BRIEF dociera do polskich firm i ich pracowników – do wszystkich tych, którzy poszukują inspiracji w biznesie i oczekują informacji o ludziach, trendach i ideach.

Skontaktuj się z nami

Synergia międzypokoleniowa

Nie ma dziś w firmach problemu z młodymi ani ze starszymi. Jest problem z tym, że obie strony zbyt często nie wiedzą, jak zacząć rozmowę.

Młodzi boją się, że nikt nie potraktuje ich poważnie. Starsi — że w chwili, w której zrobią młodym miejsce, sami zostaną uznani za ludzi z przeszłości.

Kilka lat temu, podczas jednego ze śniadań #Eksperci organizowanych w ramach Rankingu 50 Najbardziej Kreatywnych w Biznesie, rozmawialiśmy o relacjach między pokoleniami.

Ktoś zapisał wtedy na ścianie:

„Wisła Kraków w sumie lubi Cracovię, ale nie wie, jak zagadać”.

To był żart. Ale od razu pomyślałem, że jest w nim więcej prawdy niż w wielu poważnych opracowaniach o zarządzaniu różnorodnością.

Bo właśnie tak często wyglądają relacje między młodszymi i starszymi ludźmi w firmach. Nie muszą się nie lubić. Często się szanują. Czasem nawet po cichu się podziwiają. Ale nie bardzo wiedzą, jak zacząć rozmowę.

Starszy pracownik patrzy na młodego i myśli: szybki, pewny siebie, ma narzędzia, język i tempo, których nie zawsze już rozumiem.

Młody patrzy na starszego i myśli: on mnie nie traktuje poważnie, każe czekać, mówi o pokorze, ale nie chce oddać mi ani kawałka prawdziwej odpowiedzialności.

Obie strony mają trochę racji. I obie bardzo często mylą się co do intencji tej drugiej.

To już nie jest tylko spór o muzykę

Kiedy byłem młody, różnice pokoleniowe również były wyraźne. Rodzice patrzyli na Beatlesów, długie włosy, Woodstock, dzieci kwiaty i rewolucję obyczajową jak na zapowiedź końca świata.

My z kolei patrzyliśmy na ich ostrożność, przywiązanie do zasad i przekonanie, że „tak się po prostu robi”, jak na coś niezrozumiałego.

Ale wtedy różnice dotyczyły przede wszystkim muzyki, stylu życia, języka i obyczajów.

Dzisiaj są głębsze. Dotyczą technologii, komunikacji, sposobu zdobywania wiedzy, pracy, podejmowania decyzji i budowania relacji.

Młodzi ludzie dorastali w świecie, w którym dostęp do informacji jest natychmiastowy. W kilka minut można sprawdzić rynek, porównać rozwiązania, znaleźć ludzi, stworzyć projekt, uruchomić produkt albo zbudować markę.

Dla wielu starszych osób jest to fascynujące. Dla części również niepokojące.

Bo pod zdaniem: „młodzi siedzą tylko w telefonach” czasem kryje się coś bardziej ludzkiego: obawa, że oni wiedzą więcej. Że reagują szybciej. Że mają narzędzia, których my nie używamy już z taką swobodą. Że patrzą na nas i myślą: „on już nie nadąża”.

Wczoraj rozmawiałem z Magdą i Mikołajem, młodymi ludźmi rozwijającymi projekt w ramach Enactus Politechniki Warszawskiej. Mikołaj jest doktorantem, prowadzi już zajęcia ze studentami. Oboje byli świetnie przygotowani, precyzyjni, swobodnie poruszali się po świecie technologii, nauki, modeli biznesowych i nowych możliwości.

I przez chwilę pomyślałem:

„Czy oni myślą, że ja już nie nadążam?”

Nie dlatego, że sam tak uważam. Raczej dlatego, że wiem, jak łatwo starszym ludziom przypisać rolę tych, którzy stoją po stronie przeszłości.

To jest lęk, o którym rzadko mówimy otwarcie.

Nie lęk przed młodymi jako ludźmi. Lęk przed utratą znaczenia.

Młodzi nie chcą przejąć świata. Chcą zostać wpuszczeni do środka

Podczas tamtego spotkania jedna z młodych uczestniczek powiedziała coś, co zapamiętałem do dziś. Mówiła o tym, że warto patrzeć na siebie nie przez ego, ale jako człowiek na człowieka.

I padły słowa:

„Jeżeli wy do nas wyciągniecie rękę, gwarantuję wam, że znajdą się młodzi ludzie, którzy ją wezmą. Wezmą ją z pokorą, z szacunkiem, z ogromną przyjemnością”.

W pewnym momencie zaczęliśmy sobie podawać ręce.

Ktoś wyciągnął rękę. Ktoś ją wziął. Potem zrobiła to kolejna osoba.

To nie była inscenizacja. To był spontaniczny gest, który nagle stał się symbolem całej rozmowy.

Pamiętam słowa jednego z młodych uczestników: „Mam rękę, biorę rękę”. To brzmiało prosto, ale właśnie o to chodziło. Nie o kolejną debatę, w której młodzi i starsi siedzą po przeciwnych stronach stołu. O realne spotkanie.

Młodzi nie oczekują, że starsze pokolenie odda im firmę, stanowiska i odpowiedzialność tylko dlatego, że są młodzi. Chcą czegoś bardziej podstawowego: żeby potraktować ich serio.

Anna Czech, komentując niedawno materiał z tamtego spotkania, napisała:

„Młodzi nie potrzebują kolejnego wykładu o tym, jacy powinni być. Potrzebują ludzi, którzy potraktują ich poważnie”.

To zdanie powinno wisieć w wielu polskich firmach. Zwłaszcza rodzinnych.

Nie można jednocześnie narzekać, że nie ma następców, liderów i sukcesorów, a potem nie dawać młodym ludziom żadnej realnej odpowiedzialności.

Odpowiedzialności nie da się nauczyć z prezentacji, wykładu ani szkolenia. W pewnym momencie trzeba ją komuś naprawdę powierzyć.

Nie pozornie. Nie tak, że młody człowiek przygotuje materiał, a wszystkie decyzje i tak podejmie ktoś starszy.

Trzeba dać mu przestrzeń do działania. Również do błędu. Nie katastrofalnego, ale własnego. Takiego, z którego można wyciągnąć wnioski.

Starsi też potrzebują szacunku

Byłoby jednak równie głupie powiedzieć, że młodzi mają wiedzę, energię i technologię, a starsi jedynie doświadczenie.

To również jest stereotyp.

Są ludzie po sześćdziesiątce, którzy rozumieją świat cyfrowy lepiej niż niejeden trzydziestolatek. Są też młodzi ludzie, którzy nie chcą odpowiedzialności, nie potrafią współpracować i oczekują sukcesu bez wysiłku.

Wiek sam w sobie nie daje ani kompetencji, ani charakteru.

Ale doświadczenie ma wartość, której nie da się po prostu wyszukać w internecie. To pamięć błędów, kryzysów, nieudanych negocjacji, złych decyzji i projektów, które świetnie wyglądały na papierze, a później okazywały się pułapką.

Młodzi mają pełne prawo pytać: „Dlaczego robimy to właśnie tak?”.

Starsi powinni umieć odpowiedzieć nie: „Bo zawsze tak robiliśmy”, lecz: „Bo kiedyś próbowaliśmy inaczej i stało się to i to”.

To jest różnica między doświadczeniem a przywiązaniem do własnych nawyków.

Nie chcę twierdzić, że każda ostra reakcja starszego pracownika bierze się z kompleksu. Ale czasem za lekceważącym tonem, nadmierną kontrolą i ogólnym zdaniem o „młodych” kryje się zwykły lęk.

Młodzi odbierają to jako blokadę.

Starsi odbierają pytania i pewność siebie młodych jako brak szacunku.

A bardzo często po obu stronach jest po prostu niepewność.

Najlepsze projekty nie powstają w jednym pokoleniu

Od lat, prowadząc Ranking 50 Najbardziej Kreatywnych w Biznesie, widzę jedno bardzo wyraźnie.

Najciekawsze projekty nie powstają wtedy, gdy wszyscy są podobni. Kiedy myślą tak samo, korzystają z tych samych narzędzi, mają podobne doświadczenie i ten sam stosunek do ryzyka.

Najlepsze rzeczy dzieją się wtedy, gdy spotykają się ludzie różni.

Młodzi przypominają firmie, że świat przyspieszył.

Starsi przypominają młodym, że nie każda szybka decyzja jest decyzją dobrą.

Młodzi podważają oczywistości.

Starsi widzą konsekwencje, których inni jeszcze nie dostrzegają.

Jedni mają odwagę zaczynać.

Drudzy wiedzą, co zrobić, kiedy samo zaczynanie już nie wystarcza.

Problem pojawia się wtedy, gdy jedna strona uznaje drugą za zagrożenie.

Zamiast pytać, czy młodzi są gotowi, zapytajmy siebie

W wielu firmach, szczególnie rodzinnych, stale pada pytanie:

„Czy młodzi są już gotowi?”

To ważne pytanie. Ale niewystarczające.

Drugie powinno brzmieć:

„Czy my jesteśmy gotowi zrobić im miejsce?”

Czy jesteśmy gotowi oddać fragment odpowiedzialności?

Czy jesteśmy gotowi przyjąć, że mogą zrobić coś inaczej niż my?

Czy potrafimy pozwolić im popełnić błąd?

Czy jesteśmy gotowi zauważyć, że młodzi nie muszą odtwarzać naszej drogi, żeby osiągnąć dobry rezultat?

To nie jest temat HR-owy. To jest temat przyszłości firmy.

Firma, która nie potrafi rozmawiać między pokoleniami, wcześniej czy później zapłaci za to cenę. Straci dobrych młodych ludzi albo zgubi doświadczenie tych starszych.

A najgorsze, co może się wydarzyć, to sytuacja, w której obie strony zostaną ze swoim żalem.

Starsi powiedzą: „Młodzi nie chcieli słuchać”.

Młodzi powiedzą: „Starsi nigdy nie dali nam szansy”.

Tymczasem czasem wystarczy mniej wielkich deklaracji, a więcej prostych gestów.

Nie: „Poczekaj, jeszcze nie teraz”.

Tylko:

„Masz rękę. Bierz ją. Zróbmy to razem”.