Design w czasach zarazy 4.0

401

W pewnym momencie padło kilka luźnych rozważań na temat najważniejszej funkcji wszelkich pojazdów jaką jest transport i z tej perspektywy powstała konkluzja, że najbardziej luksusowym pojazdem jako indywidualny środek transportu byłby tramwaj, który jak wiadomo kosztuje kilka milionów złotych!

Czy można przewidzieć nieprzewidywalne?

Z pewnością każdy z nas chciałby posiadać taką umiejętność. Moglibyśmy być dosłownie z Panami losu. Wyobraźmy sobie, że wiemy jakie cyfry skreślić w lotto, że nadciąga epidemia czy niedługo wybuchnie wulkan. Moglibyśmy nie tylko przewidzieć ruchy naszego konkurenta zamierzającego wprowadzić nowy, znacznie lepszy produkt, ale również odpowiednio wcześniej się na to przygotować. Niestety bywa tak, że nasz ogromny sukces paradoksalnie staje sią jednocześnie naszym największym problemem. Jak to możliwe? Zastanówmy się nad tym.

Grudzień 2019 roku, w Chinach, a dokładnie w Wuhan zostaje zdiagnozowany pacjent z niestety już znanym nam korona wirusem. W ciągu kolejnych miesięcy nasze życie ulega diametralnej zmianie. Giełdy notują spadki jakich do tej pory nie odnotowano, a gospodarka stoi u progu kryzysu, którego nigdy wcześniej nie doświadczyła. Ludzi ogarnęła niepewność, zamykane są przedsiębiorstwa, co przekłada się na drastyczny wzrost bezrobocia. Dochodzi do bezprecedensowej sytuacji na rynku ropy, gdzie popyt jest tak niski, że cena niegdyś „czarnego złota” w kontraktach osiąga cenę poniżej zera. Jedno jest pewne, w kolejnych miesiącach, czy nawet latach świat będzie borykał się ze skutkami tych wydarzeń.

Przenieśmy się do nieco odleglejszych czasów. Jest 19 lutego 1600 roku. Dochodzi do wybuchu wulkanu Huaynaputina położonego na wyżynie wulkanicznej w południowym Peru. Była to jedna z największych erupcji w historii świata powodująca serię tragicznych konsekwencji. Wybuch doprowadził nie tylko do zasypania okolicznych wiosek grubą warstwą pyłu wulkanicznego zabijając jednocześnie około 1 500 osób, ale również do znacznego ograniczenia ilości promieniowania słonecznego docierającego do ziemi, czego konsekwencją było zmniejszenie temperatury powietrza. Zima roku 1601 była jedną z najcięższych w historii. Nawet latem temperatura w północnej Europie i Rosji spadała poniżej zera.  W Rosji doprowadziło to do klęski głodu datowanej na lata 1601 a 1603, która zabiła około jedną trzecią ówczesnej populacji, czyli około 2 mln ludzi. Kto mógł wiedzieć? W przypadku natury jej zachowanie jest w zasadzie mało przewidywalne. To fakt! Jednak czy nie można było ograniczyć lub uniknąć tragicznych skutków dla ludzkości?

Projekt przyszłości czy wielki upadek?

W 1881 roku George Eastman oraz Henry Strong założyli firmę o nazwie Eastman Dry Plate Company, znaną później jako Kodak. Eastman był pasjonatem, który mimo braku wykształcenia skutecznie przewidywał trendy oraz wierzył w siłę innowacji. Kierował się prostym celem – chciał jedynie ułatwić ludziom robienie zdjęć. Pierwszy model aparatu stworzony przez firmę pojawił się w 1886 roku, drugi natomiast dwa lata później i otrzymał nazwę Kodak. Było to słowo wymyślone na potrzeby tego projektu i nie miało absolutnie żadnego znaczenia. Przy okazji wypuszczenia aparatu na rynek powstał słynny slogan reklamowy firmy „Naciśnij przycisk – my zajmiemy się resztą”. Przez kolejne lata firma dzięki swoim przełomowym wynalazkom i patentom sukcesywnie się rozwijała. Jednym z takich przełomów było wprowadzenie na rynek filmów na rolkach 35 mm. Podczas I wojny światowej kodak stworzył aparat wykorzystywany na potrzeby lotnictwa. Kolejnym ważnym wynalazkiem było stworzenie taśmy filmowej 16 mm z przeznaczeniem do nagrywania filmów z dźwiękiem. Ciekawostką jest, że każdy film nagrodzony Oscarem pomiędzy rokiem 1928 a 2009 był nagrany na taśmie filmowej marki Kodak. Firma sukcesywnie rozwijała portfolio swoich produktów stając się liderem w swojej branży oraz zostawiając konkurencję daleko w tyle. W 1975 roku Steve Sasson, będący inżynierem w Kodaku, zbudował pierwszy działający model cyfrowego aparatu fotograficznego wielkości tostera pozwalający wykonywać czarno – białe zdjęcia o rozdzielczości 0,01 megapiksela. W latach 80. wprowadzono na rynek między innymi kasety video 8 mm, Beta i VHS. Pod koniec dekady zatrudnienie w firmie sięgnęło 144 000 osób. Najwyższą cenę 94 dol. za akcję gigant osiągnął w 1997 roku. Lata 90. to okres, w którym firma zmuszona była zmagać się z rosnącą konkurencją. Pod koniec dekady Kodak i Sanyo zaprezentowały pierwszy na świecie komercyjny model pełnokolorowego wyświetlacza (OLED). Nowy wiek firma rozpoczęła od wprowadzenia linii aparatów cyfrowych Kodak Easyshare, jednak linia tych produktów nie była traktowana priorytetowo. Do 2005 roku ponad połowa przychodów firmy pochodziła ze sprzedaży tradycyjnych aparatów. Brak wystarczającej reakcji na nowy segment aparatów oraz ciągłe angażujące zarząd batalie o patenty z takimi firmami jak Apple, czy RIM zdecydowanie wykorzystała konkurencja. Akcje poszybowały w dół do wartości 54 centów i ostatecznie w 2012 roku Kodak zmuszony był ogłosić upadłość. Od momentu wynalezienia „cyfrówki” do upadku firmy związanym bezpośrednio z rozwojem aparatów cyfrowych minęło 37 lat. Był to, aż nadto wystarczający okres by firma mogła zorientować się w trendach i podjąć decyzję o inwestycji w projekt wprowadzając tzw. „gamechanger”, a nie jedynie skupiać się na naturalnym procesie ulepszania swoich tradycyjnych produktów. Niestety z perspektywy zarządu, będącego pod naciskami akcjonariuszy podjęcie ryzykownej decyzji było niemożliwe. Oczekiwania stabilnego zwiększania zysków, zmniejszania zaangażowania kapitału własnego poprzez utrzymanie bądź obniżanie inwestycji, a także doradztwo zachowawczych analityków wpłynęło na ograniczenie innowacyjności firmy. Zbiór czynników płynących z otoczenia oraz wnętrza organizacji doprowadził do jej upadku. Łatwo można zauważyć ograniczenie otwartości na zmiany oraz ograniczenie kreatywnego rozwiązywania problemów. Myślicie, że trafna obserwacja, wyciagnięcie wniosków oraz szybka reakcja pomogłoby firmie przetrwać?

Jak nadepnąć komuś na odcisk

W pewnym momencie naszej działalności udało nam się „obrazić” jedną z marek automotive. Kilka lat temu zostaliśmy zaproszeni na konferencję organizowaną w jednym z salonów marki i wygłoszenie krótkiego wykładu o projektowaniu. Po zakończeniu głównej części prezentacji, przeszliśmy do przedstawienia kilku naszych projektów związanych z motoryzacją. Zdecydowaliśmy się jednak na rezygnację z omawiania projektów wykonywanych dla konkurencji z segmentu super samochodów. Skupiliśmy się głównie na projektach związanych z transportem publicznym oraz na ogólnej tematyce designu i podejścia do projektowania, otwartości na zmiany oraz szeroko budowanych wizji przyszłości. W pewnym momencie padło kilka luźnych rozważań na temat najważniejszej funkcji wszelkich pojazdów jaką jest transport i z tej perspektywy powstała konkluzja, że najbardziej luksusowym pojazdem jako indywidualny środek transportu byłby tramwaj, który jak wiadomo kosztuje kilka milionów złotych!  Jakże wielkie było oburzenie części załogi salonu po tym stwierdzeniu, przecież to nie są ich klienci! Cóż jednak nie da się przewidzieć wszystkiego 😉 Pewnego rodzaju dystans oraz podejście do problemu bez przysłowiowych klapek na oczach jednocześnie zapewniające dalekowzroczność wymagane jest w procesie podejmowania decyzji w każdej firmie.

Ciekawym przykładem może być właśnie historia Porsche, dla którego zmiany i kryzys to nic nowego. Już dwukrotnie marka została zmuszona do podjęcia walki o przetrwanie. Pierwszy krach nadszedł na początku lat 90. XX wieku, gdzie niemal wszyscy spodziewali się upadku samochodowego giganta. Wówczas Wendelin Wiedeking podjął próbę jego ocalenia stając na czele firmy jako nowy prezes zarządu i dyrektor generalny. Na przestrzeni kilkunastu lat osiągnął wręcz niemożliwego. Nie tylko uchronił koncern przed upadłością, ale zdołał również wynieść go na wyżyny światowego rynku motoryzacyjnego wypracowując w latach 2007/2008 niebanalny rekordowy zysk netto na poziomie 6,392 miliarda euro. Wprowadzone odważne zmiany odnosiły się do fundamentalnych elementów działalności. Zredukowano koszty, zoptymalizowano procesy oraz przebudowano portfel produktów, gdzie kluczowym celem było wprowadzenie zupełnie nowych modeli, a wyeliminowanie tych nierentownych. Wykorzystano również outsourcing części produkcji do firm zewnętrznych. Pomimo dotychczasowego sukcesu, w latach 2008/2009 nadszedł kryzys, gdzie kolokwialnie mówiono, że „Porsche złapał gumę” – znacznie ograniczono produkcję. Pojawił się problem nie tylko z płynnością, ale również gigantycznymi stratami przekraczającymi 3,5 miliarda euro, a prezes zarządu i dyrektor generalny żegnał się z obejmowaną posadą. Historia pokazuje, że nowe i trafne spojrzenie na przedsiębiorstwo w zakresie jego funkcjonowania oraz produktów, które oferuje, a także odważne wprowadzenie zmian może zdziałać cuda. Obserwacja naszej organizacji oraz otoczenia powinna odbywać się systematycznie, a przedsiębiorstwo nastawione na osiągnięcie biznesowego sukcesu, z otwartością powinno patrzeć na zmiany oraz szybko reagować na czynniki otoczenia.

Wracając do pytania z początku artykułu, czy można przewidzieć nieprzewidywalne, odpowiedź brzmi nie! Jednak istotnym elementem w wyjściu obronną ręką z problemów, które mogą nas spotkać jest właściwa ciągła obserwacja otoczenia oraz tempo podejmowanej decyzji i reakcja. Syndrom indyka jest doskonałym przykładem awersji do zmian. Historia toczy się na pewnej farmie, a jej głównym bohaterem jest właśnie indyk. Jego każdy dzień wyglądał zupełnie tak samo. Opiekun o określonych porach wypuszczał go z zagrody, uzupełniał jedzenie i wodę. Indyk utwierdzając się w przekonaniu, że jego życie się nie zmieni, nie był w stanie zwrócić uwagi na tak drobne szczegóły wyrwane z kontekstu jak ostrzenie siekiery czy przygotowanie pnia. Nie przewidział, co tak naprawdę go spotka, tym samym nie mógł również w żaden sposób zareagować. Rzeczy, które nijak pasowały do jego utartej rzeczywistości zupełnie zignorował. Tak bierne postępowanie sprowadziło na niego tragedię, którą miał szansę przecież przewidzieć. Jest to bardzo prosty przykład, który pokazuje potrzebę ciągłej obserwacji otoczenia oraz pracy nad dostosowaniem się do nowych warunków. Każdy już chyba wie, że dzisiejsze czasy wymagają od nas niesamowitej elastyczności i otwartości. Dają nam ogromne możliwości, jednak ich wykorzystanie często wiąże się z rezygnacją z dobrze nam znanej przeszłości. Zaczynamy odczuwać pewnego rodzaju dyskomfort psychiczny związany z brakiem kontroli, a wątpliwości biznesowe stają się nieco większe niż zawsze. Warto jednak otworzyć się i nie dać zaskoczyć zmianom. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć nieprzewidywalnego, ale jedno jest pewne: nasze otoczenie zawsze będzie się zmieniało. Wiadomo, że im większe zmiany, tym większy opór, ale prawda jest taka, że to od Nas samych zależy przyszłość Naszego biznesu. Rozwijajmy zatem tzw. niewidzialne kompetencje. Zachowujmy świeżość umysłu i nie bójmy się patrzeć w przyszłość, nie odwracając się do tyłu. Włączmy „szerokie i szybkie myślenie”, aby trafniej podejmować decyzje.

Darmowy audyt

Na początku kwarantanny uznaliśmy, że jako Kaniewski Design chcemy dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć sektor produkcyjny. Udostępniliśmy możliwość przeprowadzenia darmowego audytu wzorniczego, co o dziwo spotkało się z nikłym zainteresowaniem.  Być może firmy nadal były sparaliżowane ilością sprzecznych informacji płynących z mediów i rynku oraz wciąż odczuwają ogromną niepewność. Warto jednak zastanowić się, czy nie jesteśmy rzeczonym indykiem i czy czasami nie za mocno wierzymy w nasze doświadczenie, umiejętności oraz utarte ścieżki czyli to w jaki sposób schematy działały w przeszłości. Dostrzeżenie szansy może być bardzo trudne. Dobre propozycje zmian mogą pochodzić ze źródeł, od których byśmy się tego często najmniej spodziewali. Mogą również zawierać wizje dalszej działalności tak bardzo odległą od naszych pierwotnych planów, że wydadzą się irracjonalne, bynajmniej na pierwszy rzut oka. Jednak nie odbierajmy sobie szansy i pomimo natłoku informacyjnego oraz presji czasu i otoczenia bądźmy otwarci.

M2

Zastanawialiśmy się ostatnio jak zmiany, które zachodzą wpłyną na rynek nieruchomości. Na początek weźmy „na blat” biura. Obecnie wszyscy, którzy nie muszą w swojej pracy wykorzystywać skomplikowanych maszyn i innych urządzeń generalnie wykonują ją w domu. Czasami można się spotkać z odgłosami dzieci dobiegającymi np. w trakcie rozmowy z konsultantem bankowym co ma swój wesoły urok. W tym czasie pracodawcy i pracownicy uczą się nowego sposobu współpracy. Im dłużej potrwa ten stan, tym więcej zwolenników takiego rozwiązania może zdobyć. Coraz częściej słychać głosy osób, które początkowo bardzo sceptycznie podchodziły do pracy zdalnej lub nawet nie wyobrażały sobie żyć w taki sposób, teraz natomiast odkrywają, ile pozytywnych aspektów ze sobą niesie. No to po co komu biura? Może lepiej będzie dać pracownikowi „kilka stów” na kupno biurka i krzesła, jeżeli będzie potrzebował i niech pracuje w domu. Po co płacić niekiedy ogromne czynsze najmu oraz rachunki za energię, wodę itd.? Po co robić owocowe wtorki i słodkie czwartki? Każdy może sobie robić to sam, a przedsiębiorcy z pewnością zobaczą, jak zmieni to ich bilans kosztów. No dobrze, to idźmy tym tropem dalej i załóżmy, że znacząco spada zapotrzebowanie na powierzchnię biurową i pracownicy pracują zdalnie obojętnie gdzie się znajdują. Jak to może wpłynąć na rynek mieszkań? Może np. zmniejszyć się popyt na mieszkania w dużych miastach i część ludzi może się po prostu wyprowadzić. W końcu jednym z najważniejszych powodów obecności w dużych aglomeracjach jest możliwość budowania swojej kariery poprzez pracę w wielkich firmach. Możliwość przebywania w takim otoczeniu niosła do tej pory za sobą ogromne koszty utrzymania. Znamy ceny mieszkań w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy innych dużych ośrodkach miejskich oferujących znane logotypy wśród pracodawców na swoim terenie. Co się stanie, jeżeli ludzie zauważą, że mogą pracować wszędzie i pomyślą, że może lepiej wrócić do mniejszej miejscowości, gdzie często posiadają własny dom lub mieszkanie po rodzicach i tym sposobem zwiększą zysk z pracy znacznie redukując koszty utrzymania? Jak to wpłynie na rynek nieruchomości, deweloperów, firmy budowlane oraz duże miasta? A jak to wpłynie na producentów wyposażenia biurowego, urządzeń i innych przedmiotów poprawiających ergonomię w miejscu pracy? Z pewnością powstaną zupełnie nowe potrzeby, zrodzą się preferencje klientów, o których obecnie nikt pewnie nie myślał. Mogą powstać zupełnie nowe segmenty, które stworzą szansę dla wielu przedsiębiorców. Jedni zyskają, a inni stracą. Powyższy tekst jest tylko prostym przykładem analizy przyczynowo skutkowej, dzięki której powstała odważna wizja, która może pozwolić na właściwe odnalezienie się teraz i później. A czy Ty masz odwagę spojrzeć w przyszłość?

Kaniewski Design

Komentarze
Ładowanie...

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. AkceptujęDowiedz się więcej