Od zecera do AI. O człowieku, który rozsypał gazetę i o człowieku, który założył własny magazyn
Od Gutenberga do AI minęło prawie sześćset lat. Przez ten czas zmieniały się narzędzia, ale nie zmieniała się potrzeba człowieka, by komunikować się, uczyć i przekazywać doświadczenia.
Kilka dni temu przypomniała mi się historia z moich młodych lat.
Do dziś nie wiem, czy wydarzyła się naprawdę, czy była tylko jedną z drukarskich legend. Pamiętam jednak opowieść o człowieku, który niósł złożone kolumny gazety. Potknął się i cała jego wielogodzinna praca rozsypała się na podłodze. Następnego dnia gazeta musiała się ukazać, więc wszystko trzeba było zacząć od początku.
Wtedy wydawało mi się to czymś naturalnym. Tak po prostu wyglądało wydawanie gazet.
Minęły lata.
W 1997 roku zakładałem Impact, a później Brief. I co jakiś czas wracał do mnie obraz tamtego człowieka.
Nie mogłem wyjść ze zdumienia, że dzięki kolejnym rewolucjom technologicznym jeden człowiek jest w stanie zrobić to, co kiedyś wymagało pracy całego zespołu.
Komputery, programy do składu, internet i cyfrowa komunikacja sprawiły, że możliwe stało się stworzenie profesjonalnego magazynu przez niewielki zespół. A później okazało się, że ten magazyn stał się dla wielu ludzi miejscem spotkań, inspiracji i wymiany doświadczeń.
Dziś podobne emocje budzi sztuczna inteligencja.
Jedni widzą w niej zagrożenie. Inni wielką szansę.
Patrzę na nią trochę inaczej.
Przypominam sobie człowieka, który rozsypał gazetę.
I zastanawiam się, jakie możliwości będą mieli ludzie, którzy za kilkanaście lat będą wspominać początki AI z takim samym zdumieniem, z jakim ja wspominam początki cyfrowego wydawnictwa.
Bo od Gutenberga do AI zmieniały się narzędzia.
Nie zmieniała się jednak podstawowa potrzeba człowieka. Potrzeba komunikowania się, uczenia i przekazywania doświadczeń.
I chyba właśnie dlatego historia komunikacji nie jest historią maszyn.
Jest historią ludzi.