Komunikacyjne słodkości…

180

Święta coraz bliżej i jak co roku dostaję pytania „o ten przepis na super pierniczki” 🙂 Cieszę się, że smakują, do dzieła więc…

Można zastanawiać się, skąd pomysł zamieszczania w mediach społecznościowych przepisu na pierniczki, ale #komunikowanie się – również to będące w obszarze sfery zawodowej – potrafi zaczynać się różnie. Raz będzie to dyskusja wokół tematyki branżowej, innym razem wokół „tu i teraz”, a jeszcze w innej sytuacji wokół pasji. Kilka moich bardzo wartościowych i zawodowych znajomości zaczęło się od dyskusji wokół „świątecznego tu i teraz”. Właśnie od owych „ciasteczek-pierniczków-choinki-mycia okien” 😉 Nie było więc tradycyjnych wizytówek, przedstawiania profesji, swojego zawodowego CV, ale „co zrobić, aby smak był bardziej korzenny?” 😉

  • Ile Twoich wartościowych kontaktów zawodowych rozpoczęło się od rozmowy na tematy inne niż zawodowe?
  • Na ile wspólne pasje lub odmienne zainteresowania potrafią wzbudzić zainteresowanie rozmówcą i przekształcić się w kontakt zawodowy?
  • Czy myśląc o rozmowie/spotkaniu z istotną dla Ciebie osobą, starasz się zorientować odnośnie jego życia pozazawodowego?

 Idąc dalej, elementy świąteczne, tradycyjnie przypisywane do sfery życia rodzinnego, coraz częściej stają się również pomysłem na spotkania świąteczno-noworoczne w naszych organizacjach czy na promocję miasta, regionu. Spotkania opłatkowe więc potrafią zamieniać się w firmowe dekorowanie pierników, a na ulicach miasta rozdawane są pierniczki z jego logo.

W ostatnią niedzielę na Krakowskim Przedmieściu dekorowałam pierniczki wpatrując się w hasło „Magicznych Świąt życzy Twoja Warszawa”, a dziś kurier zaskoczył mnie słodkościami z PRESS SERVICE monitoring mediów (dziękuję!), który wiedząc jak wygląda końcówka roku, zachęca: „Odpakuj, posmakuj, wyluzuj” 🙂 W takich chwilach skojarzenia mogą być jedynie słodko-ciepłe :*
Tak, #dieta… 😉

Co można zrobić jeszcze z piernikami, ciasteczkami, czekoladkami, kartkami świątecznymi?  Jak wpleść je w komunikację organizacji?

Dobrych pomysłów jest wiele 🙂

 

Dla zainteresowanych sprawdzonym przepisem* na pierniczki [sprawdzony na mnie, a o ile prawdopodobnie gotuję nieźle, o tyle moje pieczenie to 5-6 sprawdzonych przepisów, aby nie wywołać #sytuacjakryzysowa 😉 ], polecam.

Na około 50 większych lub 100 mniejszych #pepparkakor:

·         150 g miodu

·         110 g masła

·         100 g cukru pudru

·         375 g mąki pszennej

·         1/2 łyżeczki zmielonego cynamonu

·         1 i 1/2 łyżeczki zmielonego imbiru

·         1/4 łyżeczki proszku do pieczenia

·         1/4 łyżeczki zmielonych goździków

·         1/4 łyżeczki soli

·         1 duże jajko

·         2 łyżeczki przyprawy korzennej do piernika

W małym garnuszku podgrzać melasę, masło i cukier, od czasu do czasu mieszając – do rozpuszczenia się masła i cukru. Odstawić na pół godziny, aby mieszanka przestygła.

Do dużej miski przesiać mąkę, proszek do pieczenia, przyprawy i sól. Dodać jajko i wlać wystudzoną mieszankę. Zagnieść przy pomocy miksera – nawet nie próbujcie zagniatać ręcznie, bo można nie dożyć Świąt, albo zakleić się totalnie. Uformować kulę ciasta. Owinąć ją folią spożywczą i schładzać w lodówce przez około 2 godziny (2h pochodzą z oryginalnego przepisu, ale według mnie lepiej schładzać dłużej, bo później łatwiej rozwałkować – u mnie proces ten trwa dobę lub dłużej; to dłuższe schładzanie czasami jest efektem brakiem czasu robienia ciasteczek „teraz” 😉 ).

Odkrajać małe porcje ciasta, rozwałkowywać je (im cieniej, tym lepiej) na papierze do pieczenia i przekładać na blachę.  Foremkami wycinać dowolne kształty.

Aby pieczenie szło szybciej – czas cenny 😉 – mam trzy papiery o wymiarze blachy i gdy jedne się pieką, rozwałkowuję i wycinam kolejne.

Piec w temperaturze 175ºC przez 8 – 10 minut lub do momentu, kiedy brzegi pierniczków zaczną się rumienić. Wyjąć z piekarnika, przenieść na metalową kratkę lub talerz, wystudzić.

Przechowywać w szczelnie zamkniętej puszce. Z każdym kolejnym dniem stają się smaczniejsze. A propos „stają się smaczniejsze”- doświadczenie życiowe nauczyło mnie robić od razu dwie porcje ciasta, bo ciasteczka w tajemniczy sposób znikają 😉

Można udekorować – u mnie będzie to zwykły lukier (dziś zaczynam akcję lukrowania), ewentualnie posypka. W tym roku wypróbuję barwnik do lukru, więc będzie weselej 😉

 

UWAGA 🙂 To ostatni moment na pieczenie 🙂
Smacznego 🙂

 

* Oryginalny przepis kilka lat temu pobrałam z: https://www.mojewypieki.com/przepis/pepparkakor