoletni syn. Jak dzieciom i młodzieży w takiej sytuacji objaśniać świat wartości? Jak przeprowadzić ich przez świat równoległy? Jakim prawem wymagać od nich zachowań znanych nam z dzieciństwa, jeśli wokół widzą inne przykłady lub jeśli widzą brak naszej reakcji na wydarzenia typu „loty marszałka” czy „musiałem dostarczyć leki chorej żony”.

Żenujące.

Ale jest wyjście z sytuacji, choć wyjście to wiąże się z pozostawieniem ulubionej przez nas strefy komfortu. Trzeba reagować. Zacząć od spraw, na które mamy wpływ. Od zwracania uwagi na wartości najbliższego nam otoczenia, a później dalej. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu.

Bardzo denerwowali mnie dziennikarze, którzy podczas „afery z lotami marszałka” używali sformułowania „oszczędne gospodarowanie prawdą”. Nie, to nie było „oszczędne gospodarowanie prawdą”. To były kłamstwa i nie ma sensu zmiękczać zachowań, które w powinny natychmiast dyskwalifikować wypowiadającego je i eliminować z zajmowanej funkcji.

W ramach zajęć dla studentów public relations prowadzę fragment dotyczący etyki PR. Aby wprowadzić w temat i pokazać, że etyka PR nie powinna być tematem od święta, ale naturalnym elementem wtopionym w definicję profesjonalizmu zawodowego, zaczynam krótko Arystotelesem i idę przez etykę biznesu, a tam zderzam studentów z takim fragmentem wykładu:

Etyczne warunki działań gospodarczych / Sternberg: maksymalizowanie długoterminowej wartości dla właściciela wymaga brania pod uwagę długoterminowości (zaufanie, poszanowanie praw własności).
Działanie gospodarcze zakłada zatem postępowanie wykluczające:

  • kłamstwo
  • oszustwo
  • kradzież
  • zabójstwo
  • wymuszenie
  • przemoc fizyczną i większość czynów nielegalnych.

Rygory te ucieleśniają wartości tego, co można nazwać zwyczajną przyzwoitością”.

Zwyczajna przyzwoitość…

Tak,  to dotyczy etyki biznesu, a nie etyki polityki, ale…

„Działania gospodarcze nie stoją poza zasięgiem zwyczajnych osądów moralnych; nie istnieje oddzielna „etyka biznesu”. Etyka nie jest tym samym co prawo, przestrzeganie umów, religia, cierpienie czy walka; do etyczności czynu altruizm nie jest ani konieczny, ani wystarczający. Zasady etyki biznesu to zasady zalecające wartości, bez których działania gospodarcze nie byłyby możliwe, a te wartości to sprawiedliwość dystrybutywna i zwyczajna sprawiedliwość, mające zastosowanie zawsze i wszędzie” [1].

Niestety dość często mam wrażenie, że polityka coraz częściej przybiera obraz nakreślony przez mojego guru, Paula Ekmana, psychologa, zajmującego się m.in. wykrywaniem kłamstwa:

„Każdy polityk, który dochodzi do władzy i posiada umiejętność publicznego przemawiania oraz efektowny wizerunek telewizyjny, jest predysponowany do bycia naturalnym kłamcą.”

Na koniec słowa, które często powtarzam w kontekście biznesu, polityki i innych działań w sferze społecznej: to, że prawo pozwala, nie oznacza, że wypada.

Reagujmy. Warto i należy.

___

Zainteresowanych etyką i kłamstwem w biznesie polecam między innymi :”Czysty biznes. Etyka biznesu w działaniu” Eraine Sternberg, WN PWN SA, Warszawa 1998 [1] (szczególnie strony 104-106 i 109, choć warto całość).