Hejt-trolling, mechanizmy obrony naruszeń praw autorskich

Z Judytą Papp rozmawia Jacek Rakowiecki

255

W sprawach dotyczących ochrony praw autorskich w Polsce po wezwaniu z powodu naruszania, pomysłów na obchodzenie prawa jest całe mnóstwo. Z kolei wyroki nie zawsze są wykonywane, ale nasilany jest hejt – mówi Judyta Papp, odpowiadając na pytania Jacka Rakowieckiego.


 

Jacek Rakowiecki: Jesteś wybitną fotograficzką, zajmujesz się także projektowaniem, ale od dawna dużo czasu musisz poświęcać na procesy sądowe, bo twoje prawa autorskie są naruszane.

Judyta Papp: Raczej twórcą. Fotografowanie, to tylko jedna z form i nie jest zobowiązująca. A ja od dłuższego czasu więcej projektuję, niż fotografuję. Prowadzę jednocześnie archiwum mojego Ojca i tworzę wnętrze stacjonarnej galerii jego rysunków i grafik. Mój czas jest więc bardzo ograniczony i muszę ci powiedzieć, że prawa wielu uprawnionych są naruszane. Zobacz, jak ogromną liczbę spraw z powodu naruszeń praw autorskich do utworów tworzonych przez wielu różnych twórców mają Organizacje Zbiorowego Zarządzania (OZZ). A jeszcze więcej spraw i postępowań mają wydawcy, gdy ich treści są nielegalnie pobierane. Piractwo jest niestety powszechne.

A czy w małej sprawie trzeba korzystać z kancelarii i profesjonalnego pełnomocnika?

Po ostatniej zmianie procedury w zakresie ochrony własności intelektualnej ustawodawca próbuje właśnie prawo do obrony ograniczyć, narzucając polskim twórcom w sprawach, w których wartość przedmiotu sporu przekracza 20 tys. zł korzystanie z kancelarii prawniczych, jak w przypadku spraw toczących się przed Sądem Najwyższym. Co oczywiście wiąże się z opłatą i ze zwiększeniem kosztów postępowania. Mamy tu też problem naruszenia Konstytucji RP, bowiem wymóg ten może być postrzegany, jako nadmierne, czy też nieproporcjonalne ograniczenia praw i wolności jednostki (ograniczenie prawa do sądu). Postępowania sądowe w sprawach z zakresu ochrony praw własności intelektualnej (nie tylko prawa autorskiego), wymagają ogromnego nakładu pracy i wielu pism procesowych, zaangażowania i to wcale nie musi wynikać z zawiłości sprawy. W przypadku angażowania profesjonalnego pełnomocnika trzeba ten koszt doliczyć. W sytuacji, gdy postępowanie staje się zbyt kosztowne i nieopłacalne, to wiadomo jakiego efektu możemy się spodziewać. A skoro piractwo jest powszechne, to naruszeń jest dużo i nie jest możliwe interweniowanie w zdecydowanej większości spraw bezprawnego korzystania z utworu.

Wytłumaczmy może czytelnikom, na czym polega fach fotografa. Bo zwykły człowiek sądzi zapewne, że taka artystka jak ty, robi sobie zdjęcia, potem je sprzedaje, dzięki czemu może normalnie żyć. Tymczasem w przestrzeni medialnej ogromna i chyba rosnąca liczba publikowanych zdjęć, to dzieła zwyczajnie ukradzione. Czyli takie, za których użycie po prostu nie zapłacono, a często nawet ich nie podpisano nazwiskiem twórcy.

Nie tylko fotografii, ale wszelkich utworów wizualnych, muzycznych wykonań i audiowizualnych. Na takiej samej zasadzie wydawcy mają problem, gdy ich treści są pobierane i mają z tego powody straty.

Czy można ocenić, jaka jest liczba pirackich kopii twoich zdjęć?

Nie posiadam żadnych narzędzi do wyszukiwania naruszeń, tak jak każda agencja fotograficzna, czy redakcja. Wydaje mi się, że są płatne, a wystarczy to, co wyświetlają darmowe wyszukiwarki, lub gdy w ramach jakiegoś postępowania sprawdzam, czy pozwany po wyroku był łaskaw zaprzestać naruszania i od razu ukazują się inne pirackie eksploatacje tego samego zdjęcia. Czasem na swoją — teoretycznie, okładkę mogę natknąć się podczas zakupów w księgarni. Naprawdę nie potrzeba wielkich poszukiwań.

A jak najczęściej twoje zdjęcia są wykorzystywane?

Portretowe, tworzone na indywidualnych sesjach ze swej natury nie są informacyjne i nie służą takiemu celowi, dlatego zazwyczaj rozpowszechniane są w celach estetycznych.Przykładowo dla przyciągnięcia uwagi do organizowanego wydarzenia, czy jakiegoś przekazu, lub w ramach działalności innej osoby, czasem nawet innego twórcy. Na pewno nie z konieczności, bo też nie opisują one wydarzenia chwili. Zdobią więc plakaty, zaproszenia drukowane, a także są rozpowszechniane w Internecie. Zapowiedzi koncertów i przeróżnych wydarzeń, z logotypami partnerów i organizatora, bez powiązania z autorem zdjęcia i odniesienia do prezentowanej fotografii, a tym bardziej do utworu literackiego, na przykład:


Są więc sytuacje rozpowszechniania na stronie internetowej jednego zdjęcia, lub wielu zdjęć do całej oprawy dużego, kulturalnego eventu. W takiej sytuacji roszczenia muszą być adekwatne do pól eksploatacji utworów na różnych nośnikach (np. na bannerze, na plakatach, na ulotkach, czy na zaproszeniach). Można zilustrować tę kwestię w odniesieniu do nieuprawnionego korzystania ze zdjęcia na okładce pisma wydawanego przez Samorządowe Centrum Doradztwa i Doskonalenia Nauczycieli, redagowanego przez magistrów i przez pedagogów, w taki sposób:

 

Okładkę ze zdjęciem pokrytym tekstem i obcymi elementami udostępniano zarówno w Internecie, jak i w druku, bez podania czyjego autorstwa jest to zdjęcie. Z kolei w odpowiedzi na wezwanie wydawca reprezentowany przez profesjonalnego pełnomocnika twierdził, że jego klient nie naruszył, bo cel był dydaktyczny i realizował dozwolony użytek oraz, że zdjęcie nie zostało zabezpieczone przez jego autorkę.

Czyli, że klient ten korzystający nie powinien był się zabezpieczyć, tylko ty? A w jaki sposób okradany może mieć wpływ na cudze nielegalnie publikacje, czy ktoś dewastuje zdjęcie i nie podpisuje, np. na tego wydawcę?

Zapytaj o to pana mecenasa, a także o możliwość edukowania poprzez wygląd pisarza i na jakiej podstawie, edukowaniemoże odbywać się kosztem twórcy zdjęcia prezentowanego na okładce, na której nie odniesiono się ani słowem do fotografii, ani do jej autora. Nie został on bowiem podany. Można odnieść wrażenie, że w obiegu jest ten sam wzór odpowiedzi na wezwanie, czy też na pozew. Jednak bardzo często powtarzany jest zarzut, że skoro właściciel praw autorskich nie zamieścił znaku wodnego na własnym utworze, to wina jest po jego stronie. A skoro utwory można pobierać z różnych źródeł — z legalnych, jak i z nielegalnych publikacji w Internecie, także z druków, np. z książek, to zarzut ten nie ma żadnego sensu. W sytuacji samowolnego kopiowania utworów pochodzących z nielegalnego źródła, najczęściej  pobierane są utwory przetworzone i wykadrowane. Zatem znak wodny, który można zresztą na wiele sposobów usunąć, ma małe szanse przetrwania. Zamieszczanie obcych elementów na estetycznym zdjęciu zdecydowanie je szpeci. Problem nie dotyczy tego, że samochód nie miał alarmu. Nie tędy droga.   

Przecież na rynku nie brakuje portretów tych wybitnych postaci, które ty także fotografowałaś: Miłosz, Szymborska, Kapuściński, Kołakowski, Bartoszewski, Głowacki, Wolszczan. Holland.. Są to osoby publiczne.

To prawda. Wszystkie te osoby mają setki zdjęć, a w tym wiele bardzo dobrych fotografii. Te zdjęcia są dostępne w agencjach fotograficznych w cenach przystępnych dla każdego przeciętnego Kowalskiego. Jednak nie tylko portretowe zdjęcia są nielegalnie kopiowane i rozpowszechniane. Zdjęcia ilustracyjne także, lub filmy i utwory wszelkiego rodzaju. Jakkolwiek samo założenie, że coś się nam należy, bo pracujemy w branży szeroko pojętej kultury i edukacji, jest błędne. Żaden cel nie uświęca środków. Każdemu, a więc także twórcy, należy płacić za pracę. Nie płacimy, nie mamy wyraźnej zgody właściciela praw, to nie korzystamy. Przywilej darmowego korzystania jak na zasadzie odpłatnej, wymaga wyraźnej zgody uprawnionego.

A taki pedagog, bibliotekarz, czy dyrektor ośrodka kultury, jak i ich prawnicy, pobierają wynagrodzenie za swoją pracę.

Oczywiście każdemu twórcy należy się wynagrodzenie. Jednak tu chodzi o pobieranie bez pytania kogokolwiek o zgodę i o pomijanie uprawnionego, lub właściciela praw, w celu darmowego korzystania z utworów różnego rodzaju. A gdy dochodzi do sytuacji, że dany utwór może mieć każdy za darmo, to zasadniczo obniża jego sprzedaż i jest to działanie realnie przynoszące szkodę. A jeśli przy utworze autor nie jest oznaczany, to mamy wówczas w obiegu takie niczyje utwory, które bardzo łatwo stają się ofiarą dalszych pirackich kopii.

Poza faktem, że sama sesja trwa co najmniej kilka godzin, to jeszcze wcześniej poświęcasz czas na jej zorganizowanie oraz na zdobycie zaufania każdego kolejnego bohatera.

Oczywiście warto wiedzieć coś o osobie, o której mamy stworzyć indywidualny obraz. Ale o tym, czy ktoś będzie zainteresowany sesją musi decydować portfolio. Z Miłoszem nikt mnie nie poznawał. Po prostu zadzwoniłam do niego, umówiłam się i pokazywałam swoje prace, przedstawiałam koncepcję na sesję. Przede wszystkim Miłosz nigdy nie wychodził z założenia, że coś mu się należy, bo jest noblistą, czy też znanym autorem. Wręcz przeciwnie, był skromny i okazywał mi wyrazy wdzięczności, a ja byłam bardzo młodą osobą.

Problem w tym, że te zdjęcia kradną też profesjonalni wydawcy i profesjonalne instytucje kultury, czy oświaty. W obu tych przypadkach robią to więc ludzie, którzy niejako w zakresie obowiązków muszą mieć wiedzę, czego wolno za darmo użyć, a co jest płatne, albo co najmniej, co wymaga uzyskania zgody na wykorzystanie.

Znikoma ilość pirackich kopii utworów rozpowszechniana jest przez przeciętnego Kowalskiego. Większość naruszeń dotyczy bezumownego korzystania w ramach działań zawodowych podmiotów, czy osób, które udzielają się w kręgach edukacji, czy kultury, lub są profesjonalnymi wydawcami. A wszystkie “biedne” instytucje kultury i podmioty edukacyjne, jak i fundacje, stowarzyszenia zatrudniają prawników.

To za co tym prawnikom płacą?

Nie miałam nigdy żadnego przypadku nieświadomego naruszania moich praw autorskich. W przypadkach mi znanych naruszanie zawsze jest związane z czynnością wyszukiwania, z wyborem zdjęcia, z pobraniem go i rozpowszechnianiem w celu ozdoby, czy wzmocnienia własnego przekazu, np. wykorzystania w informacji o wydarzeniu, czy np. na stronie z cudzą twórczością, przypadki i potrzeby są różne. Zawsze z chęci darmowego skorzystania, więc nic nie jest ustalane. Jak wspominałam, zdjęcia portretowe nie są zdjęciami reporterskimi, co też wyznacza cel korzystania.

I co wtedy robisz?

To zależy od konkretnego przypadku i od wielu czynników. Na przykład, od okresu i zakresu naruszania, a przede wszystkim, czy mnie, jako twórcę, to krzywdzi i mi szkodzi. Przez kogo i gdzie, w jakiej formie utwór jest rozpowszechniany i czy w normalnych warunkach w ogóle wyraziłabym zgodę na korzystanie. Czy zdjęcie podpisano autorem, czy zostało ono przetworzone, czy stanowi dominującą część publikacji, ile było form korzystania itd.
Spójrzmy na ten przykład, bo można posunąć się, aż tak daleko i jeszcze podpisać tę przeróbkę zdjęcia, jako własne:


W przypadku utworów wizualnych nie mamy do czynienia z plikami z muzyką czy z filmami, które także są utworami chronionymi, ale z działaniem wizualnym. Nie można więc wychodzić z założenia, że nie dzieje się krzywda, skoro na przykład zdjęcie było rozpowszechniane w małym formacie i w niskiej rozdzielczości. Przeciwnie, wszystko, co wypacza obraz i zawarty w nim przekaz, stanowi ingerencję i wymaga akceptacji twórcy utworu. Przede wszystkim trzeba zobaczyć zakres naruszania, nie można uogólniać.
W sytuacji, gdy uznaję, że ktoś te zasady pogwałcił, a mnie to krzywdzi i wyrządza mi szkodę, to wzywam do zaprzestania i do usunięcia skutków naruszania. Trzeba pamiętać, że tym skutkiem jest także brak wynagrodzenia, bo zaistniała szkoda z faktu nieuprawnionego korzystania. A jeśli doszło do rozpowszechniania utworu w zmienionej postaci, bez żadnego związku z jego autorem, to skutkiem jest także powstała krzywda i coś z tym trzeba zrobić.

Reagują?

Patrząc ogólnie, a nie na indywidualne przypadki, zazwyczaj w odpowiedziach na wezwania prezentowane są wciąż te same argumenty na brak odpowiedzialności za bezumowne rozpowszechnianie danego utworu. Twierdzenia, że korzystanie było nieświadome i zawsze w szczytnym celu. A do tego zwykle powoływane jest równie nieświadomie “prawo cytatu, lub zazwyczaj dozwolony użytek, bez odniesienia do własnej sytuacji i do możliwości korzystania z wyjątku, który jest przewidziany dla ściśle określonych w ustawie instytucji tworzących system szkolnictwa wyższego i nauki. Jednak w ramach zgodnego z prawem korzystania i niegodzącego w interesy twórcy. Do takich odpowiedzi zazwyczaj załączane są nieprawidłowe wyroki i wyjątki w orzecznictwie, lub nieprawomocne orzeczenia w sprawach zakończonych dla twórcy korzystnie. Są to nieustannie te same archiwalne wyroki. Przykładowo wyrok Sądu Okręgowego w Kaliszu, w całości zmieniony w apelacji wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Łodzi, w którym uznano naruszenie zarówno praw majątkowych, jak i osobistych (brak autorstwa i ingerencję w utwór) oraz całość roszczeń.

Wszystko, jak się okazuje można wypaczyć, nawet wyroki.

A w odpowiedzi na zgłoszenie naruszenia prawie zawsze pojawia się zarzut nadużycia prawa i przerzucana jest wina. Można to porównać do zarzucania Unii, że stosuje środki ochronne względem niepraworządnego państwa. Muszę ci powiedzieć, że w sprawach dotyczących ochrony praw autorskich w Polsce po wezwaniu i w ramach dochodzenia praw i roszczeń, pomysłów na obchodzenie prawa jest całe mnóstwo. Z kolei wyroki nie zawsze są wykonywane, ale nasilany jest hejt.

Osoby zatrudniane w instytucjach właśnie po to, by edukować, także o kulturze i popularyzować polskich autorów, ale w ramach tego nie muszą działać zgodnie z prawem. Skąd takie przekonane?

Tu chodzi także o zasady, granice obrony i o zwyczajną przyzwoitość. Niestety, w stosunku do praw bezwzględnie skutecznych wobec wszystkich, jak i innego rodzaju praw, zasad i reguł słuszności, a także do dobrych obyczajów, bliżej nam do Wschodu, niż do Zachodu.
Zobrazuję tę kwestię na bardzo dotkliwym przykładzie. Właścicielka portalu publicystyczno-kulturalnego, a także autorka i członkini Związku Polskich Autorów i Dziennikarzy, 20 lat temu pojawiła się na aukcji charytatywnej, na której licytowane były moje fotografie w oprawie. Cały dochód z aukcji przekazałam na cel społeczny. Jeden egzemplarz w tych aukcyjnych warunkach poszedł w ręce wspomnianej redaktorki, która po dwóch latach zdjęcie w formie pliku rozpowszechniała na prowadzonej przez siebie stronie internetowej Sofijon.pl jako jej wydawca. Ilustrując swój artykuł tym zdjęciem, bez mojej wiedzy i bez zgody na rozpowszechnianie. Nie uiszczając opłaty licencyjnej za nową formę eksploatacji.

 

W swoim artykule nie odniosła się ani słowem do aukcji fotografii sprzed lat, ani do zdjęcia, a tym bardziej do jego autora. Wyraziłam sprzeciw takiemu korzystaniu. Jednak na wydawcy witryny internetowej nie zrobiło to wrażenia. Jakkolwiek, sytuacja ta miała miejsce spory czas temu i należałoby już o tym zdarzeniu zapomnieć, to jednak wspomniana redaktor od wielu lat regularnie mnie hejtuje na portalach społecznościowych i na blogach. Nawet w 2022 roku otrzymałam do wiadomości jej obraźliwe wpisy kierowane pod moim adresem. Jak się okazuje możliwe jest, aby przez tyle lat nie zorientować się, że istnieje coś takiego, jak różne formy i cel korzystania

Nie miała czasu, zajęta była hejtowaniem. A jak w procesach takie osoby się bronią?

Na nieświadomość oraz, że zdjęcie zostało wykorzystanie w dydaktycznym i w szczytnym celu. Na emocje, więc “na biedę“, nie wykazując jej w stopniu minimalnym jednocześnie. Zarzuty są nieomal identyczne, jak w szkalujących publikacjach, że twórca zdjęć zarabia na naruszeniach i zataja ugody, że roszczenia są wygórowane. Jeszcze celowo swoich zdjęć nie podpisuje i nadużywa. To bardzo typowe metody manipulacji, więc dobre wrażenie robią przypadkowi użytkownicy, dzieci, “gazetka szkolna”, że ktoś jest matką, podawanie wysokich kwot i argumentacji, że biblioteki są biedne, takie wyimaginowane przypadki bez odniesienia do faktów i jakiego korzystania konkretnie sprawa dotyczy. Wydaje się oczywistym, że dzieci nie prowadzą i nie wydają „gazetek szkolnych, a taki często pada argument. Zauważ, że ilustracji wykorzystania  utworów i naruszeń, o których się pisze, w żadnym z takich artykułów jeszcze nikt ich nie opisał i nie pokazał. A tym bardziej w przypadku jeśli doszło do szerszego zakresu i form korzystania. Piętnowany jest autor, a więc ta druga strona przedstawiana jest jako biedna i nieświadoma ofiara. Pomijane jest przy tym, lub bagatelizowane zdarzenie wywołujące krzywdę i szkodę, choć jest ono przede wszystkim wizualnym obrazem. Z kolei odpowiedzi na wezwanie, lub na pozew zawierają najczęściej załączniki z artykułami szkalującymi stronę przeciwną, bez odniesienia do własnej sprawy i zakresu naruszania. Pytając w korytarzu sądu mecenasa strony przeciwnej, dlaczego w taki sposób broni klienta można usłyszeć, że być może “sąd to kupi”. To się przecież widzi.
Jakkolwiek chciałabym zaakcetowcać, że zdarzają się także sprawy i przypadki poczucia odpowiedzialności po drugiej stronie, a także kultury i przyzwoitości. Wówczas sprawa bezumownego korzystania jest szybko załatwiana i nie ma sprawy.

Ale czy publikując informacje związane np. z Miłoszem, by pozostać przy tym przykładzie, to naprawdę potrzebują aż tak artystycznych zdjęć poety, bo jego twórczość zależy od tego, jak wyglądał?

Na pytania retoryczne można nie udzielać odpowiedzi. Znamienne, że w przypadku zagranicznych spraw, a z naruszeniami, nie tylko moich praw autorskich, mam do czynienia co najmniej od 20 lat, to w ani jednym przypadku nie było sytuacji inicjowania hejtu w ramach obrony po naruszaniu praw autorskich. W naszym kraju jest jednak inaczej. Można otrzymywać od dyrektorów placówek dydaktycznych, kulturalnych, odpowiedzi o charakterze obraźliwym, a także grożące zawiadomieniem organów ścigania. Bywa, że po zgłoszeniu bezprawnego charakteru publikacji, druga strona podejmuje działania pozorne. Polegają one na przesłaniu w odpowiedzi na wezwanie informacji o zainteresowaniu ugodowym załatwieniem sporu, na potrzeby ewentualnego procesu, a później zachowanie przeciwne. Całkowita bierność, nieodpowiadanie na próby kontaktu w celu ustalenia warunków takiej ugody. Muszę ci powiedzieć, że to bardzo częste zjawisko.

Sprytne.

Najbardziej jednak przykre są sytuacje, gdy w rozmowie po wezwaniu usłyszy się sugestie zainicjowania kampanii szykanowania w Internecie, w przypadku dalszego dochodzenia praw. A później obserwuje się, jak to jest realizowane.

Rozmawiał Jacek Rakowiecki

Cd​. w wydaniu weekendowym brief.pl


Komentarze
Ładowanie...

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. AkceptujęDowiedz się więcej