Gwiazda

609

Sygnalista już wie, że kanał wewnętrzny nie działa, bo nie ma zaufania do ludzi, którzy nim zarządzają, a po zgłoszeniu nadużyć w kanale zewnętrznym okazało się, że to też nie jest skuteczne. Umorzenie postępowania tylko upewniło sygnalistę, że te całe organy ścigania tylko markują robotę, a na koniec przyczyniają się do wzmocnienia poczucia bezkarności sprawców nadużyć. Wiara sygnalisty w skuteczność obu tych kanałów została zachwiana i to mocno. Zgłasza się więc do mediów.


Ujawnienie publiczne

Dyrektywa ustanawia ochronę również dla osoby, która dokonuje ujawnienia publicznego, czyli podania do wiadomości publicznej informacji o naruszeniach. Warunkiem objęcia takiego sygnalisty ochroną jest to, że dokonał on najpierw zgłoszenia wewnętrznego i zewnętrznego lub tylko zewnętrznego, jednak w terminach określonych w dyrektywie nie zostały podjęte żadne skuteczne działania.

Terminy

Osoba dokonująca zgłoszenia wewnętrznego otrzymuje w ciągu 7 dni od dnia zgłoszenia potwierdzenie, że takie zgłoszenie wpłynęło. W przypadku, gdy potwierdzenia nie ma, przyjmujący zgłoszenie wewnętrzne przekazuje informację zwrotną o podjętych działaniach następczych w terminie 3 miesięcy od dnia potwierdzenia lub od dnia, w którym to potwierdzenie powinno zostać wysłane. Podobnie jest w przypadku zgłoszenia w kanale zewnętrznym, organ ma również 7 dni na potwierdzenie, że zgłoszenie wpłynęło. Z kolei od tego czasu organ ma 3 miesiące na przekazanie sygnaliście informacji zwrotnych, a w „należycie uzasadnionych przypadkach” nawet 6 miesięcy. Lekko licząc czas, jaki może w sumie upłynąć od obu zgłoszeń to 6,5 lub nawet 9,5 miesiąca.

Warunki ochrony

Osoba dokonująca zgłoszenia może od razu zawiadomić organy zewnętrzne dla pracodawcy, jednak w obu przypadkach, czy składa zawiadomienie obydwoma kanałami, czy tylko jednym, aby móc korzystać z ochrony w przypadku ujawnienia publicznego sygnalista musi mieć „uzasadnione podstawy”, aby sądzić, że:

  1. Naruszenie może stanowić bezpośrednie lub oczywiste zagrożenie dla interesu publicznego, na przykład w przypadku sytuacji wyjątkowej lub ryzyka wystąpienia nieodwracalnej szkody; lub
  2. W przypadku dokonania zgłoszenie zewnętrznego grozić mu będą działania odwetowe lub istnieje niewielkie prawdopodobieństwo skutecznego zaradzenia naruszeniu.

Nieodwracalna szkoda

Co jest nieodwracalne? Śmierć, utrata zdrowia, upływ czasu. Zgodnie z orzecznictwem europejskim nieodwracalna jest szkoda, która dotyka sfery praw podstawowych wymienionych w Europejskiej Karcie Praw Podstawowych i może ze względu na sam charakter naruszanego dobra prowadzić do tego, że jej skutków już nie można cofnąć. Te dobra to m.in. godność, prawo do życia, prawo do integralności fizycznej i psychicznej, wolność i bezpieczeństwo osobiste, życie prywatne i rodzinne, dane osobowe, wolność myśli, sumienia i religii, wolność wypowiedzi i informacji czy ochrona zdrowia.

Nie można uznać za nieodwracalną szkody o charakterze finansowym, ponieważ odszkodowanie finansowe może przywrócić osobie poszkodowanej stan sprzed wystąpienia szkody. Taką szkodę można naprawić wnosząc powództwo o odszkodowanie, trzeba ją oczywiście najpierw udowodnić. Zdaniem Trybunału, szkoda finansowa może zostać uznana za nieodwracalną tylko wtedy, gdy nie da się jej określić liczbowo.

Działania odwetowe

W przypadku każdego zgłoszenia sygnaliście grożą działania odwetowe. Jeżeli dojdzie do ujawnienia publicznego, zarówno sygnalista jak i dziennikarze lądują na ławach oskarżonych na podstawie oskarżenia prywatnego o pomówienie – art. 212 § 1 i 2 Kodeksu karnego, gdzie ciężar dowodu jest odwrócony: to znaczy sygnalista jako oskarżony musi udowodnić, że to co rozgłosił publicznie jest prawdą. Teraz to, co się stanie ze sprawcą nadużyć już nie ma znaczenia, liczy się tylko to, co sygnalista zdoła udowodnić przed Sądem. W trakcie postępowania musi złożyć wyjaśnienia, podczas których przedstawia dokładnie cały materiał dowodowy, jakim dysponuje. Inaczej nie zdoła się obronić i Sąd może go skazać za pomówienie, a sprawcę nadużyć uznać za pokrzywdzonego i zasądzić na jego rzecz nawiązkę, a sygnalistę jeszcze dodatkowo obciążyć kosztami procesu. Podobnie w procesie cywilnym, z tym, że dziennikarze muszą dowieść, że dołożyli należytej staranności, a gdy Sąd stwierdzi, że tej staranności jednak nie dołożyli, odszkodowanie płaci wydawca. W obu przypadkach – procesu karnego i cywilnego wytoczonych sygnaliście koszty ponosi on sam, z własnej kieszeni. I po co mu to było?

Wolność wypowiedzi

Zgodnie z art. 15 ust. 2 dyrektywy, przepisów dotyczących ujawnienia publicznego nie stosuje się w przypadku, gdy sygnalista przekazuje informacje bezpośrednio do prasy „zgodnie ze szczególnymi przepisami krajowymi ustanawiającymi system ochrony w związku z wolnością wypowiedzi i informacji”. Taka ochrona nie istnieje. Istnieje za to kaganiec i na media i na sygnalistów właśnie w postaci art. 212 § 1 i 2 Kodeksu karnego. Wystarczy zobaczyć, jaka jest liczba spraw wniesionych przeciwko Polsce do ETPCz o naruszenie art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka dotyczącego wolności wyrażania opinii, którego treść dotyczy prawa do swobody wypowiedzi. Ochrona wynikająca z Konwencji obejmuje wszystkie rodzaje wypowiedzi, które wyrażają informacje, opinie, czy idee szczególnie o charakterze politycznym oraz na temat spraw leżących w interesie publicznym bez względu na ich treść oraz sposób komunikowania się.

Tymczasem w jednym z najgłośniejszych wyroków ETPCz w sprawie Handyside przeciwko Wielkiej Brytanii czytamy: „Swoboda wypowiedzi jest jednym z filarów demokratycznego społeczeństwa, podstawą jego rozwoju i warunkiem samorealizacji jednostki. (…) Nie może obejmować wyłącznie informacji i poglądów odbieranych przychylnie albo postrzeganych jako nieszkodliwe lub obojętne, ale i takie, które obrażają, oburzają lub wprowadzają niepokój w państwie albo w jakiejś grupie społeczeństwa. Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji i otwartości, bez których demokratyczne społeczeństwo nie istnieje”. W wyroku Women on Waves i inni przeciwko Portugalii, Trybunał stwierdził, że „wolność wypowiedzi staje się najcenniejsza właśnie wtedy, kiedy prezentowane są idee, które uderzają, szokują i kwestionują zastany porządek”.

Warto podkreślić, że wyrok w sprawie Handyside zapadł w 1976 roku, a więc 44 lata temu, a w sprawie Women on Waves w 2009 r., czyli 11 lat temu.

Sygnalista idzie do mediów

Nie widząc innego wyjścia sygnalista zgłasza sprawę do mediów. „Nie, no, świetna sprawa”, „ma Pan coś jeszcze?”. Szczęśliwy sygnalista wreszcie trafił na ludzi, którzy go rozumieją. To jest życie: co chwila telefony, wywiady, autoryzacje; liczba wejść na mediach społecznościowych sięga rekordów. Nareszcie czuje się zrozumiany i potrzebny. Trafił pod właściwy adres. Po tygodniu jednak szaleństwo ucicha; kurz w mediach opada, coraz mniej telefonów i wejść na mediach społecznościowych. Zainteresowanie sprawą powoli wygasa.

Panie Redaktorze, Panie Redaktorze

Po niedługim czasie pojawiają się pierwsze oskarżenia i pozwy: najpierw sprawcy pozywają dziennikarzy, bo tu jest najłatwiej. Od każdego wydawcy domagają się po 300 000 odszkodowania za naruszenie swoich cennych dóbr osobistych, bo przecież ich „nieskazitelny” wizerunek bardzo ucierpiał przez te „oszczerstwa”. Jednocześnie sygnalista godzinami zajmuje ławę oskarżonych, a jego nazwisko wyraźnie, wielkimi literami widnieje na wokandzie elektronicznej, na papierowej rozpisce na drzwiach sali sądowej i jeszcze na rozpisce na tablicy korkowej przy sekretariacie Wydziału, w którym toczy się sprawa.

Gdzie teraz są te media? Sygnalista w panice dzwoni do niedawnych przyjaciół: oni go zrozumieją. „Panie Redaktorze, Panie Redaktorze, dzisiaj dostałem akt oskarżenia o pomówienie!” – „No, cóż, bardzo mi przykro, nie wiem, jak mógłbym Panu pomóc” – odpowiada redaktor. Z czasem przestaje odpowiadać na sms-y; teraz już nie może pomóc, bo „nie wie, jak”. Sygnalista zostaje sam na ławie oskarżonych, sam ze swoim strachem, poczuciem winy, bólem i gniewem; żyjący od jednej rozprawy do kolejnej. Odtąd jego stałym towarzyszem będzie tylko jego oprawca.

Kiedy zło triumfuje

Sygnalista zaczyna się miotać, coraz częściej wpada w panikę; widzi, że został sam. Gdzie są moi przyjaciele? A znajomi? Gdzie są współpracownicy, świadkowie zdarzeń, którzy tak gorliwie go zapewniali, że „trzeba to zgłosić” i że „tak nie może być”? Oni mają się dobrze, siedzą przy herbatce w domu, a w pracy mają spokój. Oprawców nie ma w zakładzie pracy, bo już dawno awansowali na jeszcze wyższe stanowiska, a ci, co zostali nagle pokazali „ludzką” twarz: fundują pracownikom obiady, urządzają pokazowe Wigilię i święta, niektórzy nawet zaczęli odpowiadać na „dzień dobry”, podają pracownikom rękę na powitanie, a cały ten lukier ma stworzyć wrażenie, że zatrudnieni w tym zakładzie pracy ludzie tworzą jedną wielką szczęśliwą rodzinę.

Sygnalista już nie ma rodziny; rozpadła się. Jest nieszczęśliwy i sfrustrowany; wpada w desperację i zaczyna wykonywać rozpaczliwe ruchy. Właśnie na to czekali sprawcy; każdy nawet najdrobniejszy błąd zostanie przyjęty z satysfakcją i skrzętnie wykorzystany przeciwko niemu w Sądzie. Jeśli Sąd da się na to złapać, sygnalista jest ugotowany. Prawda zanika, a życiem już rządzi kłamstwo.

Zaufanie do mediów

Wydaje się oczywiste, że sprawcy nadużyć, którzy jednocześnie zarządzają przez zastraszanie pracowników, czyli potencjalnych świadków tych nieprawidłowości, boją się rozgłosu. Cała sprawa wydaje się niegroźna dopóki rozgrywa się wewnątrz organizacji. Gorzej, gdy wychodzi na zewnątrz, ale z tym – jak już wiadomo – sprawcy łatwo mogą sobie poradzić. Sprawa przekazana do mediów może odnieść sukces pod warunkiem, że tym mediom można zaufać.

W jednym ze stanów faktycznych sygnalista zgłosił się jako anonimowy informator do dziennikarza w sprawie nadużyć finansowych w jednej ze spółek akcyjnych. W tym celu, informator zadzwonił z telefonu służbowego i umówił się z dziennikarzem na spotkanie, aby przekazać dokumenty. Mimo obowiązującej dziennikarza tajemnicy, przekazał on zarządowi spółki otrzymane od sygnalisty dowody, a także jego numer telefonu i rysopis. Informator został natychmiast zdemaskowany, a następnie zwolniony z pracy z powodu ujawnienia tajemnicy pracodawcy i naruszenia procedury dotyczącej kontaktów z mediami.

Sygnalista wniósł pozew przeciwko wydawcy, dla którego dziennikarz pracował o zadośćuczynienie i odszkodowanie za naruszenie dóbr osobistych w postaci dobrego imienia, prywatności i anonimowości oraz wizerunku. Po 6 latach szarpania się w Sądzie, sygnalista uzyskał od wydawcy 69.300 zł tytułem odszkodowania i 30.000 zł tytułem zadośćuczynienia. Pracodawca stwierdził w Sądzie, że „sprawa nadużyć już dawno została wyjaśniona”. Pytanie tylko, co się TERAZ z tym sygnalistą dzieje?

shell brand is the future

Komentarze
Ładowanie...

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. AkceptujęDowiedz się więcej