Jak pogodzić karierę z rodziną, robiąc tylko to co kocha się najbardziej?

320

Żona, matka i kobieta biznesu – na początku kuratorka zawodowa, a teraz projektantka mody. Rozmowa z Panią Grażyną Paturalska, prelegentką drugiego wydarzenia Geneza Biznesu.

Jest Pani szczęśliwą żoną, matką oraz kobietą biznesu. Czy łatwo było Pani pogodzić te role?

Godzenie tych ról nigdy nie jest łatwe, bo wszystko dzieje się TU I TERAZ. Decyzje i wybory podejmuje się każdego dnia mając świadomość, że ktoś/coś w tym momencie ucierpi. Jak powiedziała Margaret Thatcher „każda kobieta na drugie imię powinna mieć „Guilty (winna)”, bo tak się właśnie czuje każdego dnia, kiedy musi wybierać, komu poświęci czas i uwagę: pracy czy rodzinie, a zwłaszcza dzieciom”.

Przez wiele lat, kiedy dzieci były małe, a mój mąż bez przerwy podróżował służbowo, starałam się organizować moją pracę zawodową tak, żebym mogła być blisko nich i domu. Mieszkaliśmy sami,  z dala od rodziców, mogliśmy liczyć tylko na siebie i nie chciałam, żeby nasze dzieci czuły się osamotnione. Bardzo często, kiedy kładłam je spać, dopiero nocą robiłam wszystko to, czego nie zdążyłam za dnia.  Przez kilka pierwszych lat pracowałam na etacie w dzień, a nocą – rozkręcając pierwszy w życiu biznes, szyłam firanki.

Jest Pani niewątpliwie osobą o wielu talentach, sięgnęła Pani po przysłowiowe gwiazdy. Co w pracy zawodowej sprawia Pani największą radość?

Nie zawsze było tak, że praca zawodowa sprawiała mi radość. Przez 11 lat pracowałam jako kurator zawodowy dla nieletnich, gdzie zetknęłam się z prawdziwymi dramatami ludzi, w tym dzieci uzależnionych od narkotyków. Były to problemy w większości nie do rozwiązania. Później, kiedy przez 12 lat prowadziłam razem z mężem dużą firmę budowlaną, odkrywałam każdego dnia nieznaną mi dotąd radość z obcowania z ludźmi, wprowadzania nowych, bardzo technicznych działów do firmy, które były w istocie urzeczywistnieniem moich marzeń – o pięknych oknach i domowym ogrodzie zimowym. To właśnie marzenia, a nie sukcesy,  były tym sięganiem po gwiazdy. Dawały mi siłę i motywację do wielu działań. Kiedy w końcu przed ośmioma laty krętymi ścieżkami dotarłam na moją obecną drogę, czuję, że moje życie poszybowało tak lekko jak latawiec uniesiony nagłym porywem wiatru. Tym wiatrem okazała się moja tłumiona przez wiele lat pasja i miłość do mody. Nagle wybuchła tak gwałtownie, że na szczęście nie udało już mi się jej stłumić. Muszę wyznać, że pośród tylu poważnych ról życiowych, które pełniłam wcześniej przez wiele lat: bizneswoman, a potem Posłanka na Sejm, nigdy nie traktowałam mody poważnie. Bawiłam się nią od dziecka ale nigdy wcześniej nie wyobrażałam sobie, że kiedyś stanie się treścią mojego życia, powietrzem, którym oddycham. Zawsze wszystkie moje ubrania projektowałam sama, ale żeby zaraz stworzyć własną kolekcję ubrań i torebek? Nie, o tym nigdy nawet nie śmiałabym marzyć! Poczucie wolności, to jest ta radość, która uskrzydla mnie każdego dnia. Nic nie muszę, ale bardzo dokładnie wiem, czego chcę.

Częste podróże są częścią Pani pracy, aczkolwiek nie zwalnia Pani tempa. Czy to kwestia silnego charakteru czy pasji?

Podróże to druga moja wielka pasja, na którą obecnie nie mam tyle czasu, ile bym chciała, bo bez przerwy „bawię się” moją pracą.  Kiedy zaczynam projektować , w moim świecie nie ma ani pór roku ani pór dnia, czy nocy. Jest tylko radość z kolorów, którymi się otaczam, a inspiracje czerpię z natury:  z kwiatów, jesiennych kolorowych liści, a czasami z szarego deszczowego dnia, czy roziskrzonej białej zimy. Tęsknię do częstych podróży po odmiennych kulturowo i krajobrazowo miejscach na ziemi ale i też do ludzi, których podczas tych podróży poznaję. Ciekawią mnie i fascynują swoją odmiennością, którą bardzo lubię i szanuję. Stąd również czerpię nieskończenie wiele inspiracji. Bez trudu udaje mi się nawiązać z nimi kontakt, nawet taki przypadkowy, krótki, na wymianę kilku zdań, w kawiarni przy sąsiednim stoliku, albo czasami – na długie lata.

Była Pani jedną z prelegentek spotkania “Geneza Biznesu III- Sukces Kobiety w Biznesie”. Opowiadała Pani swoją historię i drogę do kariery, która jest imponująca. Co poradziłaby Pani kobiecie, która stawia pierwsze kroki w biznesie?

Nie chcę mówić o ciężkiej pracy i profesjonalizmie, bo to oczywiste. Każdej kobiecie, która stawia swoje pierwsze biznesowe kroki poradziłabym, aby zawsze miała odwagę być sobą nie tylko w biznesie , ale przede wszystkim w życiu,  aby ufała swojej intuicji i nigdy nie przestała marzyć. Wszystko inne przyjdzie samo, tak jak po nocy dzień, a po zimie, lato. Poradziłabym jej też, żeby przed podjęciem każdej ważnej życiowo decyzji, zapytała siebie, co jest dla niej najważniejsze i którędy dąży po drodze do swojego celu? I wreszcie powiedziałabym jej, żeby pamiętała, że w życiu jak na karuzeli: raz na górze, raz na dole. To naturalna kolej rzeczy, z którą nie należy walczyć. Tak już jest i trzeba tylko tę rzeczywistość zaakceptować.

Gdzie widzi siebie Pani za dziesięć lat?

To pytanie mi pochlebia, bo choć niezmiennie czuję się młoda i silna, gotowa na wiele nowych wyzwań, to jednak metryka bezlitośnie stara się przypominać o swoich prawach do wypoczynku, a nie forsownych działaniach zawodowych. Całe moje dotychczasowe życie to jedna wielka metamorfoza, która ciągle każe mi coś zmieniać, poprawiać, zdobywać wciąż nowe doświadczenia na nieznanych wcześniej obszarach. Przed wielu laty, kiedy pracowałam jeszcze z mężem w firmie budowlanej, tak bardzo to lubiłam i pewna byłam, że,  jako bardzo sędziwa staruszka, wystukiwać będę laseczką moje przybycie do firmy. Tak się jednak nie stało, bo dziś jestem zupełnie gdzie indziej niż wówczas myślałam, że będę. Stąd też nie odważę się powiedzieć, gdzie dokładnie zaprowadzi mnie życie za kolejnych dziesięć lat, jeśli wciąż tu będę? Może będę podróżować i pisać, co uwielbiam, albo na przykład otworzę własną restaurację, bo lubię i podobno umiem dobrze gotować. Może nawet będzie to, jak kiedyś, biznes rodzinny, bo cała moja rodzina świetnie gotuje. Kto wie? Czas pokaże. Wiem natomiast tylko jedno na pewno:  cokolwiek będę robić, będzie to coś, co kocham.